Kara. Jaki jest wasz stosunek do stosowania kar / jakie stosujecie kary / dlaczego / jaki efekt uzyskujecie?
Wielu osobom karanie kojarzy się z wychowywaniem, karzemy dziecko za złe zachowanie, by nauczyło się właściwej postawy, by szanowało, by... itd. Rzecz w tym, że dorośli też ją stosują wobec siebie. Przykład kłótnia małżeńska, a po niej np. długie, ciche dni, by partner zrozumiał, jak niegodziwie postąpił, i poczuł się równie niemiło (kara dla partnera). Nie wspomnę o rozwodach i dążeniu, by ukarać za wszystkie grzechy popełnione w związku. Nikt tego nie nazywa w dorosłym życiu karą, tylko "fochem", albo "ciche dni", "zemstą", itp.
Nawet jeśli nam ktoś wyrządzi krzywdę, to zrobienie mu tego samego, nie przyniesie nam pożytku, co najwyżej złośliwą satysfakcję.
Kara zazwyczaj nie ma związku z winą, tylko z emocjami - przykład z cichymi dniami pokazuje, że temat kłótni nie ma wielkiego znaczenia, chodzi o nieprzyjemne emocję, które czujemy i chcemy, by druga osoba poczuła się równie podle, albo i jeszcze gorzej.
Osoba ukarana na ogół nie czuje skruchy, lęku, wprost przeciwnie, gdy styka się często z takim zachowaniami, to uodparnia się na nie, działa zasada przekory i tym bardziej łamie zasady ("bo, co zabijesz mnie?"). Albo drugi biegu - poddaje się, zamyka się w sobie, popada w depresję, czy poczucie, że nic nie jest warta.
Skutek - kłótnia małżeńska jest dobrym przykładem, bo jaki skutek odnosimy, gdy karzemy partnera? Być może dla świętego spokoju żona będzie wydawać mniej, a mąż meldować się przez telefon, ale pojawi się uczuci uwięzienia w relacji, a nie partnerstwa.
Jest to nielogiczne, ale takie są nasze uczucia, emocje. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?