Witam.
Mam maly problem. Obiecalem sobie i mojej dziewczynie ze nigdy jej swiadomie nie skrzywdze. Jednakze wczoraj sie poklocilismy i Ona stwierdzila ze ja za kazda nasza klotnia ranie. Nie bylo duzo tych klotni ale kazda byla wlasciwie o to samo. Mianowicie pokłocilismy sie o to ze mialem atak astmy a Ona chciala mnie do szpitala wiezc, oczywiscie przechodzilem juz takie ataki wiec wiedzialem ze przemecze sie chwile i bedzie ok (porpostu zapomnialem inhalatora), Ona naciskala zaczela wydzwaniac po rodzicach i do szwagra by mi ten inhalator zalatwic, w momencie ktorym ja go nie chcialem, w efekcie czego sie poklocilismy a ona stwierdzila ze mimo iz jestesmy razem ja wciaz zachowuje sie jak bym byl sam, i ze wszystko chce sam rozwiazywac. W tej klotni nieco sie zdenerwowalem a ze jestem dosc wylewny to nakrzyczalem na Nia. Powiedziala ze miala dosc duzo klotni w domu i nie bedzie tolerowac jak ktos na nia bedzie krzyczal. Jakos sytuacja sie zalagodzila. Wczoraj poklocilismy sie o komputer, nagle przestal dzialac, a na tym komputerze mialem bardzo wazne dane, brak ktorych opoznilby moja prace o 3 miesiace, wiec bylem tym faktem bardzo zdenerwowany i staralem sie naprawic komputer by chociaz odzyskac dane. Oczywiscie moja dziewczyna zaczela mi podsuwac mase rozwiazan, ze odda mi swoj komputer itp. Na co ja ze do Ojca pojade i wezme od niego ( ma nieuzywany w domu). Wiec ona ze mielismy razem na weekend jechac do ich rodzicow, na co ja ze tylko pojade w piatek i wroce. Tak od slowa do slowa doszlo do momentu w ktorym odwrocilem laptopa by cos z bateria porobic a Ona wyleciala z hukiem ze mam go zostawic i nie rzucac nim, no to sie zdenerwowalem i krzyknalem ze oszalala. W efekcie czego Ona sie obrazila na mnie, powiedzial ze mam sie odwalic od niej. Dzis mielismy rozmowe, niby wszystko sobie wyjasnilismy, wciaz czuc w powietrzu lekkie napiece i nieufnosc, ale mysle ze wyjdziemy z tego malego kryzysu, ale nie dlatego pisze. Chcialbym jakos zaradzic temu iz sie denerwuje w dosc latwy sposob i bardzo mocno reaguje, dosc impulsywnie i czesto podczas roznego rodzaju klotni krzycze, a przy klotni z przyjaciolmi czasem dochodzi do rekoczynow. Nigdy mojej dziewczyny nie uderzylem, nie szarpnalem, nie popchnalem zadnej agresji fizycznej tylko krzyk. Jest jakas metoda aby temu zaradzic? By ta agresje powstrzymac jakos? Czasem mam wrazenie ze Ona jest nadopiekuncza, czasem sama odciaga mnie od jakis malych spraw kiedy widzi ze mi nie wychodzi i sama to robi, co mi bardzo uwłacza jako mezczyznie. PS. prosze nie radzic terapi i psychologa.