Zmuszam się do życia. Nie chcę go dłużej, zastanawiam się czy nie byłoby lepiej gdyby mnie nie było. Zawsze byłam osobą melancholijną, ze skłonnością do depresji. W ciągu ostatnich trzech lat wpadłam w taki dołek, że nie widzę możliwości bym się z niego wygrzebała. Wielokrotnie próbowałam odebrać sobie życie, zawsze jednak coś mnie przy nim utrzymywało. A ja po prostu nie chcę dłużej żyć. Czy muszę się zmuszać do dalszego istnienia? Co jest złego w tym, że chcę w końcu odpocząć i nie czuć tego okropnego bólu? Po prostu to skończyć...przecież nikt nie powinien się zmuszać do czegoś, jeśli tego nie chce...
Podobne tematy
2 2013-03-11 21:39:46 Ostatnio edytowany przez maestro19 (2013-03-11 21:46:41)
masz bliskich? ja gdy chciałam się zabić a nawet próbowałam to zawsze myślałam o mojej mamie. jak wielką krzywdę bym jej wyrządziła. a nie chcę skrzywdzić jej nigdy. co spowodowało,że popadłaś w jeszcze większy dołek?
w sumie ciężko mi doradzać bo sama gdy jest mi źle, sięgam po żyletkę ale później żałuję tego
w twoim wypadku bedzie juz za pozno. musisz znalezc kogos dla kogo warto zyc. jakis sens , pasje odkryc cos co kochasz.
tylko temu poświęcisz się bez reszty. ja tak zrobiłam dopóki mam swojego narzeczonego chcę życ ale jak będzie później to czas pokaże
maestro i mysterious_chokolate
tu na psychologii - na stronce 13 - jest wątek : samobójstwo poprzez powieszenie się - przeczytajcie cały wątek
banalnymi słowami nie będę Was obie pocieszać bo i po co ?????? - to Wasze życie !
chocolate
poprostu moje życie nie ma sensu
nie mogę liczyć na znajomych bo oni prędzej czy później się ode mnie odwracają
rodzice...mają ze mną same problemy
Ukochany mężczyzna? Nie nie nie stanowczo nie! Dla mnie nie ma czegoś takiego jak miłość
nie ufam ludziom a po tym co mnie spotkało nigdy tego nie zrobię
wiele razy było tak, że komuś wierzyłam, a potem zostawałam sama ze złamanym sercem
5 2013-03-11 23:22:06 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-03-11 23:23:08)
First thing first.
Ile masz lat?
Korzystałaś z pomocy psychologa w ogóle kiedykolwiek?
Co sądzisz o skorzystaniu..?
I żeby nie było - ja Cię nie chcę wysłać do psychologa, BO chcesz się zabić, są przynajmniej 2-3 inne powody. Uważam, że jeśli je usuniemy - a można je usunąć - nie zechcesz się zabijać.
18
tak
nie, to nie dla mnie
powody dla których nie chcę żyć nie są rzeczami, które można usunąć
to sytuacje które już się wydarzyły
Ale nie cierpisz przez nie, bo one już się wydarzyły - a nie TRWAJĄ. Cierpisz przez konsekwencje. Usuń konsekwencje. A właściwie jedna się wydarzyła, a jedna się wydarza.
Dlaczego uważasz, że psycholog jest nie dla Ciebie? Czego się obawiasz?
A po co mam rozmawiać z psychologiem? Własnym rodzicom o pewnych rzeczach nie jestem w stanie powiedzieć, a co dopiero psychologowi? Nigdy w życiu!
Ale to boli nadal i nie da się zrobić tak by przestało
nie da
Ja rodzicom też nie o wszystkim mówiłam, ale psycholog to obcy człowiek, nie będzie mnie oceniać, nie obrazi się, nie odepchnie, nie zranię go. Możesz powiedzieć nam, możesz i psychologowi. Skąd wiesz, co się da a co się nie da i kiedy? Psycholog nie jest magikiem, że przestanie od razu, ale im dłużej czekasz tym dłużej potrwa nim przestanie boleć. A z czasem przestanie.
nie, ja nie chcę z nikim o tym rozmawiać
osoba której zaufałam i opowiadałam o wszystkim co mnie dręczy pewnego razu stwierdziła, że jestem egoistką i mówię tylko o sobie i postanowiła zakończyć znajomość
na koniec dodała, że jej zdaniem wszystko to sobie wymyśliłam
to, czego nie byłam w stanie powiedzieć rodzicom powiedziałam jej
zaufałam jej a ona to zaufanie zdeptała
ja chcę tylko wiedzieć czy muszę się zmuszać do życia? Czy to będzie złe, jeśli przestanę bo mam dość i tego dłużej nie zniosę
poważnie...nie mogę już dłużej, nie mam siły na to
11 2013-03-12 00:33:18 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-03-12 00:40:36)
chocolate
poprostu moje życie nie ma sensu
[...]
Ukochany mężczyzna? Nie nie nie stanowczo nie! Dla mnie nie ma czegoś takiego jak miłość
nie ufam ludziom a po tym co mnie spotkało nigdy tego nie zrobię
wiele razy było tak, że komuś wierzyłam, a potem zostawałam sama ze złamanym sercem
Słusznie piszesz. Życie bez miłości i zaufania nie ma sensu.
Tylko nie pisz, że odbierzesz sobie życie, bo nie możesz. Dlaczego? Bo jeszcze nigdy nie żyłaś.
Nawet siebie nie potrafisz kochać.
nie, ja nie chcę z nikim o tym rozmawiać
[...]
nie mogę już dłużej, nie mam siły na to
Sprawy nie do zniesienia przeważnie mają bardzo proste rozwiązania. Samobójstwo nie należy do takich rozwiązań. Nikt nie da Ci gwarancji, że cierpienia się zakończą. Depresja i chęć samobójstwa są spowodowane chemią mózgu. Nie karmisz ciała - umiera, nie dajesz mózgowi radości - chce umrzeć.
Masz postawę roszczeniową, bo oczekujesz, że to ktoś inny ma dbać o stan Twojego mózgu. Sama zadbaj o siebie.
Myślisz, że dokuczysz w ten sposób bliskim? Że to będzie dla nich kara? Tylko siebie możesz ukarać !
osoba której zaufałam i opowiadałam o wszystkim co mnie dręczy pewnego razu stwierdziła, że jestem egoistką i mówię tylko o sobie i postanowiła zakończyć znajomość
na koniec dodała, że jej zdaniem wszystko to sobie wymyśliłam
to, czego nie byłam w stanie powiedzieć rodzicom powiedziałam jej
zaufałam jej a ona to zaufanie zdeptała
Też miałam podobnie. Parę lat temu w busie przyczepiło się do mnie 7 pijanych dresów, skończylo się wyrzuceniem mnie (dosłownie) z autobusu, próbą gwałtu. Po wszystkim no nie byłam w kwitnącym nastroju, moja ówczesna przyjaciółka najpierw naciskała mnie, że chce wiedzieć, co się dzieje, że ona mi mówi różne rzeczy a ja jej nie chcę, że w ogóle jej nie ufam. Jak jej powiedziałam, to najpierw ja ją musiałam pocieszać (kiedyś miała podobne doświadczenie, nota bene właśnie dlatego oczekiwałam, że zrozumie), potem przestała się do mnie odzywać na chyba 2 tygodnie, a na koniec nasiadła na mnie, że jestem egoistka, że to na nią zwalam, że przyjaciele pomagają jak mają ochotę a nie wtedy, kiedy muszą i w ogóle, że jestem be.
I co, miałabym się zabić z tego powodu? Że ona okazała się głupią suką?
ja chcę tylko wiedzieć czy muszę się zmuszać do życia? Czy to będzie złe, jeśli przestanę bo mam dość i tego dłużej nie zniosę
Ty wiesz, że to będzie złe, dlatego tu szukasz rozgrzeszenia.
nie, ja nie chcę z nikim o tym rozmawiać
osoba której zaufałam i opowiadałam o wszystkim co mnie dręczy pewnego razu stwierdziła, że jestem egoistką i mówię tylko o sobie i postanowiła zakończyć znajomość
na koniec dodała, że jej zdaniem wszystko to sobie wymyśliłam
to, czego nie byłam w stanie powiedzieć rodzicom powiedziałam jej
zaufałam jej a ona to zaufanie zdeptała
Dobry psycholog, psychiatra właśnie tym się różni od koleżanki, że obowiązuje go kodeks etyczny, który mówi o tajemnicy spotkań. Nie ma on więc ani potrzeby, ani prawa komukolwiek o tym, co usłyszał podczas rozmowy mówić.
Dobry psycholog, psychiatra nie ocenia i nie wydaje wyroków na temat treści. Wierzy w słowa swojego pacjenta.
Dobry psycholog, psychiatra jest lepszy niż rodzice, znajomi, bo nie jest z pacjentem w bliskiej relacji, w dodatku jest specjalistą i oprócz wysłuchania, zaproponuje działanie.
Ty wiesz, że to będzie złe, dlatego tu szukasz rozgrzeszenia.
Vian, wiedza - to za dużo. Gdyby wiedziała, że to będzie złe, to pewnie nie stawiałaby pytań.
mysterious_chocolate czuje, że to jest złe i z tego czucia pojawiają się wątpliwości, szuka w śmierci ulgi, ale przecież ulgi nie ma w śmierci, bo nie mamy pewności, czy śmierć ciała jest końcem naszej osobistej świadomości.
http://www.youtube.com/watch?v=MJt6ixPwdsE
W necie na youtube.pl można znaleźć wiele świadectw osób, które chciały popełnić samobójstwo. Stany depresyjne poprzedzone są wieloletnim procesem unieszczęśliwiania się, zadręczania się, zmartwienia. Myśli samobójcze można traktować jako reakcję przystosowawczą, wypracowaną przez określony światopogląd.
Nie spotkałem opracowania naukowego na ten temat, choć osobiste doświadczenie wskazuje dedukcyjnie na pewną prawidłowość: najpierw umysł trzeba zanurzyć w ciemności, do tego potrzebne są nawyki myślowe i uzależnienia farmakologiczne, nałogi, wybory życiowe z negatywnymi skutkami. Obieramy swoje życie z wolności i uwolnienia szukamy w śmierci.
Polecam: Dale Carnegie "Jak przestać się martwić i zacząć żyć"
http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=K_hkBXzdIfM
To życie daje wolność.
Zapytaj się, co wiesz o swoim mózgu, który podpowiada Ci takie wyjście jak samobójstwo.
http://www.youtube.com/watch?v=VibCtypFGos
Vian napisał/a:Ty wiesz, że to będzie złe, dlatego tu szukasz rozgrzeszenia.
Vian, wiedza - to za dużo. Gdyby wiedziała, że to będzie złe, to pewnie nie stawiałaby pytań.
mysterious_chocolate czuje, że to jest złe i z tego czucia pojawiają się wątpliwości, szuka w śmierci ulgi, ale przecież ulgi nie ma w śmierci, bo nie mamy pewności, czy śmierć ciała jest końcem naszej osobistej świadomości.
Mówimy o tym samym, inaczej to nazywamy.
Animus napisał/a:Vian napisał/a:Ty wiesz, że to będzie złe, dlatego tu szukasz rozgrzeszenia.
Vian, wiedza - to za dużo. Gdyby wiedziała, że to będzie złe, to pewnie nie stawiałaby pytań.
mysterious_chocolate czuje, że to jest złe i z tego czucia pojawiają się wątpliwości, szuka w śmierci ulgi, ale przecież ulgi nie ma w śmierci, bo nie mamy pewności, czy śmierć ciała jest końcem naszej osobistej świadomości.
Mówimy o tym samym, inaczej to nazywamy.
To się cieszę: sfera poznawcza nie pokrywa się z emocjonalną, właśnie dlatego rozróżniamy wiedzę i umiejętności. Czasami wiemy, że coś jest dobre, ale nie wiemy, jak to osiągnąć i wtedy mylimy się w doborze środków do osiągnięcia celu.
Vian ze mną jest tak...przeżyłam gwałt. Zbiorowy. W każdej możliwej formie(chodzi mi o to do czego mnie zmuszono). Byłam dziewicą. Po wszystkim miałam mnóstwo siniaków i częściowo rozerwane ciało. Na 'pamiątkę' zostały mi blizny na ręce i nodze zrobione nożem. Rany w okolicach intymnych niemal się zagoiły, do tej pory bolą. Spotkanie z dresami. Szeptali, że jak ich wydam...Po kilku miesiącach spotkałam jednego z nich w autobusie... Patrzył na mnie porządliwym wzrokiem. Wszystko mi stanęło przed oczami, a gdy usiadł obok mnie i zaczął mnie dotykać kolanem, myślałam, że zemdleję. Grzebał sobie w spodniach...czuję się ciągle śledzona. To jest to co według przyjaciółki sobie wymyśliłam. Nie umiem z tym żyć, to jest koszmar. Nie chcę takiego życia. To nie życie. A co do tej miłości...owszem nie kocham siebie, jak mogłabym...nienawidzę siebie, jestem niczym.
Cokolwiek Cie spotkalo wymaga to profesjonalnej terapii, a nawet opieki psychiatry. Uwierz, ze jest mozliwe przestac przezywac ta traume.
mysterious_chocolate, ja wiem jak z Tobą jest, czytałam wczoraj inne Twoje posty i nadal twierdzę to samo - teraz cierpisz, ale można to zmienić bez zabijania się.
Moja przyjaciółka została zgwałcona - facet wciągnął ją zwyczajnie do mieszkania, zgwałcił, a potem z tego mieszkania wykopał. Miała wtedy 8 lat. Potem to się powtórzyło znowu i znowu, i znowu i tak regularnie przez kilka lat. Też chciała się zabijać, wpadła w anoreksję i parę innych problemów, leczyła się psychiatrycznie kilka lat. Wyleczyła się. Od 3 lat jest w udanym związku, studiuje psychologię, pisze książki, pracuje, ma plany, przyjaciół, karierę.
Inny przypadek - 17-letnia dziewczyna poznała chłopaka, który najpierw był jej najwspanialszym przyjacielem, ale szybko się okazało, że potrafi być i katem. Umiejętnie nią manipulował, przekonał, że to jej wina, bo jest zła, a on jest wybawicielem, który biciem, poniżaniem, gwałtami chcę ją naprostować na właściwą drogę. Że zasługuje na to, bo przecież ona tak swoim zachowaniem go rani. Karał ją za takie rzeczy jak nieodebranie telefonu o 3 nad ranem. Zmusił ją do ukrywania tego przed wszystkimi, głównie przed rodzicami. Ją zamykał, a im pisał smsy z jej telefonu, że się świetnie bawi, potem kazał jej za to dziękować, że jest taki troskliwy i dba, żeby jej rodzice nie martwili się o nią, chociaż jest taką niewdzięczną kurwą. Groził, że jeśli komuś powie, co on robi, to on tego kogoś zabije, że wymorduje jej rodzinę, ją, a potem najwyżej siebie, że spali ich żywcem. Wyrwała się od niego, ale siebie znienawidziła, nie wiem, czy nie skuteczniej niż Ty, robiła ze sobą straszne rzeczy. Dwa lata zabrało, żeby jako tako chociaż wróciła na prostą, całkowite wyleczenie potrwa dłużej, ale poszła na studia, na prawo, zakochała się, związała.
Da się.
Nie zakocham się. Nigdy nie zaufam mężczyźnie, nigdy. Nie pozwolę się nawet dotknąć...jak mam chcieć żyć, nic mnie nie trzyma. Przed zaśnięciem płacz, po zaśnięciu koszmary. Czy to tak trudno zrozumieć, że jestem ledwo żywa. Chudnę, schudłam już 8 kilo. Nie chcę żyć. Czy muszę wierzyć, że będzie dobrze skoro wiem, że nie będzie?
No wlasnie, ze bedzie! Ale musisz dac szanse terapii, a i moze antydepresantom. Chorowalam na gleboka depresje w Twoim wieku. Wyszlam z niej. Mimo okropnej rodziny, duzo traumy, jestem szczesliwa kobieta, w zwiazku z kochanym facetem.
Celem życiowym tej 17-latki było znaleźć kogoś, kto ją zabije. Wszystko jedno, co z nią zrobi wcześniej. Z nią też powinnam była się zgodzić? Ona uważała, że nie ma przed sobą innej drogi, jak Ty.
Celem tej 8-latki (oczywiście trochę później, a nie w wieku 8 lat) zagłodzić się na śmierć, przy okazji zarobić trochę jako prostytutka. Też miała wszystko przemyślane.
Świetnie rozumiem, że jesteś ledwie żywa, dlatego uważam, że powinnaś zrobić coś, żeby być bardziej żywa.
ale ja nie chcę żyć, nie mam po co, nie chcę się karmić złudnymi nadziejami
24 2013-03-12 16:54:22 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-12 16:59:13)
Ale my Ci wlasnie mowimy, ze leczenie DZIALA. Naprawde. Jak mialam 18 lat, to tez czulam sie okropnie, chcialam umrzec. Probowalam nawet otruc sie tabletakami nasennymi. Nie bylo warto. Dzisiaj jestem calkiem szczesliwa osoba, z dobrym dyplomem z Oxfordu, robie doktorat, mam wspanialego partnera.
DA SIE.
ale ja nie chcę żyć, nie mam po co, nie chcę się karmić złudnymi nadziejami
Wiesz, takie myślenie Cię powstrzymuje przed spróbowaniem. Ty się już nastawiłaś, że to "złudne nadzieje" i mogłabym Ci napisać o każdej z kilkudziesięciu znanych mi osób, które skutecznie wyszły z traumy seksualnej, a Ty i tak byś się upierała, że to złudne nadzieje, bo gdybyś przez chwilę chociaż przyznała, że nie, to musiałabyś też przyznać, że warto spróbować, bo co tracisz? Zabić się możesz zawsze.
już próbowałam terapii u psychologa, ale nie potrafiłam się otworzyć, poprostu nie mogłam
Spróbuj zgłosić się na terapię. Daj sobie pomóc. To co przeżyłaś jest okropne i na pewno nie była to twoja wina. Zgłoś się po pomoc, bo samej będzie ci ciężko się z tym uporać. Moja przyjaciółka miała próbę samobójczą kilka lat temu, wtedy wydawało jej się, że życie nie ma sensu, też została skrzywdzona, ale nie było warto. Była w tragicznym stanie, do dzisiaj potrzebna jest jej rehabilitacja. Jest oczywiście lepiej, ale zdrowia całkowitego już nie odzyska. Więc proszę cię spróbuj podjąć leczenie, nic tym nie stracisz, a możesz sobie pomóc.
A przyjmowałaś też leki? Byłaś u psychiatry? Psycholog w ogóle miał chociaż zarys problemu (wiedział, że chodzi o traumę seksualną)? Bo wiesz, leczenie farmakologiczne jest też po to, żeby osiągnąć taki stan, który pomoże Ci się właśnie otworzyć. To nigdy nie jest łatwe, ale cholera możliwe.
nie, leków nie biorę, ale moja pani psycholog wie, że coś jest na rzeczy bo ona tylko takimi przypadkami się zajmuje.
A powiedziałaś jej o myślach samobójczych, lękach etc? Nie zasugerowała wizyty u psychiatry?
powiedziałam, nie sugerowała
No to albo Twój stan nie jest tak poważny jakby się na forum wydawało, albo ona czekała, aż jednak się przełamiesz, żeby mieć pewność co do oceny sytuacji, albo jest mało kompetentna. Idź sama do lekarza i powiedz, że masz myśli samobójcze.
mówiłam ale nie potrafiłam się przemóc i powiedzieć co jest główną przyczyną...to cały czas gdzieś tam we mnie siedzi, nie potrafię się uwolnić, nie potrafię się otworzyć i zaufać, po prostu się boję
Wysłałam Ci coś mailem.
Dlaczego nie powiedziałaś psychologowi?Dlaczego wciąż nosisz w sobie tą niewypowiedzianą traumą i jesteś z nią sama?Jestem matką, gdyby coś takiego spotkało moje dziecko chciałabym wiedzieć, żeby pomóc, być blisko i wspierać.
Dziewczyno, nie umniejszając Twojej traumy takie rzeczy zdarzają się innym kobietom.Są grupy wsparcia -musisz to z siebie wyrzucić przed kimś kto Cię zrozumie.Samobójstwo to nie jest wyjście.DASZ IM WYGRAĆ. DASZ IM POWÓD BY ZROBILI TO NASTĘPNEJ DZIEWCZYNIE I CZULI SIĘ PANAMI ŚWIATA.
Asterka10 - nawet jesteś w wieku mojej mamy
ale nie powiedziałam jej o tym, nie potrafiłam
to by ją bardzo zraniło, a tego nie chcę - dosyć ma problemów i beze mnie
Asterka10 - nawet jesteś w wieku mojej mamy
ale nie powiedziałam jej o tym, nie potrafiłam
to by ją bardzo zraniło, a tego nie chcę - dosyć ma problemów i beze mnie
Pięknie, że nie chcesz zranić Matki i że nie chcesz Jej dokładać problemów, ale dlaczego uważasz, że Twoja śmierć nie zrani Jej bardziej od poznania Twojego problemu?
A Twoja śmierć jej nie zrani?Dzieciaku, toż ona do końca życia bedzie się zastanawiać DLACZEGO?Umarły mi 3 najblizsze osoby, a ja choc mineło sporo lat ciagle zastanawiam się, a może jakbym zrobiła tak lub siak to by żyły.
Swoim samobójstwem zgotujesz Matce najgorsze piekło na ziemi - stracić dziecko to - nie wiem czy może być wieksza tragedia.
Młoda, ogarnij się i powiedz.Matce, psychologowi, ale powiedz.Śmierć to nie jest wyjście.A jeśli istnieje piekło i trafiają tam samobójcy to jak myslisz - jak bedzie wyglądać Twoje?A jeśli Twoim piekłem bedzie gwałt, niekonczący się nigdy, wieczny, nieprzerwany?
Kobiety od tysiącleci były narażane na taka sytuację, miliony, a nawet miliardy kobiet .To dzieje się wszędzie i wielu kobietom.Każdej z nas się może trafić.Ale nie możemy swoją śmiercią pieczętować własnej przegranej.
Absolutnie, podpisuje sie Asterko! Powiedz psychologowi, powiedz mamie, nie dus sie z tym. Wiele wiecej zlego wyrzadzisz sobie i rodzinie chowajac sie ze swoja trauma, albo uciekajac w samobojstwo.
Nie mogę...to takie trudne...jak sobie to przypominam, to nawet oddychanie sprawia mi ból...
może i zraniłaby ją moja śmierć, ale ze mną ma mnóstwo problemów, nawet nie wiedząc o tym co się stało
Czemu ja mam żyć? Naprawdę to nie jest tak, że tylko gadam aby gadać ja wiele razy o tym myślałam i nie widzę nic w swoim życiu, co warto byłoby ratować
skoro od prawie 19 lat nie znalazłam szczęścia, moje życie to pasmo porażek, cierpienia, łez to czemu mam myśleć, że będzie dobrze? Zawsze ilekroć myślałam, że teraz już na pewno będę szczęśliwa, działo się coś takiego, co brutalnie sprowadzało mnie na ziemię, nie mogę i nie chcę tak żyć
Nie chcę już płakać, ale nie mogę przestać...dlaczego? Dlaczego ja?
Nie mam siły, nie umiem jej w sobie znaleźć. Naprawdę szukałam, ale we mnie nic już nie ma. Nic. Tylko odrętwienie i bezradność. Nie mam nadziei. Nie mam...
Nie poddawaj się. Nie wiesz, co cię jeszcze czeka, możesz jeszcze normalnie żyć. Skontaktuj się z psychiatrą, niech przepisze ci jakieś leki. Spróbuj chociaż. Nic tym nie stracisz. Walcz. Bo zasługujesz na szczęście.
Myślę, że nawet zamknięcie w psychiatryku ani elektrowstrząsy nic by nie dały.
Skąd wiesz ? Nie spróbowałaś. Czemu tak się przed tym bronisz ?
44 2013-03-13 22:29:34 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-13 22:31:08)
Mysterious_chocolate, ja nie mogę wiedzieć jak się czujesz, nie będę Cię też pocieszać bo wiem, że cokolwiek powiem to i tak byłoby za mało...
Ale napisze tylko jedno. Piszesz, że Twoja mama ma z Tobą i tak wiele problemów, nie wiedząc nawet o tym co tak bardzo Cię dręczy. Moim zdaniem każdy inny problem, będzie dla niej niczym w porównaniu z utratą Ciebie. Z obserwacji wśród bliskich mi ludzi wiem, że dla rodzica pochowanie własnego dziecka jest najgorszą rzeczą jaka może ich spotkać.
Mam nadzieję, że znajdziesz w sobie jakąś ukryta siłę, że mimo wszystko uda Ci się pokonać to wszystko i wyciągnąć jeszcze raz rękę po pomoc.
Próbowałam się przełamać
gdy byłam u psycholożki z tysiąc razy zaczynałam ten temat
słowa nie mogłam z siebie wydobyć
To nie jest trudne, wystarczy zacząć.Trudne jest żyć z taką traumą.Dziewczyno 19 lat to dopiero początek życia i żadna trauma, ból i tragedia nie powinna Cię zniechęcać.Wszystko może się jeszcze zmienić.Wiesz przypomniałą mi się pewna historia związana z wojną.Do obozu koncentracyjnego trafiłą młodziutka 13 letnia Żydówka.Miała "szczęscie" -ponieważ miała mlecznobiałą cerę i rude włosy wpadłą w oko SS-manowi, który uwielbiał taki typ urody.Jej rodzice , rodzeństwo i krewni już na rampie trafili do komory gazowej.Przez 3 lata dzień w dzień współżyła z mężczyzną, który mordował jej ziomków.Nie tylko ziomków - takich dziewcząt jak ona było kilka.Jeśli, którejś na twarzy pojawiłą się skaza, pryszcz osobiście wysyłał ją do komory gazowej.Ta dziewczyna przeżyłą wojnę.Założyłą rodzinę, ma wnuki.Tylko co jakiś czas śni się jej , że na twarzy pojawia się jej skaza i budzi się z krzykiem.
Napisałam Ci tą historię, by powiedzieć , że da się przeżyć wszystko.Najgorsze piekło.Ta kobieta miałą mimo wszystko, dobre , długie życie.Może warto spróbować?
Może napisz list, i podaj go będąc na kolejnej wizycie u psycholog?
Nic nie mówiąc. Ona domyśli się o co chodzi.
Na papier łatwiej przelać swoje nawet najgorsze myśli i emocje.
Sama widzisz, że tu na forum dałaś radę się otworzyć.
Może to jakiś sposób?
Nie wiem, ja się tak strasznie boję
Domyślam się, że bardzo się boisz.
Tylko czy nie warto spróbować?
Chyba warto...nic nie tracisz, a możesz tylko zyskać.
Spróbuj...
Ale ja już próbowałam.
Ale z listem próbowałaś?
Albo do psycholog, albo do mamy...?
Nie poddawaj się, poddać się zawsze jest czas...
Nie mogę napisać...zawsze płaczę i nie daję rady skończyć tego co zaczęłam
To wydrukuj swoją wypowiedz z forum.
Albo napisz tyle ile dasz rade, choć jedno zdanie...choć pojedyncze słowa, te które przyjdą Ci do głowy, te które kojarzą się najgorzej. Wyrzuć je z siebie na papier. Łzy na papierze nie będą przeszkodą... będą też wiele znaczyły...
Dobry psycholog będzie wiedział co to wszystko znaczy.
Spróbuj.
Nie, to nie ma sensu
nie ma sensu przywracać do życia rośliny, która już dawno uschła
po co mam żyć, skoro i tak nigdy nikomu nie zaufam, bo się boję
nie pozwolę się nawet dotknąć
to takie trudne
55 2013-03-13 23:30:31 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-13 23:35:24)
Mysterious, ale to właśnie rola psychologa, aby tą "uschnięta roślinę" doprowadzić do życia.
Da się.
Zawsze jest sens...
Co będzie kiedyś, możemy przekonać się, kiedy spróbujemy...
Wierzę Ci, że to bardzo trudne...
Ale jest kilka osób na forum, które dały radę, może nie były w takiej samej sytuacji jak Ty, ale również w bardzo trudnej.
Daj szanse psycholog, sobie i swojej mamie... aby nie straciła swojego dziecka.
mysterious_chocolate,
można (tak, jak Ty teraz) zajmować się odpowiedzią na pytanie "Czy jestem w stanie to zrobić?"; oczywistą rzeczą jest wówczas szukanie wszelkich przeciwności, trudności; efektem takiego sposobu myślenia jest zniechęcenie, obniżenie swojej i tak kiepskiej samooceny, itp.
Można też (do czego sporo osób Cię zachęca na forum) zająć się innym pytaniem "Co mogę zrobić, by rozwiązać swój problem".
Dwa pytania, a jakże inne nastawienie, jakże inny sposób myślenia.
To, co przed Tobą (oby!) jest trudne, ale możliwe.
ja poprostu nie umiem znaleźć powodu dla którego miałabym żyć dalej
Myślę, że to iż masz kochających rodziców...jest najważniejszym powodem aby żyć.
Aby nie poddać się i spróbować...
Uwierz mi, te problemy które rodzice z Tobą mają, będą dla nich niczym w porównaniu z utratą córki.
Nie wybaczą sobie do końca swojego życia... że nie zauważyli że coś się dzieje, że nic nie zrobili...że nie pomogli...
Dziękuję wszystkim za wsparcie i słowa otuchy. Problem tkwi w tym, że każda sekunda jest zbyt mocno wyryta w mojej pamięci, nie potrafię zacząć myśleć pozytywnie, no nie potrafię. Uwierzcie, próbowałam coś zrobić by o tym nie myśleć, by skierować umysł na inne tory, ale mi nie wychodzi ;( zawsze wraca to, myślę o tym cały czas, nie mogę przestań, nie mogę
Jak tak dalej pójdzie skończę w domu wariatów. Albo na cmentarzu.
60 2013-03-14 18:17:08 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-14 18:17:54)
Naprawde, usilnie zachecam Cie do wizyty u lekarza. Masz objawy klinicznej depresji, ktorej nie da sie po prostu wysiedziec, a trzeba leczyc. Uwierz mi, ze leki i terapia sa w stanie Ci bardzo pomoc. Daj temu przynajmniej szanse.
Nie dam się zamknąć w wariatkowie i nafaszerować lekami! Nie jestem wariatką!!! Nie jestem szalona!
62 2013-03-14 22:40:03 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-03-14 22:41:05)
Nie mogę...
nie mogę i nie chcę tak żyć
Nie chcę już płakać, ale nie mogę przestać...dlaczego?Nie mam nadziei. Nie mam...
Słusznie. Takie życie nie ma sensu. Skończ z takich życiem. Nie z życiem w ogóle, ale z takim życiem. Wywal takie życie za burtę.
Oglądnęłaś filmy o kształtowaniu mózgu, czy zlekceważyłaś je?
Jedyne co masz, to czas. On jest neutralny. Od Twojej decyzji zależy, czy ten czas poświęcisz na szukanie wyjścia, czy siądziesz w tym labiryncie i będziesz w nim tkwić na zawsze?
Przestań tylko myśleć, że jakieś traumatyczne zdarzenie Cię w ten stan wpędziło. To nie jakieś przeżycie, ale wszystko to, czego nie zrobiłaś po nim, by zmienić sytuacje. Powtarzam: skończ z życiem w cierpieniu. Jak nie chcesz tak żyć, to zacznij zyc inaczej. Zacznij żyć innym życiem. MOŻESZ, ALE NIE CHCESZ. Łatwiej jest rozpamiętywać i tkwić w marazmie..
Samo się, do k**** nędzy nic nie zrobi !!!
Nie dam się zamknąć w wariatkowie i nafaszerować lekami! Nie jestem wariatką!!! Nie jestem szalona!
A skad Ty masz takie przestarzale poglady? Nikt nie zamyka w szpitalu osoby z depresja. Leczy sie ja za pomoca lekarza w przychodni i antydepresantow, a czasem tez terapii.
Ty chcesz sie lepiej poczuc czy nie?
Chcę naprawdę chcę, ale to nie jest takie łatwe po prostu się ogarnąć. To nie jest jakieś tam złamanie nogi.
Ale co ja mogę liczyć na to, że ktoś mnie zrozumie
próbowałam powiedzieć o tym psycholog, ale nie mogłam
naprawdę nie mogłam
Ale po co ja tutaj piszę i się zastanawiam jak nie ma nad czym. Powinnam była już dawno temu skończyć ze sobą zamiast tracić czas na pisaninę. Mój błąd. Ale to da się naprawić.
Może i zwariowałam. Wszystko mi już jedno...