Prawie rok temu rzucił mnie facet. Kręcił na boku z inną, przyprowadzał ją do naszego mieszkania, wcześniej zwierzał się z problemów (było ich sporo) w naszym związku pewnej dziewczynie (teraz z nią jest).
Zrobiłam wszystko co mogłam.
1) nowa pasja - jest
2) nowy facet - był, błąd.
3) reaktywacja przyjaźni - jest
4) poświęcenie pracy - jest
5) skupienie się na sobie - jest
6) bezsensowne wypisywanie powodów, dla których to lepiej że nie jesteśmy razem -było
7) bezsensowne przypominanie sobie o jego wadach, o tym, że zachował się beznadziejnie, że mnie zdradził (emocjonalnie, twierdził, że nie poszli do łóżka) - było
8) jakieś flirty randomowe - były, błąd.
I co? I nic. Mija rok a ja dalej przytulam się do pustego miejsca po nim w łóżku, myśląc sobie, że to tu powinien być, nie u tej nowej.
Co mam jeszcze zrobić? Nie mam szans na żaden nowy związek,bo żaden facet nie jest nim. A on był taki idealnie mój. Z tym samym poczuciem humoru, cudownie się nam rozmawiało, uzupełnialiśmy się w zaletach i wadach.
Co mam zrobić, proszę, dajcie mi jakąś konkretną radę. Nie ogarniam tego, ile można.
I łudzę się ciągle, że jeśli ja tak tęsknię to niemożliwe, żeby on nie tęsknił. Fakty przeczą złudzeniom, ma świetny podobno związek z uroczą kobietą. Tłumaczę sobie, że okrutnie ze mną zagrał, czy chciałabym żeby teraz wracał?! (tak, tak) Że oszukał, zeszmacił i jeszcze ludziom na około opowiada, że to zasadniczo moja wina - naprawdę chce takiego typa?! (tak, taaaaak)
Co mam zrobić? Jakie są metody na wykasowanie tych upartych bajtów z pamięci?
Fejs ograniczony, tel. zablokowany, okienko z chata zsunięte, żeby nie widzieć zielonej kropki przy nim, w ogóle żeby nie widzieć nazwiska. Nawet jak ostatnia szczeniara, zdjecia z fejsa pousuwałam wspólne.
Co mam zrobić? Jest coś jeszcze?
Przemeblowałam wspólne mieszkanie, zmieniłam pościel i własną bieliznę, sposób ubierania, sposób spędzania wolnego czasu.
Jest coś jeszcze, co można zrobić?
Nie chce tego już.