Drogie NetKobietki,
piszę bo mam nadzieję na "radę" z Waszej strony. Napisałam "radę" bo wiem,ze tak naprawdę to ja muszę podjąc decyzję, ale chciałabym poznać Waszą opinię, jakis niezależy osąd...
Dwa miesiące temu zaczęłam się spotykać z pewnym chlopakiem (poznaliśmy sie przez internet), chlopak jest naprawdę fajny, świetnie nam się rozmawia, jest pracowity (dla mnie to wazne bo ja tez jestem), mamy dużo współnych poglądów na świat, mieszka 50 km ode mnie ale to akurat nie jest żadnym problemem, generalnie jest super, nie ma na co narzekać, rozmawiamy ze sobą codziennie, non stop, spotykamy sie jak tylko jest na to chwila, mamy podobne poczucie humoru,szanujemy swoje zdanie z tego co widzę i to,że np. zainteresowania mamy zupelnie inne nikt nikomu niczego nie probuje narzucac...
natomiast pojawil sie "problem"....przypadkiem poznałam drugiego chłopaka, w swoim mieście, poznała nas koleżanka, od ktorej on pozniej wyciagnal numer telefonu (ona zapytala mnie czy moze go podać, ja sie zgodziłam, nie wiedząc tak naprawde po co to zrobilam, może dlatego,ze uczuciowo nie zaangazowalam sie jeszcze w zwiazek z tym pierwszym pomyslalam,ze z tym mogę porozmawiać, gdybym z tamtym byla dlugo i bylby to powazny zwiazek to nie zrobilabym czegoś takiego,a tak jakos samo wyszło)...no i ten nowo poznany kolega zaczal do mnie pisac, okazuje sie,ze z tym równie dobrze mi sie rozmawia, ze jestesmy do siebie podobni, ze rowniez moglibysmy stworzyc dojrzaly normalny związek (takie rzeczy sie po prostu wie). ten jest starszy, tamten mlodszy ode mnie, ale jestem prawie pewna,ze z każdym z nich byłoby mi dobrze...i ze ja każdego z nich byłabym w stanie obdarzyć uczuciem i wejść w taki związek całą sobą...
z tym drugiem spotkałam sie dwa razy...chciałam go "wybadać", widzę,ze mu zależny,żeby te znajomość kontynuować...
ale wiem,ze nie mogę tak na dwa fronty jechać, bo to nie fair wobec nich i wobec mnie...nigdy nie przypuszczałam,ze znajde sie w takiej sytuacji, prosze o niewydawanie opinii nt.tego,ze podalam temu drugiemu nr telefonu, bo obie tez znajomosci trwaja tak krotko, zaczely sie prawie jednoczesnie, zycie samo pisze takie scenariusze...
nie wiem co mam zrobić, wiem,ze muszę postanowić, z jednym z nich zerwać kontakt i zaangażować się tylko w jeden związek, ale to jest takie cholernie trudne.... obaj są tacy dobrzy i jest mi z każdym z nich naprawdę super...
ciężko jest mi kierować się "głosem serca" bo z żadnym z nich nie związałam się jeszcze na super poważnie (gdyby tak bylo to zapewne cala sytuacja nie miałaby miejsca)
Czy ktoś z Was był w takiej sytuacji?