Jak Wam się wydaje - perfekcjonizm partnera, to zaleta czy wada? Jak żyje się z perfekcjonistą? Życie z nim jest łatwiejsze czy raczej uciążliwe? Czy Wam perfekcjonizm partnera przeszkadza?
Podobne tematy
Powinno być: jak się żyje z perfekcjonistą-prokrastynatem. Zwykle te cechy występują łącznie.
Ano tak, że koniecznym jest tolerować "planowe" opóźnienia. ![]()
3 2013-08-18 03:42:37 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-08-18 03:49:13)
Powinno być: jak się żyje z perfekcjonistą-prokrastynatem. Zwykle te cechy występują łącznie.
Ano tak, że koniecznym jest tolerować "planowe" opóźnienia.
Chyba ciężko mi sie myśli o tej porze. Nie kumam
Mnie perfekcjonista kojarzy sie raczej z osoba, która wszystko chce wykonać jak najlepiej (jak najdokładniej) według własnych, subiektywnych norm i wcale to nie musi się łączyć np z planowaniem, czy pedantyzmem
, bo perfekcjonista może akurat nie lubić planować i nie mieć zamiłowania do porządku
. Również z opoznianiem, czegokolwiek. Moze działać perfekcyjnie a zarazem szybko.
Prokrastynacja to opóźnienia w działaniach, a raczej zamiłowanie do odkładania wszystkiego na później.
Ale milo N4VV, ze dałeś mi nowe spojrzenie na tą sprawę
.
Nawiązując do tematu, umarłabym przy osobie, która odkłada wszystko na później
, ale utłukłabym wiecznie niezadowolonego z siebie perfekcjonistę.
Jestem perfekcjonistką i chyba bliscy powinni się wypowiedzieć czy to moja wada czy zaleta. Myślę, że jedno i drugie
Nie lubię niczego odkładać na później, wszystko muszę zrobić po swojemu i czasem nawet wolę się "zaharowywać" niż przyjąć czyjąś pomoc.
W pracy perfekcjonizm mi pomaga
W życiu prywatnym utrudnia relacje z mężem
haha ma on biedny ze mną ciężki kawałek chleba ![]()
Życie z perfekcjonistą jest upierdliwe dla kogoś, kto nie ma perfekcjonistycznych zapędów. Ja swojego życia prawie nie planuję, większość rzeczy robię jak mi się zachce, nie mam zamiłowania do pedantycznego porządku, uważam, że żeby sprzątać trzeba najpierw nabałaganić. Za to rzeczy, które lubię staram się robić dobrze.
Myślę, że trafiwszy na perfekcjonistę zwariowalibyśmy ze sobą nawzajem.
Pisałam felieton nt perfekcjonistów
i powiem Wam , że nie ma odpowiedzi na pytanie Czy to zaleta czy wada. Uważam , że przy zdrowym rozsądku perfekcjonizm jest zaletą , ale zgadzam się też z tym , że życie z perfekcjonistą do łatwych nie należy.
Gorsze wydaje się z pedantem. W tym już żadnego sensu nie ma.
Pedant to już poważna sprawa ![]()
A co najlepsze , wiele osób myli te dwa pojęcia - pedant i perfekcjonista. Albo jeszcze lepiej - stawia znak równości między nimi ![]()
9 2013-08-18 18:50:43 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-08-18 18:51:25)
Z perfekcjonistą - perfekcyjnie. Gorzej z pedantem ;P
(O, nawet nie tylko ja tak uważam - doczytałam po fakcie
)
10 2013-08-18 18:55:47 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2013-08-18 18:56:31)
Nie wiem jak się żyje, ale mam znajomego który zdecydowanie ma tą wadę XD
Można na niego liczyć - każde, nawet najmniejsze zadanie jest dla niego równie ważne. Do tego jest irytująco inteligentny i wykonuje zadania dużo szybciej niż inni, przy czym wrodzona ambicja sprawia że zdobywa nieosiągalne dla innych wyniki. Niestety ze względu na swoją ambicję często zapomina o odpoczynku i prywatnym życiu, znajomych. Uwielbia być chwalony ale każde niepowodzenie bierze do siebie (uważa że nie postarał się dość dobrze, nawet gdy wszyscy wokół wiedzą że sprawa była z góry przegrana). Jako znajomy - super, jeśli lubimy trzeźwe spojrzenie i chłodną kalkulację (czasem się przydaje XD). Jako facet - na dłuższą metę chyba bym nie wytrzymała, albo raczej taki typ ze mną by nie wytrzymał ..
hm.. moim zdaniem perfekcjonista z pedantem ma wiele wspólnego.
Perfekcjonista do bólu to mój szef.
Pedant to mój były.
Oba przypadki upierdliwe...
O ile w pracy chcąc, nie chcąc muszę się dostosować, o tyle w związku tego nie zrobiłam i biedak zaczął sprzątać po mnie, bo psychicznie wysiadał
![]()
Jednak perfekcjonizm i pedantyzm nie zawsze idą w parze. Niestety należę do perfekcjonistów, pedantem natomiast nigdy bym siebie nie określił.
Jesli pedantyzm/peerfekcjonizm nie przeslania im calego zycia to moge to tolerowac.
Ale jesli ktos poleruje na czworakach kazda plytke na podlodze i zapamietale odmawia chwili dla siebie to ja uciekam.
Mnie szkoda na to czasu.
Chyba blizej mnie do perfekcjonizmu niz pedantyzmu...
Lubie dokladnie wykonana robote ale nie bede mierzyc linijka odleglosci od ustawionych na polce figurek ![]()
Ja żyję z perfekcjonistą - z samą sobą. I żyje mi się źle i męcząco
Teraz na szczęście przechodzę jakieś załamanie tej swojej cechy i chyba zaczynam pozwalać sobie na więcej luzu i wyrozumiałości wobec siebie, wreszcie...
A dla innych? Wydaje mi się, że to też może być uciążliwe, zwłaszcza jeśli mają do czynienia z perfekcjonistą-malkontentem (te cechy też chyba często idą w parze), który niezależnie co by osiągnął i tak jest niezadowolony (bo przecież mógł lepiej, więcej, szybciej itp.), a każdą nawet maleńką porażkę przeżywa jakby mu się świat zawalił. Takie ciągłe marudzenie raczej nie nastraja pozytywnie otoczenia.
Myślę, że nie można być perfekcjonistą w 100% - są pewne działania w których perfekcjonista jest najdokładniejszy z dokładnych, jest 200% perfekcjonistą
, a są takie czynności, prace, których perfekcjonista nawet nie zauważa.
Ostatnio mój M. walczył z gniazdkiem elektryczny, bo 0,5mm było przesunięte. Stracił na to mnóstwo czasu (+ mnóstwo mojego czasu, bo co chwila wołał mnie i pytał się czy tak może być, po czym dalej walczył i poprawiał je). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gniazdko jest "doskonalej" dokręcone, rzecz w tym, że jest za łóżkiem - niewidoczne, a obok jest szuflada, która odstaje 50mm, ale to mu nie przeszkadza, bo to stolarze spartolili.
Ja mam podobną cechę - nie lubię robić byle-jak, ale bez przesady! Jest pewna granica, między ilością czasu, energii włożonej w doskonalenie jakieś czynności, a sensem samej czynności. Jeżeli ktoś przekracza tę linię, to wprowadza dość poważne zaburzenie w harmonię domowego spokoju ![]()
Sądzę, że należy też odróżniać perfekcjonizm od pedantyzmu, a pedantyzm od natręctwa. Dla mnie przesuwanie gniazdka (którego w dodatku nie widać) o ułamek centymetra zahacza już o natręctwo.