Witajcie moi mili ;-)
Wiem, że nikt nie jest w stanie mi powiedzieć o co chodzi, ale chciałabym zobaczyć jak to wygląda z boku i co myślicie o tej sytuacji, więc...
3 miesiące temu poznałam chłopaka - Pawła. Wiadomo na początku zabiegał, pisał non stop, prawie codziennie się widywaliśmy - dużo rozmawialiśmy, jakieś tam spacery, kino, łyżwy itp. Później jakoś on zamilkł, ja zamilkłam - i wyszło na to, że każde z nas czekało kto się pierwszy odezwie. Następnego dnia usłyszałam, że nic z tego nie będzie i możemy być przyjaciółmi. W porządku przecież go do niczego nie będę zmuszać. Problemem jest to, że nie zachowuje się jak przyjaciel. Jak ja nie odpisuję - wpada w panikę i przeprasza, żebym tylko nie zerwała z nim kontaktu, jeżeli nie napiszę w ogóle - ma do mnie pretensje, czasami na jak rozmawiamy na fb/skypie to wcale to nie wygląda jak przyjacielska rozmowa (podteksty, komplementy), kilkakrotnie próbował mnie pocałować i no i nawet całowaliśmy się, ale nadal twierdzi, że to nie to i chowa się za tą przyjaźnią. Ciągle przeczy sobie.
Myślałam nad sporo czasu. Rozważałam, że albo chce mnie po prostu zaciągnąć do łóżka albo coś innego się pod tym jeszcze kryje. Wydaje mnie się, że obie opcje są prawdziwe. I wysnułam sobie pewną teorię i po prostu powiedzcie mi to czy jest to prawdopodobne ;-) Poprzednio byłam w 3. związkach, ale zawsze wyglądało tak samo. Panowie ciągle mi wmawiali, że odejdę i znajdę sobie lepszego. Dlatego przy ostatnim próbowałam stworzyć z siebie zupełnie łagodną, poukładaną i grzeczną kobietę. Zależało mi na nim, a nie chciałam dać mu powodów do takich domysłów. I to był błąd. Brzydzę się zdradą czy kłamstwem, ale lubię towarzystwo, od czasu do czasu imprezy, tańce itp. itd. Skończyło się tak, że zerwał ze mną. Co było do przewidzenia. Przeżyłam to mocno i właściwie nie zdołałam się porządnie otrzepać z poprzedniego związku, a tu nagle pojawił się Paweł. W końcu przy nim zaczęłam się otwierać na nową miłość. Ale z głupoty i strachu stracenia go - znowu zaczęłam tłumić siebie i wydobyłam tę nudną kobiecinę. Paweł to dusza towarzystwa, lubi poimprezować, nie jestem zdecydowanie typem domatora, ale jest niezwykle szczery. Jakiś tydzień temu wreszcie wróciłam na stare tory. Jestem sobą. Paweł jest zaskoczony co się ze mną stało.
Myślicie, że ma to sens? Czy jest jeszcze szansa, że jak pozna prawdziwą mnie to może coś poczuć? A może ja już tworzę teorie, które są bez sensu? ;-)
Wiem, wiem, że zawaliłam to od początku kreując kogoś kim nie jestem, ale przeszłości nie zmienię.
Piszcie, chętnie poczytam i przemyślę każdą wypowiedź.
Oboje mamy po 22 lat.
Dziękuję za poświęcenie czasu i pozdrawiam,
Sylwia