Na Słowacji można kupić tanie ubezpieczenie - jeśli coś się dzieje w górach można ściągnąć pomoc. Jeśli wypadek zdarzy się po naszej stronie granicy - to płacimy za to wszyscy, a często sami ratownicy płacą najwyższą cenę za nierozważnych turystów.
Palacze - trują swój organizm, często zatruwają innych: swoje dzieci, współpracowników, ale na koniec wszyscy płacimy z naszych ubezpieczeń za leczenie ich płuc (zajmują miejsce tym, którzy chcieliby leczyć się, ale muszą czekać kilka miesięcy w kolejce). Słyszałam (nie wiem, na ile jest to prawdą), że na Wyspach przyjęto jako leczenie (profilaktykę przed nawrotami choroby) leczenie dietą - czyli np. jak ktoś ma choroby wynikające z niewłaściwej diety (np. za wysoki cholesterol), to po leczeniu właściwej choroby ukł. sercowo-naczyniowego może liczyć na jakąś formę refundacji zdrowszego jedzenia, jeśli nie respektuje zaleceń i ponownie trafia na leczenie, to płaci pełne koszty leczenia.
Co roku rzeka wylewa i co roku słyszę biadolnie biedych ludzi, którzy jeszcze po poprzedniej powodzi nie zdążyli się odbudować nad rzeką, a już przyszła kolejna powódź. Są za biedni by się przenieść gdzie indziej, by się ubezpieczyć, ale wystarczająco bogaci, by oddawać dobytek swojego życia nurtom rzeki.
Jakie jest wasze zdanie jeśli chodzi o takie niemiłe zdarzenia? Czy to jest przypadek, czy należy się współczucie, pomoc, czy za swoją głupotę każdy sam powinien płacić?