Witam!
Z góry zaznaczę, że jestem facetem. Mieszkam w Krakowie i mam 19 lat. Razem z dziewczyną - Martą, która jest odemnie o 10 miesięcy starsza żyjemy w związku od 2 lat. Poznaliśmy się w 2011 pod koniec wakacji i po tygodniu uznaliśmy, że to jest to!
W trakcie związku posądziła mnie o zdrade z jej przyjaciółką Kaśką. I przez trzy miesiące starałem się o udowodnienie mojej niewinności i odzyskanie jej (Nie udowodniłem niewinności do teraz ale odzyskałem). Było to od końca sierpnia do końca listopada. Ten okres to była moja katorga, depresja, brak życia itp.
Jednak jak ją odzyskałem to zaczęło się znowu to co zwykle, co? Już mówię...
Ona ogólnie ma charakter zaborczy, chamski i dominujący. Mnie jako młodszego nie szanuje aż tak, chce zdominować i udowadniac mi winę której nie mam! Czytacie i myslicie, że to zło wcielone ale... Sa momenty, że potrafi zachowywać się jak anioł. Tylko niestety wystarczy aby coś było nie po jej myśli, a znowu jest diablicą. Kiedy w czymś mam rację to potrzeba jej kogoś kto potwierdzi moje słowa i ta osoba musi być autorytetem dla niej - Ja nie jestem. Tutaj także co do kłótni to jej przyjaciółka Kaśka (Z którą raz sie bardzo nienawidzą, a raz bardzo przyjaźnią) uznaje, że facet powinien wybaczać mimo wszystko - Na tym polega miłość.
Jednak najnowsze wydarzenia mnie już otumaniły... Sam jestem w przekonaniu aby zerwać z nią ale, boje się czegoś. Sam nie wiem czego, czy to jest obawa przed samotnością, czy dalej jestem zaślepiony jej zaletami. Nie wiem naprawdę, to jest takie głupie uczucie i obawa, że jak zerwę to zrywam z całym dotychczasowym życiem, bo te dwa lata to przyzwyczajenie jednak do niej i życia z nią. Także od dłuższego czasu moi przyjaciele zauważają, że jest coś nie tak. Głównie mi doradzają aby to zakończyć, bo chodzę strasznie znerwicowany i zdenerwowany.
Co do ostatnich wydarzeń to zaczęła ona pracować w hotelarstwie, z tego powodu relacje z Kaśką (Która pracuje tam już rok) się zacieśniły. Ostatnio jak wpadłem do Marty to wolała 40 minut gadać z przyjaciółką niż ze mną, kompletna olewka tylko czasami pytała się czy wszystko ok. Także jak dowiedziała się, że Kaśka jedzie do ojca do Niemiec to momentalnie pyta się mnie czy możemy przesunąć nasz wspólny wyjazd, który planowaliśmy od 2 miesięcy. Ostatnio także była na spotkaniu o którym mi nic nie mówiła - Spoko, ma prawo. To związek i partnerstwo, a nie ograniczanie. Jednak przy okazji jej rozmowy z Kaśką, usłyszałem że była u kolegi w kinie. Natomiast kiedy chciałem z nią pojechać w miejsce, które ona bardzo chciała odwiedzić, to żal jej było zapłacić 12 zł za benzynę (Zrzucaliśmy się na pół). Zaczęła mnie oskarżać, że nie mam prawa się interesować jej wydatkami, bo sam nie jestem lepszy, a wypłatę "przepierd**am" na samochód (Muszę opłacić dwie raty za ubezpieczenie). Jeśli chodzi o życie erotyczne to wygląda to tak, że kiedy ona chce. Jak ja nie chce, bo jestem zmęczony po pracy to zaczyna się narzekanie i foch. U nas nie ma czegoś takiego jak przytulanie i całowanie (Chyba, że z jej inicjatywy), bo mówi że miała ciężkie przejścia w przeszłości i nie potrafi być tak otwarta...
Także co do nocowania u znajomych, uznała że to jest przesada i nie powinniśmy. Dzisiaj mówiła, że będzie późno wracać z pracy i nie opłaca się wracać do domu, stąd chyba nie wróci. Na moje pytanie gdzie przenocuje na początku milczała ale po zwiększonej ciekawości z mojej strony przyznała, że chyba u znajomego i żebym nie był znowu zazdrosny, bo mnie nie zdradzi. Ja co do tego straciłem już pewność. Także jak pytała się mnie przed chwilą o adres hotelu w którym musi pracować (Nie zorientowała się w ogóle, o 18 zaczyna pracę...), to gdy wytłumaczyłem jej, że ten hotel jest jednak blisko mnie to zdecydowała, że będzie nocować u mnie. Decyzje chciała odrazu w pięć sekund ("Nie możesz powiedzieć teraz?! Jezu..."). Mimo, że chciałem wpierw spytać domowników, postanowiła że sama przedzwoni do mojej rodzicielki i się spyta.
Co do kontaktów z moją rodzicielką to sprawa wygląda tak, że Marta uwielbia wręcz moją matkę. Zawsze jak do mnie przychodzi to siedzi u niej i gadają. Niestety często to przeszkadza rodzicielce ale ze względu na uprzejmość nie chce jej tego powiedzieć...
Co do wspólnych wydatków, to muszę się dorzucać do jedzenia (Mieszka z siostrą i jej chłopakiem oraz kumpel czasem pomieszkuje u nich). Mimo, że praktycznie nic u nich nie jem. Jak jesteśmy u mnie to nie czuje się zobowiązana ani nic w momencie, gdy np. Dostaje u mnie obiad, naje się do syta. I moja mama z racji tego, że chce ją wesprzeć daje jej mały ekwiwalent w postaci jakiegoś mleka, masła itp. Marta ogólnie tylko z siostrą żyje, rodzice zostawili je, gdy byłe małe - Niestety to często mi ukazuje, że jaka to ona biedna i pokrzywdzona, bo sama żyje. Ja natomiast w ogóle "życia nie potrafie, bo żyje z rodzicami".
Przepraszam za chaos, ale piszę to z emocjami. Nie wiem co robić, jak facet powinienem się zachować ale w momencie jak chce zerwać to czuje w sobie blokadę.
Doradzicie? Proszę...