Witajcie dziewczyny... Zarejestrowałem się na Waszym forum już jakiś czas temu, ale dopiero dziś decyduję się napisać o tym co mnie gryzie...
Mam 22 lata, mieszkam w Łodzi i generalnie nie wiem za bardzo czasem co się ze mną dzieje...
Niebawem minie rok od momentu w którym zostawiła mnie dziewczyna... Przez 3 lata wydawało się, że to już to... Że będę szczęśliwy do końca życia i tak być może by było... Przyszła zmiana otoczenia, studia i z ideału zrobiła się zwykłą, pustą laską... Nie zauważałem tego, a może nie chciałem? Dałem się wykorzystywać jej rodzicom do roboty, potęgowała się we mnie zazdrość na podstawie jej opowieści ze studiów... Nie było dnia, bez opowieści o kolegach, którzy jej imponowali... Prostactwem;( Z dnia na dzień zmieniała się coraz bardziej, aż w końcu przyszedł czas na najgorsze... Zostawiła mnie, jak się później okazało, bo przeszkadzałem jej w studenckim życiu...
A jeszcze kilka tygodni wcześniej mówiła mi, że jej przyjaciółki, które zna od dziecka, mówiły jej, że chciałyby mieć takiego chłopaka, który tyle się stara i tak fajnie ma ułożone w głowie...
Nikomu, kto tego nie przeżył nie życzę, żeby musiał przez to przechodzić... Świat się zawalił. Dołączając inne problemy jak choroba mamy i utrata pracy w tym samym momencie... Kumulacja pierwszego stopnia-wrak człowieka. W życiu nie czułem się tak jak wtedy... Ale postanowiłem się nie poddać. Było ciężko, ale z pomocą rodziców i przyjaciół pozbierałem się i mogę powiedzieć, że jest już normalnie... prawie. Czasem przychodzą gorsze dni beznadziei. Choroba mamy i wizyty w szpitalu pokazały mi jak kruche jest życie. I dlatego trzeba się cieszyć każdą chwilą, a ja nie umiem... Jestem młody i całe życie przede mną, chciałbym z kimś być, żyć do kogoś, nie tylko dla siebie... A widzę, że w obecnych czasach, duża część ludzi nie ma żadnych wartości... Mam wrażenie, że prawie z każdej strony jestem otoczony fałszywymi ludźmi, każdy się na wzajem obgaduje. Mam nadzieję, że po prostu tylko trafiłem na takie towarzystwo. Dla mnie nie jest normalne, że u mojego kolegi prawie każda impreza kończy się orgią... Głównym celem wyjazdów jest upicie się do upadłego, kac, spóźnianie się do pracy po 3-4 h...
Młodość rządzi się swoimi prawami... Ja też aniołkiem nie jestem, ale mam swoje wartości, pasje, hobby, szanuje się i szanuję innych.
Uwierzcie mi, że spotkałem się z ludźmi "po studiach" którzy nie wiedzą kim był Wyszyński, prawie nie potrafią pisać, nie wiedzą, gdzie jest Gdańsk czy Poznań, ile rok ma dni!!! O czym z nimi rozmawiać? Wódka, imprezy sex i licytować się na kace??;(
To co widzę i to co czytam, powoduje, że zaczynam obawiać się czy na prawdę znajdę w życiu kogoś wartościowego, kto zawróci mi w głowie i będę szczęśliwy... Przez ten blisko rok, spotkałem się z 6 dziewczynami... Jedna uważała, że w Polsce językiem urzędowym powinien być... angielski, druga leciała na kasę, trzecia i czwarta szukały kogoś o cechach wyżej opisanych, piąta nie wiedziała czego chce, a szósta miała chłopaka, a się umawiała...
Zbliżają się wakacje, a biorę coraz więcej godzin w pracy, żeby tylko się w domu nie nudzić, żadnego wyjazdu, żadnej zabawy...
Chciałbym po prostu przytulić się do jakieś fajnej <mojej> dziewczyny, iść z nią do kina, restauracji, zasnąć obok wtulony w nią i budząc się zobaczyć jej uśmiech, przesiedzieć z nią noc na plaży z winem, iść do pubu, klubu, pogadać o wszystkim, czuć, że jest się dla kogoś ważną osobą, a nie tylko chorągiewką, która powiewa jak kto dmuchnie... Czy to jest jeszcze osiągalne? Chce po prostu być szczęśliwy! Za 50 lat iść jako staruszek za rękę i patrzeć na ukochaną jak pierwszego dnia, gdy ją poznałem...
Chciałbym wierzyć, że tak będzie...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Mam nadzieję, że nie zamarudziłem ;p;D