Temat tak naprawde ciagnie sie juz dobrych kilka lat - tylko ze wczesniej wiedzialam o tym tylko ja. Do 19 roku zycia mieszkalam z Ojcem sama i juz wtedy popijal sobie winko, z czasem dwa do snu. Na rodzinnych imprezach upijal sie, ale jeszcze nie tyle, zeby ktos to zauwazyl.
Po zdanej maturze wyjechalam do Niemiec. Moj kontakt z Tata byl rzadki, czasem przez telefon, czasem na skype. Kiedy przyjezdzalam w odwiedziny do PL, widzialam ze pije wiecej.. ale nie reagowalam.
W 2010 stracil prace. Po roku poszukiwan (i prawdopodobnie, coraz wiekszym piciu), przyjechal, jak to mowi 'za mna, tylko dla mnie' do Niemiec. Widywalismy sie czesciej, ale wiadomo - ja mam swoich znajomych, prace, swoje dorosle zycie. Spotykalismy sie co ktorys weekend, oczywiscie na piwo, czy obiad w restauracji, do tego jakies czerwone wino na trawienie.
Z czasem zauwazylam ze wieczorne wino zmienil na mocniejsze trunki (wodka, whisky), coraz bardziej i szybciej sie upijal.
Pozniej bylo kilka sytuacji, kiedy np. przespal swoje imieniny, bo byl pijany juz od 15:00, a goscie przyszli na 18:00 i bawili sie bez niego. Kiedy w grudniu jechalismy do Polski na swieta, pil juz w samolocie i zanim wyladowalismy (lot o 9 rano) juz byl niezle wstawiony. Kazdy jakos nie poruszal tego tematu, chociaz wszyscy coraz wyrazniej widzieli, co sie dzieje. Praktycznie cala rodzina poza dziadkami jest juz w Niemczech - poza Ojcem - jego brat z zona, moja Mama (sa po rozwodzie), jej brat z zona.. i ja. Wszyscy czesto sie spotykamy, wiadomo, zawsze cos sie przy tym wypije. Temat Taty jest, byl coraz czesciej poruszany.. ale jakos tak bez konkretow.
Coraz czesciej przychodzil na spotkania pijany, uzalal sie nad soba, plakal. Nigdy nie byl agresywny. Potrafil zadzwonic do mnie w srodku nocy i plakac, ze jestem jego jedyna coreczka i tak strasznie mnie kocha. Zebym z nim zamieszkala. Ale kiedy sie spotykamy, jest pijany, glaszcze mnie po glowie jakbym byla malym dzieckiem, nie zapyta co u mnie albo jak sie czuje, tylko powtarza w kolko ze jestem jego malutka coreczka.. i placze, bez konca.
Wczoraj pojechalysmy z Mama go odwiedzic, zobaczyc nowe mieszkanie. Odebral nas z przystanku, wstawiony.. i przez 45min lazilismy po okolicy bo ZAPOMNIAL jak sie idzie do niego do domuu (mieszka tam od 2 miesiecy). Pozniej dojechali jeszcze Wujek z Ciocia. Ojciec nagle zaczal znowu cos mamrotac, ze jestem malutka ukochana coreczka, ze jestem taka sliczna, ale kto mi pozwolil przefarbowac wlosy. Wujek i mama sie oburzyli, ze przeciez mam 25 lat, nie jestem dzieckiem i ze to moja decyzja! A ojciec sie rozplakal, wstal i wyszedl.
Pozniej dlugo rozmawialismy z rodzina, podobno ojciec juz w ogole nie przychodzi do pracy, albo spoznia sie po kilka godzin.. pije od rana do wieczora. I ciagle sie uzala, placze. Kiedy mowimy o terapii - jakby tego nie slyszal.
Nie wiem co moge zrobic. Mieszkam jakas godzine od niego, on chce zebym go czesciej odwiedzala.. ale jaka w tym przyjemnosc, skoro on ciagle jest pijany? W kolko powtarza te same rzeczy, jakies glupie historie, albo 50 razy zaczyna opowiadac jak to bylam mala i przewijal mi pieluchy, albo jak 15 lat temu bylismy gdziestam na wakacjach.. A pozniej za 10min znowu ta sama historia i placz. W ogole nie da sie z nim rozmawiac, on zyje jakby w swojej glowie.. i niczego nie slyszy.
Jestem egoistka, ze nie chce na to patrzec?
Jak mu pomoc?
Przepraszam, ze taki dlugi post, ale nie mam z kim o tym porozmawiac. Cala rodzina mowi tylko "i tak nic nie mozemy zrobic" i ciezko wzdycha, bez zadnej reakcji.