Nie wiem. Od początku mam poczucie, że mój partner nie chce ze mną być, ze ma poważny kłopot z więzią. Oboje jesteśmy po przejściach. Kiedy byliśmy jeszcze bezdzietni, spotykaliśmy się było cudownie, porozumienie dusz, wspólne plany, była miłość, ale niestety zaszłam w ciążę - tylko jeden raz się zapomniałam... Widocznie tak miało być. I wówczas czar prysł... Z dawnego żaru nie zostało nic. Nagły obrót o 360 stopni, praktycznie z dnia na dzień. Nagle okazało się, że nie może przyjeżdżać, ze nie ma czasu, nagle zaczęło przeszkadzać mu moje dziecko z poprzedniego związku. Pierwsze miesiące ciąży leżałam półprzytomna z przerażenia gapiąc się w sufit. On nagle miał mnóstwo ważnych spraw. Pojawiał się 2x w tyg na kilka godzin, po czym odjeżdżał zostawiając mnie znów z sufitem. Co jakiś czas pytał: I co my z tym zrobimy? Pokazując na mój rosnący brzuch. Był to dla mnie koszmar. Poczułam się odrzucona, nie chciana, nieatrakcyjna, przypadkowa. Chyba miałam, a może mam depresje. Ciągle tylko czułam jego przerażenie. Im bliżej rozwiązania, tym trudniej. W końcu stwierdził, ze musi ze mną zamieszkać bo co rodzina powie... Stwierdziłam, ze dam mu szanse. Pomyślałam sama z dwójką, w tym maleństwo jak dam radę? Pozwoliłam. Początek to był koszmar. Przyjeżdżał po pracy zamykał się sam w pokoju, który specjalnie wyremontował, milczał, chodził spać o 19, albo rozmawiał przez tel z kumplami po kilka godzin. Pokochał córeczkę, ale mi na każdym kroku dawał odczuć, że ze mną być nie chce... Nie potrafił zrobić prezentu, żartował do mnie: Kobyło, Anielo, mówił że jestem mocarna...albo ze "wali ci z gęby." jak byłam w ciąży stanął kiedyś nade mną i powiedział: "Ty nawet nie jesteś ładna." Długo przyjmowałam to wszystko do siebie, aż w końcu pojęłam, że to on ma większy kłopot niż ja. tylko totalnie spadło mi poczucie własnej wartości, samoocena. Dziś powiedział, że mną gardzi, że mnie nie akceptuje, że: "siedzi tu tylko dla dziecka" bo chce być z nią codziennie. Ostatnio sytuacja jest straszna na każdym kroku daje mi to odczuć, że mną gardzi, nawet jak mówię do niego to na mnie nie patrzy, ogląda się za każdą laską na ulicy, albo w tv pokazuje ooo jaka ona jest ładna. Nie potrafi kupić mi prezentu nawet na gwiazdkę, totalnie olewa, nie dzwoni, nie troszczy się, nigdzie nie wychodzimy, nie pyta co u mnie, jakbym nie istniała. Olewa mojego syna, albo wprost mówi mu, że go nie lubi bo nie umył naczyć, albo coś tam, coś tam... Spi owinięty swoją kołdra odwrócony plecami. Seks 3min. Chodzi często spac o 20- emocjonalny sabotaż?, milczy kilka godzin, kiedy zapytam dlaczego odpowiada, że nie chce mu się gadać. Jak musi umyć naczynia jest obrażony, nieść cężką torbę z zakupami naburmusza się i obraża, jak sprzątnąć gada że ja nic nie robię. Totalnie pozbawiony jest dla mnie szacunku, natomiast inne kobiety są przepiękne... Gapi się dosłownie na KAŻDĄ! Zachwyca, zakochuje w ekspedientkach, ze niby takie piękne... Raz go już wyrzuciłam, ale wrócił. Proszę go żeby się wyprowadził, a on odpowiada że chce tu być dla dziecka. Faktycznie dużo mi przy niej pomaga, nie wiem jak dałabym bez niego rade... ale do cholery jak on chce tak żyć? Bo ja już nie mogę! Brak mi więzi, czuję się rozpaczliwie samotna. Chyba zapadam na nerwicę bo mam jakieś kołatania serca i tracę oddech, nie mogę nocami spać z przerażenia - jak ja sobie poradzę? Odczuwam wciaż potworny lęk.
Ale do cholery dlaczego on chce tak własnie żyć???
Podobne tematy
Ale do cholery dlaczego on chce tak własnie żyć???
Niewłaściwe pytanie. Właściwe powinno brzmieć: dlaczego Ty tak chcesz żyć?
On już wybrał i Ci to zakomunikował.
Chcesz tak żyć? Czemu pozwalasz na to by Twój syn to znosił? Przecież to się na nim odbije, prędzej lub później.
Za chwilę w takim toksycznym otoczeniu będzie świadomie żyć też Twoja córka.
Jakie wzorce Twoje dzieci będą miały? Chroń je. Chroń też siebie.
Wiem, że się boisz czy dasz radę.
Ale nie masz wielkiego wyboru:
- życie z nim czyli koszmar dla Ciebie i dzieci lub
- podjęcie życia samodzielnego dla siebie i dzieci.
Masz własne mieszkanie. To już bardzo dużo. Wiele kobiet nie potrafi odejść bo nie ma dokąd.
Bądź silna, nie daj się więcej poniżać (bo poniża okrutnie), ani Twojego syna.
Od niego - alimenty.
Nie broń mu kontaktów z córką, to też jego dziecko. Ale może mieć kontakty nie mieszkając z Tobą, z Wami.
Jest ciężko. Dziś mieliśmy jechać na działkę i jak dowiedział się że jedzie mój syn to stwierdził, ze bez sensu, ja powiedziałam, ze jak go nie chce to ja też zostaje w domu. Bez wahania, natychmiast już wypakowywał moje rzeczy, wyobrażacie to sobie? Ze spakowanej przeze mnie torby chciał wyjąć wszystko co moje, ale się nie zgodziłam żeby pojechał sam z małą ze względu na jej bezpieczeństwo i zmusiłam żeby zabrał młodego. Strasznie źle się czuje, w ogóle uważam, że ten człowiek pozbawiony jest empatii, to się chyba w psychologii nazywa tez mentalizacja... On jest uszkodzony. Nie rozumiem dlaczego, ale czuję, że jestem dla niego kimś gorszym. Najgorsze jest to poczucie rozdarcia, że będę musiała się tym maleństwem z nim dzielić... Nie umiem jeszcze tego zrobić i to mnie tak zatrzymuje...