Hej dziewczyny! Wszystko zaczęło się już w przedszkolu - tak, znamy się od przedszkola. Był moją pierwszą 'wielką' miłością. Pierwszy dziecinny związek stworzyliśmy w gimnazjum - trwało to może 2 miesiące. Później oboje związaliśmy się z kimś innym. Ciągle byliśmy w kontakcie, gadaliśmy o wszystkim, spotykaliśmy się i kłóciliśmy. Bywało tak, że nie odzywaliśmy się do siebie przez pół roku, ale wystarczył jeden sms i wszystko wracało do normy. Mój chłopak i jego ówczesna dziewczyna wpadali w furię gdy się spotykaliśmy. Ale to była tylko przyjaźń, nigdy ich nie zdradziliśmy. Nikt nigdy nie wkurzał mnie bardziej niż on, ale też nikogo bardziej nie 'lubiłam'. Po 3,5-letnich związkach oboje zerwaliśmy z partnerami i spróbowaliśmy być razem... bo ciągle była między nami chemia. Było to po zakończeniu liceum. Spędziliśmy razem wakacje i było nam cudownie. Ale... z perspektywy czasu widzę, że spędziliśmy je raczej jako kumple. Nigdy nie było większych deklaracji, wyznawania uczuć, mieliśmy z tym straszny problem. Po prostu było nam fajnie ze sobą i chyba nie chcieliśmy tego psuć. Wakacje minęły, coś nam nie wyszło i rozstaliśmy się. On wrócił do swojej byłej dziewczyny, ja wyjechałam na studia. Ale po około 2 miesiącach odnowiliśmy kontakt - znów tylko jako kumple. I to tak trwało, zawsze mogłam na niego liczyć, gadaliśmy o wszystkim - byliśmy najlepszymi na świecie przyjaciółmi. On był w stanie nawet zostawić swoją dziewczynę w nocy i przyjechać do mnie kiedy akurat chciałam mu się wygadać i wypłakać w ramię po jakimś zawodzie miłosnym. Chemię w powietrzu było czuć zawsze, ale nie mogłam powiedzieć że jestem w nim zakochana - to nie było to. On mnie po prostu do siebie przyciągał i cudownie czułam się w jego towarzystwie. I zawsze miałam problem z nazwaniem tego.
Obecnie mamy po 23 lata i... We wrześniu zeszłego roku zerwał ze swoją dziewczyną. Ja w tym czasie poznałam faceta, w którym się 'szaleńczo zakochałam'. Nie wyszło mi z nim, a mój przyjaciel był wtedy przy mnie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że on do mnie czuje coś więcej. I ja też to poczułam. Kręciliśmy ze sobą, ale raczej ostrożnie, chyba nikt z nas nie miał odwagi przyznać się do tego co czujemy. Bo przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi! Ale w marcu zaczęliśmy ze sobą być. I było pięknie, ale znów bez deklaracji. I do czasu. Nie trwało to długo, bo do czerwca. Rozstaliśmy się w bardzo złych stosunkach, przyrzekłam sobie że nigdy wiecej się do niego nie odezwę, ale nie wyszło. Znowu mamy kontakt i już porozmawialiśmy szczerze o tym wszystkim, dlaczego nam nie wyszło. Uznaliśmy, że za dobrze się znamy i nie potrafimy stworzyć normalnego związku. Lepiej wychodzi nam kumpelstwo, wtedy wszystko jest pięknie. A gdy przychodzi do zacieśniania relacji to kompletnie się gubimy i nie wiemy z czym to się je... Nie umiemy mówić o uczuciach. Za bardzo się spinamy, przestajemy się dogadywać, ja zaczynam się go o wszystko czepiać i sypie się. Nie możemy na siebie patrzeć. I powiedzcie mi co ja mam zrobić. Od kiedy mamy kontakt czuję, że to się znowu zaczyna - ta chemia, ciągnie mnie do niego i nie wyobrażam sobie siebie z kimś innym. Ale z drugiej strony nie mam już na to siły, na to ciągłe przekomarzanie się. I ja się boję, że tak będzie zawsze. Piękny początek, cudowny miesiąc albo dwa, a potem rozstanie i to bardzo bolesne. Jedynym wyjściem z sytuacji byłoby zapewne całkowite zerwanie kontaktu, ale jak to zrobić skoro nie wytrzymamy bez siebie i szkoda mi tej znajomości, bo znam go całe życie...