Śmierć mamy- jak sobie radzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

1

Temat: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

W październiku poprzedniego roku skończyła się moja normalność... Z godziny na godziny tak naprawdę traciłam mamę. Miała SM po 13 latach choroby dostałą ataku padaczki po którym wszystko się zaczęło walić. Jeden atak załatwił wszystko. Przez dwa miesiące była walka z chorobą i jej konsekwencjami, przepychanka między szpitalem a ZOLem. Po tym wszystkim doszłam do wniosku że państwowej służbie zdrowa zależy na tym by pacjent jak najszybciej umarł. Oddział internistyczny wypychał mamę, mimo ze była  po tracheotomii, praktycznie cały czas na 100 % tlenie i co raz bardziej zwiększającą się dawką dopaminy. Uważali, że szpital to nie miejsce dla niej. Ojciec się nie postawił i pełen wiary w uczciwość i chęci przeniósł mamę do państwowego ZOLu (gdzie tak na serio obiecywano mu gruszki na wierzbie). Mieliśmy miejsce w prywatnym ZOLu tylko ojciec z nimi zadarł i nie chcieli mamy po raz kolejny przyjąć. Dzień po Bożym Narodzeniu przewieźliśmy mamę do Zolu... Wydawało się, że będzie dobrze, ale tak miało nie być... Po pięciu godzinach od wyjścia taty z oddziału, dostał telefon z cynicznym tekstem: "przykro mi ale pana żona nie żyje". DO tej pory nerw mnie czepie na wspomnienie tego tekstu. Owy ZOL jest niecałe 500 metrów od szpitala... Co za problem zawołać lekarza ze szpitala... Do tej pory mam podejrzenia że pielęgniarka która została na dyżurze w ogóle nie była świadoma że moja mama umiera. Pewnie wolała pić kawusię i plotkować z koleżanką... Jak można zostawić bez jakiejkolwiek kontroli człowieka, który został przyjęty ze szpitala, gdzie był pod 100 % tlenem (dać mu koncetrator który dostarcza 40%), był pod stałą dawką dopaminy (8 jedn.) bez opieki.
Mam żal do ojca, że nie uparł się, by mamę zostawić w szpitalu; mógł zwyczajnie jej nie odbierać... Mam żal do siebie samej, że nie postawiłam się tacie...
Przez to nie mam mamy.....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:

W październiku poprzedniego roku skończyła się moja normalność... Z godziny na godziny tak naprawdę traciłam mamę. Miała SM po 13 latach choroby dostałą ataku padaczki po którym wszystko się zaczęło walić. Jeden atak załatwił wszystko. Przez dwa miesiące była walka z chorobą i jej konsekwencjami, przepychanka między szpitalem a ZOLem. Po tym wszystkim doszłam do wniosku że państwowej służbie zdrowa zależy na tym by pacjent jak najszybciej umarł. Oddział internistyczny wypychał mamę, mimo ze była  po tracheotomii, praktycznie cały czas na 100 % tlenie i co raz bardziej zwiększającą się dawką dopaminy. Uważali, że szpital to nie miejsce dla niej. Ojciec się nie postawił i pełen wiary w uczciwość i chęci przeniósł mamę do państwowego ZOLu (gdzie tak na serio obiecywano mu gruszki na wierzbie). Mieliśmy miejsce w prywatnym ZOLu tylko ojciec z nimi zadarł i nie chcieli mamy po raz kolejny przyjąć. Dzień po Bożym Narodzeniu przewieźliśmy mamę do Zolu... Wydawało się, że będzie dobrze, ale tak miało nie być... Po pięciu godzinach od wyjścia taty z oddziału, dostał telefon z cynicznym tekstem: "przykro mi ale pana żona nie żyje". DO tej pory nerw mnie czepie na wspomnienie tego tekstu. Owy ZOL jest niecałe 500 metrów od szpitala... Co za problem zawołać lekarza ze szpitala... Do tej pory mam podejrzenia że pielęgniarka która została na dyżurze w ogóle nie była świadoma że moja mama umiera. Pewnie wolała pić kawusię i plotkować z koleżanką... Jak można zostawić bez jakiejkolwiek kontroli człowieka, który został przyjęty ze szpitala, gdzie był pod 100 % tlenem (dać mu koncetrator który dostarcza 40%), był pod stałą dawką dopaminy (8 jedn.) bez opieki.
Mam żal do ojca, że nie uparł się, by mamę zostawić w szpitalu; mógł zwyczajnie jej nie odbierać... Mam żal do siebie samej, że nie postawiłam się tacie...
Przez to nie mam mamy.....

Wrewko napisz cos wiecej na temat choroby mamy...napisz cos na temat jej 13 letniego zycia,jak znosila chorobe,jak choroba niszczyla jej zycie,napisz o mamy cierpieniu......
Moze teraz pomyslisz ,ze jestem nie czula,ze moze nie wiem ,co przezywasz,a Wrewko nie pomyslalas,ze  dla twojej mamy to moze "wybawienie"
Zdaje sobie  sprawe jak bardzo Wam brakuje najblizszej osoby,ale Wrewko popatrz na to z innej strony..........moj synek cierpial(prawie 17lat) byl nie zdolny do samodzielnej egzystencji,ale kochalam Go nad zycie i nie wyobrazalam sobie zycia bez niego...tak bardzo ciezko zyc bez ukochanej osoby,kiedy  cala  Twoja dusza krzyczy Boze dlaczego tyle trzeba zniesc,ale pozniej przychodzi opamietanie,ze  smierc jest wybawieniem ,kiedy juz nic nie mozna zrobic,a zycie to walka o kazdy oddech,o odrobine ulgi w cierpieniu.Ja pozwolilam tylko jeden,jedyny raz odejsc mojemu synowi......zalowalam ,plakalam i moj synus pokazal,ze wraca ,ze juz wszystko bedzie dobrze,byl taki radosny....minelo kilka dni i moj synek "oszukal" mnie,bo z usmiechem na ustach w obecnosci  pomocy medycznej uciekl ,a na jego buzce zagoscil spokoj,mimo 40min  fachowej reanimacji odszedl.Myslalam,ze nie przezyje,ze zrobie sobie krzywde,ze nie bede potrafila zyc........minelo 42 m-ce ,a ja zyje i teraz patrze na zycie mojego synka z innej strony....juz nie tak egoistycznie,ze liczylam sie tylko ja i moje odczucia.Teraz wiem,ze moj synek wybral "lepsza"droge zycia bez bolu i cierpienia,ale wim ,ze jest obok mnie .Tesknie,ale wiem,ze mu "tam"lepiej!!!Przemysl to ,co napisalam i zobaczysz za pare lat bedziesz myslala inaczej....PRZEPRASZAM,ze moze Ciebie ranie!

3

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Kryst54 napisał/a:

Teraz wiem,ze moj synek wybral "lepsza"droge zycia bez bolu i cierpienia,ale wim ,ze jest obok mnie .Tesknie,ale wiem,ze mu "tam"lepiej!!!Przemysl to ,co napisalam i zobaczysz za pare lat bedziesz myslala inaczej....PRZEPRASZAM,ze moze Ciebie ranie!

Owszem ranisz... Dziecko możesz jeszcze mieć... Ja Mamy już  mieć nie będę. W moim przypadku to lekarze wybrali "lepszą drogę życia" dla mojej Mamy. Wątpię bym za kilka lat myślała inaczej. Żal do lekarzy pozostanie zawsze, wypchali Mamę ze szpitala jak nie potrzebnego śmiecia, który nie rokował na to by wyzdrowiał, przecież na SM nie ma lekarstwa.

4

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:
Kryst54 napisał/a:

Teraz wiem,ze moj synek wybral "lepsza"droge zycia bez bolu i cierpienia,ale wim ,ze jest obok mnie .Tesknie,ale wiem,ze mu "tam"lepiej!!!Przemysl to ,co napisalam i zobaczysz za pare lat bedziesz myslala inaczej....PRZEPRASZAM,ze moze Ciebie ranie!

Owszem ranisz... Dziecko możesz jeszcze mieć... Ja Mamy już  mieć nie będę. W moim przypadku to lekarze wybrali "lepszą drogę życia" dla mojej Mamy. Wątpię bym za kilka lat myślała inaczej. Żal do lekarzy pozostanie zawsze, wypchali Mamę ze szpitala jak nie potrzebnego śmiecia, który nie rokował na to by wyzdrowiał, przecież na SM nie ma lekarstwa.

Myśle wrewko ze kryst54 ma racje.
Dla Ciebie to nadal zbyt świeża rana, wiem co czujesz. Moja Mamusia zmarła prawie 4 lata temu, miała raka. Rowniez obwiniałam siebie i najblizszych tate, rodzenstwo. Teraz z perspektywy czasu ciesze sie ze nic ja juz nie boli, ze znikneło jej cierpienie, choc nadal jest mi przykro, nadal nie rozumiem dlaczego tak musiało. Tak bardzo mi jej brakuje, i nic tego nie zmieni, czasem sobie zwyczajnie z tym nie radze choc minelo juz 4 lata - cala wiecznosc bez mojej kochanej Mamusi, a pamietam ten dzien jakby wydarzyl sie wczoraj.

Nie pisz w ten sposob o stracie dziecka, bo dla rodzica nie ma nic gorszego. Moi rodzice pochowali swojego pierwszego syna, ja brata nie mialam okazji poznac, a oni zawsze przy jego grobie przezywali to na nowo. Nie pisz ze ktos moze jeszcze dzieci miec a mamy juz nie bo nie w tym rzecz kim byla (jaka funkcje pelnila) ta osoba tylko w tym, ze ta osobe kochalismy i tesknimy za nia a ona juz nie wroci. Kolejne dziecko nie zastapi poprzedniego. Tak jak nikt tobie nie zastapi matki.

5

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:
Kryst54 napisał/a:

Teraz wiem,ze moj synek wybral "lepsza"droge zycia bez bolu i cierpienia,ale wim ,ze jest obok mnie .Tesknie,ale wiem,ze mu "tam"lepiej!!!Przemysl to ,co napisalam i zobaczysz za pare lat bedziesz myslala inaczej....PRZEPRASZAM,ze moze Ciebie ranie!

Owszem ranisz... Dziecko możesz jeszcze mieć... Ja Mamy już  mieć nie będę. W moim przypadku to lekarze wybrali "lepszą drogę życia" dla mojej Mamy. Wątpię bym za kilka lat myślała inaczej. Żal do lekarzy pozostanie zawsze, wypchali Mamę ze szpitala jak nie potrzebnego śmiecia, który nie rokował na to by wyzdrowiał, przecież na SM nie ma lekarstwa.

Wrewko to teraz Ty ranisz mnie doglebnie......dziecka nie mozna  zamienic jedno drugim,bo kazde jest jedyne  sad Walczylam o mojego synka prawie 17 lat  ...jak odszedl ,swiat mi sie zawalil,nie chcialam zyc.........a widzisz zyje i nigdy nie zapomne o mojej wielkiej milosci,nigdy!Wyobraz sobie  wiem ,co to napady epi i to te najgorsze....paraliz oddechu i wiem ,co to sa reanimacje....bylam mistrzem w przywracaniu mojego synka do zycia....nawet nie masz pojecia ,co to byla za nierowna walka,przez 17 lat nie przespalam  normalnie zadnej nocy......wiesz dlaczego ,ze strachu,ze nie bede slyszec,ze  synka zlapalo epi takie lekooporne,wieloobiawowe,kiedy  wyrywalo mu i stawy ,kiedy jeczal z bolu,kiedy lzy  zalewaly jego buzke i Ty piszesz ,ze mozna  zastabic dziecko drugim dzieckiem sad nawet nie wiesz o czym piszesz.I jeszcze nigdy juz nie bede miala  dziecka.Moj synek byl ,jest i bedzie calym moim zyciem za,ktorym bardzo tesknie i do ktorego chcialabym wrocic,ale wiem ,ze to niemozliwe!!!!I SZANUJE JEGO DECYZJE,bo ON czekl tylko za przyzwoleniem  sad sad sad

6

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Malinowy Elfie dziekuje ......wiem,ze mnie rozumiesz,tak bardzo mi przykro sad sad sad sad sad

7

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Jak towarzyszyć osobie, której bardzo bliska osoba odchodzi?
Jak pomóc jej poradzić sobie ze złością, rozpaczą, bezsilnością?
Jak przekonać ją, że czasem medycyna jest już bezradna?
Jak sprawić, by uwierzyła, że warto jest pozwolić bliskiej osobie odejść?
Zbyt mało osób to potrafi.
Zbyt mało osób z takimi umiejętnościami pracuje w szpitalach.
Jaka szkoda.

Wrewka, przeżywasz żałobę; jesteś na jednym z jej etapów, etapie buntu, gniewu, oskarżania lekarzy, bliskich. Nie bez powodu żałoba trwa tak długo.

Pytasz, jak sobie radzić.
Nie udawaj. Płacz, gdy jesteś smutna. Krzycz, gdyś wściekła. Ciesz się, gdy coś Cię rozśmieszy. Nie układaj scenariuszy.

8

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Ja przez miejsce w którym pracuję niemal codziennie widzę ataki epi, równie te najbardziej brutalne (często kilkakrotne u jednego dziecka)... Myślałam, że praca mnie padaczkę mnie jakoś uodporniła (zdaję sobie że to nie jest najlepsze słowo, ale innego nie umiem znaleźć), ale inaczej podchodzi się do epi dzieci powierzonych pod opiekę, a inaczej do epi kogoś z rodziny.
Mamy mi nikt nie zwróci... Ma się jedną jedyną... Może i to będzie brutalne, ale dziecko zawsze może pojawić się na świecie.
Największy szlag mnie trafia jak myślę sobie o tym jak Mama umierała... Zdaję sobie sprawę że mogę być nie sprawiedliwa... Mam przed oczami obraz Mamy zostawionej samej sobie, walczącej o każdej oddech, Mamy umierając nie była wstanie poprosić o pomoc a wiedziała dokładnie co się robi, bo była higienistką. Sama jestem ratownikiem premedycznym i nie wyobrażam sobie jak bym mogła niemal z własnej woli umrzeć... nie umiem wyobrazić sobie że odstępuję od resustytacji gdy zdecydowałam się ją podjąć...

9

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:

Może i to będzie brutalne, ale dziecko zawsze może pojawić się na świecie.

Tak, to jest brutalne. Nawet jeżeli tak jest to i tak Twój wpis, po tym co napisała Kryst, jest conajmniej niestosowny.
Mama jest jedna i dziecko też jest jedno jedyne, nawet jeżeli masz ich gromadę.
Zastanów się czy szukając pociechy u innych, sama ich tego nie pozbawiasz.

10

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Luc nie wiem kim jesteś, ale wydaje mi się że nie straciłaś Mamy, że nie wiesz jak to jest... Nie wiesz jak to jest radzić sobie z bolesnymi błędami młodości, których nigdy nie naprawisz, bo nie zdązyłaś....

11

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Nikogo jeszcze nie straciłam. Nie wyobrażam sobie tego- bólu, cierpienia.
Twoja historia mnie naprawdę poruszyła, bo wiem, co znaczy bezgraniczna miłość dziecka do matki.

Ale Wrewko, nie możesz umniejszać cierpienia drugiej osoby. Nie możesz pisać matce, że zmarłe dziecko może zastąpić kolejnym. Możesz być zła, możesz się zdenerwować, ale nie możesz obrażać uczuć drugiej osoby.

To tyle.

12

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Kryst napisała że za parę lat będę myślała inaczej, ale na tą chwilę nie wyobrażam sobie tego. Mamę ma się tylko jedną...

13 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-06-19 12:18:06)

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wrewka ja mamę straciłam jak miałam 18 lat,moja mama 41
wiesz Kryst ma rację,za parę lat pomyślisz inaczej
fakt że ja też nigdy z jej śmiercią sie nie pogodzę,bo odeszła za szybko,nie doczekała wnuków,zostawiła moją siostrę która była jeszcze mała
ale cóż głupia choroba nam ją zabrała,przez ostatnie miesiące cierpiała,tydzień przed śmiercią wiedziała ze umiera i idąc do szpitala chciała żebysmy pozwolil jej w domu umrzeć
ja pierwsza dowiedziałam sie o jej śmierci,ze szpitala zadzwonili,nie wierzyłam
pierwsze miesiąc po jej śmierci były takie że wmawiałam sobie że gdzieś wyjechała,ze jest tak że wróci za jakiś czas,był żal
ale z drugiej strony tłumaczyłam sobie że już jest jej dobrze,ze nie cierpi,ze nie musi brać morfiny na okrągło żeby uśmierzyć ból
bardzo pomogło mi rozmawianie z różnymi ludzmi o tym co sie stało,nie zamknęłam sie w sobie
teraz minie juz 14 rok odkąd jej nie ma,życie toczy się dalej,musi....,ja mam drugą mamę,moja chrzestną ,siostrę mojej mamy,jest dla mnie jak prawdziwa matka,ja dla niej jak córka
za jakiś czas  ochłoniesz będziesz myslała inaczej

14

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

werwka chyba nie przeczytalas mojego postu, albo go zlekcewazyłas. wiec sie powtorze, to ze czujesz gniew i bezsilnosc jest normalne- znam to uczucie. Ale na litosc nawet to ze jest ci teraz tak ciezko nie daje ci prawa do umniejszania czyjejs tragedii w tak okrutny sposob.

moj brat jak zmarl byl jedynakiem, potem moim rodzicom urodzilo sie jeszcze 4 dzieci ( 2 dziewczyny i 2 chlopcow) uwierz mi ze zadne z nas nie bylo i nie jest w stanie zastapic drugiego. Kazdy czlowiek jest inny, ma inna osobowosc nie da sie tego zastapic ani zrownowazyc.

jesli sobie nie radzisz z emocjami moze sprobuj porozmawiac z psychologiem, moze bedzie ci latwiej przezyc zalobe.

ps. wiem co to napady epi, choruje od 7 lat.

15

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:

Kryst napisała że za parę lat będę myślała inaczej, ale na tą chwilę nie wyobrażam sobie tego. Mamę ma się tylko jedną...

Może będziesz, a może nie będziesz. Tego nawet Ty sama nie wiesz.
Tak, mamę ma się jedną i zapewne w dalszym ciągu będziesz tęsknić za jej uśmiechem, dotykiem, dobrą radą, krzykiem. Tak będzie zawsze
To się zapewne nie zmieni.

Wydaje mi się, że odejście bliskiej osoby zawsze jest bolesne. Nieważne, czy to mama, siostra, dziecko, czy babcia. Gdy się drugą osobę kochało, ból i poczucie straty po śmierci jest takie samo.
My Ci nie pomożemy, sama musisz sobie poradzić. Obojętne jest to, co Ci napiszemy, bo to w Twojej głowie siedzą emocje.

My możemy jedynie dodawać Tobie sił, ale gdy będziesz w dalszym ciągu umniejszała cierpienie drugiej osoby, to odechce nam się odpisywać, bo żadna z wypowiadających się w temacie nie zasłużyła na takie traktowanie.
Trzymaj się.

16 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2013-06-19 11:31:03)

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wrewka wiem co czujesz niedługo u mnie minie rok jak straciłam męża a moja mała córka tatę ale nic Ciebie nie usprawidliwa do takiego zachowania.
Kryst54 straciła syna nawet gdyby miała ich tuzin to i tak straciła dziecko, moja córka nie ma taty zaraz napiszesz, że mogę sobie znależć kogoś owszem mogę ale to nie będzie jej biologiczny tata pamietaj nie da sie nikogo nikim zastapić.
Ty stworzysz normalna rodzinę mąż, żona , dziecko a Twój tata ma sobie znależć nową żonę? Tak mozna zrozumieć z Twojej wypowiedzi. Rzoumie Twoje rozgoryczenie ale psioczenie na wszystko i na wszystkich to nie jest wyjście z sytuacji. Zostaw również w spokoju swojego tatę on sie naciepriał za życia Twojej mamy jak i po jej śmierci. Kryst54 ma rację po takiej sytuacji robimy się egoistyczni widzimy tylko i wyłącznie swoją rozpacz ja też tak miałam bo straciłam męża dopiero po dwóch miesiącach otarłam oczy i zauważyłam, że moja córka nie ma taty..
Powoli zaczniesz przebaczać ale na to potrzeba czasu.
Więc Wrewka rozumie ropacz ale trochę pokory.

17

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
mwdowa81 napisał/a:

a Twój tata ma sobie znależć nową żonę?

W sumie tata zaczyna szukać nowej kobiety...

18

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:
mwdowa81 napisał/a:

a Twój tata ma sobie znależć nową żonę?

W sumie tata zaczyna szukać nowej kobiety...

i co jak do tego podchodzisz?

bo mój tata jak sobie znalazł nową po ok 4 latach byłam wściekła,nawet ja nawyzywałam,teraz jesteśmy jak dobre koleżanki smile

19

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Witam, Wrewka wszystkie poprzedniczki mają racje nie da się nikogo zastąpić i to jest szczera i bolesna prawda. Wiem jak się czuje bo ja straciłam tatę zaraz miną 3lata i naprawdę tylko czas wszystko naprawi. Ty tracąc swoją mamę miałaś nadzieję że będzie żyła, ja nawet nie zdążyłam się pożegnać bo zginął w wypadku. Za co winisz swojego ojca? Że nie zrobił tak czy inaczej? Skąd miał wiedzieć że akurat tak się stanie? Nikt nie jest w stanie przewidzieć tego co będzie. Obwiniasz ludzi w okół, to jest normalne ale zauważ że nie możesz tak robić. Ja mam obwiniać moją mamę za to że nie zatrzymała wtedy tata? A może siebie że nie pożegnałam się z nim? Jesteś na początku drogi ale wybacz najpierw sobie. Uwierz mi że nie mamy wpływu na to wszystko, nawet jeśli chcemy najlepiej. Dwa miesiące temu mój chłopak popełnił samobójstwo i też nie mogę sobie darować że nic nie zrobiłam, ale skąd miałam wiedzieć? skąd? Też nie umiem normalnie żyć, wszystko się sypie. Ale Ty straciłaś mamę, najważniejszą osobę w życiu, ale Ty też kiedyś będziesz matką i uwierz mi że będziesz żyła normalnie. Dla Twojego tata było to może tragiczniejsze przeżycie niż dla Ciebie bo on przez cały czas przebywał z Twoją mamą. I to że chce znaleźć kogoś innego to tylko z powodu pustki, potrzebuje bliskości i ciepła. Są ludzie którzy podnoszą się po takich przeżyciach i zakładają nowe rodziny, ale są takie które do końca życia będą nosić żałobe w sercu.. Moja mama do tej pory nie może się do końca podnieść, ale jest lepiej. Tylko czas pozwala zrozumieć to co akurat się wydarzyło.. Nie da się zastąpić kogoś kto był cząstką Twojego życia. Nikt nie zastąpi Ci mamy, a mi taty i tego się trzymaj że miałaś mamę która jest niezastąpiona. Każdy na swój sposób radzi sobie z problemami które nas dotykają.. Mnie też strasznie boli to że straciłam tatę, chłopaka najważniejsze osoby w moim życiu ale wierze że są w lepszym świecie.. żyj z nadzieją że mama czuwa i jest zawsze gdy jej potrzebujesz, nie wiń jedynych ludzi którzy są przy Tobie..

20

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Lena po moim ojcu można się wszystkiego spodziewać. Jest nie przewidywalny... Potrafił iść na imprezę sylwestrową po trzech dniach od śmierci własnej żony i jeszcze był bardzo zdziwiony, że ja zrezygnowałam z wyjazdu na sylwestra.
A nowa kobieta... Dla mnie w życiu... W tym momencie jakby się pojawiła w domu zwyzywałabym ją tak, że drugi raz by nie pojawiła się w mieszkaniu.

21

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wrewka ok trzy dni i imprezowanie to naprawdę szybko, ale to nie jest Twój dom tylko twoich rodziców i zrozum Twój tata jest dorosły i nie możesz mu zabraniać nowych związków jak się sparzy to on nie Ty.
Jakbyś się czuła jakby tobie zabraniał się spotykac z chłopakiem bo niby ciebie potrzebuje 24h posłuchałbyś go-wątpie. Twierdzisz, że już szuka nowej partnerki i piszesz, że szybko-dlaczego szybko bo nie minął "przysłowiowy" rok żałoby. Jak minie rok od smierci to wszystko można?- chodzić na kolorowo, uśmiechać się , wychodzić do ludzi i szukać nowej miłości.
Wrewka to jest Twój lęk rozumie Cię ale daj żyć twojemu tacie on jest dorosły.
Ty Kochana musisz przejść żałobe po swojemu ale nie wolno Ci dyktować żałoby dla kogoś.

22

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Witaj Autorko tego smutnego tematu.

Ja również nie mam Mamy,ale i tatko odszedł 2 lata wcześniej.
Mama zmarła w szpitalu w 2011 roku ,no cóż wszystko
wtedy wydało się niczym ważnym. Ktoś kochany bliski
odchodzi ................... pozostaje pustka zupełna i cisza.
Moja Mama chorowała już sporo lat,serce,miażdżyca itd..........
ale przez ponad siedem lat zajmowała się chorym Ojcem.
Oddawała się cała,sercem i duszą była w każdej minucie
przy Tacie.Tato po wylewie i udarze ... niestety...... zmarł w 2008 r.
Mama po śmierci podupadła na zdrowiu jeszcze bardziej.
A co do Szpitali,to woła o pomstę do nieba,dla kogo to
wszystko tam takie piękne,skoro pacjenci trzymani są krótko...
No ale nie będę się rozwodzić  na ten temat.
W sobotę byłam z wizytą u Mamy,jeszcze podałam obiad
nakarmiłam  w łóżku szpitalnym . Pomasowałam nogi,bo już
chodzić bidulka nie mogła. A w piątek była na innej sali.
Uśmiechnięta siedziała,tryskała radością.Niestety w sobotę
był kryzys 3 udary jeden po drugim,potem  oddział intensywnej
terapii.Przenieśli na inną salę i tam właśnie po raz ostatni
widziałam się z Mamą.Pożegnaliśmy się,aby w niedzielę zawitać
ponownie.Coś mnie tchnęło,dwa razy wyściskałam Mamę
mówiąc to trzymaj się  będziemy jutro....
Niedziela godzina około 6 telefon od Cioci........... Mama nie żyje..............



Cóż można rzec...... trudno pogodzić mi się z tym do dziś.
Ale tłumaczę sobie wciąż i wciąż....Mama  już nie cierpi................

Pozdrawiam  Trzymaj się i myślę że złość nic nie da.
A ludzie tutaj piszący po to piszą,bo rozumieją i współczują.

To na tyle Dziękuję.

23

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
mwdowa81 napisał/a:

Wrewka ok trzy dni i imprezowanie to naprawdę szybko, ale to nie jest Twój dom tylko twoich rodziców i zrozum Twój tata jest dorosły i nie możesz mu zabraniać nowych związków jak się sparzy to on nie Ty.
Jakbyś się czuła jakby tobie zabraniał się spotykac z chłopakiem bo niby ciebie potrzebuje 24h posłuchałbyś go-wątpie. Twierdzisz, że już szuka nowej partnerki i piszesz, że szybko-dlaczego szybko bo nie minął "przysłowiowy" rok żałoby. Jak minie rok od smierci to wszystko można?- chodzić na kolorowo, uśmiechać się , wychodzić do ludzi i szukać nowej miłości.

Wcale nie podchodzę do żałoby że ma trwać rok i potem jest wszystko kolorowo... Tylko nie potrafię zrozumieć jak można pół roku po śmierci najbliższej osoby, rozglądać się za kimś, nie rozumiem jak można imprezować... Ja nie pojechałam na Sylwestra, nie mogłam... Jak Mama żyła dużo i ostro imprezowałam, teraz to już mnie bawi... Owszem poszłam raz z ludźmi z klasy z LO na piwo, na zasadzie posiedzieć z nimi, powspominać (miałam bardzo zgraną klasę minęło wiele od matury a my dalej chcemy się spotykać)... Nie wiem, ale na tą chwilę mam myślenie, że jak by mnie umarł mąż to nigdy bym nie związała się z innym facetem, nie potrafiłabym...

24

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wrewka może wtedy powinnaś siedzieć z mamą w domu jak była chora a nie teraz? Raczej to szukanie twojego taty to jest rodzaj pocieszenia a nie prawdziwa druga miłość więc daj mu ochłonąć to minie. Kochana nie wiesz co mówisz samotność to najgorsza rzecz jaka może ci się przydażyć więc nie mów, że Ty byś nikogo nie miała gdybyś straciła męża. Owszem wszystko przychodzi z czasem ja na nowy związek jeszcze nie jestem gotowa ale to nie znaczy, że chcę byc sama i nie myśl sobie, że nie kocham swojego męża.
Jeszcze raz ci napiszę każdy ma swój sposób na żałobę.

25

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wrewka wiesz to takie gadanie że nie mogła byś sobie po śmierci męża znaleźć nowego partnera
ja byłam przeciwna jak już wcześniej pisałam,nowej kobiecie mojego taty,dzisiaj jestem szczęśliwa że ją ma,dlaczego?
dlatego że teraz byłby sam jak palec,bo ja mieszkam co prawda nie daleko ale nie mogę sobie pozwolić na odwiedzanie go raz w tygodniu
a tam ma tą swoją kobicinę i sobie razem żyją już chyba z 10 lat  ,nie jest samotny

26

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Lena pięknie to ujęłaś.
Ja nigdy nawet za życia męża nie byłam przeciwna ponownym związkom.

27

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
mwdowa81 napisał/a:

Lena pięknie to ujęłaś.
Ja nigdy nawet za życia męża nie byłam przeciwna ponownym związkom.

dokładnie,sama mogę powiedzieć ze gdyby mi sie coś takiego przytrafiło,to też sobie znajdę nowego partnera,bo po prostu nie chciałabym być sama,samotna bo wiadomo że dzieci z czasem pójdą w świat

28

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
mwdowa81 napisał/a:

Wrewka może wtedy powinnaś siedzieć z mamą w domu jak była chora a nie teraz? Raczej to szukanie twojego taty to jest rodzaj pocieszenia a nie prawdziwa druga miłość więc daj mu ochłonąć to minie. Kochana nie wiesz co mówisz samotność to najgorsza rzecz jaka może ci się przydażyć więc nie mów, że Ty byś nikogo nie miała gdybyś straciła męża. Owszem wszystko przychodzi z czasem ja na nowy związek jeszcze nie jestem gotowa ale to nie znaczy, że chcę byc sama i nie myśl sobie, że nie kocham swojego męża.
Jeszcze raz ci napiszę każdy ma swój sposób na żałobę.

Tak kazdy ma swoj czas na zalobe sa ludzie ,ze potrafia wrocic do "'zycia'"po krotkim czasie,nie ktorzy potrzebuja miesiecy ,lat,albo  nigdy juz  nie wroca do normalnosci sad to kazdego indywidualna sprawa! Ja potrzebowalam na to zeby "powiedziec'mojemu synkowi,ze jest wolny i ma byc szczesliwy 20m-cy,ale i tak czulam sie jak "zdrajca"
Wrewko ja dla mojego synka  zrezygnowalam  z calego mojego "dotychczasowego"zycia,zrezygnowalam z pracy,z zycia towarzyskiego,aby byc cala dla niego....... w miedzy czasie zmarl moj ojciec...nie mogl pogodzic sie z mysla,ze jego ukochany wnuk jest tak bardzo chory,a jego corka "warjuje"zeby bylo lepiej sad dostal zawalu i odzszedl.........nie minelo 15 m-cy zachorowala moja mama na nowotwor......lekarze dawali jej 3 m-c zycia,przezyla  18 w bolu i cierpieniu.Ja z moja siostra opiekowalismy sie mama na zmiane,ale pamietaj ,ze na I zmianie bylam dla mojego synka,na drugiej dla mojej mamy..........nie mialam sily,wylalam hektolitry łez i krzyczalam dlaczego Boze mi to robisz,DLACZEGO.Pogodzilam sie ,spokornialam jeszcze bardziej i juz tylko prosilam BOZE ZEBY NIE BYLO GORZEJ.....bylam dla moich najblizszych 24h na dobe oddana do bolu i pokorna wobec zycia.Ty  nie masz w sobie pokory,bo potrafisz byc okrutna,liczysz sie tylko Ty......nikt poza tym!Wrewko ,a dlaczego nie bylas z mama  tak jak ja z moimi bliskimi 24h na dobe?(jestem teraz tak okrutna jak TY...sory)

29

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Kryst54 napisał/a:

bylam dla moich najblizszych 24h na dobe oddana do bolu i pokorna wobec zycia.Ty  nie masz w sobie pokory,bo potrafisz byc okrutna,liczysz sie tylko Ty......nikt poza tym!Wrewko ,a dlaczego nie bylas z mama  tak jak ja z moimi bliskimi 24h na dobe?(jestem teraz tak okrutna jak TY...sory)

Tu się bardzo pomyliłaś i to bardzo... Mama zachorowała jak byłam w maturalnej klasie dużo od tego upłynęło, skończyłam studia, zaczełąm pracować... Mogłam spokojnie się wyprowadzić z domu, ale tego nie zrobiłam... Zostałam z tatą, bo nie byłam wstanie go z tym wszystkim samego zostawić. Ponad 10 lat patrzyłam jak mama umiera: przewijałam, myłam, karmiłam, pod koniec pół dnia stałam przy łóżku oddsysając wydzielinę z płuc... Więc.... sorry.

30

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:

... Jak Mama żyła dużo i ostro imprezowałam, teraz to już mnie bawi...

Werwko sama napisałaś te słowa więc mamy prawo sądzić, że jednak nie byłaś przy mamie wtedy kiedy mogłaś.
Egoistycznie umniejszasz cierpienie innych...a czego oczekujesz od nas? pocieszenia? obrażając uczucia innych.

Każdy kogoś stracił...nie masz prawa twierdzić, że Twoje cierpienie jest większe niż innych. Trochę więcej pokory!!!

31

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wrewko...bardzo współczuję. Przechodziłam przez to 10 lat temu,z ojcem- 23 lata temu, a mam wrazenie, jakby to było wczoraj. Nie wiem czy człowiek jest w stanie sobie poradzić sobie z takim bolem. Mi to zajęło sporo czasu. Trzeba to wykrzyczeć, wypłakać, wygadać się...taaak...choćby na cmentarzu...a niech, tam, niech słyszą!!!...Ale to naprawdę sprawa indywidualna. Każdy "krzyczy" inaczej...

Jestem pod wrazeniem postawy Kryst54 i Milionka. Dziewczyny, jesteście wielkie!

Trzymam za Ciebie kciuki, Autorko!

32

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

ja przezylam okropna tragedie w 2010 r na swieta moj maz znalazl sie w szpitalu podejrzewali zoltaczke ale jak sie pozniej okazalo to mial goza na watrobie nie operacyjnego byl bardzo dzielny zebym ja sie nie zalamala zmarl po 8 miesiacach bardzo cierpialam ale musialam sie pozbierac pozalatwiac bardzo durzo spraw i jeszcze zajmowac sie chora mama to mi dawalo sile bo bylam potrzebna ale i mama mnie opuscila 6 12.2012r i znowu mialam koszmary ale jeszcze mialam pieska to jakos sie trzymalam bo musialam z nim wysc i durzo rozmawialam z ludzmi ale moj piesek bardzo tesknil za swojm panem i terz mi odszedl i teraz naprawde nie moge juz sobie poradzic staram sie bardzo ale ta postka mnie przytlacza nie wiem jak dalej zyc bo mi sie wydaje ze to jest chwilowe

33

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Werwka zadna tragedia nie jest sobie rowna i przykro mi okrpnie z powodu twojej mamy...
Ale to ze cierpisz i pewnie myslisz ze bardziej sie juz nie da to mysle ze utrata wlasnego dziecka dla rodzica jest jeszcze gorszym uczuciem.
Smierc jest naturalna koleja rzeczy i czy sie z tym zgadzamy czy nie kazdy z nas umrze i kiedys twoje dzieci beda plakac za toba i ich dzieci za nimi. Tak jest. Ale przezyc smierc wlasnego dziecka to nie bol to nie cierpienie to w pewnym sensie smierc nas samych.

Nie mozna sobie urodzic nastepnego! To rowne dobrze ja tobie powiem ze masz jeszcze tate! I masz babcie to czemu tak przezywasz? 

Nie zmniejszaj czyjejs tragedi w stosunku do swojej. Ja nie wyobrazam sobie utraty kogokolwiek ale dopiero mysl o stracie dziecka rozwala mi serce na milion kawalkow. Sama mysl a co by bylo gdyby?? Nie chce sie NIGDY dowiedziec.

34

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
danaprzybylska2 napisał/a:

ja przezylam okropna tragedie w 2010 r na swieta moj maz znalazl sie w szpitalu podejrzewali zoltaczke ale jak sie pozniej okazalo to mial goza na watrobie nie operacyjnego byl bardzo dzielny zebym ja sie nie zalamala zmarl po 8 miesiacach bardzo cierpialam ale musialam sie pozbierac pozalatwiac bardzo durzo spraw i jeszcze zajmowac sie chora mama to mi dawalo sile bo bylam potrzebna ale i mama mnie opuscila 6 12.2012r i znowu mialam koszmary ale jeszcze mialam pieska to jakos sie trzymalam bo musialam z nim wysc i durzo rozmawialam z ludzmi ale moj piesek bardzo tesknil za swojm panem i terz mi odszedl i teraz naprawde nie moge juz sobie poradzic staram sie bardzo ale ta postka mnie przytlacza nie wiem jak dalej zyc bo mi sie wydaje ze to jest chwilowe

Tak strasznie ci wspolczuje sad
Jestes bardzo dzielna ze wszystko znioslas i wiem ze niczym nie zastapisz pustki w sercu ale mozesz sobie choc troszeczke wypelnic luke w dniu codziennym. Kup sobie pieska ktory bedzie tylko twoj i opiekuj sie nim a z czasem bol sie zmniejszy. Wyjdz do przyjaciol, chodz na spacery i wspominaj te piekne chwile ktore przezylas z mezem i mama. Oni sa zawsze przy tobie w twoim sercu!

35

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:
Kryst54 napisał/a:

bylam dla moich najblizszych 24h na dobe oddana do bolu i pokorna wobec zycia.Ty  nie masz w sobie pokory,bo potrafisz byc okrutna,liczysz sie tylko Ty......nikt poza tym!Wrewko ,a dlaczego nie bylas z mama  tak jak ja z moimi bliskimi 24h na dobe?(jestem teraz tak okrutna jak TY...sory)

Tu się bardzo pomyliłaś i to bardzo... Mama zachorowała jak byłam w maturalnej klasie dużo od tego upłynęło, skończyłam studia, zaczełąm pracować... Mogłam spokojnie się wyprowadzić z domu, ale tego nie zrobiłam... Zostałam z tatą, bo nie byłam wstanie go z tym wszystkim samego zostawić. Ponad 10 lat patrzyłam jak mama umiera: przewijałam, myłam, karmiłam, pod koniec pół dnia stałam przy łóżku oddsysając wydzielinę z płuc... Więc.... sorry.

Wrewko nie chce umniejszac Twojego cierpienia,twojej tesknoty,ale trudno mi Ciebie zrozumiec,ja nigdy przenigdy nie pomyslalam zeby oddac moich najbliszszych do Domu Opieki,bo  moi najbliszsi byli i beda kims wyjatkowym ,kochanym,jedynym i nie powtarzalnym.
Piszesz,ze mogalbys sie wyprowadzic z domu,ale tego nie uczynilas i dobrze ,bo teraz bys sobie tego nie wybaczyla....i teraz najwazniejsze sad piszesz ,ze przez 10lat patrzylas na agonie mamy,ze przewijalas,mylas,pielegnowalas no i tak powinna zachowywac sie najblizsza osoba.Ja tylko chcialam  pomoc Ci dodac otuchy,"pokazac"droge(wiem,ze za Ciebie nikt nie moze  przezyc Twojej  zaloby) Ty na mnie naskoczylas,uwazasz sie za cos  jako jedyna ,ze przezywasz swoja traume,a reszta nie ma serca,wyrozumialosci sad
Wrewko ,a teraz  popatrz moze na mame z innego punktu ... zamien sie w myslach "Ty jestes mama ,a ona twoja corka i czy chcialabys takiego zycia ,pelnego cierpienia ,zycia bez perspektyw na lepsze zycie,ktore tylko przynosilo jeszcze gorsze skutki egzystencji?
Mysle,ze Twoja mama byla zmeczona zyciem i czekala na odpowiedni moment ,aby odejsc z tego swiata i zyc w lepszym "swiecie".Wrewko ja tez walczylam myslami tak jak Ty,pragnelam aby ktos mnie zrozumial,zeby przytulil,wysluchal,zebym mogla wykrzyczec  caly swoj bol,ale pamietaj czas powolutku leczy rany,albo uczymy sie z tym zyc ......mama bedzie zawsze dla Ciebie  kims wyjatkowym i drogocennym .....musisz byc bardziej pokorna i wyrozumiala wobec innych ludzi!Chcialam tylko Ci pomoc,a skutek byl odwrotny i bardzo przykry! sad

36

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Ooo nie, muszę zainterweniować.

Teraz to Wy, drogie Kobiety jesteście niesprawiedliwe w stosunku do Wrewki.
Była młodą, niedoświadczoną dziewczyną, gdy mama zachorowała.
Ktoś wypomniał jej słowa, że ostro imprezowała.
Zaczęła studia, miała prawo zaszaleć.

Ja też opiekuję się chorą babcią praktycznie od początku studiów. Razem z mamą, także jest nam trochę lżej, ale
nie wyobrażam sobie siedzieć przy babci 24 h na dobę, już i tak z wielu rzeczy rezygnujemy, bo nie możemy sobie pozwolić na wiele.

Kryst, a Ty jako dojrzała kobieta, nie powinnaś zachowywać się w taki sam sposób, jak Wrewka. Same ją upomniałyśmy, a teraz Ty zaczynasz?
Nie spodziewałam się tego.

Ten wątek zaczyna polegać na popychankach słownych- kto więcej cierpiał, kto lepiej się opiekował.
Tak być nie powinno.

37

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Kryst54 napisał/a:
Wrewka napisał/a:
Kryst54 napisał/a:

bylam dla moich najblizszych 24h na dobe oddana do bolu i pokorna wobec zycia.Ty  nie masz w sobie pokory,bo potrafisz byc okrutna,liczysz sie tylko Ty......nikt poza tym!Wrewko ,a dlaczego nie bylas z mama  tak jak ja z moimi bliskimi 24h na dobe?(jestem teraz tak okrutna jak TY...sory)

Tu się bardzo pomyliłaś i to bardzo... Mama zachorowała jak byłam w maturalnej klasie dużo od tego upłynęło, skończyłam studia, zaczełąm pracować... Mogłam spokojnie się wyprowadzić z domu, ale tego nie zrobiłam... Zostałam z tatą, bo nie byłam wstanie go z tym wszystkim samego zostawić. Ponad 10 lat patrzyłam jak mama umiera: przewijałam, myłam, karmiłam, pod koniec pół dnia stałam przy łóżku oddsysając wydzielinę z płuc... Więc.... sorry.

Wrewko nie chce umniejszac Twojego cierpienia,twojej tesknoty,ale trudno mi Ciebie zrozumiec,ja nigdy przenigdy nie pomyslalam zeby oddac moich najbliszszych do Domu Opieki,bo  moi najbliszsi byli i beda kims wyjatkowym ,kochanym,jedynym i nie powtarzalnym.
Piszesz,ze mogalbys sie wyprowadzic z domu,ale tego nie uczynilas i dobrze ,bo teraz bys sobie tego nie wybaczyla....i teraz najwazniejsze sad piszesz ,ze przez 10lat patrzylas na agonie mamy,ze przewijalas,mylas,pielegnowalas no i tak powinna zachowywac sie najblizsza osoba.Ja tylko chcialam  pomoc Ci dodac otuchy,"pokazac"droge(wiem,ze za Ciebie nikt nie moze  przezyc Twojej  zaloby) Ty na mnie naskoczylas,uwazasz sie za cos  jako jedyna ,ze przezywasz swoja traume,a reszta nie ma serca,wyrozumialosci sad
Wrewko ,a teraz  popatrz moze na mame z innego punktu ... zamien sie w myslach "Ty jestes mama ,a ona twoja corka i czy chcialabys takiego zycia ,pelnego cierpienia ,zycia bez perspektyw na lepsze zycie,ktore tylko przynosilo jeszcze gorsze skutki egzystencji?
Mysle,ze Twoja mama byla zmeczona zyciem i czekala na odpowiedni moment ,aby odejsc z tego swiata i zyc w lepszym "swiecie".Wrewko ja tez walczylam myslami tak jak Ty,pragnelam aby ktos mnie zrozumial,zeby przytulil,wysluchal,zebym mogla wykrzyczec  caly swoj bol,ale pamietaj czas powolutku leczy rany,albo uczymy sie z tym zyc ......mama bedzie zawsze dla Ciebie  kims wyjatkowym i drogocennym .....musisz byc bardziej pokorna i wyrozumiala wobec innych ludzi!Chcialam tylko Ci pomoc,a skutek byl odwrotny i bardzo przykry! sad

Jaga Babo 07 ja po -prostu odnioslam sie  do watku Wrewki dotyczace mojej osoby i tyle,kazdy ma prawo  pisac tak jak czuje i nie oceniaj mnie !Przeczytalas dokladnie wszystkie  komentarze .....a jakbys Ty sie czula ,jakbys chciala komus pomoc,a ten" ktos" odpowiedzialby ,ze twoja zaloba to nic......nie powinno  sie w taki sposob odpowiadac i KONIEC NA TYM!!!!! sad sad sad

38

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Kryst54 napisał/a:

Wrewko nie chce umniejszac Twojego cierpienia,twojej tesknoty,ale trudno mi Ciebie zrozumiec,ja nigdy przenigdy nie pomyslalam zeby oddac moich najbliszszych do Domu Opieki,bo  moi najbliszsi byli i beda kims wyjatkowym ,kochanym,jedynym i nie powtarzalnym.

Myślisz, że nam było łatwo oddać Mamę do ZOLu???? Jeśli tak to jesteś w grubym  błędzie. Nie mieliśmy wyjścia... Może Ty miałaś możliwości opieki, ale my niestety nie.

39

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:
Kryst54 napisał/a:

Wrewko nie chce umniejszac Twojego cierpienia,twojej tesknoty,ale trudno mi Ciebie zrozumiec,ja nigdy przenigdy nie pomyslalam zeby oddac moich najbliszszych do Domu Opieki,bo  moi najbliszsi byli i beda kims wyjatkowym ,kochanym,jedynym i nie powtarzalnym.

Myślisz, że nam było łatwo oddać Mamę do ZOLu???? Jeśli tak to jesteś w grubym  błędzie. Nie mieliśmy wyjścia... Może Ty miałaś możliwości opieki, ale my niestety nie.

a ja wrewko w tym przypadku Cię rozumiem właśnie,więc nie potępiam za to że mamę tam oddaliście

40

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:
Kryst54 napisał/a:

Wrewko nie chce umniejszac Twojego cierpienia,twojej tesknoty,ale trudno mi Ciebie zrozumiec,ja nigdy przenigdy nie pomyslalam zeby oddac moich najbliszszych do Domu Opieki,bo  moi najbliszsi byli i beda kims wyjatkowym ,kochanym,jedynym i nie powtarzalnym.

Myślisz, że nam było łatwo oddać Mamę do ZOLu???? Jeśli tak to jesteś w grubym  błędzie. Nie mieliśmy wyjścia... Może Ty miałaś możliwości opieki, ale my niestety nie.

Wrewko odnosisz sie do wycinka z mojego postu,ale on  nie  byl skierowany  do Ciebie ....pisalam tylko o sobie i widze,ze jestes bardzo do mnie uprzedzona..........(wiesz jestem pewnie w wieku twojej mamy) ja pisalam juz wczesniej,ze chcialam  tylko Ci pomoc,a ty na mnie naskoczylas i sobie nie odpuszczasz.....poczytaj jeszcze raz  o czym ja pisze! To jest  moj ostatni post w tym temacie.....  sad

41

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?
Wrewka napisał/a:

Luc nie wiem kim jesteś, ale wydaje mi się że nie straciłaś Mamy, że nie wiesz jak to jest... Nie wiesz jak to jest radzić sobie z bolesnymi błędami młodości, których nigdy nie naprawisz, bo nie zdązyłaś....

Wrewko niestety nie zrozumiałaś mojego wpisu sad
Odnosił się on TYLKO  i wyłącznie do Twojej reakcji na wpis Kryst. Bo Twój wpis był po prostu niestosowny. Nie będę tego nawet rozwijać bo jeśli tego wówczas nie zrozumiałaś i teraz nie rozumiesz, to nie ma to sensu.
Osoby piszące w Twoim wątku chciały Cię wesprzeć, a Ty eksponujesz swoje cierpienie (którego nikt nie umniejsza) bagatelizując czy umniejszając cierpienia innych.

Podobnie jak Kryst nie mam zamiaru się więcej wypowiadać. Nie miałam zamiaru już wcześniej, ale Twoje kolejne posty mnie do tego sprowokowały.

P.S.
Tak, straciłam Mamę i do dziś jest mi z tego powodu ciężko (choć na szczęście nie mam żadnych wyrzutów).

42 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-24 14:54:55)

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Wiem coś o tym droga autorko. Sama straciłam mamę mentalnie w wieku 9 lat (choroba). Przez 10 lat trwała walka o przetrwanie. Z dnia na dzień musiałam zając się wszystkim (ojciec pil). Bieganie po urzędach (ZUS, NFZ), szpitale jeden za drugim, karmienie, przewijanie, rehabilitacje, odleżyny. Kosmos. Zmarła gdy miałam lat 20. Ulga dla niej... ale i dla nas. Nie zrozumie tego nikt kto tego nie przeżył. Dasz rade. Takie sytuacje (szczególnie w młodym) wieku czynią nas silniejszymi. Co by się nie działo nie należny rozpamiętywać. Zapewne tak właśnie musiało być.

43

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Milonek
Wiem ,że o śmierci Mamy pisałaś w 2011 ale teraz przeczytałam bo jestem teraz w wielkim bólu po śmierci mojej Mamy. Też była w szpitalu,  już było lepiej a potem udra po udarze i nawet nie bylo mnie wtedy orzy Niej. Jak przeczytasz moj wpis to proszę daj znać może mogłabyś porozmawiać ze mną.
będę czekać na odp.
pozdrawiam
paulina


Milionek napisał/a:

Witaj Autorko tego smutnego tematu.

Ja również nie mam Mamy,ale i tatko odszedł 2 lata wcześniej.
Mama zmarła w szpitalu w 2011 roku ,no cóż wszystko
wtedy wydało się niczym ważnym. Ktoś kochany bliski
odchodzi ................... pozostaje pustka zupełna i cisza.
Moja Mama chorowała już sporo lat,serce,miażdżyca itd..........
ale przez ponad siedem lat zajmowała się chorym Ojcem.
Oddawała się cała,sercem i duszą była w każdej minucie
przy Tacie.Tato po wylewie i udarze ... niestety...... zmarł w 2008 r.
Mama po śmierci podupadła na zdrowiu jeszcze bardziej.
A co do Szpitali,to woła o pomstę do nieba,dla kogo to
wszystko tam takie piękne,skoro pacjenci trzymani są krótko...
No ale nie będę się rozwodzić  na ten temat.
W sobotę byłam z wizytą u Mamy,jeszcze podałam obiad
nakarmiłam  w łóżku szpitalnym . Pomasowałam nogi,bo już
chodzić bidulka nie mogła. A w piątek była na innej sali.
Uśmiechnięta siedziała,tryskała radością.Niestety w sobotę
był kryzys 3 udary jeden po drugim,potem  oddział intensywnej
terapii.Przenieśli na inną salę i tam właśnie po raz ostatni
widziałam się z Mamą.Pożegnaliśmy się,aby w niedzielę zawitać
ponownie.Coś mnie tchnęło,dwa razy wyściskałam Mamę
mówiąc to trzymaj się  będziemy jutro....
Niedziela godzina około 6 telefon od Cioci........... Mama nie żyje..............



Cóż można rzec...... trudno pogodzić mi się z tym do dziś.
Ale tłumaczę sobie wciąż i wciąż....Mama  już nie cierpi................

Pozdrawiam  Trzymaj się i myślę że złość nic nie da.
A ludzie tutaj piszący po to piszą,bo rozumieją i współczują.

To na tyle Dziękuję.

44

Odp: Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Witam. Chciałabym się z wami podzielić swoimi przeżyciami. W ciągu niecałego miesiąca straciłam obojga rodziców. Od śmierci mamy minęły dwa miesiące a od śmierci taty 1,5 miesiąca. Tata chorował na raka jego choroba bardzo szybko postępowała więc z mamcia  psychicznie oswajalysmy się z tą diagnoza. Moja mamcia była dla taty podpora opiekowała się nim sama zaniedbując swoje zdrowie. Przed świętami była wzywana do niej karetka ponieważ bardzo źle się czuła dostała zastrzyki poczuła się na chwilę lepiej. Przyszły święta Bożego Narodzenia chciałyśmy spędzić je jak najlepiej bo miałyśmy świadomość tego że mogą to być nasze ostatnie wspólne święta z tatą. Mama bardzo źle się czują w pierwszy dzień świąt wezwaliśmy karetkę pogotowie ja zabrało. 5 h czekałam na nią pod drzwiami izby przyjęć. Przyszedł pielęgniarz i prosił mnie album przekonała mamę aby zgodziła się na hospitalizację bo jest w bardzo ciężkim stanie. Nie chciała tam zostać ponieważ bała się ze mój tato zostanie bez opieki. Udało się ją przekonać wzięli ja na oddział niestety ten oddział skąd wypuścili mojego tatae twierdząc że nie są już w stanie mu pomóc i ma przeżyć godne chwilę w domu. Kiedy moja mama wjechała na wózku na ten oddział zobaczyłam jej łzy jak bardzo nie chciała tam zostać ale przekonywałam ją ze będzie dobrze wyleczy się i wróci do domu do taty. Powtarzałam jej że musi sama wyzdrowieć żeby się Jim opiekować. Przychodziłam codziennie do mamci w między czasie opiekując się tata. Nie ukrywam nie było z nim lekko. Dawał momentami popalić. Mamcia dochodziła do siebie przeszła zabieg wszystko było na jak najlepszej drodze. Jak się później okazało na oddziale wystąpiła bakteria i był zakaz odwiedzin. Kontakt nasz był ograniczony do rozmowy telefonicznej wideo kamerce na WhatsApp lub przez drzwi jak przynosiłam mamci świeże i czyste ubranka. Leżała tam dwa tygodnie. Nagle dzwoni mamcia ze miała dziwny atak bardzo się przestraszyła nie mogła oddychać ale lekarze jje pomogli. Była bardzo im wdzięczna za tak dobra opiekę. Nagle dowiaduje się ze będzie wypisana do domu, obdzwoniła wszystkie siostry szczęśliwa. Ja z mamcia się umówiła że jak tylko wyjdę od fryzjera akurat na ten termin jej wyjścia miałam umówiona wizytę to od razu ja odbieram i wracamy do domku. Mamcia powtarzała nie spieszy się bo wypis i tak będzie pozno więc to potrwa. Prosiła mnie kup pani doktor kosz w podziękowaniu za dobrą opiekę. W dniu jej wyjścia próbowałam się do niej dodzwonić rano ale telefon milczał pomyślałam że będzie miała robione badania. Doszłam do fryzjera  siedziałam na fotelu cały czas usilnie probojav się dodzwonić niestety ciągle telefon milczal. Dzwonię na oddział nikt nie odbiera. Pół godziny później dostaje telefon że szpitala że moja mama zmarła. To było straszne. Miałam ja odbierać do domu tata specjalnie zrobił dla niej obiadek. To był cios nie do opisania. Cały tydzień czekania na wyniki sekcji zwłok to ciągle zawieszenie. Tato nadzwyczaj spokojnie to odebrał czuł że za niedługo się spotkają. Ja później nie bardzo umiałam się dogadać z tatą. Wiedziałam że potrzebuję mnie ale złość rozgoryczenie nie dowierzanie było silniejsze. Pokłóciłam się z nim prze, kilka dni nie odzywałam się do niego. Wkurzało mnie to że mama kochała go nad życie a on w taki luźny sposób przeżywa żałobę. Mama poświęciła dla niego swoje zdrowie. Ale czułam że muszę się odezwać pomimo tego że cały czas miałam kontakt z panią pielęgniarka z hospicjum. Tak więc te ostatnie kilka dni przed śmiercią byłam z nim opiekowałam się nim najlepiej jak tylko potrafiłam. Tato odszedł w domu w ogromnym cierpieniu. Każdy dotyk sprawiał mu bol nie do opisania. Podając mu druga dawkę morfiny to już był nasz ostatni kontakt. Pochowałam tatę. Nie potrafiłam się z nim pożegnać tak jakbym chciała. Mam do siebie ogromny żal że przed jego śmiercią się pokłóciliśmy. Z mamcia nie mogłam się nawet pożegnać. Ból po stracie rodziców jest ogromny. Wróciłam szybko do pracy. Praca dawała mi chwilę zapomnienia od smutku. Ale po powrocie do domu jest ciągły płacz i tęsknota. Wszyscy myślą że minęły dwa miesiące że taka jestem twarda ze mam twardy charakter że normalnie funkcjonuje. Ale nikt nie wie i nie widzi ile łez jest wylanych w domu w drodze do pracy. Nie potrafię rozmawiać i wspominać rodziców bo ciągle sprawia mi to ból nie wspominając o oglądaniu fotografia. Przychodząc na cmentarz ciągle łzy lecą mi po policzku. Zostałam sama nie mam rodzeństwa nikogo. Mam wrażenie że idąc do pracy zakładam maskę ze wszystko jest ok. A po pracy się zaczyna. Stałam się bardzo wybuchową nerwowa płaczliwa to są emocje nad którymi nie potrafię zapanować. Bardzo mi ich brakuje... Tęsknię ogromnie... Mieliśmy ogólnie bardzo dobry kontakt ze sobą wiadomo czasami ja ich wkurzałam czasami oni mnie ale to chyba normalne. Ale kochałam ich nad życie . Myślę o tym żeby pójść do psychologa prosić o pomoc bo czuje ze że mną nie jest tak jak powinno być.

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć mamy- jak sobie radzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024