Ostatnio zastanawiam sie co ze mna jest. Czy Wy tez tak macie? Czy to normalne i jak sobie to tlumaczycie, zeby było Wam lżej?
Jestem mężatką od roku. Mam w porządku męża.Czasem jest wredny jak to facet i irytujący (nie raz z mojego powodu, wiadomo, że nas kobiety czasem po prostu facet drażni co by nie robił)...
Chodzi o to, że od jakiegoś czasu zastanawiam się nad moimi związkami lub prawie związkami. Czy Wy też czasem sie zamartwiacie co by było gdyby?? Miałam w swoim życiu dwóch fajnych chłopaków, z którymi nie dalismy sobie szansy a pozniej zalowalam. Z tym pierwszym nigdy nie zaczelo sie nawet. Fakt, ze to byly lata mlodziencze i oboje bylismy zbyt niesmiali zeby cos zaczac, ale oboje wiedzielismy ze sie sobie podobalismy. Ja od zawsze mialam niska samoocenę, wiec w ogole dziwilam sie ze moge sie podobac chlopakowi, ktory mogl miec kazda (wszystkie sie za nim ogladaly). Ale nigdy nie wyszedl z bezposrednia propozycja, jego niektore zachowania dawaly do zrozumienia ze jest mna zainteresowany. Tylko ja nie umialam byc smielsza, bo jakto ja taka brzydka...
Potem juz starsza poznalam kolejnego, z ktorym jednak sprobowalismy byc ze soba. Jednak nie dlugo, poniewaz zwiazek byl na odleglosc i chlopak zdecydowal ze chyba nie ma co. Po czasie, gdy spotykalam sie z moim juz obecnym mezem, dal znac ze jednak zaluje ze tak postapil...Czasami i ja zaluje, ze nie zrobilam wiecej zeby to ratowac i probowac. Potem sobie tlumaczylam to roznie, zeby sobie poradzic psychicznie, ze tak mialo byc.....Jakos przeszlo, choc wracam myslami z sentymentem i staram sie juz nie zadreczac.
Z tym pierwszym dlugo nie mialam kontaktu, az ostatnio mi sie odnowil i bylam u niego teraz na weselu. Wczesniej jak go gdzies widywalam to zawsze zabilo mocniej serce, ale traktowalam go jako kolege z lat mlodzienczych. Teraz gdy doszlo do mnie ze nadal mi sie podoba i czasem mam wrazenie ze nadal na mnie patrzy jak kiedys - a na weselu byl taki szczesliwy i przystojny - doszly do mnie wyrzuty sumienia, ze nie bylam odwazniejsza w latach wczesniejszych. Wspominam te wszystkie okazje, te wszystkie sytuacje, w ktorych byc moze dawal mi znaki a ja nie wiedzialam jak reagowac...Czuje taka bezradnosc i zal teraz, zlosc i smutek, ze serce pęka....
Tym bardziej, ze mam juz meza, on ma zone i niby jest ok.....Na swoim weselu podszedl do nas i patrzac na mnie powiedzial, ze ladnie ze soba wygladamy..Chlopak nigdy takich rzeczy nie mowil...i tak na mnie patrzyl, jakby chcial mnie upewnic w tym. Odwdzieczylam sie mu i powiedzialam to samo o nim i jego zonie (bo tez tak uwazalam). Spytal taki zaciekawiony czy na prawde...Czemu tak powiedzial? Czy to mozliwe, ze tez wracal myslami do tych chwil?
Czuje sie, ze jestem nie w porzadku wobec mojego meza..
Tez tak macie? Jak sobie radzicie, zeby poukladac sobie rozterki z przeszloscia?