mam półtorarocznego rocznego synka. wcześniej miał wszystko, na wszystko mu pozwalaliśmy, można tak powiedzieć był rozpieszczany. teraz nie dajemy sobie z nim rady. na wszystko dosłownie WSZYSTKO co pojdzie nie po jego myśli reaguje histeria. nawet gdy lezy w spacerówce ja chce isc w prawo a on w lewo tez robi mi histerie. strasznie mnie to irytuje, nie mogę nigdzie isc bo po prostu wstydzę się tak rozhisteryzowanego zachowania mojego dziecka. krzyczy placze piszczy ZAWSZE do utraty sil... w KAZDEJ BLAHOSTCE. co mam robic... POMOZCIE TAK SIE NIE DA ZYC. serce mi peka gdy on tak histeryzuje ale wiem ze nie mogę mu na wszystko pozwalac. pozostawienie go żeby się uspokoil nie działa. na dodatek wtedy wpada już w prawdziwa furie co robic proszę poradzcie
Podobne tematy
Przestać pozwalać na wszystko. Rozmawiać. Wychowywać. Na histerie nie reagować, tzn. być w pobliżu dziecka, żeby nie zrobiło sobie krzywdy, ale ignorować. "Mamusia nie będzie z tobą rozmawiać, jak krzyczysz/kopiesz/bijesz. Jak się uspokoisz, porozmawiamy." Nie zabraniać "nie, bo nie", tylko spokojnie wszystko wytłumaczyć. Zagadać. Zaciekawić. "Chcesz iść w lewo? Czemu? Jest tam coś ciekawego? Chyba nie, zobacz, tylko śmietnik i brama. Za to po prawej, zoooobacz!" I niech Ci serce nie pęka
, dziecko nie płacze, bo mu źle, tylko świadomie Tobą manipuluje "Hehe, jak się rozryczę, to mamusia na wszystko mi pozwoli."
Przestać pozwalać na wszystko. Rozmawiać. Wychowywać. Na histerie nie reagować, tzn. być w pobliżu dziecka, żeby nie zrobiło sobie krzywdy, ale ignorować. "Mamusia nie będzie z tobą rozmawiać, jak krzyczysz/kopiesz/bijesz. Jak się uspokoisz, porozmawiamy." Nie zabraniać "nie, bo nie", tylko spokojnie wszystko wytłumaczyć. Zagadać. Zaciekawić. "Chcesz iść w lewo? Czemu? Jest tam coś ciekawego? Chyba nie, zobacz, tylko śmietnik i brama. Za to po prawej, zoooobacz!" I niech Ci serce nie pęka
, dziecko nie płacze, bo mu źle, tylko świadomie Tobą manipuluje "Hehe, jak się rozryczę, to mamusia na wszystko mi pozwoli."
Popieram. Ja mam taki przypadek histeryka rozpuszczonego do granic możliwości dwa domy dalej. Jak wpadnie w szał (jakieś 3-4 razy na dzień minimum) to go słychać przy zamkniętych oknach i drzwiach. Wszyscy najpierw latali za nim jak ze sraczką, na każdy płacz dostawali małpiego rozumu, no i teraz dzieciak ma prawie 5 lat i jest nie do opanowania.
W ogóle ja nie rozumiem tego, że ktoś wdaje się w jakieś dyskusje z półtorarocznym dzieckiem i "nie może czegoś zrobić, gdzieś iść", tylko ulega małemu człowiekowi, który nawet o własnym wypróżnieniu się jeszcze nie do końca czasem sam decyduje. Przecież na zdrowy rozum biorąc ten problem - jak się ulegnie, to mały się uczy, że tak można dostać to, czego się chce. Wytłumaczyć krótko, zagadać, ale jak dostaje szału ignorować i robić swoje. Co z tego, że się drze? A niech się drze, krzywda mu się nie dzieje, kiedyś się znudzi i przestanie.
dokładnie, brak reakcji na histerie powoduje, że ta strategia przestaje byc dla dzieciaka opłacalna
pamiętaj o tym, że w tym wieku mały uczy się korzustać z różnych srodków przekazu,...
to ty zadecydujesz, czym się bedzie posługiwał...
A co jeśli dziecko już "ma to w charakterze"? Zawsze jak patrzyłam na dzieci znajomych myślałam: "moje takie nie będzie". łatwo powiedzieć.... Starałam się od urodzenia dziecka, żeby nie weszło mi głowę: nie było ciągłego noszenia na rękach, usypiało od początku w łóżeczku, gdy zaczęło być bardziej kumate nie zawsze dostawało to czego chciało. Ogólnie rzecz biorąc starałam się żeby mała wiedziała że ja tu rządzę a nie a odwrót. Znajome mi mówiły że tresuję dziecko.... i co z tego jak nic to nie daje. Córka jest strasznym nerwusem: jak coś jej nie wychodzi zaraz dostaje szału, trzęsie się z nerwów, płacze itd. Nigdy na nią nie krzyczę, staram się jej spokojnie tłumaczyć zawsze wszystko, nigdy nie ulegam jej wymuszeniom. Mała ma teraz 15 miesięcy i śmieję się że przechodzi bunt dwulatka odkąd skończyła pół roku. Pierwszą taką prawdziwą "histerię" dostała jak miała 11 miesięcy: gdy nie pozwoliłam wspinać się na parapet, rzuciła się na podłogę i zaczęła w nią walić głową rękami i nogami. Byłam w szoku że takie małe dziecko jest do czegoś takiego zdolne. Pisk, płacz, wycie, rzucanie rzeczami, nerwy do tego stopnia że się czasem zapowietrza. Nie wiem już co mam zrobić. Na pewno nie zmienię postępowania i nie będę jej ulegać bo nie wyobrażam sobie co by działo się później...
Lekarka powiedziała że mam jej dawać melisę... Guzik to daje. Mała od urodzenia jest bardzo żywa, nie usiedzi 5 min w spokoju, strasznie szybko się wszystkim nudzi.
i zastanawiam się co sobie o mnie ludzie myślą "że tak rozwydrzyłam dziecko"....
nie przejmuj się, co ludzie powiedzą....
donbrze, że wiesz co ro isz
małą jest emocjonalna i reaguje z grubej rury
pewnie taka już będzie;)
z czasem nauczy się opanowywac emocje - ale to nie dzisiaj;) jeszcze jest za mała, żeby je definiowac, nazywać i przerabiać "na myslenie"
fajnie, że jestes konwekwentna