netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

17 odpowiedzi12 081 wyświetleńzałożony przez marzycielka897, 16.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Witam Was wszystkich! Proszę Was o udzielenie własnych opinii i skomentowanie sytuacji w jakiej się znalazłam. Opisałam to szczegółowo tak, aby osoby które chcą mi doradzić miały dużo informacji na ten temat.

Zakończyłam pierwszy rok studiów. Stworzyłam wraz z pięcioma studentami taka "paczkę". Jedna z nich zaprosiła nas do siebie na "zakończenie I roku studiów". Mam 21 lat, pozostałe koleżanki są starsze więc było to spotkanie na poziomie, bez spożywania zbyt dużej ilości alkoholu oraz bez towarzystwa męskiego. Wszystkie są mężatkami, a ja jestem narzeczoną od 2 m-c. Poruszyłam temat z moim TŻ. Mu się ten pomysł nie podoba, bo jest wiele przeciwności aby tam się znaleźć (tego dnia pracuje do 16 a pociąg do miejscowości w której mieszka koleżanka jest o 15:40, następnego dnia mam na 6:45 więc będę niewyspana, czym w ogóle wróce - pociąg odpada bo o 22:30 mi nie pozwoli wrócić samej). Temat odłożyliśmy na później. Załatwiłam w pracy, że skończę o 2 h szybciej, tak żeby zdążyć na pociąg. Uważam, że to iż mam na rano następnego dnia nie ogranicza mnie żeby spotkać się z dziewczynami. To mnie obliguje do tego, że powinnam wrócić szybciej i nie przesadzić z porą położenia się spać - do północy najpóźniej). Poruszyłam drugi raz ten temat z moim facetem. Ten pomysł mu się nie podoba, czy musze jechać. Stwierdziłam, że mi zależy. Chcę z nimi utrzymywać relację nie tylko podczas roku akademickiego i że bardzo mi miło, że zapraszają mnie i chcą, żebym z nimi spotykała się mimo takiej różnicy wieku - to dla mnie ważne. Padło pytanie jak chce wrócić, że z tym jest problem. Wyjaśniłam mu, że wszystkie inne przeciwności udało mi się pokonać, a o powrót chcę poprosić jego żeby po mnie przyjechał. Po pozostałe koleżanki mężowie również przyjeżdżają, wiadomo że 1-2 drinki będą. Stwierdził, że do tematu jeszcze wrócimy (był to czwartek, a w sobotę było spotkanie). W piątek dopiero wieczorem mieliśmy czas, żeby dłużej porozmawiać. Pewna, że to pytanie retoryczne zapytałam, czy po mnie przyjedzie stwierdził, że mam się nie obrazić ale nie zrobi tego. Argumenty: ma ciężki okres w pracy i jest zmęczony, nie chce mu się tyle jeździć, czuje się jak taksówkarz, że ja będę w domu do północy a on przed pierwszą w nocy bo mieszkamy od siebie 30 km. Zapewniłam, że finansowo bym mu dała na paliwo. Mu się w ogóle ta cała sytuacja nie podoba (od początku) i sory ale nie zgadza się. Poczułam się jakbym dostała w twarz. Wiadomo, że wieczór przed spotkaniem jest mi ciężko załatwiać jakikolwiek inny transport (następnego dnia od rana byłam w pracy). Negocjowałam, ale nic z tego. Bez histerii i scen przyjęłam jego decyzję i spokojnie bez złych emocji skończyliśmy rozmowę. Strasznie mi zależało żeby z nimi się spotkać, zadzwoniłam do koleżanki, czy razem z mężem nie zrobią kółka i nadjadą do mojej miejscowości żeby mnie odwieść. Następnego dnia dała mi znać, że zgodził się jej mąż i odwiozą mnie. Po pracy rozmawiałam z moim TŻ i poinformowałam go, że jadę na spotkanie, bo udało mi się załatwić transport. Wyraźnie zaczął być niemiły, zobojętniały i nierozmowny. Uświadomiłam go już wcześniej gdy nie podobało mu się to że mam sie spotkać z koleżankami, że to że jestem z nim to nie znaczy, że nie mogę od czasu do czasu spotkać się ze znajomymi (i tak rzadko wychodzę sama, praktycznie w ogóle). Podczas tej rozmowy poruszył temat niedzieli - co będziemy robić. Stwierdziłam, że jedziemy przecież do niego na grilla (kilka dni wcześniej mówił, że jego mama organizuje; wiedział, że upiekłam ciasto na niedzielę, jak są grille, odpusty to zawsze do jego rodziny jedziemy; bardzo rzadko zdarza się żebyśmy nie pojechali). On oznajmił, że mówił o tym ale to nie znaczy, że tam jedziemy. Wiedział, że upiekłam ciasto na niedziele, ale on nie wiedział że to akurat na grilla. Poza tym kończe prace w niedzielę o 16, będziemy u niego po 17 więc uważa że to za późno (zazwyczaj grill zaczynają między 16-17). Poza tym musi znowu tyle jeździć. Dodam, że dobrze zarabia, ma pieniądze na paliwo bez wiązania końca z końcem). Ręcę mi opadły. Miałam dość, byłam wściekła. Powiedziałam, że kończę rozmowę bo jestem zła. Zadzwoniłam, za ok. 30 min gdy emocje mi opadły i zadałam pytanie dlaczego jest taki suchy, dlaczego taki niemiły, co się stało. Czy go uraziło to, że jadę na spotkanie z dziewczynami. Wyraźnie coś go uraziło. Nigdy takich problemów nie robił jak mieliśmy jeździć do niego na grilla itd. Stwierdził, że ma gorsze dni i dlatego jest taki zobojętniały. Cóż, zapytałam czy mogę jakoś mu pomóc, stwierdził, że nie, samo musi mu minąć. Miałam w tym momencie czas z nim rozmawiać bo później było to spotkanie, a on w ogóle nie wykazywał chęci rozmowy więc ja skończyłam rozmowę. Spotkanie z dziewczynami udało się. Mile spędzony czas w gronie. Pod koniec spotkania dałam mu znać, że za 30 min będzie mąż koleżanki i że będę przed północą w domu. OK on czeka aż wrócę. Gdy byłam już w domu zadzwoniłam do niego. Stwierdził, że jeśli chcę jechać w niedzielę na tego grilla to muszę się zwolnić z pracy o 1h. Następnego dnia dałam mu znać na przerwie że udało mi się zwolnić. Przyjechał po mnie był bardzo miły, uprzejmy. Chciał mi nawet coś kupić w sklepie (był na zakupach zanim po mnie przyjechał) ale nie było mojego rozmiaru więc nic nie kupił. Ja wyraźnie byłam niezadowolona i nie ukrywałam tego. Leżało mi na sercu, że mówiąc mi o grillu tydzień wcześniej, gdzie ja oznajmiam mu, że piekę ciasto na ten dzień, nagle robił problem, żeby mnie tam zabrać. Tak jakby chciał mi zrobić na złość, że mimo że on nie pomógł mi gdy potrzebowałam powrotu z spotkania, poradziłam sobie sama. Nigdy nie robił takich problemów. Dlatego uważam, że był to efekt tego spotkania z dziewczynami, z którym od początku u niego był problem. Do tego fakt że nie moge na niego liczyć w potrzebie (kwestia dojazdu ze spotkania). Ale rozmowe o tym odłożyłam na koniec spotkania, po grillu, aby nie dyskutować na boku o tak istotnych rzeczach, które we mnie siedzą. Więc na grillu przed jego rodziną udawaliśmy, że jest ok, ale jak byliśmy chwilami na boku osobno (np. spacerowaliśmy) to wyraźnie byłam zła i mało rozmowna w przeciwieństwie do niego. Gdy skończył się grill odwiózł mnie, spacerowaliśmy i nawet rozmawialiśmy już ok. Tzn. moje niemiłe nastawienie do rozmowy zmieniło się. Postanowiłam poruszyć temat weekendu. Opisałam, że jeśli wiedział, że nie będzie chciało mu się jechać po mnie na spotkanie z dziewczynami, skoro te wszystkie przekonania miał to czemu dał mi nadzieję, że zapewni mi powrót. Mógł od razu stwierdzić, że w tej sytuacji nie mam co na niego liczyć. Gdzie indziej szukałabym pomocy i osoby, która by mnie odwiozła. On natomiast wtedy odpowiedział, że do tematu wrócimy i tym samym dzień przed postąpił tak żebym faktycznie nie pojechała. Wiadomo, że od początku mu się ten pomysł po prostu nie podobał. Dlaczego? - bo mogłam w inny dzień się umówić (wiadomo, że pytanie każdej kiedy pasuje powoduje, że nie zgadamy się, padł termin i pytanie dziewczyn czy będę), mogłyśmy się umówić gdzieś blisko jego miejscowości (żeby miał bliżej i żebym miała lepsze połączenia pkp, pks), najlepiej spotykać się z nimi w trakcie roku akademickiego po zajęciach kiedy wszyscy są na miejscu pod szkołą a nie tak osobno bo to problem z powrotem do domu i z tym, że wtedy wracam późno, jakbym wracała z egzaminu to jeszcze by przełamał się i mnie odebrał i pojechał po mnie ale że to jest spotkanie to czuje się jak taksówkarz; co by pomyśleli o mnie jego rodzice gdyby powiedział, że jedzie po mnie tak późno z imprezy, jest zmęczony i musi się wyspać, zbyt dużo jeździ. Stwierdziłam, że skoro miał takie uprzedzenia to nie pojawiły się dzień przed spotkaniem tylko już wcześniej, że mógł od razu powiedzieć że nic z tego. Obcy mąż zgodził się mnie odwieźć do domu, a mój narzeczony ma z tym problem. Jak taksówkarz to właśnie ten koleżanki mąż mógł się poczuć a nie mój TŻ skoro tyle się znamy i nie jestem dla niego przecież obcą osobą. Wiedział, jak bardzo chce się z dziewczynami spotkać. Z kulturalnej rozmowy zaczęliśmy się ostro kłócić (akurat siedzieliśmy na ławce). Nadmieniłam mu o jego stosunku do naszego wyjazdu do niego na grilla. W pewnym momencie wstał i powiedział, że chce wracać. Poprosiłam, żeby usiadł, bo nie skończyliśmy rozmowy. A on stwierdził, że on skończył rozmowę. Wrzało... wstałam wkurzona, pełna emocji on tak samo mocno zdenerwowany. W czasie drogi pod mój dom porównał mnie do swojej siostry (jej zachowania nie toleruje, bo wyjeżdża z koleżankami za miasto, nie mając zapewnionego powrotu dzwoni do swojego taty, żeby po nie przyjechał - on uważa, że to nieodpowiedzialne i on by nie pojechał po swoją córkę w takiej sytuacji). Dodam, że ja nigdzie nie pojechałabym gdybym nie miała zapewnionego powrotu - logiczne, mimo to zostałam do niej porównana. Dodał, że się zmieniłam od momentu, w którym mnie poznał. Mianowicie wracam wieczorami do domu Moje powroty do domu w nocy, tzn. o 24 są spowodowane tym, że tak miałam ostatnio ułożony grafik. Zaznaczyłam personalnej, że preferuje godziny poranne, na efekty musze poczekać gdy ułoży kolejny grafik, czy uwzględniła moją prośbę. Dodam, że gdy dowiedział się o tym, że będę musiała kończyć przez kilka dni o 24 to był wściekły jak osa, tego dnia z nim nie można było o niczym innym porozmawiać, była wtedy mała sprzeczka - wytłumaczyłam mu, że też mi się nie podoba to że kończe tak późno, ale to moja praca. Szukam od roku innej ale efektów brak. Teraz uogólnił i stwierdził, że się zmieniłam. Dodał, że zaraz będzie impreza zakładowa, też wróce do domu późno, później będą półmetki studenckie i też wróce późno. Generalnie problem z tym, że późno wracam. Kwestie imprezy zakładowej u mnie nawet w pracy jeszcze nie jest na ten rok poruszona (mamy co rok, mój TŻ zresztą też chodzi na swoje imprezy zakładowe raz do roku, ale on chodzi bo musi a mi zarzuca, że ja ciesze się na nie), a półmetki to chyba w szkole średniej robią, a nie na studiach - totalnie wyolbrzymił wszystko. Generalnie mój TŻ jest domatorem i nie przepada za imprezami, nie tańczy i genralnie nie lubi takich rzeczy. Ja też nie jestem imprezowiczką, ale raz na ruski rok mogę iść na spotkanie takie jak impreza zakładowa, troszkę tańca.. jak ludzie są zgrani to też się odważę troszkę pobujać. Do królowej parkietu mi daleko. Wkurzył mnie na maksa. On dostał robotę u swojego ojczyma (jest prezesem) w zakładzie pracy, nie miał problemu z szukaniem ofert na rynku pracy. Ja pracuję w restauracji a jestem po technikum ekonomicznym i na studiach wyższych mimo to pracy nie mam biurowej (szukam od roku). Jest jak jest z godzinami pracy, ale cóż moge zrobić z tym, taka praca. Niech wyjdzie na rynek pracy i znajdzie inna ofertę pracy. Mało to i niech go jeszcze zatrudnią spośród 100 aplikantów. Akurat podjechał pod mój dom, wyszłam (coś chyba jeszcze mówił - byłam tak zirytowana, że nie wiem nawet co), trzasłam drzwiami i bez oglądania się za siebie poszłam do domu. On ruszył z piskiem opon, emocje, nerwy i wszystko co złe. Zawsze pisał mi, że dojechał. Czekałam ponad godzine (do domu ma 30 min drogi). Martwiłam się, że nie dojechał, że mogło się coś stać, bo nie napisał mi ani nie zadzwonił jak zawsze przed zaśnięciem. Napisałam, czy jest w domu. Opowiedział: "A gdzie mam być". Nic już nie odpisałam, nie rozmawialiśmy jak zawsze przed spaniem. I cisza.... rano przed pracą zawsze dzwonił i rozmawialiśmy, zawsze. Nie zadzwonił. Po pracy też nie. I tak już dziś drugi dzień. Nigdy nie mieliśmy cichych dni. Zawsze po kłótni jakoś się dogadywaliśmy i zawsze zadzwonił jak przyjechał do domu po spotkaniu ze mna.

Opisałam tych kilka dni z mojego życia szczegółowo i powstrzymywałam się, żeby nie było tu mojej oceny i komentarzy. Żeby osoby które chcą przeczytać tak długi tekst mogły napisać co o tym wszystkim myślą.

Kto teraz powinien się odezwać? Cisza trwa..

Dziękuje tym, którzy zechcą mi pomóc wink Jeśli opisałam coś niezrozumiale to zadawajcie pytania. Ważna jest dla mnie każda opinia.
Pozdrawiam wink

2

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

On ma łatwe życie i przez to ciebie nie rozumie. Nie musiał latać i szukać pracy bo wszystko miał podane na tacy. Próbuje ci narzucić swój tryb życia i podporządkować cię do siebie. Powinien on pierwszy się odezwać...gdy mu przejdzie głupia złość to na pewno to zrobi smile

3

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Odzywa się ten, komu bardziej zależy. Proste.

4

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Uważam, że w związku jest tak że jednemu i drugiemu zależy. Nie ma pojęcia jednemu bardziej, drugiemu mniej. Mój TŻ jest osobą bardzo upartą. W niektórych sytuacjach jest to zaleta w innych wada. Jak sobie coś postanowi, uprze się to nie ma siły która by to zmieniła, nie mówie nawet o osobie. Nie zmieni zdania. Mam tego świadomość będąc w aktualnej sytuacji...

5

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Sorry, ale mi się nie mieści w głowie, żeby się pytać o pozwolenie na wyjście do koleżanek hmm to jest dla mnie zupełny matrix... a odzywa się ten kto zawinił, czyli On.

6

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Też nie rozumiem jak można pytać się o pozwolenie. Ty nie jesteś jego własnością i masz prawo do spotkań z przyjaciółmi. Tekst z tym,że po Ciebie nie przyjedzie był chamski i nie podał żadnych normalnych argumentów nie przyjedzie,bo mu się nie chce. Tak się odzywa do narzeczonej? Ja bym się nie odzywała jak przemyśli swoją głupotę to się odezwie.

7

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Jak już rozważacie sprawę w konwencji czysto-logicznej; to owszem pytanie o pozwolenie wyjścia na imprezę jest dziwne.Ale w tym ze gość nie przyjedzie po narzeczona nie ma żadnego chamstwa.Tez ma prawo robić co uważa.
A kobiecy tekst ''nie skończyliśmy rozmowy'' niezależnie od okoliczności, to gwarancja jej zakończenia i wkurzenia rozmówcy. Ot, taki bajer.
Ogólnie dziecinada

8

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Obydwoje popełniliśmy błędy. W trakcie tak ostrej kłótni zaczął mnie oceniać, że zmieniłam się (podając argument, że późno wracam do domu - taki miałam akurat grafik w pracy). Gdy zapytałam kiedy wróciła do domu w nocy, a nie był to powrót z pracy nie wiedział co powiedzieć. Zaczął wymyślać głupoty wyssane z palca i mocno wyolbrzymione, że za niedługo będą kolejne okazję, żebym wróciła późno do domu, np. impreza zakładowa). Powiedziałam, żeby mówił o tym co jest, a nie o imprezach które nie wiadomo czy będą miały miejsce. Wyprowadził mnie tym totalnie z równowagi i walnęłam drzwiami bez pożegnania. Tym bardziej, że coś mówił. Też źle postąpiłam. Obydwóm nerwy puściły i pozwoliliśmy działać emocjom. Kłótnia to nie problem. Są po to, żeby się pogodzić. Problem jak się dwie osoby nie potrafią pogodzić. Mimo, że wieczorem po tej kłótni nie napisał, że dojechał do domu (zawsze to robi)to wysłałam mu sms'a. Zostawiłam honor w tyle i zapytałam czy jest w domu, odpowiedział "A gdzie ma być". Następnego dnia jechał do pracy. Przed pracą zawsze dzwoni. Nie doczekałam się telefonu do teraz. Dlaczego w taki sposób zareagował na problem - milczeniem? Kto powinien zrobić pierwszy krok?

9

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

On powinien pierwszy się odezwać, choć widzę że jednak to ty poczynisz pierwsze kroki smile

10 Ostatnio edytowany przez Blancanieves (2013-07-17 04:17:55)

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Jasne że on powinien pierwszy się odezwać, bo on w tej całej sytuacji jedynie zawinił...

Zastanawiam się czy już wcześniej pojawiały się jakiekolwiek ograniczenia z jego strony - bo mam wrażenie że najbardziej przeszkadza mu fakt że zaprzyjaźniłaś się z kobietami starszymi od siebie i do tego mężatkami i ma ogromne obawy że Cię będą ustawiać... jak to często bywa... W jakim one są wieku jeśli można wiedzieć?
A może ogólnie jest szalenie zazdrosnym typem i boi się że Cię straci dlatego takie cyrki odstawia...

e: do koleżanki niżej - jak się pierwsza odezwie, bo nie lubi się kłócić - wkrótce doprowadzi to do sytuacji że będzie go przepraszać za każdy jego foch...

11

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

A co za różnica kto się pierwszy odezwie? Odezwij się do niego pierwsza i zobacz jaki będzie miał do Ciebie stosunek. Jeśli będzie chciał z Tobą na spokojnie po gadać to dobrze, jeśli dalej będzie miał focha to zostaw go w spokoju. Prędzej czy później się on odezwie. Ale jeśli Ci zależy to pojedź do niego. Moim zdaniem to dziecinne takie przetrzymywanie się, kto szybciej wymięknie i się odezwie pierwszy, albo uważanie, że pierwszy odzywa się ten kto zawinił. Otóż pierwszy odzywa się ten, kto nie lubi się kłócić. Moja rada: jedź do niego i po rozmawiaj z nim na spokojnie. Powiedz mu, że nie zamierzasz rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi, bo masz prawo się z nimi spotykać i oczekujesz, że to zaakceptuje. A gdyby naprawdę się o Ciebie bał,  że przyjeżdżasz tak późno, to by tym bardziej przyjechał po Ciebie w nocy. Może jemu jest ciężko z tym, że Ty masz z kim wychodzić, a on nie i że wtedy zostaje sam w domu? Spytaj się go o to.

12 Ostatnio edytowany przez marzycielka897 (2013-07-17 08:15:51)

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Róża 27 masz rację, męczy mnie to i również uważam, że milczenie jest dziecinne. Myślę, żeby napisać mu sms-a, że tego i tego dnia i o tej godzinie będę czekać, bo musimy porozmawiać. Ale tak jak pisze Blancanieves: nie chce być miękka. Obawiam się, że jeśli teraz zrobie pierwszy ruch to będę musiała zawsze już pierwsza przerywać. W ogóle jestem zdania, że mężczyzna powinien zabiegać. Jeśli tę kwestię przejmie kobieta to z automatu facet jest na wygranej pozycji. Nie czuje potrzeby zabiegania, starania się i zdobywania - przecież o to mężczyzną chodzi. Taki stereotyp.

Jedna z nich jest starsza o 7 a pozostałe od 10-18 lat starsze. Nie sądze, żeby tak myślał. Może dlatego, że wiem, że tak nie jest. Ale kto wie, co on o tym myśli. Gdy go w sobotę zapytałam dlaczego ma zły humor, czy jest zły, że jadę, cokolwiek... niech powie co spowodowało, że tak się czuje. To odpowiedział krótko złe dni, musi samo przejść. Bądź tu mądry i pisz wiersze... ;/

Mój TŻ, jak napisała wcześniej Róża 27, wydaje mi się, że chce mnie podporządkować. Lubie gdy razem ustalamy pewne rzeczy i jeden pyta drugiego. Ale w momencie, kiedy ja chce a on nie... trudno o kompromis. Dla mnie chcieć to móc, nawet jak jest problem zgrać spotkanie to robie i załatwiam sprawy tak, żeby móc pojechać się spotkać z koleżankami. On był zdania, żeby nie jechać bo rano musze wstać wcześnie. Powiedziałam mu, że to że rano ide do pracy, to nie powód żeby nie jechać, tylko obliguje mnie to do tego, żeby nie wrócić nad ranem a np. do północy. I tak też zrobiłam, na przekór niemu pojechałam. Myślę, że chciał mnie ograniczyć tym, że nie pojechał po mnie, a ja załatwiłam sobie sama transport. Stąd dalsze domino i jego zły nastrój, który spadł z nieba. A jak mu przeszło to ja byłam zła, siedziało to we mnie więc z nim o tym pogadałam. I mamy... ciche dni.

Problem chyba w tym, że nie, że ja mam  z kim wyjść a on nie. Tylko chodzi o stosunek do takich wyjść. On jest domatorem, z góry nigdzie nie wychodzi, bo nie chce, bo nie lubi. Na rodzinnej imprezie urodzinowej tańczyłam z kuzynami, bo gdy cała rodzina mówiła, żeby mnie zaprosił do tańca zaparł się jak "uparty osioł" i nie poszedł. Później powiedział, że gdyby wszyscy tak go nie zmuszali, to może i by wyszedł ze mną w końcu zatańczyć. Z góry mówie, że nie jestem królową parkietu. Nie ciągnie mnie na imprezy. Ale jak cywilizowany człowiek, gdy jest muzyka i parkiet to w końcu jak już tłum na środku tańczy to wbije się w niego i pobujam. On w ogóle jakby mógł to by nie poszedł. Jak wiedział, że będzie DJ to w ogóle nie chciał iść. Wcześniej na mojej studniówce jakoś przełamał się i tańczył. Bez szaleństw, ale dało się... Wydaje mi się, że stąd to porównanie pod koniec naszej niedzielnej kłótni.. że zmieniłam się. Jak się poznaliśmy to mówiłam, że nie jestem imprezowiczką. A moją chęć pójścia na spotkanie z dziewczynami traktuje już jako zachowanie odbiegające od osoby, którą poznał. Świadczy to o tym, że wypominał mi w tej kłótni, że zaraz będę mieć impreze zakładową na którą się ciesze. Jasne skacze z radości i pytam szefostwa kiedy będzie bo nie mogę się doczekać - paranoja. Nawet jeszcze nikt nic u nas w pracy o tym nie mówi. Zresztą on też chodzi na imprezy zakładowe - ale idzie bo musi. A ja idę i chce i się ciesze, wiec się zmieniłam. Wyolbrzymił totalnie. To spowodowało, że uderzyłam drzwiami i wyszłam. Ciśnienie myślałam, że mi żyły wypruje.

13

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Z analogicznego zagadnienia do Twojego tematu, czyli wypowiedź fachowca pt "kto kogo pierwszy przeprosi", w której poruszona jest kwestia cichych dni. Odniesienie tego tekstu jest co prawda do małżeństw, ale też i Tobie otworzy przyszłościowo oczy na wiele aspektów:

Różne są nasze cechy osobowości. Jedni z nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki. Słynne: "ty znowu, ty zawsze, ty nigdy..." powstają najczęściej na bazie emocji. Na emocjonalność może nakładać się szybkość reagowania. Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Jedni z nas są bardziej wojowniczy, drudzy ? ugodowi. Jedni bardziej towarzyscy, inni ? separatywni. Wszystko są to cechy naszej osobowości, których predyspozycje przynosimy ze sobą na świat w genach. Cechy te są pierwotnie dobre, gdyż należą do dzieła Bożego stworzenia, tylko nasza natura ludzka powoduje, że tak często te dobre cechy wykorzystujemy w sposób zły, prowadzący do konfliktów, napięć i niezgody. Warto zauważyć, że na przykład wojowniczość może być dobrze wykorzystywana, kiedy wspiera nas w wytrwałym dążeniu do celu i nie poddaniu się przeciwnościom. Ugodowość, dążenie do zgody, zdawać by się mogło niezwykle pożądana cecha, może być zagrożeniem więzi małżeńskiej, gdy jedna strona daje sobie, jak to się mówi, ?chodzić po głowie? i podporządkowuje się we wszystkim, nie zawsze zgodnym z miłością zachowaniom czy pomysłom współmałżonka. Słynne ?bycie od pantoflem? jest owocem nadmiernie ugodowego męża wobec wojowniczej i emocjonalnej żony. Doświadczenie mówi, że osoby, które szybko i gwałtownie reagują, i szybko im ?przechodzi?, maja skłonności do recydywy. Dotyczy to np. problemu wierności małżeńskiej, z którą te osoby mają czasem trudności. Natomiast ich łatwość przebaczania jest niewątpliwą zaletą. Z drugiej jednak strony osoby trzymające w sobie przezywane emocje długo, wyciągają na trwałe wnioski z popełnionych błędów, ale wypominanie współmałżonkowi popełnionych win, nieraz dawno przebaczonych, ciągnie się nieraz latami. I wreszcie jeszcze jedna z ? jakby biegunowych cech osobowości ? separtaywność i towarzyskość. Separatywny, a jeżeli jeszcze dodatku emocjonalny, ma trudność, niejako wrodzoną, z nawiązaniem kontaktu i trudniej mu pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Towarzyskiemu, dla którego więź z drugą osoba jest często ważniejsza niż ?racje? zdecydowanie łatwiej powiedzieć przepraszam.
Jak się pojednać?

Już z tego krótkiego przeglądu cech osobowości widać, że mamy odmienne predyspozycje, które w różny sposób wpływają na zdolność przebaczenia. Warto poznawać cechy swojej osobowości, rozpoznawać je.
Jednym z nas jest łatwiej, a innym trudniej podjąć rozmowę. ? On nie jest winny, tylko on jest inny ? On inaczej przeżywa niż ja. I ja tego nie zmienię. Mogę tylko zmienić mój własny sposób reagowania. Mamy wrodzone cechy osobowości, które są nam dane, ale i zadane równocześnie. W jednych poczucie zranienia zalega długo i trudno im zapomnieć, przebaczyć. Oni szczególnie powinni pamiętać, by ?urazy chętnie darować?. Jednak jeśli sami popełnią coś, co nadweręży ich małżeńskie relacje i zrozumieją, to można im zaufać. Poprawa jest zazwyczaj trwała. U innych osób, gotowość przejścia, jak to się mówi, do porządku dziennego, nad nieporozumieniami, jest bardzo ważna w nawiązywaniu zerwanego kontaktu. Jednak, jak uczy psychologia, osoby te są skłonne do recydywy. Warto też, by ci, którym łatwo zrobić pierwszy krok w kierunku porozumienia, próbowali zrozumieć, że małżonkowi może być trudno zrobić to samo. Nie należy wtedy przyspieszać porozumienia ?na siłę?, ale pozwolić, by trudne uczucia spokojnie w nim wygasły. Warto też, by małżonkowie, u których trudne uczucia zalęgają długo, starali się ich nie żywić i nie podsycać. Szczególnie jeśli zarówno mąż jak i żona mają w tym kierunku skłonności. Zarówno mąż jak i żona w małżeństwie, które się tak ostro kłóciło, a potem zaraz szło pod rękę, o którym pisałem wyżej, byli wojowniczy, emocjonalni, ale ich emocje trwały krótko i szybko opadały.
Czy on/ona jest winny/a?
Na trudności we wzajemnym porozumieniu w małżeństwie warto popatrzeć nie tyle od strony, że ten drugi jest winny, ale także, że ja nie potrafię reagować z miłością. Dlatego nad cechami osobowości, które są dane i zadane, warto pracować. Na tkwiących w nich szansach budować porozumienie, a pracować nad skłonnościami, które to porozumienie utrudniają. przy odkryciu naszej znajomej: On nie jest winny, on jest inny. Niech to nam pomoże nie tylko pokonać ciche dni, ale w ogóle popatrzeć na nowo na budowanie porozumienia w małżeństwie. Chodzi o to, że musimy przepracować w sobie w jaki sposób kształtujemy w sobie nasze pierwotne cechy osobowości. One nie są same w sobie ani dobre ani złe. Dobre lub złe jest dopiero to, co z nimi zrobimy. Jeżeli widzimy, że druga strona konfliktu ? mąż, czy żona ? podsyca, jak się nam zdaje swoje ?niedobre? skłonności, to popatrzmy na siebie: czy sami nie budujemy naszej postawy na własnych ?złych? skłonnościach. Jeżeli sami mamy skłonności do długiego trzymania uraz, zauważmy, że przeciąganie cichych dni nie jest naszą ?słuszną? decyzją, tylko raczej objawem własnej niedojrzałości osobowościowej. Zauważmy jednak, że jeżeli współmałżonkowi jest trudno i ?trzyma w sobie? dajmy mu spokój, tylko życzliwą postawa ułatwmy mu szybsze wydobycie się z tego zaułka. To jest problem odpowiedzialnej postawy każdego z nas za współmałżonka.
W kierunku przykazania miłości

Ciche dni sa okazją, aby popatrzeć krytycznie na siebie. Przyjrzeć się swoim wadom i zaletom, szansom i zagrożeniem swojego temperamentu, swoich cech osobowości. Odkrycie słabości we własnym sposobie reagowania, odkrycie budowania własnych niestosownych reakcji na ?niewątpliwe winy? i ?złe cechy? współmałżonka, jest wystarczającym argumentem, by samemu pierwszemu dążyć do zgody, a nie wymuszać swoich racji. A jeżeli współmałżonek nie jest do tego jeszcze gotowy, to nie dlatego, że jest ?zły?, ale być może dlatego, że jest bardziej emocjonalny i ma predyspozycję do długiego trzymania w sobie przykrych emocji. Skłonność do długiego trzymania w sobie uczuć przy innej okazji może wykorzystać w bardzo dobry sposób, teraz jednak ma takie trudności z darowaniem urazy. To ode mnie zależy, czy pozwolę mu na to, czy też swoją wojowniczość wykorzystam w zły sposób, przeciwko niemu. Nie miejmy więc satysfakcji, jeżeli współmałżonek nas pierwszy przeprosi. To może być pozorne zwycięstwo, a może nawet własna porażka, bo nie udało się samemu pierwszemu wyjść ze swoich emocjonalnych i wojowniczych okopów. Niewątpliwie ten, kto pierwszy przeprasza, niezależnie od wagi win i błędów, wykazuje się pełniejszym przepracowaniem w sobie cech temperamentu.  Impuls do przeproszenia może wynikać z własnych predyspozycji psychicznych, z pogłębionej dojrzałości osobowości przepraszającego. Ważne jest, byśmy naprawdę wrócili do siebie pojednani. I żeby to pojednanie było trwałe, a ono też zależy od własnych predyspozycji i pracowania nad nimi...

Wszystko to wymaga zdolności do spojrzenia z dystansu na siebie samego, przepracowania w sobie własnych sposobów reagowania. Potrzebna jest świadomość swoich cech. Nikt jednak nie może powiedzieć: taki jestem i taki będę, tak mam. Każdy z nas jakoś ?ma? ale jest powołany do tego, by nad tym co ?ma? pracować w kierunku coraz większej miłości. Jesteśmy sobie w małżeństwie dani i zadani.

Tylko kropką nad ?i? jest stwierdzenie, że całe to ?przepracowywanie? w sobie predyspozycji swojej osobowości jest owocne jeżeli się poddajemy źródłu miłości. Każdy powrót do siebie w małżeństwie, każde odzyskanie siebie po kłótni, czy nawet zdradzie, to przeżycie na nowo "sakramentu małżeństwa", to jak gdyby ponowne udzielenie go sobie nawzajem, ponowne potwierdzenie miłości jako postawy wierności w trudnościach i uczciwości we wspólnym budowaniu i odbudowywaniu więzi.

14

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Po pierwsze nie rozumiem czemu pytasz się o pozwolenie na wyjście z domu? Czy on jest Twoim ojcem? Czemu robi Ci wyrzuty, że wracasz późno i to jeszcze z powodu pracy? Czy ta relacja wygląda jak relacja taty z córką
?


   

marzycielka897 napisał/a:

Obcy mąż zgodził się mnie odwieźć do domu, a mój narzeczony ma z tym problem.

Zwróć uwagę na to co sama piszesz. Oczywiście narzeczony nie ma obowiązku po Ciebie przyjeżdżać, ale takie drobnostki, mówią dużo o relacji między partnerami. Skąd argument, że czuje się jak taksówkarz? Czy często zdarza się żeby odbierał Cię z imprezy? I co go obchodzi co rodzice powiedzą? Mogą mieć negatywne zdanie na ten temat, ale chyba on jest dorosły więc może sam za siebie zdecydować?

Zwodzenie, że po Ciebie przyjedzie, fochy, problemy z wyjazdem na grilla. Facet ma problem z Twoim wyjściem, ale nie potrafi tego powiedzieć otwarcie, zamiast tego zachowuję się jak mała obrażona dziewczynka.

Nie powinnaś odzywać się pierwsza, wykazałaś dostateczną chęć rozmowy wcześniej, teraz czas na krok z drugiej strony. A gdy już odzyskacie ze sobą kontakt radze poważnie porozmawiać, nie o tym, że Ty poszłaś na imprezę do koleżanek a on robił problem z grillem, tylko o tym, że nie umiecie rozwiązywać problemów między wami. Komunikacja leży, a jeśli planujecie wspólną przyszłość jednak należy się nauczyć ze sobą rozmawiać tak żeby problemy rozwiązywać a nie eskalować.

15

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

I co to da, że się nie odezwie do niego? Potem będzie im coraz trudniej dojść do porozumienia. O problemach się rozmawia, a nie się przetrzymuje i czeka aż facet się odezwie pierwszy. Takie jest moje zdanie.

16

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Zgadzam się z Tobą "angik". Leży komunikacja. Kiedyś nie było takich cyrków, zepsuło się więc należy nad tym popracować. Zadzwonił, umówiliśmy się. Czeka nas poważna rozmowa.

Dziękuje wszystkim za własne komentarze do tej sytuacji. Pomogliście mi. Za co jestem Wam wdzięczna.

17

Odp: Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?
Myszeczka23 napisał/a:

I co to da, że się nie odezwie do niego? Potem będzie im coraz trudniej dojść do porozumienia. O problemach się rozmawia, a nie się przetrzymuje i czeka aż facet się odezwie pierwszy. Takie jest moje zdanie.

Dużo. Związek to dwoje ludzi, nie jedno. Obie powinny wykazywać "chęci" nie tylko jedna strona. Potem są sytuację, że dziewczyna lata za facetem, a ten ma ją głęboko w d.... lub odwrotnie, reguły co do płci tu nie ma.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ciche dni, kto pierwszy powinien się odezwać?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026