witam...trafiłam tu , bo jestem na krawędzi...wytrzymałości z samą sobą. w skrócie o mnie; mam 30 lat..jestem po rozwodzie. sama wychowuję dziecko. a może i nie wychowuję bo dużo pracuję. a gdy nie pracuję nie mogę się ogarnąć...padam ze zmęczenia. Atrakcyjna.nawet bardzo... skupiam uwage płci przeciwnej. niestety (stety...) nie na długo:) jestem cholerykiem. mam nerwicę. w dodatku należę do grupy kobiet 'kochających za bardzo'. od dłuższego czasu jestem w związku. on ma niesamowicie wiele cierpliwości dla mnie... zaszczuwam go na każdym kroku.o byle co. gdy nie usłyszy tego co powiem, gdy spóźni się 5 minut...ze auto zaparkowane w innym miejscu (bo pewnie specjalnie to zrobił zeby poderwać jakąś siksę), ze do pracy wyszedł 2 minuty wcześniej,albo pozniej... ze pada deszcz, ze sie ogolił, ze ładnie ubrał...o wszystko.. A on tylko milczy z błyszczącymi oczyma ,i słucha...słucha obelg,wulgaryzmów. za nic. za to,że oddycha kiedy mnie drażni byle szmer.. Po zakończeniu mojego chorego małżeństwa,stwierdziłam,ze jestem kobietą kochającą za bardzo... tak poświęcałam się swojemu męzowi - alkoholikowi. wyciągam jeden wniosek odnosnie moich zachowań...chyba trafny; mam niską samoocenę (paradoksalnie...). Moj ojciec - tez alk. - robił ze mnie kogoś gorszego od innych. wszyscy byli super,mądrzy,zaradni a ja nie. mniejsza z tym. wnioskuję zatem nad swoimi zachowaniami wobec mojego partnera...czy ja tak bardzo chcę go upokorzyć, by tak jak ja czuł się nikim? w tedy nigdy mnie nie zostawi?? bo kto by go chciał? Fakt,nie chce go stracic. bo jest dobrym i wartosciowym człowiekiem. o dziwo bez nałogów... Rodzinę traktuję podobnie...może i mniej agresywnie...bo mają dla mnie mniejsze znaczenie...jesli w ogóle jakieś... a moje kochane dziecko? jedynie dzięki niej chyba jeszcze żyję... jedynie przy niej się staram pohamować emocje..nie zawsze wychodzi...nigdy jej nie uderzyłam. nigdy bym nie śmiała... kocham ją najmocniej na swiecie,choc jestem oschłą matką i często krzyczę..a ona się boi..:(... może chciałabym zeby była najlepsza...? taka jaką mi się nie udało być w dzieciństwie? pisząc ten post dociera do mnie na jakim dnie emocjonalnym jestem i jak bardzo potrzebuję pomocy. proszę,powiedzcie gdzie sie udać,co zrobić... nie chcę już krzywdzić moich najblizszych...
...?...