Szczerze liczę na to, że ktoś podzieli się swoją opinią po przeczytaniu mojej historii, będę wdzięczna!
Zawsze byłam osobą radosną, znajomi mówią, że zawsze jestem uśmiechnięta, towarzyska i wygladam na zadowoloną ... może i tak. jednak to pozory. Pochodzę z rodziny, w której ojciec był dyktatorem, tyranem, wiecznie rządził i dyktował swoje warunki. Matka się go panicznie bała i zawsze robiła tak, jak chciał. Ja zawsze sie stawiałam, byłam uparta, ale przez to też obrywałam (uzywał przemocy psychicznej, ale i fizycznej). Aby pokazać matce, że nie jest w tej sytuacji sama udawałam, że się ojca nie boję, że jestem twarda, że w ogóle jego groźby mnie nie ruszają - takie moje udawanie trawó około 10 lat.
Zdarzyło się, ze ojciec mnie pobił, więc aby mu udowodnic, że ze mną nie będzie sobie pogrywał tak jak z matką - sprawa trafiła do sądu ... no i takich przykładów mogłabym podawać mnóstwo - tak wygladało moje dzieciństwo. Obecnie mieszkam z dal od ojca, jednak wszystko nadal we mnie siedzi.
Od dawna chciałabym się z kimś związać i stworzyc prawdziwy związek, jednak mój problem polega na tym, że nadal zakładam tę maskę twardej, niedostępnej, zamknietej w sobie i mało wylewnej małej dziewczynki. Wszystkie moje zwiazki rozpadały się i często obwiniałam za to mężczyzn rzecz jasna, jednak niedawno uświadomiłam sobie, że to przez moją oschłość, niedostępność i brak ufności. Być może powinnam rozpocząć jakąś terapię, jednak nie bardzo mogę sobie na to pozdwolić finansowo. Brakuje mi męskiego ramienia przy moim boku i choc wiem, że mam wielki potencjał i zdolnośc kochania, to nie wiem jak przełamać strach pzed otwarciem się na mężczyzn.