Cześć! Chciałam się wyżalić i zwierzyć, może Wasze opinie pomoga mi uporać się z przykrością.
Mam 25 lat i 9 miesiecy temu rozstałam się z narzeczonym z którym byłam 6,5 roku. Powodem rozstania było jego chore zamiłowanie do gier komputerowych i niechęć do podjęcia dojrzałej decyzji o ślubie. Żarlismy się o to 2 lata aż w gniewie i rozpaczy podjęliśmy decyzję o rozstaniu bo zaczął byc to juz bardzo toksyczny związek. Bardzo przeżyłam rozstanie. Płakałam, poszukiwałam na siłę chłopaka żeby wypełnić pustkę (wiem że głupie ale tak się niestety robi a i tak ciągle wraca były), pociłam się w nocy i dostawałam gorączki. Nie sądziłam że można aż tak mocno przeżywać. Gdy zaczął robic podchody bo zrozumiał bład uciekałam udając dumną i zadowoloną z życia. Nie chciałam żeby wrócił. Wiedziałam że jesli ulegne to będę mieć pretensje sama do siebie.
Zaczęłam sie spotykać z chlopakami ale zaden mi nie odpowiadał, nie podobał sie dość mocno, nie pasował do mnie. Pomyslałam ze jestem wyprana z uczuć i nigdy nie pokocham, postanowiłam byc sama.
I wtedy spotkałam P. Był on w trakcie rozwodu ze wzgledu że zdradziła go żona. Na początku nie chciałam się z nim spotykać i traktowałam to z baaardzo dużym dystansem bo w końcu było to małżeństwo i jeszcze nie byli po rozwodzie. Było luźno, fajnie, na spokojnie. Bałam się bo on był po rozstaniu z żona dopiero 4 miesiące. Robił wszystko żeby mnie do siebie przekonać, zabiegał starał się, rozwiązał firmę z nią na dowód że już wszystko jest za nim, pchał się do mojego ojca do domu żeby z nim porozmawiać, żeby nie bał się że zrobi mi krzywde, jego rodzina wiedziała że się z nim spotykam ale chociaż namawiali go do wybaczenia zonie on twardo stał przy swoim że chce zacząć wszytsko na nowo. Nie spotykał się z żona. Do czasu... Jednego dnia się z nią spotkał żeby ustalic formalności i... nie chciał ze mną o tym rozmawiać. Ale go docisłam i okazało się że był z nią w knajpie, że zostawiła część rzeczy w mieszkaniu pomimo ze miała wszystkie zabrać, że nie ma terminu rozprawy bo przecież to nie takie proste... Potem całkiem mu odbiło. Zaczął być nieprzyjemny, gadać o dziecku (bo ona nie chciała mieć a teraz pewnie mu wciska że zróbmy sobie na zgode, ja Cię zdradziłam, ty mnie też, wybaczmy sobie). Powiedziałam mu o swoich uczuciach i zaangazowaniu, wiedział że wiele wycierpiałam przez byłego i postawiłam sprawe jasno. Albo jesteśmy razem, przewalimy ten syf razem i sie rozwodzisz albo chce zapomnieć. Nic na to nie powiedział, nie chciał rozmawiać, pojechał na impreze z kolegami, jeszcze mi jakiegoś smsa wysłal z "Kotkiem" a potem już nie odpisywał więc zrozumiałam...
Najgorsze jest to ,że nawet nie umiem być na niego zła bo wiem że na początku na prawde był zauroczony i było nam super. Stawał na rzęsach żeby przekonać mnie abym mu zaufała że nasze zbolałe serca mogą się połączyć. Aż uwierzyłam. Bo to po prostu jest dobry chłopak któremu nie pomieściło się w głowie coś tak ohydnego. Taki który dba o rodzinę, pragnął dziecka a zona puściła się na imprezie i oszukiwała jego i rodzine jeszcze pół roku. On ją po prostu kocha i dlatego nie umiał pokochać mnie. Czasem tak jest. Tylko że to tak cholernie boli... Zakochałam się w nim, byłam w stanie przemęczyć ten rozwód i przeszłość bo wierzyłam że zdrada to coś czego wybaczyć się nie da i jakoś się z tym upora. Jednak wszystko wskazuje na to że jego miłość do niej jest silniejsza i chce jej wybaczyć chodź twardo zaprzeczał że do niej nie wróci. A dziś poczułam się jak pionek w grze. Czasami jesteśmy pionkami od początku i nie wiemy a czasem się nimi stajemy w trakcie gry. Na szczęście błyskawicznie się z tego wycofałam żeby nie niszczyć sobie zdrowia i chronić poczucie własnej wartości. Tak bardzo boli mnie sama myśl że on wróci do swojej żony i będą mieć dziecko. Mam wrażenie że nigdy nie bedę mieć męża i upragnionego dziecka. Że już za każdym razem będę cieszyła się tylko z tego że umiem odejść z godnością. Teraz znów muszę być sama bo żaden mężczyzna mnie nie interesuje, nie dorównuje mu a do wybijania klina klinem mam odrazę.
Napiszcie proszę co myślicie, może jakieś słowa otuchy, nadziei. Cokolwiek. Z góry dziękuję.