Jak w temacie. Pewnie nie jeden singiel zadawał sobie chociaż raz w zyciu takie pytanie : czy miłość w ogóle istnieje ?
Byłem w 3 poważniejszych związkach. Dwa zakończyłem ja, trzeci, ostatni związek zakończyła moja drugą połowa. To co jest w tym wszystkim najciekawsze to fakt,że po okresie mniej więcej 2 lat coś zawsze zaczynało szwankować co wcześniej czy później prowadziło do rozpadu związku.
Pytanie nasuwa sie samo. Czy jest coś w relacjach damsko męskich mocniejszego od pożądania ? ono na poczatku sprawia,ze szalejemy na widok drugiej połowy, myslimy o niej tesknimy gdy nie ma jej obok. Po pewnym czasie pojawia się przyzwyczajenie a gdzie jest miłość ? chyba jej nie ma faktycznie w dzisiejszym świecie.
jak wy to postrzegacie?