Witam. Od jakiegoś czasu czuje że jestem w depresji od samego początku. Mój ojciec zmarł, mieszkam z matką. Jestem wykształcony i bezrobotny. Mam prawie 30 lat. Czasami czuje że moja matką zawsze mnie olewała, od czasu kiedy nie przyszła do szkoły w mój pierwszy dzień w podstawówce -"bo miałem blisko do domu" (ciekawe co by powiedzieli wszyscy inni rodzice, którzy wywoływali swoje pociechy z grupki???) Nie przyszła na moje bierzmowanie, bo sobie pomyliła godziny i mi ksiądz wybrał przypadkową osobą za świadka. To może i głupie, ale boli... Sposób w jak słaby sposób jestem związany ze swoją rodziną bardzo boli.
Jak można rozwinąć zaangażowanie w swoje życie?? Własna matka pokazuje mi jak bardzo mnie zlewa, więc co dopiero ja sam miałbym o sobie myśleć??? Próbowałem być silniejszy i wkręciłem się w sztuki walki, ale i tam się załamałem i już mi się nie chce chodzić. Czy ktoś ma podobny problem??? Czuje że gdybym się uniezależnił i miał pracę której jestem wart to bym się odbił i mógłbym spojrzeć sobie w twarz (mam sporą bliznę na twarzy - tak przez mamę...) Właściwie to całe życie z nią mieszkam. Jakieś 98% czasu od kiedy żyje. Czy jest jakiś miły sposób na spędzaniu życia oprócz palenia skręta?
Czy wy mieliście w życiu podobne przejścia i macie na jakiś nie zawodny sposób?????
1 2013-08-14 16:03:57 Ostatnio edytowany przez undead nightmare (2013-08-14 16:05:10)
Podobne tematy
Po pierwsze to zauważyłam że jesteś bardzo związany ze swoją matką, do której de facto odczuwasz uraz. Przez to nie wierzysz w siebie ani w swoje kompetencje. Wydaje mi się że spędzasz za dużo czasu ze swoją matką. Oczywiście masz rację praca na pewno w dużym stopniu podbudowałaby Twoje ego. Czuł byś się potrzebny i nie miałbyś za dużo czasu rozmyślać. A siedząc w domu chcąc nie chcąc tak się dzieje. Popytaj znajomych o pracę, powysyłaj CV choćby przez internet i na pewno ktoś prędzej czy później zaprosi Cię na rozmowe kwalifikacyjną. A teraz wykorzystaj ten wolny czas najlepiej i najefektywniej jak potrafisz. To znaczy pospotykaj się dawno nie widzianymi osobami, wyjdź do ludzi, może nawet umów się na początek na jakąś niezobowiązującą randkę. Zacznij uprawiać sport a jęsli brakuje Ci samozaparcia to znajdź kogoś chętnego kto by Cię motywował i razem coś róbcie. Nie zamykaj się na ludzi, bądź bardziej otwarty. Znajdź jakąś pasję, wyjedź gdzieś niedaleko. Oglądaj filmy, czytaj książki rób wszystko to na co masz ochotę. I przede wszystkim uwierz w siebie.
Tak, najlepszym sposobem będzie odcięcie pępowiny. Jak człowiek wykształcony (tak o sobie napisałeś) w wieku lat 30-stu może trzymać się mamusinej spódnicy i być na jej utrzymaniu? I o co wogoóe te pretensje? Jesteś osobą dorosłą, mieszkasz w domu rodzinnym, rodzice dali Ci wykształcenie, a Ty cały w pretensjach.Jak Ci się mamuśka nie podoba i jej postępowanie, to wyprowadź się, zdobąć pracę, nieważne, czy fizyczną, czy też leżącą- jakąkolwiek i udowodnij, ze jesteś facetem, a nie mazgajem.Jakbyś nie zauważył, ale chyba trochę już podrosłeś.Z takim nastawieniem i wiecznymi pretensjami do własnej Matki to słaba nadzieja, że kiedykolwiek będziesz w życiu szczęśliwy.Zresztą kto wie? Może spotkasz na swojej drodze pierwszą naiwną, która zastąpi Ci mamuśkę, a Ty nadal będziesz mógł się unieszzęśliwiać. Powodzenia życzę!