Tak po prostu, jakie macie odczucia mieszkając za granicą ? Czy jest wam dobrze czy źle ? Czy jesteście zadowoleni z tego wyboru i czy tęsknicie za tymi co zostali? Pogadajmy sobie jak to na prawdę jest
Ja powiem tak - kocham Londyn, tu czuję sie wolna czego nie czułam w Polsce. Tu mogę chodzić w dziwnych ciuchach i nikt na to nie zwróci uwagi. To moje miasto ... tak myślę, choć wiem ,ze nie do końca tak jest. Układam sobie tu życie. Ale tęsknie za rodzicami i siostrą którzy są w Polsce. Jest takie rozdwojenie, pomieszanie tych dwóch światów. I sama nie wiem, który ostatecznie wybiorę ![]()
Podobne tematy
Jestem w Manchester, a Londyn to dla mnie najokropniejsze miasto w UK ![]()
Za duże, za nudne, za głośne. Sama nie wiem. Manchester też nie jest jakimś szczególnym marzeniem, ale już się do niego przyzwyczaiłam.
Jak się żyje ?
Ja zawsze chciałam mieszkać za granicą, a więc od razu odpowiadam, że super ![]()
Wiem, że moi rówieśnicy będą mieli zdecydowanie gorszy start do tego dorosłego życia, co jest dla mnie przykre.
Ja cieszę się, że nie jestem w Polsce. Nie wrócę już tam.
Kocham ten kraj za to, że tam się urodziłam, że są tam piękne góry, mazury i morze. Ale niestety, nic poza tym ..
A ja mieszkam w Wiedniu. Tutaj skończyłam studia, wyszłam za mąż i tutaj pracuję teraz. Wyjechałam z Polski 7 lat temu. Czasem bywam w kraju w wakacje i to mi wystarcza , odwiedzę rodzinę i znajomych. Niestety to ja jestem ta wesoła, moi polscy znajomi są sfrustrowani pracą albo brakiem pieniędzy i zauważyłam, ze oddaliliśmy się od siebie bardzo. Nie ma o czym rozmawiać. Wiedeń jest cudowny
Wciągający i kosmopolityczny. Nie wrócę do Polski bo poza paroma miejscami jest nudna i szara. Myślę ,ze byłabym kimś innym mieszkając w Polsce. Kimś bardzo ponurym, tak jak moi znajomi. Ten kraj nie daje żadnych szans młodym ludziom. A już kobieom w ogóle.
Uwazam, ze zycie w ojczyznie to luksus. Moc rozmawiac w macierzystym jezyku, czytac prase w swoim jezyku, smiac sie z kulturowych zartow i podziwiac rodzima sztuke. Polska jest kopalnia pieknych miejsc, ale rowniez kulturalnych wydarzen/dziel, nie wspominajac o historii (niektore wydarzenia, ktore choc wydarzyly sie dziesiatki lat temu wicaz na nas oddzialywuja i tworza nas Polakow, takimi jakimi jestesmy).
Od czasu kiedy granice stanely nam otworem, a w ostanich lasach, kiedy wyjezdzaja mlodzi wyksztalceni, ojczyzna traci coraz wiecej. Bo przyjrzelismy sie blizej (badz choc liznelismy) innym kulturom, a chyba przede wszystkim stosunkowi placy do wyksztalcenia (!) i standardowi zycia. Owszem biedota jest wszedzie, ale jak czlowiek chce to zapracuje na "decent life". Przykladowo opieka socjalan z krajow skandynawskich (czy Francji) jest dla naszego polskiego umyslu dosc szokujaca.
Im dluzej jest sie na imigracji, tym blizej nam do zaadoptowania "drugiej ojczyzny". Im jezyk i kultura bardziej zrozumiala, tym bardziej jestesmy u siebie. Latwiej zadomowic sie w miejscach kosmopolitycznych, gdzie asymilacja z "tubylcza" ludnoscia nie ma juz takiego znaczenia. Jestem zdania, ze w takich aglomeracjach jak Londyn, Berlin, Wieden jej mieszkancy tworza nowa kulture, zlepek wielu, badz...zadna ?
Carol. Ja nie chcę wracać do Polski.
Ten kraj jest piękny, ale nic poza przyrodą mnie do niego nie ciągnie.
Mam swoje życie tu gdzie jestem, jest mi lepiej. Nikt nie powiedział, że ojczyzna musi być miejscem w którym się rodzisz i umierasz.
Bóg stworzył cały świat dla nas, a że ludzie sobie go podzielili, to już inna sprawa.
Czyżbym nagabywała emigrację do powrotu w ojczyste progi ?Nic z tych rzeczy! :-) Mój post miał znaczenie jak najbardziej apolityczne! Każdy odczuwa więź z krajem, w którym mieszka oraz z krajem, w którym się urodził na swój szczególny sposób.
Ja sama nie mieszkam w Polsce. Uważam, iż moje miejsce będzię tam, gdzie ludzie, których kocham....gdzie serce...
Witam!
Zycie na obczyznie to nie to samo co życie w swoim kraju,ja czuję się tutaj dziko,mam wrażenie jakbym chciała się wypowiedzieć a nikt nie chce mnie słuchac...brakuje mi to co moje,moje polskie,teatry,muzea,kawiarnie,piękne lasy...zastanawiam się nad tym co w życiu jest najważniejsze...ludzie gonią wciąż za kasą,za luksusem...to dla mnie materializm...być czy istnieć...wciąż chcemy więcej a co z naszymi uczuciami,bliskością????????
Zastanawiam się nad powrotem do mojej kochanej POLSKI...ona jest moim domem!!!!!
... poza paroma miejscami jest nudna i szara...
Flavia co mam przez to rozumieć? Uważam że jest mnóstwo przepięknych miejsc w Polsce...mamy ogrom zabytków,zakątków,pałaców i pałacyków...tylko jezdzić i zwiedzać...
Trzeba najpierw poznać swój kraj,dostrzec jego piękno...
Co jest takiego we Wiedniu czego nie ma w Polsce-kasa za którą można sobie kupić dom,samochód,biżuterię...?
Tak, tylko na codzień nie zwiedzamy zabytków ale obcujemy z ludzmi w pracy w sklepie na ulicy i niestety musze się zgodzić z Flavią. Od 16 lat mieszkam za granicą. Moje wrażenia z Polski... to jest tam ciągle za mało szczęśliwych ludzi.Większość żyje jakby za kare.
Witam!
Każdy ma wolną wolę...co to znaczy być szczęśliwym...co nam pozwala na to abyśmy byli szczęśliwi...na czym polega szczęście?
Mi się wydaje że szczęście jest w nas samych,nie ważne gdzie jesteśmy,co robimy... ludzie wciąż gonią za kasą,chcą otaczać się w świecie materialnym,mieć,mieć i mieć a gdzie jest nasze BYC ISTNIEC I ZYC?Co z naszymi uczuciami?Jejku ale świat wariuje,ja także ale nie dam się temu,dążę do miłości samej w sobie a tym samym do ludzi,wszystkiego co mnie otacza,tego najbardziej w świeci pragnę!!!
Jestem na Islandii,wyjechałam aby zarobić na mieszkanie,bo w polsce nie mam gdzie się zatrzymać i dać mojemu synkowi kąt w którym zawsze znajdzie schronienie...będąc tutaj dochodzę do innych wniosków...co jest w życiu najważniejsze....wiem,pewnie sobie pomyślicie-miłością człowiek sie nie naje i zgadzam się z tym,ale są sprawy ważne i ważniejsze od których zależy nasze samopoczucie...
Pieniądze są ważne ale nie najważniejsze,dopomagają szczęściu...
Za czym tak ludzie gonią i dlaczego?
Od 4 miesięcy jestem w Holandii, muszę powiedzieć że jestem zaskoczona, jest tutaj pięknie, ludzie sa bardzo sympatyczni. nie mam ochoty wracać do Polski.
12 2008-08-23 17:04:25 Ostatnio edytowany przez aberdeenka (2008-08-23 17:06:07)
Ja od roku mieszkam w Szkocji. Jeszcze będąc w Polsce planowaliśmy z mężem, że tylko na parę lat..., ale im dłużej tu jestem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że juz do Polski nie wrócę. Oczywiście tęsknię za rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, ale tu jest mi dobrze, na wiele więcej można sobie pozwolić, nie trzeba się martwić jak związać koniec z końcem, no i ludzie są tacy pogodni i życzliwi.
ja jestem w Polsce obcokrajowcem
nie moge a nawet nie mam prawa na nic narzekac.
najbardziej co mnie tu boli i meczy to nawet nie smutek za swoim Krajem,
ale wszelakie sprawy urzedowe://
wszystko to jest tak utrudnione, ze zabiera dobry kawal radosci z zycia... ![]()
Ja bym pewnie też wyjechała, bo wiem, że za granicą ludzie młodzi mają lepszy start, więcej możliwości i dostatniejsze życie. Pewnie bym wyjechała ... gdybym tylko mogła zabrać ze sobą absolutnie wszystkie ważne dla mnie osoby. Inaczej cały wyjazd nie ma dla mnie sensu.
Ja też bym chciała wyjechać. w Polsce dobija mnie to wieczne niezadowolenie, szarość i wieczny strach o przyszłość. Nawet 2 miesiące spędzone gdzieś z dala od braci K, wiecznego podnoszenia podatków, i kłopotów ze służbą zdrowia potrafią mnie "uleczyć" na kolejne 10 miesięcy spędzonych w kraju. Niestety mój obecny partner nie chce nawet słyszeć o wyjeździe, a z rodzicami nawet nie można poruszyć tego tematu. Pozdrawiam wszystkie Panie którym jest dobrze z dala od tego kraju
ja mieszkam od 2,5 roku w usa. jestem juz tutaj piaty raz, bo wczesniej przyjezdzalam jako studentka, a teraz zostalam dluzej, choc mialam byc tylko 3 miesiace. nigdy bym nie powiedziala, ze polska jest szara i nudna! wogole nie mozna porownywac naszego kraju do krajow europejskich czy usa. mamy inna histore, ktora caly czas za nami sie ciagnie, inna kulture, inna mentalnosc. to prawda, ze w pl, zyje sie ciezej, ze wiele rzeczy latwo dostepnych za granica, w polsce jest tak trudno osiagalne. ale patrze na moich rodzicow i na moje rodzenstwo, ktore mieszka w pl, ma rodziny i calkiem niezle sobie radzi. podsumowujac, w usa mieszka mi sie bardzo dobrze, wiem, ze tutaj chce mieszkac, ale powodem jest chlopak, a nie finanse.
Uwazam, ze zycie w ojczyznie to luksus. Moc rozmawiac w macierzystym jezyku, czytac prase w swoim jezyku, smiac sie z kulturowych zartow i podziwiac rodzima sztuke. Polska jest kopalnia pieknych miejsc, ale rowniez kulturalnych wydarzen/dziel, nie wspominajac o historii (niektore wydarzenia, ktore choc wydarzyly sie dziesiatki lat temu wicaz na nas oddzialywuja i tworza nas Polakow, takimi jakimi jestesmy).
Od czasu kiedy granice stanely nam otworem, a w ostanich lasach, kiedy wyjezdzaja mlodzi wyksztalceni, ojczyzna traci coraz wiecej. Bo przyjrzelismy sie blizej (badz choc liznelismy) innym kulturom, a chyba przede wszystkim stosunkowi placy do wyksztalcenia (!) i standardowi zycia. Owszem biedota jest wszedzie, ale jak czlowiek chce to zapracuje na "decent life". Przykladowo opieka socjalan z krajow skandynawskich (czy Francji) jest dla naszego polskiego umyslu dosc szokujaca.
Im dluzej jest sie na imigracji, tym blizej nam do zaadoptowania "drugiej ojczyzny". Im jezyk i kultura bardziej zrozumiala, tym bardziej jestesmy u siebie. Latwiej zadomowic sie w miejscach kosmopolitycznych, gdzie asymilacja z "tubylcza" ludnoscia nie ma juz takiego znaczenia. Jestem zdania, ze w takich aglomeracjach jak Londyn, Berlin, Wieden jej mieszkancy tworza nowa kulture, zlepek wielu, badz...zadna ?
Zgadzam się z Twoja opinią. Wyjeżdżam regularnie do pracy za granicą bo tak zarabiam na utrzymanie ale nigdzie nie czuję się tak bardzo u siebie jak w Polsce.Pomimo szarugi przez 9 mcy w roku i wszechobecnej biedy tu jest mój dom.
mieszkam w anglii juz od 4 lat,mam tu rodzicow,siostry,coreczke i partnera.najwiekszym problemem jest nieznajomosc jezyka.przez 4 lata nie poznalam go ani troche,staralam sie,ale mi nie wyszlo.mimo tego jest mi tu dobrze.w polsce bylo mi bardzo ciezko dlatego przyjechalam i zostalam,nie wiem czy na stale ta decyzje zostawiam mojemu partnerowi.piszecie ze dla pieniedzy ze materialisci..i tak i nie.przyjechalam bo nie mialam pieniedzy na dziecko na siebie..a zostalam (bynajmniej na razie) bo w polsce nie potrafie sie odnalezc,jade na wakacje i po tygodniu czuje sie jak obca.najblizsze mi osoby w polsce to babcia z dziadkiem i przyjaciolka.tylko tyle mam w swoim kraju.
mieszkam w anglii juz od 4 lat,mam tu rodzicow,siostry,coreczke i partnera.najwiekszym problemem jest nieznajomosc jezyka.przez 4 lata nie poznalam go ani troche,staralam sie,ale mi nie wyszlo.mimo tego jest mi tu dobrze.w polsce bylo mi bardzo ciezko dlatego przyjechalam i zostalam,nie wiem czy na stale ta decyzje zostawiam mojemu partnerowi.piszecie ze dla pieniedzy ze materialisci..i tak i nie.przyjechalam bo nie mialam pieniedzy na dziecko na siebie..a zostalam (bynajmniej na razie) bo w polsce nie potrafie sie odnalezc,jade na wakacje i po tygodniu czuje sie jak obca.najblizsze mi osoby w polsce to babcia z dziadkiem i przyjaciolka.tylko tyle mam w swoim kraju.
Jeśli nie czujesz się związana z krajem urodzenia to trudno, masz przecież prawo znaleźć swoje szczęśliwe miejsce na ziemi. Pracować i zarabiać to nie grzech i nie materializm. Ja jestem związana emocjonalnie z Polską a to nie znaczy ,że jestem lepsza.Pozdrawiam.
Ps- czy angielski jest taki trudny?4 lata to długi czas.
niestety dla mnie tak.od poczatku pobytu w anglii dookola byli sami polacy,zarowno w pracy jak i poza nia.zapisalam sie nawet do szkoly ale przez rok nie bylo miejsca a potem chyba przestalam wierzyc w siebie.dom,praca,dziecko,nie bylo czasu.teraz pracuje krotko i mogla bym sie pouczyc ale na sama mysl robi mi sie slabo.moj partner gdy przyjechal nie znal nawet jednego slowa a teraz smiga po angielsku.wstyd mi strasznie ale przestalam wierzyc ze ogarne ten jezyk..
Mala, ja tez nie znalam jezyka dobrze, prawie wogole, a po dwoch latach pobytu w Niemczech zalapalam i to dobrze.
Poprostu paplalam na okraglo, obojetnie co byle mowic kontaktowac sie z ludzmi, wszedzie i z tych konwersacji nauczylam sie wylapalam bledy, ktore robie i ciagle sie ucze codziennie napotykam nowe slowko ![]()
Poczatki sa trudne ale potem z gorki ![]()
A co do zycia tutaj to jest ok. Ale zawsze tesknilam za Polska, za jezykiem, ksiazkami, telewizja, kultura, kosciolem.
Jednego czego nie zaluje ze zostalo w Polsce to sluzba zdrowia ![]()
Od 4 latach w Hiszpanii. Teraz najprawdopodobniej przeprowadze sie do Barcelony, na jak dlugo, nie wiem. Slonce swieci, jest razniej, lepiej sie znosi kryzys.
A ja powiem tak: od 7 lat minimum dwa razy w roku wyjeżdżam do Holandii. Moi rodzice tam mieszkają. Na początku, wiadomo, byłam gówniarz, więc pracować nie mogłam. Teraz od chyba 3 lat pracuję jak tam jestem. I nie powiem, bo życie wydaje mi się łatwiejsze. Widzę to po mojej mamie i jej drugim mężu. Pracują, kupili teraz mieszkanie na własność i robią generalny remont wożąc prawie wszystkie materiały, meble, drzwi i wyposażenie z Polski. Mają 2 samochody, mieli 3, ale wiadomo, na dwójkę ludzi 3 samochody to za dużo i dlatego sprzedali, bo nim prawie nie jeździli. Wyposażenie mieszkania też całkiem inne niż mieliśmy w Polsce. Od kuchni po łazienkę. Liczę się też z tym, że np.: 7 lat temu nie było jeszcze telewizorów LCD czy plazmowych, ani kina domowego, czy tak rozpowszechnionych laptopów, ale teraz po prostu wiem, że idą do sklepu i kupują to co im potrzebne nie musząc odmawiać sobie czegoś innego. Co prawda na wakacje jeżdżą dopiero od 3 lat, bo wcześniej nie brali wolnego. I oczywiście nie mówię, że pieniądze leżą na ulicy, bo widzę też jak ciężko czasem muszą pracować. Ja w roku szkolnym mam od nich zapewnione pieniądze na utrzymanie i szkołę, bo mieszkam teraz sama na studiach, a w wakacje mam to co sama zarobiłam i nie jest źle. Ale wiem jedno. Mama bardzo chciała, żebym pojechała na studia do Holandii. Ale ja nie chciałam. Będąc tam dwa razy w roku i znając plusy i minusy tamtego życia wiem, że nie chcę się z Polski wyprowadzać. Mam możliwość i nie miałabym żadnych problemów, bo przecież by mi pomogli na początku, ale nie chcę. I to samo jest z moim kuzynem. Jego ojciec mieszka od kilkunastu lat w USA, też miał możliwość wyjazdu do ojca na studia. Ale nie chciał. Oboje wolimy zostać w Polsce i być po prostu u siebie.
witam was mieszkam od roku z mezem w niemczech i nie narzekam .Maz sam pracuje ja wychowuje dziecko 20 miesieczne .W polsce przez ten okres co tutaj jestesmy bysmy sobie nie pozwoili na rozne rzeczy ktore tu kupilismy .Na poczatku bylismy odziernie z mezem ja z synem w polsce maz w niemczech tesknilismy za soba maz za dzieckiem tesknil 2 tygodni nie umial wytrzymac bez nas tylko piatek byl po pracy sie wykapal zjadl na szybko i w auto wsiadal i jechal do nas tak trwalo 3miesiace .Maz wziol nas z polski i nie zalujemy jestesmy razem .
Witajcie ![]()
Hmmm..juz za chwile mina 4 lata odkad opuscilam Polske. Mieszkam w UK i tu teraz jest moj dom, zostawilam rodzicow, brat na poczatku byl tutaj ze mna, w zeszlym roku wrocil do kraju. Ja oprocz rodziny i jednej przyjaciolki nie mam tam nikogo..wlasciwie nawet nie mam do czego wracac. Postawilam wszystko na jedna karte, zostawilam prace, mieszkanie, zaczekalam az dziewczyny skoncza rok szkolny i wyjechalam. Poczatki byly trudne, ale dzisiaj nie zaluje niczego. Odnalazlam swoje miejsce na ziemi..a ze tym miejscem nie jest Polska..?
Nie chce nikogo obrazic, ale w Polsce ludzie sa smutni, bez tego blasku w oczach, przygaszeni, kazdego dnia borykajacy sie z mnostwem problemow..poczawszy od braku pieniedzy a skonczywszy na..zdrowiu..
Jak przyjezdzalam na poczatku to pierwsze pytanie jakie mi zadawali to .."ile zarabiasz"???
Co mialam mowic, ze cholerka mam wiecej na tydzien niz Ty przez miesiac? Dla mnie zaden powod do "chwalenia", a im nie chcialam robic przykrosci...a moze nie dawac powodu do zazdrosci..Czasem czulam sie jakbym popelnila jakas zbrodnie..bo wyjechalam, "polepszylo" sie moje zycie, a oni bez pracy, pieniedzy, z dlugami..
W zeszlym roku, postanowilam wybudowac mala chatke na mojej dzialce nad jeziorem..naprawde nic wielkiego, choc koszt ogromny, wszystkim zajal sie moj tata, spisal umowe z wykonawca i prace poszly w ruch. Ja przyjechalam na wakacje i oni wlasnie konczyli. Bardzo mi sie ten domek spodobal. Rozmawiam sobie z tym gosciem..wiecie co slychac i takie tam..a facet chyba juz wiedzial gdzie mieszkam..pozniej do mnie mowi, ze w sumie to on nie policzyl jeszcze za "cos" tam i bede musiala mu doplacic tyle i tyle...Normalnie oczy zbieralam z podlogi..on myslal, ze jak przyjechala "Pani Z Wielkiego Swiata" to dorzuci kase extra..nie wiem dlaczego ale to ja "glupio" sie poczulam..
A ja od ponad 3 lat mieszkam w Irlandii,w Polsce bylam dwa razy i raczej nic mnie tam nie ciagnie,jak chce zobaczyc rodzine to sciagam ich do siebie na wakacje
Na poczatku bylo trudno,zero angielskiego,same obawy jak sobie poradze,moj chlopak byl tu juz pol roku.
Znalazlam prace,zaczelam uczyc sie anglika,awansowalam ze tak powiem w pracy i moj angielski jest byl coraz to lepszy ![]()
teraz calkiem dobrze sobie radze. Nie wiem czy tu zostane czy wroce do Polski? Czas pokaze. Narazie czuje sie tu dobrze.
Momentami lepiej jak w Polsce,zwlaszcza w pracy,kiedy szef sie nie wydziera i wywyzsza tak jak w Polsce.
Za granicą wszystko jest poukładane, a u nas wszystko na głowie. Tam wypełniasz 1 papierek na rok, a w Polsce sterty szcz. w skarbówce. Kupuje autko, wypełniam 1 papierek i zapominam., a tutaj cała procedura. Tam jesteś chory, dostajesz wolne, tu pada podejrzenie o symulację i szukanie nowej pracy. Tam nie myślisz o pieniądzach, bo one są, a tu liczysz każdy grosz. Tam ludzie weselsi na pewno, mniej problemów, i mniej stresu, tu smutno i stres. Niemniej i tam i tu życie idzie ułożyć.
Nie ma co narzekać, ale brać się za działanie.
Pozdrawiam
Obecnie mieszkam w Polsce i szczerze powiem , że bardzo tęsknię za Holandią! Mieszkałam tam 4 miesiące i mam już jakieś porównanie. W Polsce czuję się źle. Tam jest pięknie;) Tutaj jest szaro-buro i ponuro. Nie lubię tylko Polaków którzy tam mieszkają, bo zajmują się tylko plotkami i uprzykrzają ludziom życie. Holendrzy są mili i uprzejmi (przynajmniej Ci, których ja poznałam).
W mojej kochanej Holandii to policja nawet jest miła, a nie to co tutaj... czepiają się o wszystko. Szczerze? Gdyby nie obowiązki, to już by mnie tutaj nie było, ale cóż... Życie;/
Niebo wszędzie jest takie same..
choć jak to w życiu bywa,zawsze jest coś za coś..
3 lata będą odkąd mieszkam za granicą,odbieram to jak przeznaczenie:)
W dobie samolotów i rakiet kosmicznych świat sie zrobił baaardzo mały;) więc zawsze można uleczyć tęsknoty odwiedzinami:)
p.s: -...pomyślcie tylko ,ze w dawnych czasach po tygodniu dochodziła wiadomość w najodleglejsze miejsca,ze zmarł król..a teraz?.. wystarczy ENTER lub OK
pozdrawiam z zielonej wyspy
doktor B.
Mieszkam w Irlandii Pln. od 5 lat. Jak wracam z Polski z wakacji mowie wracam do domu. Tutaj sie lzej oddycha i w sklepach nie traktuja klienta jak intruza idioty ktory chcialby otrzymac reklamowke zeby spakowac towar za ktory zaplacil kupe forsy. To ostatnio temat rozmow Polek wracajacych z Polski. Tylko taki obrazowy przyklad jeden z miliona.
Ja w grecji żyje już 10 lat i co rok odwiedzam Polskę i tak samo smieszy mnie to że do zieleniaka czy nawet marketu trzeba biegać z reklamówką albo kupować za kazdym razem.Tutaj robiąc zakupy w markecie czy w jakimś kiosku dostaje ile mi potrzeba reklamówek
32 2010-11-06 23:29:14 Ostatnio edytowany przez tojaa88 (2010-11-06 23:30:31)
Ja obecnie przebywam na Islandii.Piękne są tu tylko widoki i nic poza tym niestety ;/ siedze tu juz dwa lata i czasami mam tego wszystkiego po dziurki w nosie.Nieustannie problemy.Z podatkami, kłopoty w urzędach i gdzie nie pojdziesz to nic nie wiedza i nic nie mozna wytlumaczyc.W nastepnym roku na wiosne planuje jechac do Anglii.Mam nadzieje ze chociaz tam bedzie lepiej:):) Nie tęsknie zbytnio za polska tylko za znajomymi i rodzina:)
tojaa88 ponioslo Cie w nietypowe miejsce. Jak sie juz zdecydujesz na Anglie to wybierz male miasto, daleeko od Londynu. Ale musisz wiedziec,ze recesja nam tu daje niezle popalic. Ciekawe jak w Islandii.
hej;) mieszkam w Belgii od czerwca tego roku.
Od listopada z miasta tetniacego i zatloczonego przenioslam sie do malego miasteczka pod Bruksela; Jak sie zyje? Wspaniale!
Moze dlatego ze tutaj znalazlam swoje szczescie...:). Ale generalnie za granica czuje sie o wiele lepiej niz w Polsce. Od wyjazdu jeszcze nie bylam w kraju i bardzo jestem ciekawa samej siebie w czasie takiej wizyty...Chce tu zostac tym bardziej ze w Polsce nie mam juz rodzicow i tak naprawde nic mnie tam nie ¨ciagnie¨.
W zartach czasem mowie ze emigracja uratowala mi zycie i tak do konca to nie sa zarty...
Pozdrawiam:)
Wyjechalam do Francji gdy mialam 13 lat. Poczatkowo cieszylam sie, wiadomo szpan przed kolezankami ze mieszkam za granica etc... Na poczatku bylo wszystko super, szybko nauczylam sie jezyka, poznalam duzo nowych znajomych, w szkole dobrze mi szlo a do Polski jezdzilam co 2 miesiace na ferie(bo tutaj tak jest
w pazdzierniku 2 tygodnie, na Boze Narodzenie tez 2, w lutym 2 tygodnie i na wielkanoc tez) ... ale z czasem zaczelam coraz bardziej tesknic... mam teraz 21 lat i jestem strasznie steskniona za Polska i wszystko co polskie...
czesto zdaza mi sie przez to nawet plakac w pochmurne dni...
i czekam az tylko sytuacja w Polsce sie poprawi i trzymam za to kciuki zeby wogole sie poprawila, i gdy tylko tak sie stanie wracam tam mimo to ze moj maz nie jest polakiem ale byl juz w Polsce 2 razy i mu sie bardzo spodobalo... a najbardziej to jedzenie...
i strwierdzil ze moglby zamieszkac w Polsce gdyby mial dobra prace....
Nigdy nie zapomne o mojej ojczyznie!!!
KOCHAM POLSKE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Już prawie 5 lat mieszkam we Wiedniu i nie czuję się jak w raju! Całym sercem jestem związana z Polską, przyjechałam z Warszawy , która mam wrażenie o wiele bardziej tętni życiem.Fakt, nie mam tu żadnych problemów finansowych, jednak mentalność nudnych Austriaków i poczucie wyższości nad wszystkimi i wszystkim, co pochodzi ze wschodu doprowadza mnie do szału. Jadąc do Polski ubolewam nad niezaradnością i brakiem organizacji w kraju, ale jest mnóstwo ludzi, którym zależy na postępie. Jestem mamą córeczki i ogromnie pragnę zaszczepić w niej miłość do Polski.
Wiedeń - miasto skostniałych zabytków i taki tu panuje klimat...
37 2010-11-10 15:02:15 Ostatnio edytowany przez Shiseido (2010-11-10 15:06:05)
Ja mieszkam w Niemczech od 2 lat.. i szczeze mowiac, jestem zadowolona, dopoki nie urodzilam syna, bardzo brakowalo mi rodzicow i brata( dalej tak jest) ale swoje zycie mam tutaj..
Poczatkowo bylo ciezko, w ogole nie znalam jezyka.. balam sie, nawet kiedy ktos do mnie chcial podejsc udawalam ze rozmawiam przez telefon
Ale przyzwyczailam sie, jest nam tutaj duzo latwiej, jestem mloda, umiem sie dogadac, w Polsce nie mialabym co liczyc na 3 pokojowe mieszkanie z balkonem i osobna lazienka z wc.. Tutaj to taki standart zycia..
Gdybym miala wybor : zostac tu, albo wrocic do Polski.. wrocilabym ( ale niech mi dadza to wszystko na co tutaj mozemy liczyc, i czego sie dorobilismy) .
Sama się zastanawiam nad wyjazdem. Mój chłopak nie wyobraża sobie życia w PL i ja właściwie też (politycy w kraju uświadamiają mi coraz bardziej, że tu się szybko nic nie poprawi, z resztą ludzie w PL są smutni i zakompleksieni) ale zastanawiam się co z tęsknotą za rodziną i przyjaciółmi? Jak znaleźć pracę nawet ze świetną znajomością angielskiego (mówię o UK) i studiami? Czy dzieci wychowuje się tak samo, czy inaczej? I czy rodząc dziecko w UK nawet mając partnera - polaka będę w stanie nauczyć maluszka języka? Dobrze mówię po angielsku ale polski to polski...
Mieszkam w Niemczech od 4 lat,przyjechalam ,tutaj dobiegajac 40-stki.Mam za soba dziecinstwo i licealne czasy w komunie,Wolny rynek lat 90-tych i nadzieje na lepsza Polske.
Dluzej nie zamierzalam czekac na lepsze czasy ,kazdy ma jedno zycie.
Ciagla niepewnosc jutra,walka o byt (bo pracujac w Polsce nie zawsze jestes w stanie godnie zyc).
To byla trudna decyzja (bo czuje sie Polka i tak juz pozostanie).
Dzisiaj po 4 latach (mimo,ze zostawilam w Polsce dom) wracac nie zamierzam.
Moj syn rozpoczal studia.maz ma prace za ktora jest w stanie utrzymac rodzine starcza na wszystkie wydatki jeszcze da sie odlozyc,ja koncze kursy niemieckiego,moze uda sie pracowac w swoim zawodzie,ale bez stresu mam czas.Zyjemy nie najgorzej z jednej pensji.
Oczywiscie,ze tesknie za rodzina,oczywiscie,ze chcialabym,zeby w Polsce bylo tak jak tu,zebym nie musiala wyjezdzac..............,patrzac na perspektywy mlodych ludzi tutaj i w Polsce ogarnia mnie wscieklosc na naszych "wladcow".
Dlaczego tutaj mlodych stac na wynajem wlasnych mieszkan,dlaczego pracujac moga sie uniezaleznic calkowicie od rodzicow,zakladac rodziny i normalnie zyc.
Moga studiowac bo pomaga im Panstwo.
Nawet jezeli dla mnie jest juz "o cos " za pozno.Ciesze sie,ze moj syn ma szanse,ktora odebrali mu we wlasnym kraju ci wszyscy "madrzy "rzadzacy.
dzisiaj bezsilność wypełnia moją duszę.
mieszkam w rosji od 2 miesięcy (na szczęście wracam za 3 tygodnie do kraju). dzięki tym tygodniom na obczyźnie wiem jedno - nigdy więcej nie chcę nawet próbować mieszkać za granicą. niby polak i rosjanin są podobni do siebie, ale tylko na pierwszy rzut oka. mamy inną mentalność. na każdym kroku wykorzystują to, że jest się obcokrajowcem. trzeba wszystko, ale to wszystko sprawdzać osobiście.
przykład: jade marszrutką (zwykłym busem), kupuję bilet. było ogromne zamieszanie przy tym (mały pojazd, multum ludzi, kupowałam jeszcze bilety jakimś ludziom, którzy stali za mną. dodam, ze kierowca jechał jak pirat po ruchliwej drodze, jednocześnie prowadził, sprzedawał bilety, wydawał reszte, palił fajkę i rozmawiał ze swoim koleżką siedzącym obok. jednym słowem sajgon ). w koncu poprosił mnie o 10 rubli (1 zł), ja nie zauważyłam, ze dałam kolesiowi 1000 rub (100zł). te pieniądze wszystkie są do siebie cholernie podobne. no i koleś to wykorzystał. zyskał 99 zł. jak zorientowałam sie w sklepie, to myślałam, ze usiądę i się rozpłaczę.
przykład z wczoraj: wzięłam pieniądze z BANKOMATU, wieczorem poszłam do klubu, kupuje piwo, daje 1000rub (100zł) i co się dowiaduje? że pieniądze są fałszywe! nie mają znaku wodnego. PIENIĄDZE Z BANKOMATU SĄ FAŁSZYWE!! ręce mi opadły! w tym momencie miałam ochotę pojechać po swoje rzeczy i pierwszym samolotem wrócić do polski. gdyby nie moje zobowiązania, zrobiłabym to.
nawet jak ma się zielone światło na przejściach dla pieszych, trzeba bardzo uważać. ruscy kierowcy nie za bardzo zwracają na to uwagę.
w sklepie ciągle wszyscy się pchają, przepychają, jeżdżą wózkami po nogach. rzadko kto powie przepraszam.
chleją tu wszędzie. w metrze, w autobusie, na ulicy, w McDonaldzie! jedzą sobie obiad, wyciągają plastikowe kubeczki i impreza!
są też oczywiście bardzo sympatyczni ludzie, którzy doceniają, ze polacy chcą sie uczyć ich języka, interesują sie rosją. są naprawdę bardzo mili. jednak 3/4 to chamy.
jestem rusycystką. rosja zawsze mnie fascynowała. byłam przygotowana na to, że będzie ciężko, inaczej, ale nie do tego stopnia. dzięki tej przygodzie wiem, że nie chcę tu mieszkać. owszem, mogę tu przyjechać na wakacje, w interesach, ale na pewno nie na stałe.
przepraszam, za taki monolog, ale musiałam siew końcu wyżalić.
Witam !
Ja mieszkam w Anglii 4 lata i nie jest źle ale zawsze się tęskni za rodziną i przyjaciółmi. Chyba za 5 lat wróce do Polski bo ją Kocham Nad Życie ! <3
Ja mieszkam za granica już w sumie 10 lat,tyle ze w dwóch rożnych krajach.Tęsknota za PL zawsze będzie,jeśli ktoś się tam urodził , ma rodzine pozostawiona, szczególnie rodzine z która dobrze żyje.O dziwo,myślałam,ze im dalej od Polski,tym tęsknota wieksza.Ale mysle ze odleglosc nie ma w tym przypadku znaczenia.
To ,czy komus sie podoba za granica i nie teskni, jest moim zdaniem uzaleznione od tego jak wyglada jego zycie na obczyznie.I to nie tylko materialnie,ale co bardzo ważne,jak wyglada jego życie socjalne.Czy znalazł przyjaciół,ma stałe znajomosci,nie wspominając o członkach rodziny.
Ja zawsze mówiłam,ze gdyby chociaż moi rodzice mieszkali ze mną za granica,czulabym się tu o wiele lepiej.
Bo nasz dom jest tam,gdzie są ludzie których kochamy i którzy nas kochają.Wtedy mniej ważne jest gdzie żyjemy.
43 2011-01-06 16:10:28 Ostatnio edytowany przez davne25 (2011-01-06 16:22:06)
Ja byłam w Anglii bardzo bym tam chciała wrócić o niczym innym tak nie marzę a no marzę jeszcze o dzieciach. Byłam tam szcześliwa byłam tam u swojego faceta przez jakiś czas zapomniałam jak Polska wygląda. Tam jest inne życie całkim inni ludzie inny język bosko jak dla mnie. Tylko ta praca nie znam języka to mnie tak bardzo boli ale mam nadzieję ,że jeszcze tam wrócę.Niebo wszędzie takie same ale tam jest inny klimat inne powietrze inny czas.(godzina do tyłu).Mam bardzo miłe wspomnienia.
Miszkam od kilku lat w Niemczech. Do Polski nie mam zamiaru wracac. Owszem jezdze do Polski jesli tylko moge,
ale ze wzgledu na rodzicow i znajomych. Mysle, ze gdyby nie to, nie mialabym takiej potrzeby, aby tam jezdzic.
Zycie na obczyznie to nie miod. Trzeba ciezko pracowac aby osiagnac to czego sie w zyciu oczekuje. Niczego
nie dostaje sie za darmo i nikt nie nauczy cie obcego jezyka, jesli sam tego nie chcesz. Ale uwazam, iz znacznie
mniej ludzi probuje utrudnic ci zycie, tak jak w Polsce.
Wszedzie sa tacy pogodni i szczesliwi ludzie,tylko nie u nas? ![]()
Tym czasem ja i tu znam wiele szczesliwych ludzi,ktorzy nie chodza 24/h niezadowoleni.
Czesto bywam za granica,ale jakos nie zauwazylam,zeby tam ludzie byli jacys bardziej usmiechnieci czy cos takiego..
Witajcie
Od prawie 7 lat mieszkam w Niemczech, początkowo było bardzo ciężko, nie byliśmy w ogóle przygotowani nie, zdawaliśmy sobie sprawy jak trudno może być, na pomoc rodaków choćby w poszukaniu pracy nie można było liczyć, mieliśmy duże szanse znaliśmy język, daliśmy sobie ze wszystkim sami rade i teraz jest super. Zycie tutaj dało nam pewnego rodzaju swobodę , której nie mieliśmy w Polsce, swobodę finansowa, łatwość życia , nabywania wszelkiego rodzaju dóbr, nawet pracując jak mój mąż początkowo za minimum socjalne mogliśmy zaoszczędzić. Nie chce wracać do Polski ale i tez nie polecam przyjazdu do Niemiec ( myślę ze rynek pracy jest już zapełniony) a dla kogoś kto nie zna języka może być tutaj bardzo ciężko.
Witajcie
Od prawie 7 lat mieszkam w Niemczech, początkowo było bardzo ciężko, nie byliśmy w ogóle przygotowani nie, zdawaliśmy sobie sprawy jak trudno może być, na pomoc rodaków choćby w poszukaniu pracy nie można było liczyć, mieliśmy duże szanse znaliśmy język, daliśmy sobie ze wszystkim sami rade i teraz jest super. Zycie tutaj dało nam pewnego rodzaju swobodę , której nie mieliśmy w Polsce, swobodę finansowa, łatwość życia , nabywania wszelkiego rodzaju dóbr, nawet pracując jak mój mąż początkowo za minimum socjalne mogliśmy zaoszczędzić. Nie chce wracać do Polski ale i tez nie polecam przyjazdu do Niemiec ( myślę ze rynek pracy jest już zapełniony) a dla kogoś kto nie zna języka może być tutaj bardzo ciężko.
Zgadzam sie.
To juz nie te Niemcy ktore byly kiedys. Trzeba walczyc o swoje i ciagle sie upominac o to co sie nalezy, ALE zawsze to lepsze niz zycie w Polsce. Mozna normalnie zyc i dodatkowo conieco zaoszczedzic. Poczekajmy az Polska bedzie miala Euro, to dopiero bedzie masakra...
To juz nie te Niemcy ktore byly kiedys. Trzeba walczyc o swoje i ciagle sie upominac o to co sie nalezy, ALE zawsze to lepsze niz zycie w Polsce. Mozna normalnie zyc i dodatkowo conieco zaoszczedzic. Poczekajmy az Polska bedzie miala Euro, to dopiero bedzie masakra...
Oj zgadzam się z Toba, tez się tego obawiam, moi bliscy nadal mieszkają w Polsce , myślę ze Polska nie jest przygotowana gospodarczo i socjalnie na walutę Euro, będzie wtedy bardzo ciężko w PL. ![]()
Uwazam, ze zycie w ojczyznie to luksus. Moc rozmawiac w macierzystym jezyku, czytac prase w swoim jezyku, smiac sie z kulturowych zartow i podziwiac rodzima sztuke. Polska jest kopalnia pieknych miejsc, ale rowniez kulturalnych wydarzen/dziel, nie wspominajac o historii (niektore wydarzenia, ktore choc wydarzyly sie dziesiatki lat temu wicaz na nas oddzialywuja i tworza nas Polakow, takimi jakimi jestesmy).
Od czasu kiedy granice stanely nam otworem, a w ostanich lasach, kiedy wyjezdzaja mlodzi wyksztalceni, ojczyzna traci coraz wiecej. Bo przyjrzelismy sie blizej (badz choc liznelismy) innym kulturom, a chyba przede wszystkim stosunkowi placy do wyksztalcenia (!) i standardowi zycia. Owszem biedota jest wszedzie, ale jak czlowiek chce to zapracuje na "decent life". Przykladowo opieka socjalan z krajow skandynawskich (czy Francji) jest dla naszego polskiego umyslu dosc szokujaca.
Im dluzej jest sie na imigracji, tym blizej nam do zaadoptowania "drugiej ojczyzny". Im jezyk i kultura bardziej zrozumiala, tym bardziej jestesmy u siebie. Latwiej zadomowic sie w miejscach kosmopolitycznych, gdzie asymilacja z "tubylcza" ludnoscia nie ma juz takiego znaczenia. Jestem zdania, ze w takich aglomeracjach jak Londyn, Berlin, Wieden jej mieszkancy tworza nowa kulture, zlepek wielu, badz...zadna ?
powiem Ci szczerze, że mieszkam w Berlinie i właśnie takie mam odczucie! tyle tutaj kultur, ale wszystkie jakoś "pływają" po powierzchni i czuć taka nijakość i bylejakość. w ogóle to chyba muszę się "wyżyć". po 6 miesiącach fascynacji obcymi kulturami mam dość. nie znoszę berlina!!! jest brudny, pełny wariatów, pijaków i dziwnych ludzi. najgorsze jest to, że sama nie wiem czym tu się tak zachwycać. taki kraków np, czy gdańsk, jest flair, czyściutko, super knajpki
)) ot. wyżyłam się! ;p
Witam!
Zycie na obczyznie to nie to samo co życie w swoim kraju,ja czuję się tutaj dziko,mam wrażenie jakbym chciała się wypowiedzieć a nikt nie chce mnie słuchac...brakuje mi to co moje,moje polskie,teatry,muzea,kawiarnie,piękne lasy...zastanawiam się nad tym co w życiu jest najważniejsze...ludzie gonią wciąż za kasą,za luksusem...to dla mnie materializm...być czy istnieć...wciąż chcemy więcej a co z naszymi uczuciami,bliskością????????
Zastanawiam się nad powrotem do mojej kochanej POLSKI...ona jest moim domem!!!!!
tak bardzo dobrze Cię rozumiem!!! ja bardzo tęsknie za polską! i powodem który mnie trzyma w b. jest mój chłopak. ale może uda mi się go namówić... ![]()
a ja to będę kochała ojczyznę na odległość jak to się mówi ![]()
jak ktoś jest związany z krajem, itd to ciężej mu.
Ja dopiero po wyjeździe z PL poczułam jak bardzo jestem związana z moim krajem i miejcami bliskimi mojemu sercu. Mieszkam w Niemczech, więc na szczęscie, dosłownie w momencie mogę być w domu (tak, w domu czyli w PL)
Czy wrócę? Na pewno nie prędko! Niestety. Chciałabym mieć takie możliwości w PL jakie mam w DE.
Ale często zastanawiamy się z mężem nad przyszłością -gdzie się zdecydować osiąść? Myślę, że ostateczną decyzję będziemy podejmować (jeśli nic wcześniej nie "zadecyduje" za nas) gdy nasze dzieci dorosną do wieku szkolnego. A ponieważ dzieci narazie nie mamy, to jeszcze sporo czasu jest:P
Początkowo konsekwentnie wyjeżdżałam poprzez agencję pośrednictwa pracy. Byłam zadowolona z całości obsługi i wysokości zarobków, zresztą eurokontakt z Wrocławia polecam ludziom szukającym pracy w ten sposób, w każdym razie warto w którymś momencie powiedzieć sobie dość i zdecydować czy zostać w kraju i znaleźć stałą pracę czy w takim wypadku lepiej szukać szczęścia gdzie indziej. Teraz mieszkam od niemal roku w Londynie, wiem że bez kontaktów jakie nawiązałam w trakcie wyjazdów nie dałabym sobie rady...
Mija juz rok od kiedy wrocilam do Polski. Od razu po studiach wyjechalam do Niemiec, mieszkalam tam 3 lata, studiowalam i pracowalam w swoim zawodzie, kokosow nie bylo, ale praca w moim fachu tak, co w Polsce graniczy z cudem, nie mowiac o honorarium. Potem wyjechalam do Anglii za moim owczesnym facetem, wszystko czego sie dorobilam w Niemczech, zostawilam dla niego. Zwiazek sie rozpadl i bylam zmuszona wrocic do Polski z powodow finansowych (do Niemiec nie moglam, bo sie juz oficjalnie wyrejestrowalam, nie mialam mieszkania ani pracy). Wlasnie, zmuszona. Mieszkam tu juz rok, u rodzicow (wstyd wracac po 14 latach wyprowadzki!), w zasadzie mnie utrzymuja, bo ja choc niby pracuje, nie dokonca w swoim zawodzie, to nie mam z tego tutaj praktycznie zadnych pieniedzy, mimo, ze jeszcze i tak dorabiam robiac co innego. Jestem przerazona wizja takiego zycia.
Mysle o ponownym wyjezdzie, ale jednoczesnie - jestem rozdarta wewnetrznie. Tu, w Polsce, jest moj dom, moi rodzice, dziadkowie, przyjaciele, kocham moje miasto. Ale nie mam tutaj szans ani na samorozwoj, ani na spelnienie swoich marzen, ani na prace w zawodzie. Zeby nie bylo - tak, probowalam. Za granica wiem, ze jest praca, wiem, ze mnie docenia, ale tym razem jest mi o wiele ciezej wyjechac, przyznam, ze sie boje samotnosci. Nie jestem osoba zbytnio kontaktowa, trudno mi zawierac nowe znajomosci, zwlaszcza w obcym jezyku.
Jestem nieszczesliwa, ze zeby robic to co chce i byc tym kim chce musze wyjechac ze swojego kraju, ale widac nie mam wyjscia. Tylko skad znowu wziac odwage??
Najwazniejsze to nie chowac glowy w piach.... jesli udalo ci sie przez to wszystko przebrnac to i tym razem dasz rade !!!
nie trac czasu i dzialaj...
Dzieki Klauducha. Tez mieszkasz za granica?
Dzialam, odkladam kase, bylam na interview o prace, wlasnie na dniach mam sie dowiedziec, czy dostane, jestem cala w stresie, bo od tego wszystko zalezy. Ja o prace musze sie starac nawet juz rok wczesniej, taki mam zawod, wiec nie wszystko mozna ustalic, na pewno nie moge po prostu wyjechac i szukac na miejscu, to nie wchodzi w gre.
Na pierwszym celu stawiam Niemcy, ale przyznam, ze tesknie do Anglii i Londynu, ale, wszystko pokolei.
Pozdr.
Mieszkam od kilku lat w Niemczech. Przyznam ze nie jest latwo i czasem zastanawiam
sie czy wszystko zrobilam tak jak nalezy, ale gdy jade do Polski na odwiedziny
to moja dacyzja tylko sie umacnia i wiem, ze zrobilam dobrze. Jedyne czego mi tutaj brakuje
to rodzina, ale nie ja jedna mam taki problem. Moi rodzice dobrze wiedza ze w Polsce nie
ma dla mnie przyszlosci i wspieraja mnie jak tylko moga.
Najwazniejsze to dazyc do swojego celu.
Wszedzie sa tacy pogodni i szczesliwi ludzie,tylko nie u nas?
Tym czasem ja i tu znam wiele szczesliwych ludzi,ktorzy nie chodza 24/h niezadowoleni.
Czesto bywam za granica,ale jakos nie zauwazylam,zeby tam ludzie byli jacys bardziej usmiechnieci czy cos takiego..
Dokladnie tak samo uwazam. A no dokladke jak czytam te posty od tych co im nic w PL nie pasuje to tak sobie mysle, ze lepiej iz wyjechali. O paru malkontentow mniej:)
Eliza napisał/a:Witam!
Zycie na obczyznie to nie to samo co życie w swoim kraju,ja czuję się tutaj dziko,mam wrażenie jakbym chciała się wypowiedzieć a nikt nie chce mnie słuchac...brakuje mi to co moje,moje polskie,teatry,muzea,kawiarnie,piękne lasy...zastanawiam się nad tym co w życiu jest najważniejsze...ludzie gonią wciąż za kasą,za luksusem...to dla mnie materializm...być czy istnieć...wciąż chcemy więcej a co z naszymi uczuciami,bliskością????????
Zastanawiam się nad powrotem do mojej kochanej POLSKI...ona jest moim domem!!!!!
tak bardzo dobrze Cię rozumiem!!! ja bardzo tęsknie za polską! i powodem który mnie trzyma w b. jest mój chłopak. ale może uda mi się go namówić...
I namawiaj:) ja ze swoim (choc jest Czechem) tez chcemy ostatecznie wrocic do Polski. To tu jest dom i tu sa rodacy. W nosie mam Euro i politykow, wszedzie tacy sami tylko nie o wszystkim sie mowi. Finlandia, gdzie mieszkam to tak odlegla nam kultura i taki chlod emocjonalny, ze ani zadna opieka socjalna, ani ich uporzadkowanie i "dobrobyt" mnie tu nie zatrzymaja. Ciagle tylko slysze, jak to dobrze za granica, bo jest kasa..bo jest latwiej finansowo..rany, jacy z nas porobili sie materialisci. tacy niech lepiej rzeczywiscie wyjada i tam zostana gdzie im lepiej.
Mam tu prace, dom, dzieci maja darmowe szkoly i obiady w szkolach, mam zielen i cisze i bezpieczenstwo na drogach i to i tamto..to czemu mnie tak do Polski ciagnie? Bo pieniadze szczescia nie daja.
Wracajcie, wracajcie. Polska juz i tak narzeka ze ma milion ludzi mniej.
Podniescie im statystyki ![]()
Tymczasem ja zostane w niemczech i poddam sie doskonalej opiece zdrowotnej,
dofinansowaniem do szkoly i takim tam roznym innym eksperymentom.
Wracajcie, wracajcie. Polska juz i tak narzeka ze ma milion ludzi mniej.
Podniescie im statystyki
Tymczasem ja zostane w niemczech i poddam sie doskonalej opiece zdrowotnej,
dofinansowaniem do szkoly i takim tam roznym innym eksperymentom.
szczegolnie germanizacji.
I jakie "im"? Zapomnialas skad jestes?
Klaudia_123 napisał/a:Wracajcie, wracajcie. Polska juz i tak narzeka ze ma milion ludzi mniej.
Podniescie im statystyki
Tymczasem ja zostane w niemczech i poddam sie doskonalej opiece zdrowotnej,
dofinansowaniem do szkoly i takim tam roznym innym eksperymentom.szczegolnie germanizacji.
I jakie "im"? Zapomnialas skad jestes?
"Im" bo tam nie mieszkam i nie wroce, dlatego statystyk tez nie podniose.
Co do "germanizacji", to w dzisiejszych czasach okresla sie to mianem integracji,
ale wiadomo Polska juz do konca bedzie zyla wojna.
Co do "germanizacji", to w dzisiejszych czasach okresla sie to mianem integracji,
ale wiadomo Polska juz do konca bedzie zyla wojna.
raczej asymilacji..Ty juz zapomnialas kim jestes. Z dziecmi tez po niemiecku rozmawiasz badz bedziesz?
Klaudia_123 napisał/a:Co do "germanizacji", to w dzisiejszych czasach okresla sie to mianem integracji,
ale wiadomo Polska juz do konca bedzie zyla wojna.raczej asymilacji..Ty juz zapomnialas kim jestes. Z dziecmi tez po niemiecku rozmawiasz badz bedziesz?
Mylisz sie kochana, jak wiele innych.
Ja dobrze wiem kim jestem, chociaz to jest niezle zagmatwane.
Nie jestem ani 100% polka ani 100% niemka. Urodzilam sie w polsce z
niemieckimi papierami. Moj dziadek byl niemcem ktoremu kazano zmienic nazwisko
na polskie. Z kazdym zalatwianiem jakiegokolwiek papierka mam problemy, bo
wszystko wystawiane jest na inne nazwisko.
Odkad pamietam moj tata pracowal w niemczech, bo nasza sytuacja w polsce go
do tego zmusila, wiec jakby to ujac "wyzywily mnie niemcy".
Z moimi dziecmi na pewno bede rozmawiala po polsku, ale tylko dlatego, zeby mogly
sie w przyszlosci porozumiec z rodzina. Niemieckiego naucza sie same.
Czuje sie bardziej niemka niz polka, poniewaz moja sytuacja wygladala tak,
a nie inaczej. Jak czuja sie inni, nie wiem, ale przypuszczam iz rodowitych
polakow zawsze bedzie cos ciagnelo spowrotem, nawet jesli w polsce nie wiodlo
im sie najlepiej.
Asymilacja czy integracja, wychodzi na to samo.
Czlowiek ktory wyjezdza za granice i nie jest w stanie zyc tym zyciem, jakie sie tam
prowadzi nie da sobie rady. Jestem o tym w 100% przekonana.
Mussuka napisał/a:Klaudia_123 napisał/a:Co do "germanizacji", to w dzisiejszych czasach okresla sie to mianem integracji,
ale wiadomo Polska juz do konca bedzie zyla wojna.raczej asymilacji..Ty juz zapomnialas kim jestes. Z dziecmi tez po niemiecku rozmawiasz badz bedziesz?
Mylisz sie kochana, jak wiele innych.
Ja dobrze wiem kim jestem, chociaz to jest niezle zagmatwane.
Nie jestem ani 100% polka ani 100% niemka. Urodzilam sie w polsce z
niemieckimi papierami. Moj dziadek byl niemcem ktoremu kazano zmienic nazwisko
na polskie. Z kazdym zalatwianiem jakiegokolwiek papierka mam problemy, bo
wszystko wystawiane jest na inne nazwisko.
Odkad pamietam moj tata pracowal w niemczech, bo nasza sytuacja w polsce go
do tego zmusila, wiec jakby to ujac "wyzywily mnie niemcy".Z moimi dziecmi na pewno bede rozmawiala po polsku, ale tylko dlatego, zeby mogly
sie w przyszlosci porozumiec z rodzina. Niemieckiego naucza sie same.Czuje sie bardziej niemka niz polka, poniewaz moja sytuacja wygladala tak,
a nie inaczej. Jak czuja sie inni, nie wiem, ale przypuszczam iz rodowitych
polakow zawsze bedzie cos ciagnelo spowrotem, nawet jesli w polsce nie wiodlo
im sie najlepiej.Asymilacja czy integracja, wychodzi na to samo.
Czlowiek ktory wyjezdza za granice i nie jest w stanie zyc tym zyciem, jakie sie tam
prowadzi nie da sobie rady. Jestem o tym w 100% przekonana.
Asymilacja to wiecej niz integracja, odcinasz sie wowczas od swojego grona na rzecz nowego. integracja to cos jak 50/50.
skoro nie jestes Polka to nie musisz do Polski wracac ani tesknic, Ty jestes "u siebie" ale my Polacy w 100% (znaczy z przeszlosci i z papierow) mamy prawo tesknic do ojczyzny.
Zyc mozna wedlug zasad danego kraju..ale nie koniecznie kochac to miejsce ani dobrze sie tu czuc.