Ole poznalam na pewnej imprezie urodzinowej, chyba przypadlam jej bardzo do gustu, bo od razu mi sie zaczela zwierzac ze swojego rozstania i pracy zawodowej. Jakoze byla to impreza dla naszej wspolnej przyjaciolki, moglam zniesc tej jej narzekania, bo byla jako tako zabawna.
Wymienilismy sie telefonami i spotkalismy sie na kawie. I to byla wielka pomylka. Cale trzy godziny gadala o sobie, wylacznie o sobie, o swoim zwiazku, o swojej niedoszelej tesciowej, o swojej pracy, a raczej o swoich problemach w pracy, o sobie wszystko. Zachowywala sie histerycznie, plakala, unosila sie, w slowach zyczyla smierci matce swojego bylego (jej zdaniem ona wplynela na rozpadl ich zwiazku).
Na poczatku bardzo chcialam jej pomoc i doradzalam jak tylko moglam, ale do niej nic nie docieralo, tylko sie zalila i zalila i gadala w kolko to samo. Po tym spotkaniu czulam sie jakby ze mnie powietrze uszlo, czulam sie wypruta, nic mi sie nie chcialo. Ale jakos sie tak zlozylo, ze umowilismy sie, ze w przeciagu tygodnia do niej zadzwonie i zapoznam ja z inna znajoma i razem gdzies wyjdziemy. Umowilismy sie na srode z ta inna znajoma, Ola nie mogla przyjsc. Pomyslalam: 'jak bedzie mogla, to zadzwoni i sie umowimy na inny dzien' I zapomnialam o niej. W niedziele rano (wrocilam z imprezy o 6 rano) okolo 11 do mnie zadzwonila z wielkim wyrzutem, ze ja nigdzie nie wzielam, a ona biedna czekala na moj telefon. Wyjasnilam, ze to bylo nieporozumienie. I potem juz sie zaczelo. Dwie godziny na sluchawce mi gadala o swoich problemach w pracy. Wogole sie nie zapytala co u mnie. Ani jednego slowa. Postanowilam zerwac ta znajmosc, nie odbieram telefonow, nie odpisuje na majle.
Z tego co mi opowiadala jedna przyjaciolka wielu znajomych w tym i ona zerwaly z ta Ola kontakt, bo zdaly sobie sprawe, ze to osoba bardzo toksyczna, negatywna, uzywa ludzi, nie dajac nic od siebie. Doszlam do tego samego wniosku.
Chcialam zapytac czy macie lub mieliscie doswiadczenia z takimi toksycznymi ludzmi?