Kochani, mam naprawdę duży problem - mój 17 letni syn nie dogaduje się z moim partnerem, kilka dni temu prawie pobili się. Jestem w związku od 5 lat, mojemu partnerowi od mniej więcej roku przeszkadza wszytko, co dotyczy syna: że nie umył po sobie talerza, że zjadł ostatnią kromkę chleba i nie poszedł do sklepu, że siedzi za długo przed kompem, a jak już siedzi to za głośno rozmawia przez skeypa, i takich "że" mogę jeszcze dużo wymienić. Syn też niestety nie jest ideałem, wręcz celowo doprowadza do sytuacji kryzysowych i awantura gotowa. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić, kocham ich obu i chciałabym, aby w naszym domu panowały normalne stosunki. Poradźcie coś, proszę. Moja psychika jest na skraju wytrzymałości...
Podobne tematy
A czy próbowałaś na spokojnie porozmawiać z każdym z osobna, i podczas tej rozmowy dowiedzieć się, co sądzą o napiętych relacjach i jakie są ich stanowiska w tej sprawie?
Próbowałam wielokrotnie. Partner twierdzi, że syn jest na tyle dorosły, żeby "po sobie" sprzątnąć, ale przekazuje mu to w sposób pośredni: powiedz synowi, żeby.... A syn twierdzi, że on nie jest jego ojcem i "może sobie chcieć". I po złości np. nie sprzątnie talerza. A przecież jeszcze rok czy dwa lata temu syn z dobrymi wieściami (np. 5 w szkole) leciał najpierw do niego, a do mnie później. Wszedł w okres dojrzewania i w ten sposób wyraża swój bunt (wg mnie). Tylko jak ich pogodzić?
Okres dojrzewania i bunt to jedno, a to że Twój partner traktuje Cię jak głuchy telefon to drugie. Poprzez takie zachowanie gdzieś podświadomie pokazuje Twojemu synowi, że jest bezradny, poddaje się, i zamiast podciąć chłopakowi skrzydła, stawia go na wygranej pozycji. Porozmawiaj ze swoim partnerem, że od tego momentu przestajesz być pośrednikiem, i wszystkie oczekiwania będzie musiał od chłopaka egzekwować samodzielnie. Jeśli spotka się z odmową uargumentowaną "bo nie jesteś moim ojcem", powinien wyjaśnić, że mieszkacie razem, nikomu nie widzi się życie w syfie, a dorośli ludzie sprzątają po sobie. Jeżeli chłopak postawi się w pozycji dziecka, przypomnijcie mu o tym gdy będzie chciał iść na imprezę.
Powiedz, jaką spełniasz rolę w sytuacjach konfliktowych, oprócz bycia głuchym telefonem? Czyją bierzesz stronę: syna czy partnera ? Jeśli partnera, to czy konsekwentnie trzymacie się wspólnie jednej wersji, czy po prostu wiesz że Twój partner ma rację, ale w ramach setnego kompromisu mówisz i robisz co innego niż on? Czy Twój syn miał ustalone obowiązki w domu, od których wykonania teraz się uchyla, czy dopiero teraz Twój partner próbuje jakiekolwiek wprowadzić? Jeśli dopiero teraz Twojemu synowi zostają narzucane jakieś funkcje, to czy wspierasz w tym swojego partnera?
Prawie miesiąc tu nie zaglądałam, sytuacja niestety uległa pogorszeniu. Obydwaj traktują się jak powietrze przed burzą, gdy pytam partnera (który akurat jest w domu, ja w pracy) co robi syn, odpowiada, że nie interesuje go co on robi, natomiast syn widząc jego "zacietrzewienie" zachowuje się tak samo. Wiem, że partner często ma rację, wspieram jego decyzje, ale nie zawsze udaje mi się je wyegzekwować. Jednocześnie chcę mieć dobry kontakt z synem (jego ojciec nie żyje), chcę, żeby miał świadomość, że pomimo braku ojca ma matkę i z każdym problemem w każdej chwili może do mnie przyjść. Ostatnio np. widzę, że coś nie tak z jego koleżanką (dziewczyną), pytam syna o co chodzi, a on na to, że nie może ze mną na ten temat porozmawiać, "bo jesteś mamo tej samej płci co Ola". Gdy poprosiłam partnera o męską rozmowę o tym z synem - jak groch o ścianę, zero reakcji. Ja już przestaję mieć nadzieję, że w końcu sytuacja się wyklaruje, boję się tylko, że nasz związek przez to się rozpadnie.
syn odejdzie, ożeni sie, a partner zapewni ci spokojne towarzystwo na starosc.