Witam, jestem tu nowa..Nie wiem też, czego oczekuję od tego forum, ale może zacznę od początku...Mam 33 lata, 10 lat temu poznałam świetnego faceta. Przez pierwsze lata związku było cudownie, pod każdym względem. Potem zaczęło się psuć. Kolejne rozstania, powroty. Ciągle jednak byliśmy w kontakcie, nawet nie będąc parą. Wiedziałam, że on na mnie czeka. Zawsze wiedziałam też, że to facet, z którym chcę spędzić życie...Tylko, nadal czekałam...nie jestem w stanie wytłumaczyć na co...od połowy stycznia do połowy marca nie mieliśmy żadnego kontaktu. Odezwałam się pierwsza i znowu było tak jak kiedyś. Tylko, że tym razem czułam, że coś jest nie tak. Nie przyznał się sam, musiałam to z niego wyciągnąć. Spotyka się z kimś. Od stycznia. Fatalnie się czuję, tragicznie tęsknię, tak jak tęskniłam za nim każdego dnia przez ostatnie lata. Nie jestem w stanie wybaczyć sobie tego, że byłam taka głupia, że czekałam, że kocham go, a nie mówiłam mu tego... Trochę ta żałosne, ale życie straciło dla mnie kompletnie sens i właściwie nie chce mi się żyć. Napiszecie - sama jesteś sobie winna. Wiem to. Walczę o niego, ale to walka z wiatrakami. On już nie jest mój. A ja, kochając go muszę się usunąć...a to piekielnie boli:((
Podobne tematy
Nie zakładałaś już tu takiego wątku pod innym nickiem? Jeśli nie, to nie było pytania.
No trudno stało się .. za długo zwlekałaś.. i tak napisze to - jeśli wiedziałaś że to ten to po co tyle czekałaś?
Pytanie retoryczne bo sama nie umiesz sobie na to odpowiedzieć..
Teraz musisz się z tym pogodzić.. Nie mógł przecież czekać w nieskończoność, a teraz jest jest szczęśliwy i jedyne co możesz zrobić to nie psuć mu tego szczęścia..
Pozdrawiam
Witam, jestem tu nowa..Nie wiem też, czego oczekuję od tego forum, ale może zacznę od początku...Mam 33 lata, 10 lat temu poznałam świetnego faceta. Przez pierwsze lata związku było cudownie, pod każdym względem. Potem zaczęło się psuć. Kolejne rozstania, powroty. Ciągle jednak byliśmy w kontakcie, nawet nie będąc parą. Wiedziałam, że on na mnie czeka. Zawsze wiedziałam też, że to facet, z którym chcę spędzić życie...Tylko, nadal czekałam...nie jestem w stanie wytłumaczyć na co...od połowy stycznia do połowy marca nie mieliśmy żadnego kontaktu. Odezwałam się pierwsza i znowu było tak jak kiedyś. Tylko, że tym razem czułam, że coś jest nie tak. Nie przyznał się sam, musiałam to z niego wyciągnąć. Spotyka się z kimś. Od stycznia. Fatalnie się czuję, tragicznie tęsknię, tak jak tęskniłam za nim każdego dnia przez ostatnie lata. Nie jestem w stanie wybaczyć sobie tego, że byłam taka głupia, że czekałam, że kocham go, a nie mówiłam mu tego... Trochę ta żałosne, ale życie straciło dla mnie kompletnie sens i właściwie nie chce mi się żyć. Napiszecie - sama jesteś sobie winna. Wiem to. Walczę o niego, ale to walka z wiatrakami. On już nie jest mój. A ja, kochając go muszę się usunąć...a to piekielnie boli:((
1. Szukałaś, cały czas szukałaś i dopiero teraz zdajesz sobie sprawę, że to ten jedyny...
2. 10 lat to strasznie dużo czasu i facet z pewnością doszedł do wniosku, że życie przecieka mu przez palce, może pragnie już rodziny i stabilizacji, których Ty mu po prostu nie dałaś.
3. Niech zgadnę... jesteś tzw. kobietą sukcesu? Na tyle silna, że nie bałaś się, że on Cię odpuści, a tu jednak takie zaskoczenie...
niestety - sama jesteś sobie winna. ale mam tak samo. kocham kogoś, z kim nigdy już nie będę.
Wiem, że jestem sama sobie winna, wiem, że to największy błąd jaki w życiu popełniłam...najgorsze jest to, że cały czas żyję nadzieją, że do mnie wróci...zrobiłam wszystko, co mogłam zrobić teraz ( o wiele za późno:(...) i mimo, że powiedział, że między nami nic już nie będzie, to ciągle wierzę, że będzie inaczej...tęsknota za nim mnie wykańcza..
Wiem, że jestem sama sobie winna, wiem, że to największy błąd jaki w życiu popełniłam...najgorsze jest to, że cały czas żyję nadzieją, że do mnie wróci...zrobiłam wszystko, co mogłam zrobić teraz ( o wiele za późno:(...) i mimo, że powiedział, że między nami nic już nie będzie, to ciągle wierzę, że będzie inaczej...tęsknota za nim mnie wykańcza..
Najgorszym błędem w życiu będzie zamknięcie się i umartwianie. Możesz przegapić ewentualnego kogoś, kto mógłby dać Ci szczęście i uzyskać je od Ciebie... Dla własnego dobra spróbuj zapomnieć...
Nie jestem w stanie zapomnieć, bo nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czekałam...to nie tak, że szukałam kogoś lepszego.Nikogo innego nie chciałam i nie chcę. Od dawna byłam pewna, że jego chcę, że chcę spędzić z nim życie, a mimo tego, nic, kompletnie nic nie robiłam... on cały czas myślał, że nic do niego nie czuję, że jesteśmy tylko znajomymi i tak też traktował nasze kontakty. I tak, 4 miesiące temu pojawiła się ona.
I to prawda, że się zamknęłam i chyba nie chcę zmienić tego stanu..
Nie jestem w stanie zapomnieć, bo nie mogę sobie wybaczyć, że tyle czekałam...to nie tak, że szukałam kogoś lepszego.Nikogo innego nie chciałam i nie chcę. Od dawna byłam pewna, że jego chcę, że chcę spędzić z nim życie, a mimo tego, nic, kompletnie nic nie robiłam... on cały czas myślał, że nic do niego nie czuję, że jesteśmy tylko znajomymi i tak też traktował nasze kontakty. I tak, 4 miesiące temu pojawiła się ona.
I to prawda, że się zamknęłam i chyba nie chcę zmienić tego stanu..
A jeśli to coś poważnego? Jeśli pisana jest im wspólna przyszłość/rodzina/reszta inwentarza, z góry zakładasz, że Ty już z nikim się nie zwiążesz? Jak dla mnie to trochę na wyrost... Może gdyby obiekt westchnień zniknął z zasięgu wzroku łatwiej byłoby się pogodzić z rzeczywistością... zresztą zawsze możesz czekać, a czy się doczekasz to już inna kwestia...
Moja droga najwyrazniej nie byl tym jedynym, skoro juz sie pocieszyl po 10 letnim zwiazku. Z jakiegos powodu przeciez odeszlas, prawda? Przeciez zrywaliscie i wracaliscie do siebie i wcale nie bylo tak super. To,ze ktos jest- nawet jezeli nie jest obok ciebie daje ci poczucie bezpieczenstwa, teraz ono zniknelo, bo on ma juz inna. Wiem, ze to musi cholernie bolec ale pomysl masz szanse spotkac kogos innego i stworzyc zupelnie inny zwiazek, ktory byc moze bedzie jeszcze lepszy. Sama kilka lat temu zerwalam ponad osmioletni zwiazek, poznalam sie z moim bylym bedac w twoim wieku, razem ''dorastalismy'' przez nasze lata dwudzieste, czasami bylo dobrze, czasami zle ale wyszlo na to, ze to nie bylo to. Potem on bardzo szybko sie pocieszyl, mysle ze to taki facet ktory nie potrafi byc sam, po prostu znalazl sobie plaster po dwoch miesiacach od naszego zerwania. Idz do przodu w swoja strone, najwyraznie to jeszcze nei bylo to. Pozdrawiam.
Nikogo innego nie chciałam i nie chcę. Od dawna byłam pewna, że jego chcę, że chcę spędzić z nim życie, a mimo tego, nic, kompletnie nic nie robiłam... on cały czas myślał, że nic do niego nie czuję, że jesteśmy tylko znajomymi i tak też traktował nasze kontakty.
Tzn. że udawałaś przed nim, że go tylko lubisz? Czy o co tu chodzi?
Raz piszesz o tym jak o związku, a za chwilę jak o platonicznym uczuciu, które trwało lata..
Jak to jest?
I na czym ta relacja polegała właściwie?
Tzn. że udawałaś przed nim, że go tylko lubisz? Czy o co tu chodzi?
Raz piszesz o tym jak o związku, a za chwilę jak o platonicznym uczuciu, które trwało lata..
Jak to jest?
I na czym ta relacja polegała właściwie?
Nie byliśmy w związku, rozstaliśmy się ponad rok temu. Tak jak wspomniałam, byliśmy w ciągłym kontakcie, wspólne wakacje itd... Nigdy nie mówiłam mu, co do niego czuje...czekałam, nie wiem na co...jak głupia myślałam, że zjawię się u niego i powiem - "Jestem". Moja wina i największa głupota, jaką w życiu zrobiłam...Fakt, były sfery życia, które nam się nie układały, ale też wiem, że mogłam się bardziej starać...mogłam, bo teraz już nic nie mogę...jedyne co, to wyciągnąć wnioski na przyszłość....
Najgorsze są weekendy. Wtedy myślę non stop. Bronię się przed tym, walczę z tym...Wiem, że nie cofnę czasu. Potwornie tęsknię i czekam...bo ponoć czas leczy rany...
Jak nakręcasz myśli o nim (te pozytywne) to czas niczego nie zmieni.
Jak nakręcasz myśli o nim (te pozytywne) to czas niczego nie zmieni.
Zmieni, bo chcę normalnie żyć. Być taką, jak kiedyś. Pełną życia. Racja, że przywołuję w większości tylko te dobre chwile, ale też powoli, gdzieś na horyzoncie pojawiają się powody naszych ciągłych rozstań. A nie mogliśmy ich w żaden sposób zmienić...
Rozumiem co czujesz. Ja byłam z kimś 7 lat nie licząc wielu rozstań. Odeszłam rok temu. Było mi ciężko, z nikim nie chciałam się spotykać. Spróbowałam z być z kimś w tym roku, ale nie wyszło, bo wciąż kocham tamtego. Niedawno zmarł jego tato i byłam na pogrzebie. Kiedy mnie przytulał czułam, że jeszcze mnie kocha. Mamy rzadki kontakt, przez chwilę chciałam się z nim umówić by porozmawiać. Mimo, że jest sam, to wątpię by dało się naprawić to co było między nami źle. Jednocześnie podświadomie na niego czekam, czuję, że jest mi pisany...nie umiałam się zaangażować w inny związek. Teraz jestem sama, tkwię "w zawieszeniu" i tracę szanse na poznanie kogoś wartościowego. Nie wiem jak się ułoży i jak się "odblokować".
Jesteś zwyczajnie od niego UZALEŻNIONA. Przecież przez 10 ostatnich lat był tylko on. No i zawsze był nawet jak zrywaliście, to ostatecznie i tak był, niezależnie ile rozstanie trwało. Przyzwyczaiłaś się do chorego związku,takiego, w którym byliście razem gdy było dobrze, a jak źle,to rozstanie i po czasie,jak już samotność wdała się we znaki to wracaliście do siebie zapominając o złych chwilach. A tu nagle zonk. To nie jest żadna miłość. To uzależnienie od konkretnej osoby spotęgowane zazdrością o inną. Ni opowiadaj bzdur, że to jedyny, że tylko on - tam mówisz o osobie, z którą tyle razy zrywałaś? Z tym "onym jedynym" nie zrywa się do końca życia.
stella81 napisał/a:Witam, jestem tu nowa..Nie wiem też, czego oczekuję od tego forum, ale może zacznę od początku...Mam 33 lata, 10 lat temu poznałam świetnego faceta. Przez pierwsze lata związku było cudownie, pod każdym względem. Potem zaczęło się psuć. Kolejne rozstania, powroty. Ciągle jednak byliśmy w kontakcie, nawet nie będąc parą. Wiedziałam, że on na mnie czeka. Zawsze wiedziałam też, że to facet, z którym chcę spędzić życie...Tylko, nadal czekałam...nie jestem w stanie wytłumaczyć na co...od połowy stycznia do połowy marca nie mieliśmy żadnego kontaktu. Odezwałam się pierwsza i znowu było tak jak kiedyś. Tylko, że tym razem czułam, że coś jest nie tak. Nie przyznał się sam, musiałam to z niego wyciągnąć. Spotyka się z kimś. Od stycznia. Fatalnie się czuję, tragicznie tęsknię, tak jak tęskniłam za nim każdego dnia przez ostatnie lata. Nie jestem w stanie wybaczyć sobie tego, że byłam taka głupia, że czekałam, że kocham go, a nie mówiłam mu tego... Trochę ta żałosne, ale życie straciło dla mnie kompletnie sens i właściwie nie chce mi się żyć. Napiszecie - sama jesteś sobie winna. Wiem to. Walczę o niego, ale to walka z wiatrakami. On już nie jest mój. A ja, kochając go muszę się usunąć...a to piekielnie boli:((
1. Szukałaś, cały czas szukałaś i dopiero teraz zdajesz sobie sprawę, że to ten jedyny...
2. 10 lat to strasznie dużo czasu i facet z pewnością doszedł do wniosku, że życie przecieka mu przez palce, może pragnie już rodziny i stabilizacji, których Ty mu po prostu nie dałaś.
3. Niech zgadnę... jesteś tzw. kobietą sukcesu? Na tyle silna, że nie bałaś się, że on Cię odpuści, a tu jednak takie zaskoczenie...
Jestem ciekaw odpowiedzi na pt. 3
Okey po przeczytaniu wszystkiego.
Facet podjął mądrą decyzję, bo to i tak trwało za długo na czekanie, na "księżniczkę". Kurde 10 lat? On naprawdę Ciebie kochał, a Ty mu dałaś tylko nadzieję i nic poza tym. W końcu w kimś innym zauroczył się i koniec bajki dla Ciebie.
Jeżeli się mylę, podaj nam chociaż jedną przyczynę waszych zrywań związku.
19 2014-06-08 00:24:13 Ostatnio edytowany przez Tulipani (2014-06-08 00:24:50)
Jesteś zwyczajnie od niego UZALEŻNIONA. Przecież przez 10 ostatnich lat był tylko on. No i zawsze był nawet jak zrywaliście, to ostatecznie i tak był, niezależnie ile rozstanie trwało. Przyzwyczaiłaś się do chorego związku,takiego, w którym byliście razem gdy było dobrze, a jak źle,to rozstanie i po czasie,jak już samotność wdała się we znaki to wracaliście do siebie zapominając o złych chwilach. A tu nagle zonk. To nie jest żadna miłość. To uzależnienie od konkretnej osoby spotęgowane zazdrością o inną. Ni opowiadaj bzdur, że to jedyny, że tylko on - tam mówisz o osobie, z którą tyle razy zrywałaś? Z tym "onym jedynym" nie zrywa się do końca życia.
Zgadzam się z tą opinią w zupełności.
I jeszcze jedno. I co z tego, że masz 33 lata? To jakiś bardzo zaawansowany wiek? Początek końca?
Jesteś młodą kobietą, masz mnóstwo czasu by znaleźć kogoś kto nie będzie czekać 10 lat by dojść wreszcie do tego co do Ciebie czuje.
Nie wiem skąd się bierze taka mania, mówienia, że po 30 roku życia trzeba się już koniecznie ustabilizowac, bo starość czycha już za rogiem..co za glupota!
Masz teraz CZAS dla siebie, na swoje życie, dobrą zabawę, koleżanki, a nie na to by wypłakiwać oczy za kimś kto znalazł sobie inną w tak krótkim czasie!
Skoro z nim zrywałaś tyle razy znaczy to tylko tyle, że to nie był od początku do konca dobry związek i nie byliście do konca szczęśliwi ze sobą.
Okey po przeczytaniu wszystkiego.
Facet podjął mądrą decyzję, bo to i tak trwało za długo na czekanie, na "księżniczkę". Kurde 10 lat? On naprawdę Ciebie kochał, a Ty mu dałaś tylko nadzieję i nic poza tym. W końcu w kimś innym zauroczył się i koniec bajki dla Ciebie.
Jeżeli się mylę, podaj nam chociaż jedną przyczynę waszych zrywań związku.
Ani ze mnie kobieta silna, ani tym bardziej sukcesu... Może to dla niektórych głupie powody ciągłych rozstań, ale w tym związku wielokrotnie nie mogłam liczyć na jego wsparcie. Nie chodzi mi o jakieś bzdury, ale np. ciężką chorobę kogoś z mojej rodziny, stratę pracy, kiedy na niego liczyłam i potrzebowałam, a byłam ze wszystkim sama. Nie umiał się odnaleźć, nie czułam, że jest ze mną. Wracając do niego, ciągle wierzyłam, że coś się zmieni. W końcu "wmówiłam" sobie - ok jest dobrze, więc skoro tak, to jakoś sobie poradzę z brakiem wsparcia, bo przecież w końcu musi być dobrze...wyszło tak, jak piszesz- koniec bajki.
antykobieta napisał/a:Jesteś zwyczajnie od niego UZALEŻNIONA. Przecież przez 10 ostatnich lat był tylko on. No i zawsze był nawet jak zrywaliście, to ostatecznie i tak był, niezależnie ile rozstanie trwało. Przyzwyczaiłaś się do chorego związku,takiego, w którym byliście razem gdy było dobrze, a jak źle,to rozstanie i po czasie,jak już samotność wdała się we znaki to wracaliście do siebie zapominając o złych chwilach. A tu nagle zonk. To nie jest żadna miłość. To uzależnienie od konkretnej osoby spotęgowane zazdrością o inną. Ni opowiadaj bzdur, że to jedyny, że tylko on - tam mówisz o osobie, z którą tyle razy zrywałaś? Z tym "onym jedynym" nie zrywa się do końca życia.
Zgadzam się z tą opinią w zupełności.
I jeszcze jedno. I co z tego, że masz 33 lata? To jakiś bardzo zaawansowany wiek? Początek końca?
Jesteś młodą kobietą, masz mnóstwo czasu by znaleźć kogoś kto nie będzie czekać 10 lat by dojść wreszcie do tego co do Ciebie czuje.Nie wiem skąd się bierze taka mania, mówienia, że po 30 roku życia trzeba się już koniecznie ustabilizowac, bo starość czycha już za rogiem..co za glupota!
Masz teraz CZAS dla siebie, na swoje życie, dobrą zabawę, koleżanki, a nie na to by wypłakiwać oczy za kimś kto znalazł sobie inną w tak krótkim czasie!Skoro z nim zrywałaś tyle razy znaczy to tylko tyle, że to nie był od początku do konca dobry związek i nie byliście do konca szczęśliwi ze sobą.
Nie chodzi o to, że mam 33 lata i życie się dla mnie kończy. Po prostu, tak jak pisze LaRissa86 nie wyobrażam sobie zaczynać wszystko od nowa, poznawać, spotykać, itd...to dla mnie jakieś odrealnione sytuacje.