Sama nie wiem, czemu postanowiłam napisać tutaj... Tutaj tzn na forum kolejny post. Może temu, że na tamten nie ma odpowiedzi, albo że to całkiem inna sprawa, bo tamta już nie aktualna?!
Nadal chodzi o mojego partnera. Nadal nie wiem jak mu pomóc, jednakże on wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie pomogę mu, bo...nie znam sprawy, magikiem nie jestem i choćbym starała się jak nie wiem co - nie pomogę! Odpuściłam więc dręczeniem i wierceniem mu w brzuchu chęcią pomocy, dobrym słowem, radami - po co, skoro "nie pomogę" ?!
To jednak wszystko powoduje u nas wielkie poróżnienie a co za tym idzie - brak kontaktu. Ostatnim razem rozmawialiśmy w niedziele, łaskawie odebrał telefon. Powiedziałam mu, że tęsknie za dawną relację, że przecież miło jest, jak dostanie się choćby wiadomość o poranku czy przed pójściem spać - bo to znak, że ktoś o Tobie myśli. Nie poruszyło go to, że tęsknie za tym.
Nie ruszyła go nawet wiadomość, że miałam wypadek samochodowy i jestem w szpitalu. Nie przyjechał ani do szpitala ani do domu, ba nawet nie zainteresował się - jak się mam, czy wszystko OK, mimo iż doskonale wiedział, bo go poinformowałam.
Milczy już tydzień od naszej rozmowy telefonicznej... Choć obiecał się odezwać milczy...
Czy to już koniec? Jestem bliska płaczu, nerwów i jednej wielkiej niewiadomej...