Witam was serdecznie, poczytuję forum już od jakiegoś czasu i dopiero dziś zdecydowałam się dodać swoją historię.Jest pewnie podobna do wielu, ale bd chciałabym by ktoś mi bezpośrednio odpowiedział.
Otóż żyję w związku na odległość od 4 mc ( dla niektórych tylko, dla mnie aż ).Mąż, z którym w sumie jestem 9 lat ze względów finansowych zdecydował się na wyjazd.Mnie jest bd ciężko, nie umiem żyć sama tylko z synkiem ( nie pracuję, praktycznie przy opiekunce nie byłoby to opłacalne).Strasznie tęsknię, ciągle kłócimy się o pracę, chcę żeby wrócił a jemu chyba zaczęła podobać się kasa....Codziennie kłócimy się przez tel., odrzuca moje połączenia w złości, jest mi źle, zła jestem na siebie, że nie zbudowałam swojego własnego życia, że tak bd jestem zależna, proszę poradźcie coś, żeby się wyrwać z tego.Co zrobić, żeby zaczął tęsknić za nami?
Podobne tematy
A skąd wiesz, że nie tęskni?
Facet ma robotę i się nią zajmuje, a Ty nudząc się całymi dniami trujesz mu pewnie ciągle do ucha.
To nie on powinien coś zmienić, ale Ty.
To, że praca zawodowa zmusiłaby Cię do wynajęcia opiekunki, to jeszcze nie powód, by nic nie robić.
Nie mam pojęcia, jakie wykształcenie posiadasz, więc nie potrafię Ci doradzić nic konkretnego.
Jednak sam internet daje pewne możliwości.
Ty nie musisz mieć pracy dobrze płatnej, Ty musisz mieć pracę wypełniającą Twój czas.
I to chyba wszystko, co chciałem napisać
.
Mam licencjat z socjologii, w wolnych chwilach jestem kelnerką ( tzn. w niektóre weekendy), mąż jak przyjeżdża na weekend (raz w mc)a ja miałabym iść do pracy za "stówę", to dla niego nie jest to opłacalne, wyrzuca mi, że za parę groszy tracę cały dzień.Sama wiem, że praca dawałaby mi sporo satysfakcji, ale jak on jest tak krótko to jest mi żal z nim nie być.Przykro mi, że on po pracy z kolegami pije piwo, śmieje się a ja jestem sama.Nie wiem jak tę sytuację zmienić.
Nie wiem jak tę sytuację zmienić.
Znaleźć sobie pracę, którą będziesz mogła wykonywać w czasie tygodnia, w domu. W internecie jest trochę zajęcia dla osób mających lekkie pióro. Jak masz zdolności artystyczne, to możesz tworzyć małą ceramikę, albo np. niepowtarzalne kolczyki i rozprowadzać je wśród znajomych sklepikarzy. To nie da Ci dużych pieniędzy, ale poczucie wartości i wypełni czas.
Jak przestaniesz ciągle dzwonić do męża, to sam zacznie to robić, obawiając się, że wyczyniasz coś za jego plecami.
Yogi ja mogę się do niego nie odzywać a on sam się nie odezwie...ludzi uzdolnionych plastycznie podziwiam, ale sama jestem w tym beznadziejna....Ja mam świadomość tego, że źle robię nalegając na kontakt, tego, że jak jestem w pracy jest milszy, zazdrosny, jak dzieje się coś ciekawszego, niż zwykle, ale mi chodzi głównie o to, żeby był tutaj, sorry ale 1,5 dnia raz w mc to dla mnie za mało, żeby skakać ze szczęścia.
Co innego związek chlopak i dziewczyna, a co innego mąż i żona, a gdy w grę wchodzi już pelna Rodzina pewnych spraw nie da się zalatwić korespondencyjnie. Życie różnie się uklada, czasem trzeba ruszyć "za chlebem" gdzieś dalej, ale mając żonę i dziecko powinno się starać by bylo się razem. Nie piszesz gdzie wyjechal Twój mąż, czy jest na terenie kraju, czy poza granicami. Jednak uważam, że w obu przypadkach można temu zaradzić, ale trzeba chcieć.
Ja mam świadomość tego, że źle robię nalegając na kontakt, tego, że jak jestem w pracy jest milszy, zazdrosny, jak dzieje się coś ciekawszego, niż zwykle, ale mi chodzi głównie o to, żeby był tutaj, sorry ale 1,5 dnia raz w mc to dla mnie za mało, żeby skakać ze szczęścia.
Jak będziesz miała konkretne, codzienne zajęcie, to sama zaczniesz zbywać jego telefony. Wtedy zacznie kombinować, jak spędzać z Tobą więcej czasu.
A na razie cokolwiek powiesz przyjmie jako "głupie babskie gadanie". W końcu on pracuje na wasze życie, więc wie lepiej.
Musisz tak kombinować, by decyzja o powrocie, albo przynajmniej częstszym bywaniu w domu wypłynęła od niego.
Jako facet wiem, co mówię
.
Dziękuję za odpowiedź.... postaram się zrobić tak, by poczuł, co mógłby ewentualnie stracić, od dziś żadnych natarczywych tel. z mojej strony, postaram się wymyślić coś z pracą, by nie być wiecznie osiągalna...Głównie problem tkwi w tym, że ja nie mam zajęcia i zamęczam, sam chciał byśmy zawsze byli razem, a teraz to zmienił...
9 2013-06-19 00:07:51 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-06-19 00:08:35)
Głównie problem tkwi w tym, że ja nie mam zajęcia i zamęczam, sam chciał byśmy zawsze byli razem, a teraz to zmienił...
Bo czym innym jest seks pięć razy dziennie, a czym innym telefon 10 razy dziennie. Nawet jak zejdzie do pięciu, to i tak fizycznej bliskości nie zastąpi.
Poza tym normalny facet nie wytrzyma m-ca bez seksu. Więc zapewne robi to sam oglądając film dla dorosłych.
Może zaserwuj mu wieczorem seks-pokaz na jakimś bezpiecznym łączu. To was zbliży do siebie i będzie chętniej Twoje telefony odbierał
.
Ale najlepiej: znajdź sobie absorbujące zajęcie
.
A nie lepiej gdy mąż przyjedzie wspólnie usiąść i porozmawiać o tym??? Powiedz mu co czujesz, że taka wizja życia na odleglość Cię wykańcza, postarajcie się wspólnie temu zaradzić, robienie partnerowi coś na pokaz, żeby coś udowodnić moim zdaniem nie jest dobrym rozwiązaniem, jesteście Razem, więc wspólnie dzialajcie. To oczywiście mój punkt widzenia, a to Twoje życie i Twoja decyzja.
Zawsze posiadałam poczucie własnej wartości.Jak tylko mąż wyjechał miałam okazję przekonać się jak bd opiekuńczych posiada kolegów, nawet kuzynów...Szkoda, że nie potrafi docenię tego, co ma.Mówię otwarcie wróć proszę, a on nic...że robi to dla nas....tylko, że ja tego nie chcę.....
Zawsze posiadałam poczucie własnej wartości.Jak tylko mąż wyjechał miałam okazję przekonać się jak bd opiekuńczych posiada kolegów, nawet kuzynów...Szkoda, że nie potrafi docenię tego, co ma.Mówię otwarcie wróć proszę, a on nic...że robi to dla nas....tylko, że ja tego nie chcę.....
Jest takie powiedzenie: Mężczyzna to głowa rodziny, a kobieta to szyja, która tą głową porusza
.
Jak jesteś pewna, że dacie radę bez tamtych pieniędzy, to możesz sprowokować "opiekuńczego" kolegę Twojego męża i jego zaloty nagrać kamerką internetową na dysk komputera. Potem wystarczy wysłać ten plik Twojemu mężowi i bardzo szybko wróci do Polski
.
Pamiętaj, że stracicie wtedy tamto źródło dochodu.
Zawsze posiadałam poczucie własnej wartości.Jak tylko mąż wyjechał miałam okazję przekonać się jak bd opiekuńczych posiada kolegów, nawet kuzynów...Szkoda, że nie potrafi docenię tego, co ma.Mówię otwarcie wróć proszę, a on nic...że robi to dla nas....tylko, że ja tego nie chcę.....
Co innego powiedzieć komuś "wróć proszę" przez telefon, a co innego porozmawiać z nim twarzą w twarz. Co innego powiedzieć "wróć proszę", a co innego w spokojnej rozmowie, w sprzyjającej ku temu atmosferze rozwinąć szeroko dane zagadnienie mówiąc o tym czego oczekujemy, jak to widzimy, co byśmy chcieli, co możemy stracić, co możemy zyskać, jak możemy sobie pomóc, aby bylo nam lepiej. Czy widzisz w tym różnicę??
14 2013-06-19 06:46:34 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-06-19 06:50:17)
Zawsze posiadałam poczucie własnej wartości.Jak tylko mąż wyjechał miałam okazję przekonać się jak bd opiekuńczych posiada kolegów, nawet kuzynów...Szkoda, że nie potrafi docenię tego, co ma.Mówię otwarcie wróć proszę, a on nic...że robi to dla nas....
Tiaaaa, mój ojciec jak wyjechał prawie 30 lat temu na saksy, to też mówił, że to robi dla mnie, tylko jakoś potem zapomniał wrócić
i do dziś siedzi za oceanem....
Oczywiście nie życzę Ci, żeby tak było u Ciebie i nie chcę Cię straszyć, ale bywa i tak, więc czy macie coś ustalone? Ile planuje tam być? kiedy wraca?
Tak czy inaczej zrobiłabym coś ze sobą na Twoim miejscu, żeby tak całymi dniami nie upajać się tą tęsknotą, bo to tylko podkopuje Twoje poczucie wartości. Na początek wyjdź gdzieś wieczorem, w przyjaciółmi, rozerwij się (załatw jakąś koleżankę czy opiekunkę na 2-3 godziny na pewno się da).
Co do kwestii pracy.
Są kobiety które świetnie by się czuły w Twojej sytuacji nie pracując, np. ja. Chcę być w domu z dzieckiem, bo czuję, że już się trochę w życiu napracowałam i teraz dziecko jest dla mnie ciekawszym wyzwaniem niż praca. Ale jeśli Tobie brakuje pracy i się dusisz, to to jest chyba ważne. Nie wychowasz szczęśliwego dziecka jak będziesz wiecznie sfrustrowana.
Weź więc opiekunkę i idź do pracy. I co z tego, że większość pensji oddasz opiekunce? Twój rozwój jest ważniejszy.
Mąż powinien to zrozumieć.
Witaj Marta powiem ci zę faceta jest trudno przekonać do powrotu do domu Sama to przechodzę bo mam już dość tego życia na odległość jest mój mąż w nl 2 rok i mam dość takiego życia wcześniej był 1.5 roku w de razem 3,5 roku na odległość Rok temu postanowiliśmy ze z dziecmi wyjedziemy do nl teraz zmienił decyzje mam dosć sama tego czuje że zmienił decyzje bo ma inna Jesteśmy 12 lat ze sobą ale chyba to już ostatnie miesiące będą Mamy dzieci ja też nie pracuję bo najmłodsza jest ze mną w domu nie wiem co sama mam zrobic Nawet jak mu mówiłam ze jeśli zarobi tu i ja podejmę pracę wyjdzie to samo co tam on sam zarobi ale on zawsze że nie mówi a co ci źle w domu jeszcze Szkoda mi tylko dzieci bo bardzo go kochają ja również ale jeśli moje obawy się sprawdzą nie ręczę za siebie .... Przecież kasa to nie wszystko liczy się rodzina Mam 30 lat on 31 mi się od życia też coś należy Nie mam zamiaru jeszcze spędzić sama tu 5 lat z dziecmi Po prostu bedzie miał 2 wyjścia albo w prawo albo w lewo
Marta, ja się nie dziwię, że są takowe myśli to normalne. Zastanawiam się czemu on nie chce wrócić... Wyjazd to kwestia 2 osób, jego długość, to co się zarobi. A tu jesteś sama, nawet seksu brak i wiadomo co się może stać...
Postaw ultimatum, bo lepszy chłop pod ręką niż pieniądze.
Zastanawiam się czemu on nie chce wrócić...
Kiedyś rozmawiałam z fajną terapeutką na ten temat. Temat dotyczył właśnie różnych rodzajów rozłąki z powodu pracy.
Rozmawiałam z nią w kontekście mojego ojca, który też prawie 30 lat temu wyjechał i nie wrócił i ona zwróciła uwagę na ważną kwestię.
Że czasami jest tak, że choć ktoś mógłby wrócić, albo wcale nie musiał w ogóle wyjeżdżać, to jednak siedzi tam i nie wraca, bo nie potrafi się normalnie wprost rozstać z tym, kogo zostawia tu w Polsce.
Jest to typowa ucieczka przed swoimi lękami, strach przed zmierzeniem się z rzeczywistością... I jeszcze takie osoby oszukują same siebie i wszystkich wokół mówiąc "robię to dla dobra rodziny, dzieci..." ble ble ble....
Oczywiście to nie dotyczy tych, którzy mają plan i się go trzymają - czyli że np. jadą na rok i faktycznie po roku wracają albo zabierają rodzinę do siebie..... To dotyczy tych, którzy w nieskończoność przedłużają swój pobyt za granicą, a jak ich zapytać dlaczego, to nie potrafią odpowiedzieć...
Jestem dzieckiem takiego ojca, co to wyjechał i w sumie nie wiadomo dlaczego nie wrócił i nie pocieszę Was - to się odbija na całym moim życiu. Musiałam spędzić wiele godzin na przepracowywaniu takiej traumy, zanim doszłam do jako takiej równowagi życiowej i dopiero wtedy mogłam założyć własną rodzinę (w której nie ma mowy o rozłące dla pracy).
Małe dziecko nie rozumie, dlaczego tatuś woli życie za granicą, niż życie z nim. Dlaczego rezygnuje z zabaw z nim, z codziennego bycia razem, a zamiast tego przysyła tylko pocztówki na Święta...
Dziś mam już prawie 30 lat i dalej tego nie rozumiem....
Witam, dziękuję za wsparcie.To nie jest tak, że mąż wyjechał, bo bd tego chciał.Stracił pracę tutaj, na nową na naszym terenie nie było szans (chyba, że za minimalną stawkę) i w zasadzie logicznie rzecz ujmując musiał wyjechać.A ja pomimo wiedzy zdobytej na studiach z zakresu psychologii nie potrafię się ogarnąć.Jego pensja nie byłaby wystarczająca, by żyć tam z dzieckiem.Ja osobiście nie znam jęz. niem. i jest to małe miasteczko, w którym ciężko byłoby o pracę.W głębi duszy wiem, że na razie za bd nie ma żadnego wyjścia, ale strasznie tęsknie, ciągle się kłócimy przez tel., chciałabym żeby wrócił, dla mnie takie rodziny na odległość nie mają sensu.Jeszcze tak niedawno śmiałabym się z kilkorga znajomych, jakie to wiodą życie....żona wydaje euro w PL, raz na mc chodzą po mieście za rączkę aby pokazać jak bd się kochają, a mąż po powrocie do pracy świetnie się bawi.Nie chcę być taką naiwną żoną.
Witam, dziękuję za wsparcie.To nie jest tak, że mąż wyjechał, bo bd tego chciał.Stracił pracę tutaj, na nową na naszym terenie nie było szans
...Jeszcze tak niedawno śmiałabym się z kilkorga znajomych, jakie to wiodą życie....żona wydaje euro w PL, raz na mc chodzą po mieście za rączkę aby pokazać jak bd się kochają, a mąż po powrocie do pracy świetnie się bawi.Nie chcę być taką naiwną żoną.
A jaką chcesz być żoną? Stawiającą NIEREALISTYCZNE wymagania, nie do spełnienia? NIE mającej żadnych alternatywnych rozwiązań.
Skoro studiowałaś to co studiowałaś... TO wiesz, że z Waszą komunikacją jest dennie?
On NIE MIAŁ WYBORU - zrobił to co dla rodziny najlepsze. A w zamian wysłuchuje niekończących się pretensji? Tupania nóg rozpuszczonego bachora (nie o latorośli mówię a o Tobie)?
Było takie ćwiczenie na studiach - spróbuj "wejść w cudze buty" MĘŻA mam na myśli (a nie "tych innych" - co CIĘ inni obchodzą na boga?). Skoro i TU nie pracujesz - to możesz równie dobrze TAM nie pracować. Aczkolwiek pewnie drożej to wyniesie - lecz serce nie sługa. Bo nie da się MIEĆ ciastko i zjeść ciastko...
Życzę owocnych przemyśleń.
W głębi duszy wiem, że na razie za bd nie ma żadnego wyjścia,
Z kazdej sytuacji jest wyjscie ,tylko trzeba chciec ![]()
marta1911 - rozumiem Cie. Kiedys bylam z chlopakiem w związku na odległość, tak mu kasa i "wolność" uderzyła do głowy, że związek po roku czasu tej odległości się rozpadł. Oczywiście wy jesteście małżeństwem i macie dziecko, nie twierdze, ze tak bedzie w Twoim przypadku, ale Cie rozumiem.
Uważam, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłby Twój wyjazd tam.. skoro nie pracujesz tutaj, nie zrobi to chyba wielkiej różnicy? Nie umiesz języka, zawsze można tam na miejscu zacząc chodzić do szkoły językowej, chociażby opanować podstawy.
Jeśli wyjazd tam naprawdę wykluczasz i uważasz za niemożliwy, nic innego nie pozostaje jak szczera rozmowa z mężem. Jakieś ultimatum?
Rozumiem Twojego męża, zarabia na was, jest więcej pięniędzy, ale jednak rodzina powinna być najważniejsza i jeżeli Ty nie umiesz sobie poradzić z tą sytuacją powinien wrócić. Co z tego, że znajdziesz jakieś zajęcia, jak np wieczorem będziesz leżeć w pustym łóżku? Jasne, że zawsze jest lepiej mieć wypełniony czas, ale ja rozumiem, że nie każdy może żyć w związku/małżeństwie gdzie dzielą km.
Życze wytrwałości i owocnej rozmowy ![]()
Przede wszystkim nie wierzę, że za niemiecką gażę nie moglibyście się utrzymać wszyscy razem. Nie dla mnie takie bujdy na resorach, a trochę zwiedziłam. Mieszkania w Niemczech są bajecznie tanie, jeśli chodzi o wynajem.
Życie często również. Jeśli to mała miejscowość, to mogłabyś zacząć od sprzątania, jak wszystkie początkujące emigrantki. Wyjścia zawsze się znajdą, trzeba tylko chcieć coś zrobić, zamiast siedzieć i uprawiać malkontenctwo.
PS. Nie uznaję związków na odległość.
zwiedzanie a życie w DE to cholernie wielka różnica
mieszkania w niemczech to koszt za 65m2 najmniej 430eu wzwyż do tego prąd 80eu do tego kaucja 3 miesięczna
co do gaży...jak ma swoją firmę to OK
jak zarabia na zlecenia to ma do 2tys góra!!!! z tego ubezpieczenie
sama się utrzymuj z rodziną za taką kase!
Jeśli to mała miejscowość to zapomnij o sprzątaniu chyba że masz znajomości.
Bajecznie to tu kuźwa już dawno nie jest i nie uprawiaj propagandy!
Związków na odległość również nie uznaję:)
zwiedzanie a życie w DE to cholernie wielka różnica
mieszkania w niemczech to koszt za 65m2 najmniej 430eu wzwyż do tego prąd 80eu do tego kaucja 3 miesięczna
co do gaży...jak ma swoją firmę to OK
jak zarabia na zlecenia to ma do 2tys góra!!!(...)
Bajecznie to tu kuźwa już dawno nie jest i nie uprawiaj propagandy!Związków na odległość również nie uznaję
NO i jaką masz propozycję w związku z tym, poza pokrzykiwaniem na inną radzącą?
Może na początek zamieszkają z 1 dzieckiem w 36 metrach zamiast w 65?
Lepiej (chyba) razem klepać bidę, niż przez telefon dobijać (rokujący jeszcze) związek...
Tu na miejscu TEŻ bajecznie nie jest - żadna tajemnica - i nie to jest tematem wątku.
Witam, dziękuję za wsparcie.To nie jest tak, że mąż wyjechał, bo bd tego chciał.Stracił pracę tutaj, na nową na naszym terenie nie było szans (chyba, że za minimalną stawkę) i w zasadzie logicznie rzecz ujmując musiał wyjechać.A ja pomimo wiedzy zdobytej na studiach z zakresu psychologii nie potrafię się ogarnąć.Jego pensja nie byłaby wystarczająca, by żyć tam z dzieckiem.Ja osobiście nie znam jęz. niem. i jest to małe miasteczko, w którym ciężko byłoby o pracę.W głębi duszy wiem, że na razie za bd nie ma żadnego wyjścia, ale strasznie tęsknie, ciągle się kłócimy przez tel., chciałabym żeby wrócił, dla mnie takie rodziny na odległość nie mają sensu.Jeszcze tak niedawno śmiałabym się z kilkorga znajomych, jakie to wiodą życie....żona wydaje euro w PL, raz na mc chodzą po mieście za rączkę aby pokazać jak bd się kochają, a mąż po powrocie do pracy świetnie się bawi.Nie chcę być taką naiwną żoną.
To powinnaś wiedzieć, że jak się wyjeżdża to razem. Nie ściemniaj, że nie ma takiej możliwości bo tłumaczenia to tylko wygodnictwo. Musicie mieszkać razem bo inaczej nie ma dla Was przyszłości.
Tyle w temacie.
zwiedzanie a życie w DE to cholernie wielka różnica
Jeśli to mała miejscowość to zapomnij o sprzątaniu chyba że masz znajomości.
Bajecznie to tu kuźwa już dawno nie jest i nie uprawiaj propagandy!Związków na odległość również nie uznaję:)
Nie piszę, że jest bajecznie. Piszę, że to możliwe.
Nie napisałam nigdzie, że zwiedzałam. Wręcz przeciwnie.
Obecnie żyję w Skandynawii. Tutaj też pojechałam "za" mężem ( jeszcze wtedy, w każdym razie ).
Na nic innego bym nie pozwoliła. I to samo radzę autorce wątku. Zebrać "d..pę" w troki i pilnować swego ( jeszcze ) chłopa.
Witajcie, nie odzywałam się a trochę opinii wyraziliście.Co do zamieszkania, to tak owszem, takie były nasze zamiary.Jak najszybciej razem....Miałam spakować się z dzieckiem i jechać do męża po zakończeniu zerówki.Tylko, że mąż owszem pracuje w Niemczech, ale poprzez pośrednika i nie zarabia jak na tamtejsze warunki kokosów.1500 euro - 200 pokój.Gdybyśmy byli tam razem musielibyśmy się liczyć z kosztem wynajęcia mieszkania za jakieś 400-500 euro + rachunki.Do tego dochodzi spora kaucja.Rachunki stałe w Pl też się same nie zapłacą.Wcale nie szukam wymówek, ale logicznie rzecz ujmując nie utrzymamy się tam z takiej pensji.Tak sobie weszłam na to forum, może zwyczajnie się poużalać nad sobą..... bo po prostu jest mi bardzo ciężko.I nic mi nie dadzą pogaduchy z koleżankami, czy inne rozrywki, gdy zwyczajnie brakuje mi tej kochanej osoby.
Chcę też zauważyć Anhedonio, że bez względu na wykształcenie jakie posiadamy każdy ma uczucia.I nie ważne czy jesteś lekarzem czy sprzątaczką, kiedy się kogoś kocha chce się mieć tę osobę przy sobie.Twój nick sugeruje, że nie jesteś raczej pozytywnie nastawiona do życia, więc rozumiem dlaczego tak łatwo mnie oceniasz.Jeśli ciebie to choć trochę pocieszy, to udało ci się, sprawiłaś mi przykrość.
Starałam się uczciwie opisać sytuację, ale mam też żal do męża, że czynnie nie szukał pracy tutaj przez pół roku, że nie chciał, żebym ja poszła do pracy, a teraz zostawił mnie samą z synkiem.A naprawdę ciężko jest się cieszyć z prawie dwóch dni razem na 3 tygodnie.Zawsze jest coś do załatwienia, zawsze ktoś przyjdzie, synuś chce się nacieszyć tatą i dla mnie zostaje niewiele czasu.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
witam Was...widze ze wiekszosc z Was potrafi dosc szybko oceniac!!Moj maz wyjechal za granice(Szwecja)z tych samych powodow(kredyt,rachunki-brak pracy)mam 2 dzieci wspanialych dzieci ktore tesknia potwornie- to sie czuje i widzi..w tamtym roku byl na 6 miesiecy i tyle tez czasu sie nie widzielismy(jak marynarz):D teraz mija 3 miesiac i niedlugo przyjedzie na dwa tyg.jest cholernie ciezko nam wszystkim..najgorsze jest to ze obiecal ze bedzie sie staral abysmy wyjechali wszyscy zeby byc razem niestety nic z tego nie wyniklo..jesli ktos nie przezyl tak dlugiej rozlaki to tak naprawde nie wie o czym mowi i szczerze moim zdaniem nie powinien wogole doradzac..latwiej jest wyjechac bedac bezdzietnym malzenstwem/para z dziecmi juz nie jest tak pieknie..wspolczuje kazdej rodzinie ktora musi tracic wspanialy czas ktory minie bezpowrotnie!!!
witam Was...widze ze wiekszosc z Was potrafi dosc szybko oceniac!!Moj maz wyjechal za granice(Szwecja)z tych samych powodow(kredyt,rachunki-brak pracy)mam 2 dzieci wspanialych dzieci ktore tesknia potwornie- to sie czuje i widzi..w tamtym roku byl na 6 miesiecy i tyle tez czasu sie nie widzielismy(jak marynarz):D teraz mija 3 miesiac i niedlugo przyjedzie na dwa tyg.jest cholernie ciezko nam wszystkim..najgorsze jest to ze obiecal ze bedzie sie staral abysmy wyjechali wszyscy zeby byc razem niestety nic z tego nie wyniklo..jesli ktos nie przezyl tak dlugiej rozlaki to tak naprawde nie wie o czym mowi i szczerze moim zdaniem nie powinien wogole doradzac..latwiej jest wyjechac bedac bezdzietnym malzenstwem/para z dziecmi juz nie jest tak pieknie..wspolczuje kazdej rodzinie ktora musi tracic wspanialy czas ktory minie bezpowrotnie!!!
Dziękuję ze zrozumienie.Mój mąż nie odzywa się do mnie trzeci dzień i za co, za to, że przypomniałam mu o tym, że obiecał wakacje spędzić razem.Nie wyszło...I co ja jestem winna....chyba to, że bardzo tęsknię....
Zycie w zwiazku na oddleglosc nie jest proste, znam takie historie, ale nie warto sie poddawac i napewno robic sobie wyrzutow, mozna warto sie zastanowic nad tym zeby wyjechac razem z mezem?
W tym roku nie ma takiej możliwości.Rok szkolny zaczyna się w tym landzie już w sierpniu, a nie wyrobimy finansowo na kaucję i mieszkanie oraz na dotychczasowe zobowiązania.Czasem myślę, że jestem uzależniona od partnera, bo nie mam swojego życia, przyjaciół, pracy......Oboje tak żyliśmy razem i było ok. wiele lat, a teraz nagle mój mąż zmienił wszystko i powinnam się natychmiastowo do tego przyzwyczaić.Strasznie ciężko znaleźć siłę kiedy nie ma nikogo wokół....