netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

Histerie/furie... Nie daję rady...

16 odpowiedzi3 261 wyświetleńzałożony przez olivka00, 03.03.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Histerie/furie... Nie daję rady...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Histerie/furie... Nie daję rady...

Witam.
Z moją córką siedziałam w domu 2 lata. Gdy miała 2 lata i miesiąc poszłam do pracy. Zaczęła się wtedy buntować bardziej niż zwykle, a nawet wpadać w histerie. Rzucała się na podłogę, płakała, nie pozwalała się do siebie zbliżyć. Płakała dotąd aż dostawała odruchu wymiotnego z płaczu i leciała się przytulić e strachu. Powody są znane chyba tylko jej. Po miesiącu - dwóch jakoś to przeszło. Przyzwyczaiła się, że siedzi z babcią, bądź z nami jak jesteśmy w domu.
Dramat zaczął się dopiero teraz. Ma 2 latka i 5 miesięcy. Ostatnio mąż opowiadał jak w kąpieli dostała furii i niewiadomego nam powodu, nie chciała wyjść, potem chciała, potem znów nie, siedziała w zimnej wodzie godzinę, krzyczała strasznie, nie dała się dotknąć (odruch wymiotny towarzyszy każdej histerii).
Następnego dnia ja miałam wolne. Rano jak tylko wstała wpadła w furię, potem w południe siedziała na nocniku godzinę (nie chciała zejść), nagle podkówka, płacz, wrzask, trzęsienie i znów furia aż do odruchu wymiotnego. Wieczorem kąpiel, wszystko fajnie i znów w jednej sekundzie płacz i histeria, godzina w zimnej wodzie, rzucanie się.
Staram się z nią rozmawiać, tłumaczyć, odwrócić jej uwagę na coś innego, przytulić ale nic nie działa.
Dziś w dzień była u babci, po południu ją odebraliśmy, wszystko było ok aż do momentu kąpieli. W jednej chwili znów podkówka, szlochanie i w końcu furia. Po godzinie siłą wyciągnięta z wanny porządnie zwymiotowała z tego krzyku. Wyginała się we wszystkie strony, miała ogromną siłę, rzucała się jak opętana.
Jestem psychicznie wykończona. Czy tak wygląda bunt dwulatka? Bo "bunt" to bardzo delikatne słowo... Dodam, że córka zawsze była dość temperamentna, raczej wybuchowa i niestety nerwowa. Jak coś jej nie wychodzi denerwuje się bardzo szybko.
Jeśli ktoś w odpowiedzi zamierza obrzucić mnie hejtem to sobie darujcie bo nie o to tu chodzi. Być może popełniłam jakiś błąd w wychowaniu, a może to jakieś problemy zdrowotne/neurologiczne/psychologiczne? Może któraś z mam przeszła przez coś podobnego?

2

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Hm... a jak wyglądało przyzwyczajanie dziecka do sytuacji, w której już nie jesteś z nią cały czas?

Z całym szacunkiem, dziecko które ma 2,5 roku niewiele zrozumie z tłumaczeń i rozmów. Dla mnie - laika - to brzmi, jakby dziecko przeżyło mocny kryzys albo straciło poczucie bezpieczeństwa.

Polecam odwiedzić psychologa, najpierw samej, bez dziecka. Jeśli dziecko jest zrozpaczone i przerażone aż do punktu, w którym wymiotuje z płaczu, to nie jest to bunt.

3

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

olivko, a oczekujesz rady? Bo tak od razu w pierwszym poście zarzucać, że będziemy cię obrzucać "hejtem"??

Trudny moment wybrałaś na powrót do pracy. Bunt dwulatka każde dziecko przechodzi inaczej, ale raczej nie powinien on przybierać tak drastycznych form....
Żeby zrozumieć zachowanie córeczki, radziłabym kilka rzeczy:

1. Na początek spróbuj ustalić, co wywołuje reakcje histeryczne. Z całą pewnością to nie jest "nic", ale może być tak, ze to rzecz dla ciebie zupełnie błaha, a dla małej szalenie ważna. Spróbuj ją poobserwować i rejestrować najmniejsze duperele. To wam pomoże ustalić, co leży u podstaw wybuchów.

2. Problemy zaczęły się, kiedy mała przeszła pod opiekę babci, więc zastanówcie się, co babcia robi inaczej niż wy. Czy mała zostawała z babcią wcześniej sama na dłużej? Czy babcia znała jej przyzwyczajenia i rytuały? Może babcia nieświadomie zmieniła coś w rozkładzie dnia córki? A może babcia ma zupełnie inne metody wychowawcze, a dziecko przez to ma mętlik w głowie?

3. Jak reagujecie na histerie córki? Piszesz, ze próbujesz odwracać jej uwagę itd. A próbowałaś nie reagować? Powiedzieć dziecku, że dopóki się nie uspokoi, nie będziesz zwracać na nie uwagi, zostawić w bezpiecznym miejscu i nie zwracać uwagi? Taka sytuacja, kiedy dwulatka sama o sobie decyduje, chociażby w sytuacji, czy chce wyjść z wanny, czy nie chce, jest niedopuszczalna. To wy jesteście jej rodzicami. Dwuletnie dziecko nie ma świadomości, że siedzenie godzinę w zimnej wodzie może prowadzić np do zapalenia płuc.... Skoro tak czy siak wrzeszczy, to wyciągasz z wanny, wycierasz i zostawiasz np w pokoju na dywanie.... Albo w innym miejscu w którym sobie nie zrobi krzywdy.
A jak babcia do tych histerii podchodzi?

4. Czy wasza córka ma ustalone granice? Czy wie, że jeśli czegoś nie pozwalasz, to nie wolno jej tego robić. Czy egzekwujecie wasze "nie"??

Z tego co piszesz, córka weszła wam na głowę i robi z wami co chce. Jedyną drogą, żeby to zmienić, jest konsekwencja. A do tego potrzeba wiadra cierpliwości, spokoju i determinacji. I przede wszystkim, wszystkie osoby które mają realny wpływ na wychowywanie córki muszą przyjąć jeden front, tzn Ty, mąż i babcia. Inaczej niczego nie wskóracie....
Jeśli sami sobie nie radzicie, to rzeczywiście wizyta u psychologa pomoże, i wam i dziecku. Psycholog powinien ustalić  z wami podstawowe zasady, które mają zapanować w domu i wskazać wam, jak je egzekwować...
Powodzenia smile

4

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...
Kasjanaa napisał/a:

olivko, a oczekujesz rady? Bo tak od razu w pierwszym poście zarzucać, że będziemy cię obrzucać "hejtem"??

Trudny moment wybrałaś na powrót do pracy. Bunt dwulatka każde dziecko przechodzi inaczej, ale raczej nie powinien on przybierać tak drastycznych form....
Żeby zrozumieć zachowanie córeczki, radziłabym kilka rzeczy:

1. Na początek spróbuj ustalić, co wywołuje reakcje histeryczne. Z całą pewnością to nie jest "nic", ale może być tak, ze to rzecz dla ciebie zupełnie błaha, a dla małej szalenie ważna. Spróbuj ją poobserwować i rejestrować najmniejsze duperele. To wam pomoże ustalić, co leży u podstaw wybuchów.

2. Problemy zaczęły się, kiedy mała przeszła pod opiekę babci, więc zastanówcie się, co babcia robi inaczej niż wy. Czy mała zostawała z babcią wcześniej sama na dłużej? Czy babcia znała jej przyzwyczajenia i rytuały? Może babcia nieświadomie zmieniła coś w rozkładzie dnia córki? A może babcia ma zupełnie inne metody wychowawcze, a dziecko przez to ma mętlik w głowie?

3. Jak reagujecie na histerie córki? Piszesz, ze próbujesz odwracać jej uwagę itd. A próbowałaś nie reagować? Powiedzieć dziecku, że dopóki się nie uspokoi, nie będziesz zwracać na nie uwagi, zostawić w bezpiecznym miejscu i nie zwracać uwagi? Taka sytuacja, kiedy dwulatka sama o sobie decyduje, chociażby w sytuacji, czy chce wyjść z wanny, czy nie chce, jest niedopuszczalna. To wy jesteście jej rodzicami. Dwuletnie dziecko nie ma świadomości, że siedzenie godzinę w zimnej wodzie może prowadzić np do zapalenia płuc.... Skoro tak czy siak wrzeszczy, to wyciągasz z wanny, wycierasz i zostawiasz np w pokoju na dywanie.... Albo w innym miejscu w którym sobie nie zrobi krzywdy.
A jak babcia do tych histerii podchodzi?

4. Czy wasza córka ma ustalone granice? Czy wie, że jeśli czegoś nie pozwalasz, to nie wolno jej tego robić. Czy egzekwujecie wasze "nie"??

Z tego co piszesz, córka weszła wam na głowę i robi z wami co chce. Jedyną drogą, żeby to zmienić, jest konsekwencja. A do tego potrzeba wiadra cierpliwości, spokoju i determinacji. I przede wszystkim, wszystkie osoby które mają realny wpływ na wychowywanie córki muszą przyjąć jeden front, tzn Ty, mąż i babcia. Inaczej niczego nie wskóracie....
Jeśli sami sobie nie radzicie, to rzeczywiście wizyta u psychologa pomoże, i wam i dziecku. Psycholog powinien ustalić  z wami podstawowe zasady, które mają zapanować w domu i wskazać wam, jak je egzekwować...
Powodzenia smile

Nie demonizujmy dzieci. Bunt dwulatka to mit, w kazdym wieku dziecko przechodzi jakiś bunt. To co my nazywamy buntem jest naturalną potrzebą dziecka do autonomii. Do właśnie decydowania o sobie - czy już musi wyjść z tej wody, czy jeszcze może przez pięć minut się popluskać, czy ma ubrać zieloną spódniczkę czy czarną. Rolą rodzica jest mądrze i odpowiedzialnie te wybory dziecku ograniczać (np. kategoryczne "nie" jeśli chce wyjść na -5 stopni w podkoszulce, ale kolor spodni już może sama wybrać).

Zgodzę się z 4 punktem. Granice to klucz do tej sytuacji. Ważne też to o babci - może rzeczywiście dziecko nie ogarnia różnych zestawów zasad w domu i u babci.

Co do obserwowania dziecka - warto zastanowić się, czy w tej chwili, kiedy następuje wybuch płaczu, nie stało się coś, co dla was jest naturalne (np. bez ostrzeżenia spuszczacie wodę z wanny, albo zabieracie bez słowa zabawki, czy choćby nie reagujecie na jej pytanie, prośbę). Jest w opisanym przez autorkę wątku zachowaniu coś niepokojącego.
Dziecko nie "manipuluje" ani "nie wchodzi na głowę" - ona jeszcze tego nie potrafi (tak jak nie potrafi jeszcze wyrażać emocji, czytać i prowadzić samochodu). Jeszcze się tego nie nauczyła. Jeszcze nie wszystko nawet rozumie. Co ona czuje w chwili, kiedy ona wpada w płacz, to strach, złość, niezrozumienie. Dziecko odczuwa te emocje bardzo intensywnie i nie ma sposobów, żeby sobie z nimi poradzić, a jeśli rodzic nie reaguje adekwatnie (nie pociesza w strachu, nie pozwala na wyrzucenie z siebie złości, nie wyjaśnia zasad w sposób zrozumiały), to płacz się nasila i nasila. Aż do wymiotów. (Wyobraź sobie jak ty musiałabyś być przestraszona i zrozpaczona, żeby zwymiotować z płaczu).

5

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...
Monoceros napisał/a:

Nie demonizujmy dzieci. Bunt dwulatka to mit, w kazdym wieku dziecko przechodzi jakiś bunt. To co my nazywamy buntem jest naturalną potrzebą dziecka do autonomii. Do właśnie decydowania o sobie - czy już musi wyjść z tej wody, czy jeszcze może przez pięć minut się popluskać, czy ma ubrać zieloną spódniczkę czy czarną. Rolą rodzica jest mądrze i odpowiedzialnie te wybory dziecku ograniczać (np. kategoryczne "nie" jeśli chce wyjść na -5 stopni w podkoszulce, ale kolor spodni już może sama wybrać).

Oczywiście, że bunt dwulatka to tylko nazwa, która ma odzwierciedlać pierwsze przebłyski samodzielności dziecka. Problem w tym, że jeśli od początku nie stawia się dziecku granic i nie temperuje jego wybuchów, to potem delikatne cofanie się nie jest możliwe. Jeśli dziecko weszło komuś na głowę, to głaskaniem po głowie tego nie zmienimy...


Monoceros napisał/a:

Zgodzę się z 4 punktem. Granice to klucz do tej sytuacji. Ważne też to o babci - może rzeczywiście dziecko nie ogarnia różnych zestawów zasad w domu i u babci.

Miło mi smile

Monoceros napisał/a:

Co do obserwowania dziecka - warto zastanowić się, czy w tej chwili, kiedy następuje wybuch płaczu, nie stało się coś, co dla was jest naturalne (np. bez ostrzeżenia spuszczacie wodę z wanny, albo zabieracie bez słowa zabawki, czy choćby nie reagujecie na jej pytanie, prośbę)

To właśnie napisałam smile


Monoceros napisał/a:

Dziecko nie "manipuluje" ani "nie wchodzi na głowę" - ona jeszcze tego nie potrafi (tak jak nie potrafi jeszcze wyrażać emocji, czytać i prowadzić samochodu). Jeszcze się tego nie nauczyła. Jeszcze nie wszystko nawet rozumie. Co ona czuje w chwili, kiedy ona wpada w płacz, to strach, złość, niezrozumienie. Dziecko odczuwa te emocje bardzo intensywnie i nie ma sposobów, żeby sobie z nimi poradzić, a jeśli rodzic nie reaguje adekwatnie (nie pociesza w strachu, nie pozwala na wyrzucenie z siebie złości, nie wyjaśnia zasad w sposób zrozumiały), to płacz się nasila i nasila. Aż do wymiotów. (Wyobraź sobie jak ty musiałabyś być przestraszona i zrozpaczona, żeby zwymiotować z płaczu).

Wchodzenie na głowę, to termin odnoszący się do rodziców, a nie do dziecka. Dziecko zachowuje się tak, jak na to pozwalają rodzice. Jeśli rodzice pozwalają na zbyt wiele mówimy o dziecku, które wchodzi na głowę (czyli nie respektuje zasad rodziców, nie ma wyznaczonych granic itd)
Z mojego doświadczenia wynika, że pocieszanie dziecka, które wpadło w histerię prowadzi tylko i wyłącznie do wzmocnienia histerii. Pocieszać, rozmawiać itd można albo przed wybuchem, albo po. W trakcie (jeśli nie uda nam się zapobiec faktycznej histerii), trzeba pokazać, że takie wybuchy na nas nie działają, a dziecko nie zdobywa dzięki nim naszej uwagi. Czysty behawioryzm smile. Jeśli zwracamy uwagę na dziecko w histerii, to ona staje się sposobem dziecka na zwrócenie naszej uwagi.
Być może było tak, że kiedy mała spokojnie domagała się uwagi rodziców, tej uwagi nie dostawała. A kiedy zaczynała krzyczeć wszyscy od razu reagowali....

6

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Akurat odruch wymiotny w ogóle nie jest niczym dziwnym, krzyk podrażnia gardło i powoduje kaszel, a ten u wielu dzieciaków powoduje "cofanie", zwłaszcza na pełnym żołądku.

Mogę się mylić, ale histeryczne zachowania Twoja córka ma głównie podczas sytuacji związanych z czystością i higieną - kąpiel, nocnik, etc.
Warto zrobić badanie moczu i kału, na wszelki wypadek.

Ja ogólnie jestem zwolenniczką zwrócenia się do specjalisty w sytuacji, gdy nie wiadomo jak postąpić, a chodzi o dobro i zdrowie dziecka. Może to tylko taki etap rozwojowy, a może mała ma jakąś traumę związaną np. z wodą.

Jedno jest pewne, to, że nie możesz sobie dać rady z pewnymi zachowaniami córki nie czyni Cię złą matką. Więc nie miej poczucia winy.
Mój syn miewał też ataki histerii i gniewu, które minęły z wiekiem, nic nie działało. Czasem udało mi się odwrócić jego uwagę, a czasem wył godzinę bez przerwy, wrzeszczał, piszczał, aż do wymiotów. To był koszmar i bardzo nas to wszystkich zmęczyło,  także wiem, co czujesz.

7

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Dziekuje za odpowiedzi.
Jesli chodzi o babcie... Mala zostawala z nia juz wczesniej, ona bardzo kocha babcie, od zwsze miala na nia zbawienny wplyw i przy babci corka jest aniolem. A sama babcia postepuje z mala tak jak my, zeby nie zmieniac rytualow. Duzo rozmawiamy, babcia robi wszystko jak my.
Od dwoch dni nie bylo histerii ale nie bylo tez kapieli:( dzis rano tylko umylam jej pupe pod prysznicem. Jednego dnia dalam jej spokoj z kapiela zeby nie spowodowac histerii a drugiego dnia nie chciala isc sie kapac i szybko, bo o 19 zasnela na rekach.
Chcialabym sie odniesc do kazdej waszej uwagi ale nie mam teraz mozliwosci.
Ogolnie znam zachowania corki na wylot i staram sie unikac sytuacji powodujacych histerie. Jestem przekonana ze nie boi sie wody, raczej chodzi o to, ze noe zrobilam czegos co oczekiwala, byc moze noe zrozumialam jej prawidlowo bo nie wszystko umie jeszcze powiedziec. No sama juz nie wiem. Dzis jestem z nia w domu. Musze jakos namowic ja do kapieli i wymyslilam, ze rozloze jej maly basenik. To musi przejsc. Pozdr.

8

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Olivko, mój syn miał etap strachu przed kąpielą. Żeby go spowrotem przyzwyczaić nalewalam mu trochę wody do wanienki niemowlęcej i na początku kąpał się w dużym pokoju, potem w wanience w łazience, a potem w wannie. Całość trwała ok 2 tygodnie smile powodzenia w pracy z córeczką smile

9

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Więc tu chyba kąpiel jest problemem. Nie miałaś kiedyś sytuacji przy myciu głowy, że nalała się córce woda do oczu, nosa?

10

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Cyngli, córka od zawsze była urodzonym nurkiem. Kąpiel to zawsze było szaleństwo, woda w oczach, uszach, na głowie nie robiła na niej żadnego wrażenia. Nie wiem co nagle mogło się stać, ale przy ostatniej kąpieli (gdy tak strasznie płakała) "grzebała sobie" rączką w kroczu. Zapytałam się, czy coś ją tam boli, czy swędzi, odpowiadała, że nie. Kiedy mówiłam, że nie trzeba się tam dotykać, żeby zabrała rączkę (byłam spokojna, mówiłam łagodnie żeby nie pomyślała, że robi coś złego tylko raczej niepotrzebnego) wtedy jakby chciała zrobić na przekór i jeszcze mocniej się łapała. Nigdy wcześniej tego nie robiła i nie wiem czy w ogóle brać to pod uwagę jako istotne, bo zauważyłam, że bardziej chce zrobić na przekór mi niż jakby coś ją tam bolało czy swędziało.
Nie zauważyłam nic, czym mogłaby się zrazić do kąpieli. Może to zwyczajne "widzimisie" zwłaszcza, że tak jak pisałam wcześniej histerie zdarzały się też w innych przypadkach. Jeśli chodzi o nocnik to często ona nie chce długo z niego schodzić co po dłuższym czasie wywołuje u niej złość. Nie karzę jej schodzić na siłę.
Inna sytuacja - jej talerz z obiadem. Stoi na stole jeszcze godzinami po obiedzie, bo jeśli chce go wynieść od razu jest wrzask.

Od dwóch miesięcy mała nie sypia już w dzień. Ostatnio jakoś się nie wysypia, wstaje bardzo wcześnie więc zaczęliśmy ją w dzień usypiać. Może jak będzie bardziej wypoczęta trochę wpłynie to na jej zachowanie. Oczywiście my (dorośli) na tym ucierpimy bo wtedy mała zasypia nam dopiero po 23 i nie wysypiamy się do pracy no ale trudno...

11

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

W wieku ok 2 lat u dziecka pojawia się takie zjawisko jak dziecięcy onanizm. Nie jest to nic złego, dziecko poznaje swoje ciało i szuka, co sprawia mu przyjemność. Ale może być też tak, że mała ma jakieś zapalenie dróg moczowych. Zrób badania moczu i będziesz coś wiedzieć smile

Obiad nie powinien stać godzinami na stole. Właśnie to są zasady o których pisałam wcześniej. Dziecko musi wiedzieć, że w pewnych granicach może sobie pomarudzic, ale to wy ustalanie zasady, a nie jej ataki płaczu....

12

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Moich dwoje dzieci miało histerie. Jednego nie może Ci zabraknąć -cierpliwości - to minie. Myślę, że najbliższe dwa lata będziesz miała pod znakiem histerii. Na moje dzieci nie działało nic, tylko czekanie aż same się uspokajały. Niemożna było przytulić , odwrócić uwagi, zagadać, zmienić otoczenia - to nie działało! Dasz radę!

13

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Pisze tylko z wlasnego doswiadczenia, bez urazy dla mam o innym podejsciu -zamiast kapieli - moze delikatny prysznic zaczynajacy sie polewaniem stop. Plus cos do zabawy np. lalki do kapieli - nie zadne specjalne tylko takie ktore mozna  umyc. Niech corka myje lale - np. wlosy - a potem Ty jej delikatnie wlosy. Potem myjcie inne czesci ciala lali i cory. Jak postanowisz, ze koniec kapieli/prysznica to powiedz glosno, zeby sprawdzila czy lala czysta i czy ona czysta - jesli nie - dajecie plyn do mycia raz jeszcze na chwile/jesli tak zakrecacie wode,w recznik zawijanie, osuszanie lali i cory. Ale mowisz z gory - jedno mycie i koniec. i tego sie trzymasz. Bez konsekwencji nic nie zdzialasz.

14

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Hanna123 prysznic odpada, też nie chce.
Po dzisiejszym wieczorze wiem jedno, choć jednocześnie wiem niewiele.
W dzień dziecko było "do rany przyłóż"... Radosna, kochana, żadnych fochów. Wieczorem rzuciłam hasło, że idziemy się kąpać. Rozebrałam ją, powrzucała swoje zabawki do wanny, jak zwykle zrobiłam pianę, wszystko fajnie. Weszła. Po 30 sekundach płacz... Nawet nie usiadła. Chciała szybko wyjść. Nie było histerii tylko płacz. Owinęłam ją ręcznikiem i przyszłyśmy do pokoju bo strasznie chciała. Po chwili namówiliśmy ją żeby poszła jeszcze raz, a ja wejdę razem z nią. Weszłyśmy. Namoczyłam ją, ale nie zdązyłam nawet zacząć myć bo znów płacz i chciała wyjść. Wyszłyśmy. Dalej siedzimy w ręczniku w pokoju aż mąż tak spojrzał na kufer od zabawek. Szybko zabawki wylądowały na podłodze a kufer napełnił się wodą. Strzał w 10! Siedziała i wyjść nie chciała. (Baseniku o którym pisałam wcześniej nie udało się dziś odnaleźć).
Tak więc nie wiem o co chodzi, dała się cała umyć, bez problemu. Obawiam się, że kufer teraz stanie się jej wanną na jakiś czas, choć planuję kupić dużą miskę.
Tak jak piszecie uważam, że jej to w końcu przejdzie tak jak wszystko się z czasem zmienia, nawet codzienne rytuały się czasem zmieniają i wchodzą nowe.

Kasjanna o onaniźmie słyszałam. Nie powtórzyło się to więcej więc nie wiem... Jeśli chodzi o obiad, tak, przyznaję, że to mój błąd i to jeden z wielu które popełniam, ale to wszystko robię by uniknąć histerii, choć wiem, że takim zachowaniem pozwalam sobą rządzić. Są rzeczy których odmawiam jej kategorycznie bez względu na jej zachowanie, ale poobiedni talerz jakoś nie był dla mnie problemem więc jej go zostawiałam.

Najważniejsze, że się sytuacja trochę uspokoiła. Ja jestem panikarą i bardzo stresują mnie wewnętrznie takie sytuacje. Tak samo jak córka jest chora (choć na razie choruje rzadko bo jeszcze nie chodzi do przedszkola), ale zawsze takie sytuacje przeżywam i stąd też ten post.
Dziękuję za wsparcie!

15

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Są takie specjalnie maty do wanny o różnych formach i kolorach. Może córka nie lubi dotykać pupą dna, może jest lekko chropowate? A może za śliskie?

16

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Cyngli mamy matę od zawsze. Na prawdę nie mogę znaleźć powodu, bo to zaczęło się dziać nagle, kiedy wcześniej nic się nie wydarzyło. Być może nigdy się nie dowiem o co chodzi.

17

Odp: Histerie/furie... Nie daję rady...

Faktycznie zagwozdka.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Histerie/furie... Nie daję rady...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026