Tzn rozumiem,ze cos do jedzenia i rozne potrzebne rzeczy to trzeba miec. Ja tez uzupelnilam jedna szafke. Ale bez przesady, niektorzy to maja po 100 puszek wszystkiego. Czy ludzie naprawdę myślą,ze jak bedzie wojna to oni beda sobie siedziec w cieplym domku i jeść jedzenie z puszek, siedzac wygodnie w fotelu i oglądać wiadomości? Przecież wojna=bombardowanie, wiec zawsze kszdego dnia bedzie wysokie ryzyko, ze nasz dom lub mieszkanie, czesto wraz z calym ogrodem zostana zbombardowane, a jedzenie przez zanieczyszczenie nie bedzie nadawac sie do jedzenia z pola czy ogrodu. I co wtedy tacy ludzie zrobia? Beda dzwigac jak wielblady te wszystkie stosy zapasow ktore teraz chomikuja.? Ja wiem na 100%,ze jezeli wojna zawita do mojej miejscowosci to ja juz mam upatrzona dawno miejscowke w lesie, blisko zrodelka czystego, dobrze ukryta to ja tam bede przebywac razem z corka. Napewno nie zostane z nia w domu i nie bede czekac az nam.sie dom na glowe zawali. Czy ludzie nie zdaja sobie sprawy, ze wojna to moze i w 99% bedzie sie rownac przemieszczanie z jednego miejsca do drugiego? Czasem nawet koniecznosc życia w naturze,zeby przetrwać, bo w centrum miasta to tam najwiecej ludnosci wyginie? A nie ludzie robia zapasy, lodowka pelna,spizarnia pełną i mysla,ze caly okres wojny przetrwaja w domu . Ja sie zaczęłam uczyc roslin jadalnych i trujacych w lesie to tak przynajmniej bede mogla cos na obiad ugotowac np jakas zupa grzybowa z pokrzywa, miszkiem itd
1 2025-09-19 22:12:03 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-09-19 22:15:48)
Podobne tematy
bede mogla cos na obiad ugotowac np jakas zupa grzybowa z pokrzywa, miszkiem itd
To jest fajny przepis na zupę grzybową:
450 g grzybów (borowiki, kurki) lub 45 g suszonych borowików
1 cebula
2 łyżki oleju roślinnego
1 łyżka masła
2 marchewki
5 ziemniaków
2 litry bulionu np. drobiowego
2 łyżki posiekanego koperku
200 ml śmietany 18% do zup i sosów
sól i pieprz
Przygotowanie
Grzyby oczyścić i opłukać. Pokroić na mniejsze kawałki. Suszone grzyby dzień wcześniej zalać gorącą wodą i odstawić do namoczenia.
W garnku na oleju poddusić pokrojoną w kosteczkę cebulę, co chwilę zamiaszać.
Dodać obraną i pokrojoną w kosteczkę marchewkę, wymieszać i smażyć przez ok. 3 - 4 minuty.
Dodać masło oraz obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Podsmażać przez ok. 2 - 3 minuty co chwilę mieszając.
Wlać gorący bulion i zagotować. Po 10 minutach gotowania dodać pokrojone grzyby i zagotować.
Gotować przez ok. 10 minut do miękkości warzyw. Doprawić solą i pieprzem.
Na koniec dodać posiekany koperek, zmniejszyć ogień do minimum i dodać zaprawioną śmietanę. Delikatnie podgrzać, następnie odstawić z ognia.
Pokrzywy to już we własnym zakresie.
Julia life in uk napisał/a:bede mogla cos na obiad ugotowac np jakas zupa grzybowa z pokrzywa, miszkiem itd
To jest fajny przepis na zupę grzybową:
450 g grzybów (borowiki, kurki) lub 45 g suszonych borowików
1 cebula
2 łyżki oleju roślinnego
1 łyżka masła
2 marchewki
5 ziemniaków
2 litry bulionu np. drobiowego
2 łyżki posiekanego koperku
200 ml śmietany 18% do zup i sosów
sól i pieprz
Przygotowanie
Grzyby oczyścić i opłukać. Pokroić na mniejsze kawałki. Suszone grzyby dzień wcześniej zalać gorącą wodą i odstawić do namoczenia.
W garnku na oleju poddusić pokrojoną w kosteczkę cebulę, co chwilę zamiaszać.
Dodać obraną i pokrojoną w kosteczkę marchewkę, wymieszać i smażyć przez ok. 3 - 4 minuty.
Dodać masło oraz obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Podsmażać przez ok. 2 - 3 minuty co chwilę mieszając.
Wlać gorący bulion i zagotować. Po 10 minutach gotowania dodać pokrojone grzyby i zagotować.
Gotować przez ok. 10 minut do miękkości warzyw. Doprawić solą i pieprzem.
Na koniec dodać posiekany koperek, zmniejszyć ogień do minimum i dodać zaprawioną śmietanę. Delikatnie podgrzać, następnie odstawić z ognia.Pokrzywy to już we własnym zakresie.
Fajny ten przepis,ale gdzie ja w lesie wytrzasne smietany albo pieprzu czy bulionu ?
To musze pomyslec o takich skladnikach,ktore sa w lesie. Przeciez to bedzie zbyt ryzykowne lazic do miasta do sklepow ,gdzie beda obce wojska. A zreszta sklepow juz dawno nie będzie
Tak sobie myślę, ze gdybym była bezdomna i znala wszystkie jadalne rosliny i miala swoje miejsce do spania to bym na 100% przetrwala i to bez pieniedzy.
Julcia u ciebie raczej wojny nie będzie
Lista jak przetrwać wojne w lesie.
Rosliny jadalne
1. Pokrzywa- najpierw trzeba sparzyc liście przed jedzeniem. Mozna z niej zrobic: herbate,zupe,salatki, moze tez byc skladnikiem plackow pieczonych na ogniu
2. Czosnek niedzwiedzi-do zup,salatek, sosów. Ma czosnkowy zapach, więc łatwo go rozpoznac, często rośnie w lasach
3. Mniszek lekarski na syrop, napar, do salatek itd
4. Jagody na deser ,jako dodatek do czegoś, można dżem zrobić utrzeć w czymś jagody zrobić na papke, zrobić placki z żołędzi czy czego innego na ogniu i smarowac dzemem z jagod. Zdrowy bez cukru 100% naturalny
5. Koniczyna jadłam już to ma slodkie ma liście do można do salatek, sosow, do zup itd
6. Szczaw do zupy
7. Jabłka czasem blisko lasu na dziko rosna to już wogole można przeżyć na jabłkach, żołędziach i grzybach w lesie.... można na tym przeżyć nie trzeba człowiekowi pieniedzy
Tzn rozumiem,ze cos do jedzenia i rozne potrzebne rzeczy to trzeba miec. Ja tez uzupelnilam jedna szafke. Ale bez przesady, niektorzy to maja po 100 puszek wszystkiego. Czy ludzie naprawdę myślą,ze jak bedzie wojna to oni beda sobie siedziec w cieplym domku i jeść jedzenie z puszek, siedzac wygodnie w fotelu i oglądać wiadomości? Przecież wojna=bombardowanie, wiec zawsze kszdego dnia bedzie wysokie ryzyko, ze nasz dom lub mieszkanie, czesto wraz z calym ogrodem zostana zbombardowane, a jedzenie przez zanieczyszczenie nie bedzie nadawac sie do jedzenia z pola czy ogrodu. I co wtedy tacy ludzie zrobia? Beda dzwigac jak wielblady te wszystkie stosy zapasow ktore teraz chomikuja.? Ja wiem na 100%,ze jezeli wojna zawita do mojej miejscowosci to ja juz mam upatrzona dawno miejscowke w lesie, blisko zrodelka czystego, dobrze ukryta to ja tam bede przebywac razem z corka. Napewno nie zostane z nia w domu i nie bede czekac az nam.sie dom na glowe zawali. Czy ludzie nie zdaja sobie sprawy, ze wojna to moze i w 99% bedzie sie rownac przemieszczanie z jednego miejsca do drugiego? Czasem nawet koniecznosc życia w naturze,zeby przetrwać, bo w centrum miasta to tam najwiecej ludnosci wyginie? A nie ludzie robia zapasy, lodowka pelna,spizarnia pełną i mysla,ze caly okres wojny przetrwaja w domu . Ja sie zaczęłam uczyc roslin jadalnych i trujacych w lesie to tak przynajmniej bede mogla cos na obiad ugotowac np jakas zupa grzybowa z pokrzywa, miszkiem itd
Pokrzywa i mniszek w zimie? Ech, te oceany fantazji.
Julia life in UK napisał/a:Tzn rozumiem,ze cos do jedzenia i rozne potrzebne rzeczy to trzeba miec. Ja tez uzupelnilam jedna szafke. Ale bez przesady, niektorzy to maja po 100 puszek wszystkiego. Czy ludzie naprawdę myślą,ze jak bedzie wojna to oni beda sobie siedziec w cieplym domku i jeść jedzenie z puszek, siedzac wygodnie w fotelu i oglądać wiadomości? Przecież wojna=bombardowanie, wiec zawsze kszdego dnia bedzie wysokie ryzyko, ze nasz dom lub mieszkanie, czesto wraz z calym ogrodem zostana zbombardowane, a jedzenie przez zanieczyszczenie nie bedzie nadawac sie do jedzenia z pola czy ogrodu. I co wtedy tacy ludzie zrobia? Beda dzwigac jak wielblady te wszystkie stosy zapasow ktore teraz chomikuja.? Ja wiem na 100%,ze jezeli wojna zawita do mojej miejscowosci to ja juz mam upatrzona dawno miejscowke w lesie, blisko zrodelka czystego, dobrze ukryta to ja tam bede przebywac razem z corka. Napewno nie zostane z nia w domu i nie bede czekac az nam.sie dom na glowe zawali. Czy ludzie nie zdaja sobie sprawy, ze wojna to moze i w 99% bedzie sie rownac przemieszczanie z jednego miejsca do drugiego? Czasem nawet koniecznosc życia w naturze,zeby przetrwać, bo w centrum miasta to tam najwiecej ludnosci wyginie? A nie ludzie robia zapasy, lodowka pelna,spizarnia pełną i mysla,ze caly okres wojny przetrwaja w domu . Ja sie zaczęłam uczyc roslin jadalnych i trujacych w lesie to tak przynajmniej bede mogla cos na obiad ugotowac np jakas zupa grzybowa z pokrzywa, miszkiem itd
Pokrzywa i mniszek w zimie? Ech, te oceany fantazji.
Ale ja nie napisałam na jaką porę roku. Zimą można jeść inne rosliny, nie wszystko wtedy gubi liście, są rosliny jadalne rosnące tez zimą
9 2025-09-20 08:54:27 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-09-20 08:57:05)
Czy jest jakiś przymus obarczony karą za niesubordynację gdy ktoś tych zapasów nie robi? Nie ma. Chcesz to robisz, nie chcesz nie robisz i możesz jeść patyki czy co tam lubisz. Po co więc ten temat jeśli nawet nie podejmujesz żadnej dyskusji tylko jak zwykle przekonujesz, że tylko ty masz rację.
Do tego te zapasy to nie tylko na wypadek wojny, ale przede wszystkim na wypadek klęsk żywiołowych, czy po prostu przerwy w dostawie prądu spowodowanej np. jakimś zamachem. Bez prądu prawie natychmiast nie będzie wody, nie będą funkcjonowały bankomaty, sklepy, itp, itd. Hiszpanie już mieli coś takiego, gdy ogromna część kraju była pozbawiona prądu przez kilkanaście godzin. Dlatego tak ważne jest, aby mieć zapasy potrzebnych leków, mleka dla dzieci i wody do picia. Ciekawe jak matka nakarmi niemowlaka zupą z pokrzyw gdy na dworze będzie śnieg? Albo skąd diabetyk weźmie insulinę, gdy nie będzie miał odpowiedniego zapasu.
Ty myślisz czasami Julka, zanim tworzysz te swoje tematy od czapy?
Ale ja nie napisałam na jaką porę roku. Zimą można jeść inne rosliny, nie wszystko wtedy gubi liście, są rosliny jadalne rosnące tez zimą
Teraz to zabrnęłaś. Nie napisałaś też o jakiej części świata mowa, może masz na myśli Afrykę albo Azję?
Czy jest jakiś przymus obarczony karą za niesubordynację gdy ktoś tych zapasów nie robi? Nie ma. Chcesz to robisz, nie chcesz nie robisz i możesz jeść patyki czy co tam lubisz. Po co więc ten temat jeśli nawet nie podejmujesz żadnej dyskusji tylko jak zwykle przekonujesz, że tylko ty masz rację.
Do tego te zapasy to nie tylko na wypadek wojny, ale przede wszystkim na wypadek klęsk żywiołowych, czy po prostu przerwy w dostawie prądu spowodowanej np. jakimś zamachem. Bez prądu prawie natychmiast nie będzie wody, nie będą funkcjonowały bankomaty, sklepy, itp, itd. Hiszpanie już mieli coś takiego, gdy ogromna część kraju była pozbawiona prądu przez kilkanaście godzin. Dlatego tak ważne jest, aby mieć zapasy potrzebnych leków, mleka dla dzieci i wody do picia. Ciekawe jak matka nakarmi niemowlaka zupą z pokrzyw gdy na dworze będzie śnieg? Albo skąd diabetyk weźmie insulinę, gdy nie będzie miał odpowiedniego zapasu.
Ty myślisz czasami Julka, zanim tworzysz te swoje tematy od czapy?
A czy Julka kiedykolwiek potrafiła logicznie myśleć? Nie, ale zawsze znajdzie się ktoś kto dyskutuje z jej tematami od czapy…bez sensu.
Ale ja nie napisałam na jaką porę roku. Zimą można jeść inne rosliny, nie wszystko wtedy gubi liście, są rosliny jadalne rosnące tez zimą
Nagotuj zupy z Tui. Jest bardzo odżywcza. A całą zime jest zielona
Salomonka napisał/a:Czy jest jakiś przymus obarczony karą za niesubordynację gdy ktoś tych zapasów nie robi? Nie ma. Chcesz to robisz, nie chcesz nie robisz i możesz jeść patyki czy co tam lubisz. Po co więc ten temat jeśli nawet nie podejmujesz żadnej dyskusji tylko jak zwykle przekonujesz, że tylko ty masz rację.
Do tego te zapasy to nie tylko na wypadek wojny, ale przede wszystkim na wypadek klęsk żywiołowych, czy po prostu przerwy w dostawie prądu spowodowanej np. jakimś zamachem. Bez prądu prawie natychmiast nie będzie wody, nie będą funkcjonowały bankomaty, sklepy, itp, itd. Hiszpanie już mieli coś takiego, gdy ogromna część kraju była pozbawiona prądu przez kilkanaście godzin. Dlatego tak ważne jest, aby mieć zapasy potrzebnych leków, mleka dla dzieci i wody do picia. Ciekawe jak matka nakarmi niemowlaka zupą z pokrzyw gdy na dworze będzie śnieg? Albo skąd diabetyk weźmie insulinę, gdy nie będzie miał odpowiedniego zapasu.
Ty myślisz czasami Julka, zanim tworzysz te swoje tematy od czapy?
A czy Julka kiedykolwiek potrafiła logicznie myśleć? Nie, ale zawsze znajdzie się ktoś kto dyskutuje z jej tematami od czapy…bez sensu.
To mitomanka najwyższej próby. 20 lat wmawia wszystkim że mieszka w mieście i jak wychodzi z domu raz na rok to widzi flagi
Z mniszkiem zupa.,nie mylac że z mnichem
15 2025-09-20 11:45:27 Ostatnio edytowany przez GloriaSoul (2025-09-20 11:45:56)
W lesie to można jeszcze upolować dzika metodą jaką kiedyś polowali na mamuty czyli wykopać głęboki dół, na jego dnie wbić zaostrzone pale z drewna zaostrzonym do góry. I jak tak dzik tam wpadnie to się na pale nadzieje.
Można złapać jakąś samicę np. sarnę i mleko od niej doić.
A gdyby tak spotkać i oswoić samicę żubra to już w ogóle by było super dużo mleka.
Można postawić na noc i rano będzie śmietana nawet.
Ser można zrobić.
Na wszystkie zwierzęta można polować i na ptaki.
Rosół z bażanta, z kuropatwy.
Jajeczka ptaszkom wybierać i jest jajecznica na śniadanie. Z ziołami oczywiście musi być.
Julcia ma rację.
Wojnę w lesie można przeżyć i mieć żarcie niczym w 5 gwiazdkowej restauracji.
Ślimaki, żabie udka.
Tylko trzeba być kreatywnym.
Dzisiaj wielu szukałoby rozwiązań w internecie pod warunkiem, że byłby zasięg. A co w przypadku całkowitego jego braku? ![]()
W lesie to można jeszcze upolować dzika metodą jaką kiedyś polowali na mamuty czyli wykopać głęboki dół, na jego dnie wbić zaostrzone pale z drewna zaostrzonym do góry. I jak tak dzik tam wpadnie to się na pale nadzieje.
Można złapać jakąś samicę np. sarnę i mleko od niej doić.
A gdyby tak spotkać i oswoić samicę żubra to już w ogóle by było super dużo mleka.
Można postawić na noc i rano będzie śmietana nawet.
Ser można zrobić.
Na wszystkie zwierzęta można polować i na ptaki.
Rosół z bażanta, z kuropatwy.
Jajeczka ptaszkom wybierać i jest jajecznica na śniadanie. Z ziołami oczywiście musi być.
Julcia ma rację.
Wojnę w lesie można przeżyć i mieć żarcie niczym w 5 gwiazdkowej restauracji.
Ślimaki, żabie udka.
Tylko trzeba być kreatywnym.
LOL. Pośmiałem się.
Poczytajcie na ile te leśne zasoby wystarczyły w czasie 2 wojny światowej. Gdyby alianci nie robili regularnych zrzutów żywności, leków itp. to spora część kontynentalnej Europy by zwyczajnie nie przeżyła.
Po drugiej wojnie światowej w naszych lasach nie było praktycznie żadnych zwierząt. Wybito wszystkie żubry, a łosie czy bobry można było policzyć na palcach. Takie rzeczy jak jajka czy mleko w naturze nie są dostępne cały rok. To, że mamy je obecnie non stop w sklepach to jedynie zasługa rozwoju rolnictwa, produkcji żywności i przechowalnictwa. Jak zabraknie prądu lub główne centra dystrybucyjne zostaną zniszczone to w kilka miesięcy cofniemy się do średniowiecza.
Ludzie w czasie 2 wojny w PL mocno zainwestowali w kozy, które nie były opodatkowane przez okupanta i mogły jeść byle co w przeciwieństwie do innych zwierząt hodowlanych. Ponadto duże miasta otoczone były polami, a sama gęstość zabudowy była mniejsza więc trzymanie kozy na balkonie czy w piwnicy było wykonalne i wielu ludzi tak robiło. Dziś to by było nie do odtworzenia ze względu na zbyt małą ilość zieleni miejskiej. Duża część zabudowy też nie polegała na infrastrukturze miejskiej lub była ona jedynie dodatkiem. Wychodki były na podwórkach, nie brakowało studni, a domy nierzadko były ogrzewane przez kuchenne piece na węgiel i drewno. Kanalizację, prąd czy wodę miejską miało przed wojną ok 70% zabudowy, ale i tak nie była ona dostępna 24/7 jak obecnie.
Robienie zapasów to jak bajka o mrówce i koniku polnym. Kto nie ma zapasów - ginie. W formie rozszerzonej - jak cały naród ma zapasy na 2-4 tygodnie to oznacza to, że jest czas na zorganizowanie ewakuacji (sobie samemu lub przez służby), punktów pomocy medycznej itp, a w razie potrzeby jest co plądrować.
GloriaSoul napisał/a:W lesie to można jeszcze upolować dzika metodą jaką kiedyś polowali na mamuty czyli wykopać głęboki dół, na jego dnie wbić zaostrzone pale z drewna zaostrzonym do góry. I jak tak dzik tam wpadnie to się na pale nadzieje.
Można złapać jakąś samicę np. sarnę i mleko od niej doić.
A gdyby tak spotkać i oswoić samicę żubra to już w ogóle by było super dużo mleka.
Można postawić na noc i rano będzie śmietana nawet.
Ser można zrobić.
Na wszystkie zwierzęta można polować i na ptaki.
Rosół z bażanta, z kuropatwy.
Jajeczka ptaszkom wybierać i jest jajecznica na śniadanie. Z ziołami oczywiście musi być.
Julcia ma rację.
Wojnę w lesie można przeżyć i mieć żarcie niczym w 5 gwiazdkowej restauracji.
Ślimaki, żabie udka.
Tylko trzeba być kreatywnym.LOL. Pośmiałem się.
Poczytajcie na ile te leśne zasoby wystarczyły w czasie 2 wojny światowej. Gdyby alianci nie robili regularnych zrzutów żywności, leków itp. to spora część kontynentalnej Europy by zwyczajnie nie przeżyła.
Po drugiej wojnie światowej w naszych lasach nie było praktycznie żadnych zwierząt. Wybito wszystkie żubry, a łosie czy bobry można było policzyć na palcach. Takie rzeczy jak jajka czy mleko w naturze nie są dostępne cały rok. To, że mamy je obecnie non stop w sklepach to jedynie zasługa rozwoju rolnictwa, produkcji żywności i przechowalnictwa. Jak zabraknie prądu lub główne centra dystrybucyjne zostaną zniszczone to w kilka miesięcy cofniemy się do średniowiecza.
Ludzie w czasie 2 wojny w PL mocno zainwestowali w kozy, które nie były opodatkowane przez okupanta i mogły jeść byle co w przeciwieństwie do innych zwierząt hodowlanych. Ponadto duże miasta otoczone były polami, a sama gęstość zabudowy była mniejsza więc trzymanie kozy na balkonie czy w piwnicy było wykonalne i wielu ludzi tak robiło. Dziś to by było nie do odtworzenia ze względu na zbyt małą ilość zieleni miejskiej. Duża część zabudowy też nie polegała na infrastrukturze miejskiej lub była ona jedynie dodatkiem. Wychodki były na podwórkach, nie brakowało studni, a domy nierzadko były ogrzewane przez kuchenne piece na węgiel i drewno. Kanalizację, prąd czy wodę miejską miało przed wojną ok 70% zabudowy, ale i tak nie była ona dostępna 24/7 jak obecnie.
Robienie zapasów to jak bajka o mrówce i koniku polnym. Kto nie ma zapasów - ginie. W formie rozszerzonej - jak cały naród ma zapasy na 2-4 tygodnie to oznacza to, że jest czas na zorganizowanie ewakuacji (sobie samemu lub przez służby), punktów pomocy medycznej itp, a w razie potrzeby jest co plądrować.
To nie do końca jest tak ,chociaż też masz dużo racji. Wyobraź sobie,że masz zapasu a w np w 20 dniu wojny bombarduja Ci dom, cała lodowke i zamrazalke szlag trafia,puszki się rozsypuja itd. Siedzisz sobie w fotelu a obok wszystko spalone. Np.i co byś wtedy zrobil? Gdyby wszystko.leglo pod gruzami wszystkie zapasy? No rzecz logiczna musiał byś się przeniesc. A gdzie? No w kierunku natury było by bezpieczniej niż w kierunku miasta prawda?
19 2025-09-20 13:29:26 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-09-20 13:30:45)
To nie do końca jest tak ,chociaż też masz dużo racji. Wyobraź sobie,że masz zapasu a w np w 20 dniu wojny bombarduja Ci dom, cała lodowke i zamrazalke szlag trafia,puszki się rozsypuja itd. Siedzisz sobie w fotelu a obok wszystko spalone. Np.i co byś wtedy zrobil? Gdyby wszystko.leglo pod gruzami wszystkie zapasy? No rzecz logiczna musiał byś się przeniesc. A gdzie? No w kierunku natury było by bezpieczniej niż w kierunku miasta prawda?
Po pierwsze dlaczego mam być w domu w czasie bombardowania lub ostrzału artyleryjskiego? Pojawia się alarm to zgarniam plecak EDC i spierdalam jak najdalej. Ale żeby to zrobić to najpierw trzeba mieć plecak EDC (CZYLI ZAPASY!)
Nie da się zniszczyć wszystkiego a jeśli skala zniszczeń jest tak duża to i tak umierasz, bo nie da się czegoś takiego przeżyć. Zawsze coś zostanie co można zebrać i wykorzystać do dalszej ucieczki.
Natura to najgorsze miejsce ewakuacji. Zero leków, zero jakiegokolwiek schronienia i pełno głodujących i rannych debili, którzy w akcie desperacji bez problemu cię okradną lub zabiją. Takie leśne zgrupowania ludzi są traktowane najczęściej jako bandytka lub partyzantka. Łatwo widoczne dla służb wszelakich (nokto/termo/multispektralne głowie optoelektroniczne) i szybko eliminowane, bo zwykli ludzie - cywile - nie uciekają do lasu tylko do punków ewakuacyjnych i medycznych lub innych miast. A przy dzisiejszych możliwościach transportu - do innego kraju nieobjętego wojną. Tak jak to zrobili Ukraińcy przyjeżdżając do PL.
Zapasy zawsze można porzucić jak zajdzie taka potrzeba. Bez nich nie przeżyjesz nawet kilku dni braku dostaw podstawowych środków. Załóżmy, że wodociągi dostały, nie masz wody. Cysterna i pomoc humanitarna będzie, ale nie wiadomo czy dziś, czy jutro czy dopiero za tydzień. Bez zapasów nie przeżyjesz 3 dni. Tydzień to maks, jak wykorzystasz wodę z kibla. I to też przy założeniu, że jesteś zdrowa i cała. Chora lub ranna umrzesz szybciej. A wystarczy zwykłe skręcenie kostki, wybity bark, oparzenie o większej powierzchni, jakakolwiek rana otwarta.
Robienie zapasów nie ogranicza się do robienia weków. To też zapas ubrań, bielizny, medykamentów, środków czystości, wyposażenia (wspomniany plecak EDC, hełm lub kask, kamizelka kuloodporna, lina, filtry i tabletki do uzdatniania wody) czy narzędzi (np łom i inne narzędzia ręczne, które mogą pomóc w ewakuacji z uszkodzonego budynku lub pomogą zgrabić czyjąś opuszczoną piwnicę).
Julia life in UK napisał/a:To nie do końca jest tak ,chociaż też masz dużo racji. Wyobraź sobie,że masz zapasu a w np w 20 dniu wojny bombarduja Ci dom, cała lodowke i zamrazalke szlag trafia,puszki się rozsypuja itd. Siedzisz sobie w fotelu a obok wszystko spalone. Np.i co byś wtedy zrobil? Gdyby wszystko.leglo pod gruzami wszystkie zapasy? No rzecz logiczna musiał byś się przeniesc. A gdzie? No w kierunku natury było by bezpieczniej niż w kierunku miasta prawda?
Po pierwsze dlaczego mam być w domu w czasie bombardowania lub ostrzału artyleryjskiego? Pojawia się alarm to zgarniam plecak EDC i spierdalam jak najdalej. Ale żeby to zrobić to najpierw trzeba mieć plecak EDC (CZYLI ZAPASY!)
Nie da się zniszczyć wszystkiego a jeśli skala zniszczeń jest tak duża to i tak umierasz, bo nie da się czegoś takiego przeżyć. Zawsze coś zostanie co można zebrać i wykorzystać do dalszej ucieczki.
Natura to najgorsze miejsce ewakuacji. Zero leków, zero jakiegokolwiek schronienia i pełno głodujących i rannych debili, którzy w akcie desperacji bez problemu cię okradną lub zabiją. Takie leśne zgrupowania ludzi są traktowane najczęściej jako bandytka lub partyzantka. Łatwo widoczne dla służb wszelakich (nokto/termo/multispektralne głowie optoelektroniczne) i szybko eliminowane, bo zwykli ludzie - cywile - nie uciekają do lasu tylko do punków ewakuacyjnych i medycznych lub innych miast. A przy dzisiejszych możliwościach transportu - do innego kraju nieobjętego wojną. Tak jak to zrobili Ukraińcy przyjeżdżając do PL.
Zapasy zawsze można porzucić jak zajdzie taka potrzeba. Bez nich nie przeżyjesz nawet kilku dni braku dostaw podstawowych środków. Załóżmy, że wodociągi dostały, nie masz wody. Cysterna i pomoc humanitarna będzie, ale nie wiadomo czy dziś, czy jutro czy dopiero za tydzień. Bez zapasów nie przeżyjesz 3 dni. Tydzień to maks, jak wykorzystasz wodę z kibla. I to też przy założeniu, że jesteś zdrowa i cała. Chora lub ranna umrzesz szybciej. A wystarczy zwykłe skręcenie kostki, wybity bark, oparzenie o większej powierzchni, jakakolwiek rana otwarta.
Robienie zapasów nie ogranicza się do robienia weków. To też zapas ubrań, bielizny, medykamentów, środków czystości, wyposażenia (wspomniany plecak EDC, hełm lub kask, kamizelka kuloodporna, lina, filtry i tabletki do uzdatniania wody) czy narzędzi (np łom i inne narzędzia ręczne, które mogą pomóc w ewakuacji z uszkodzonego budynku lub pomogą zgrabić czyjąś opuszczoną piwnicę).
Z tym plecakiem to jest dobry pomysł. Właśnie to wszystko mam na liście oprócz kamizelki kuloodpornnej, ale to można ją kupić online czy trzeba do wojska jechać i tam kupić?
Tak sobie myślę o tej kamizelce kuloodpornej ciekawe czemu nikt jeszcze nie wymyslil czapki kuloodpornej. No wiadomo, że są chelmy, ale to wojsko tylko ma i też nie zawsze działają. A w głowie jest mózg to co z tego, że ktoś będzie mieć kamizelkę jak kulka w łeb trafi i koniec. Ja napiszę do wojska.albo do naukowcow ,żeby wynalezli czapki kuloodporne na głowę i szaliki też na szyję.
Tak sobie myślę o tej kamizelce kuloodpornej ciekawe czemu nikt jeszcze nie wymyslil czapki kuloodpornej. No wiadomo, że są chelmy, ale to wojsko tylko ma i też nie zawsze działają. A w głowie jest mózg to co z tego, że ktoś będzie mieć kamizelkę jak kulka w łeb trafi i koniec. Ja napiszę do wojska.albo do naukowcow ,żeby wynalezli czapki kuloodporne na głowę i szaliki też na szyję.
Ty, taka kreatywna to sobie poradzisz.
Na pewno przyjdzie Ci do głowy, że możesz owinąć głowę i szyję folią bąbelkową (pamiętając o otworach na nos i usta) i na to nałożyć większy garnek, najlepiej żeliwny.
I już masz hełm kuloodporny. Idealny do zabezpieczenia Twojego mózgu.
Julia life in UK napisał/a:Tak sobie myślę o tej kamizelce kuloodpornej ciekawe czemu nikt jeszcze nie wymyslil czapki kuloodpornej. No wiadomo, że są chelmy, ale to wojsko tylko ma i też nie zawsze działają. A w głowie jest mózg to co z tego, że ktoś będzie mieć kamizelkę jak kulka w łeb trafi i koniec. Ja napiszę do wojska.albo do naukowcow ,żeby wynalezli czapki kuloodporne na głowę i szaliki też na szyję.
Ty, taka kreatywna to sobie poradzisz.
Na pewno przyjdzie Ci do głowy, że możesz owinąć głowę i szyję folią bąbelkową (pamiętając o otworach na nos i usta) i na to nałożyć większy garnek, najlepiej żeliwny.
I już masz hełm kuloodporny. Idealny do zabezpieczenia Twojego mózgu.
ale ja poważnie pisze,żeby takie coś wymyslili
GloriaSoul napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Tak sobie myślę o tej kamizelce kuloodpornej ciekawe czemu nikt jeszcze nie wymyslil czapki kuloodpornej. No wiadomo, że są chelmy, ale to wojsko tylko ma i też nie zawsze działają. A w głowie jest mózg to co z tego, że ktoś będzie mieć kamizelkę jak kulka w łeb trafi i koniec. Ja napiszę do wojska.albo do naukowcow ,żeby wynalezli czapki kuloodporne na głowę i szaliki też na szyję.
Ty, taka kreatywna to sobie poradzisz.
Na pewno przyjdzie Ci do głowy, że możesz owinąć głowę i szyję folią bąbelkową (pamiętając o otworach na nos i usta) i na to nałożyć większy garnek, najlepiej żeliwny.
I już masz hełm kuloodporny. Idealny do zabezpieczenia Twojego mózgu.
ale ja poważnie pisze,żeby takie coś wymyslili
Ale garnek żeliwny nie, takiego ciężaru nie udźwignie mózg ![]()
Ale garnek żeliwny nie, takiego ciężaru nie udźwignie mózg
Jaki mózg? ![]()
Solaris napisał/a:Ale garnek żeliwny nie, takiego ciężaru nie udźwignie mózg
Jaki mózg?
Jak to jaki.mozg? Taki jaki mamy w glowie
![]()
Solaris napisał/a:Ale garnek żeliwny nie, takiego ciężaru nie udźwignie mózg
Jaki mózg?
![]()
29 2026-03-10 12:28:06 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-03-10 12:29:33)
Ludzie Idźcie sobie zrobić zapasow żywności i wiecej paliwa kupcie bo wojna w Iranie i zamkniecia ciesniny Ormuz coraz gorszy kryzys powoduje i wszystko bedzie bardzo drogie za niedługo i będzie dużo rzeczy brakowac to zamiast tu siedziec i pisać głupoty to idzcie zrobić zapasy poki nie jest za późno