netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Chce zerwac, nie daje rady!

38 odpowiedzi10 322 wyświetleniazałożony przez Tomek39, 20.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chce zerwac, nie daje rady!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1 Ostatnio edytowany przez Tomek39 (2013-05-20 17:13:28)

Temat: Chce zerwac, nie daje rady!

Witam!

Z góry zaznaczę, że jestem facetem. Mieszkam w Krakowie i mam 19 lat. Razem z dziewczyną - Martą, która jest odemnie o 10 miesięcy starsza żyjemy w związku od 2 lat. Poznaliśmy się w 2011 pod koniec wakacji i po tygodniu uznaliśmy, że to jest to!

W trakcie związku posądziła mnie o zdrade z jej przyjaciółką Kaśką. I przez trzy miesiące starałem się o udowodnienie mojej niewinności i odzyskanie jej (Nie udowodniłem niewinności do teraz ale odzyskałem). Było to od końca sierpnia do końca listopada. Ten okres to była moja katorga, depresja, brak życia itp.

Jednak jak ją odzyskałem to zaczęło się znowu to co zwykle, co? Już mówię...

Ona ogólnie ma charakter zaborczy, chamski i dominujący. Mnie jako młodszego nie szanuje aż tak, chce zdominować i udowadniac mi winę której nie mam! Czytacie i myslicie, że to zło wcielone ale... Sa momenty, że potrafi zachowywać się jak anioł. Tylko niestety wystarczy aby coś było nie po jej myśli, a znowu jest diablicą. Kiedy w czymś mam rację to potrzeba jej kogoś kto potwierdzi moje słowa i ta osoba musi być autorytetem dla niej - Ja nie jestem. Tutaj także co do kłótni to jej przyjaciółka Kaśka (Z którą raz sie bardzo nienawidzą, a raz bardzo przyjaźnią) uznaje, że facet powinien wybaczać mimo wszystko - Na tym polega miłość.

Jednak najnowsze wydarzenia mnie już otumaniły... Sam jestem w przekonaniu aby zerwać z nią ale, boje się czegoś. Sam nie wiem czego, czy to jest obawa przed samotnością, czy dalej jestem zaślepiony jej zaletami. Nie wiem naprawdę, to jest takie głupie uczucie i obawa, że jak zerwę to zrywam z całym dotychczasowym życiem, bo te dwa lata to przyzwyczajenie jednak do niej i życia z nią. Także od dłuższego czasu moi przyjaciele zauważają, że jest coś nie tak. Głównie mi doradzają aby to zakończyć, bo chodzę strasznie znerwicowany i zdenerwowany.

Co do ostatnich wydarzeń to zaczęła ona pracować w hotelarstwie, z tego powodu relacje z Kaśką (Która pracuje tam już rok) się zacieśniły. Ostatnio jak wpadłem do Marty to wolała 40 minut gadać z przyjaciółką niż ze mną, kompletna olewka tylko czasami pytała się czy wszystko ok. Także jak dowiedziała się, że Kaśka jedzie do ojca do Niemiec to momentalnie pyta się mnie czy możemy przesunąć nasz wspólny wyjazd, który planowaliśmy od 2 miesięcy. Ostatnio także była na spotkaniu o którym mi nic nie mówiła - Spoko, ma prawo. To związek i partnerstwo, a nie ograniczanie. Jednak przy okazji jej rozmowy z Kaśką, usłyszałem że była u kolegi w kinie. Natomiast kiedy chciałem z nią pojechać w miejsce, które ona bardzo chciała odwiedzić, to żal jej było zapłacić 12 zł za benzynę (Zrzucaliśmy się na pół). Zaczęła mnie oskarżać, że nie mam prawa się interesować jej wydatkami, bo sam nie jestem lepszy, a wypłatę "przepierd**am" na samochód (Muszę opłacić dwie raty za ubezpieczenie). Jeśli chodzi o życie erotyczne to wygląda to tak, że kiedy ona chce. Jak ja nie chce, bo jestem zmęczony po pracy to zaczyna się narzekanie i foch. U nas nie ma czegoś takiego jak przytulanie i całowanie (Chyba, że z jej inicjatywy), bo mówi że miała ciężkie przejścia w przeszłości i nie potrafi być tak otwarta...

Także co do nocowania u znajomych, uznała że to jest przesada i nie powinniśmy. Dzisiaj mówiła, że będzie późno wracać z pracy i nie opłaca się wracać do domu, stąd chyba nie wróci. Na moje pytanie gdzie przenocuje na początku milczała ale po zwiększonej ciekawości z mojej strony przyznała, że chyba u znajomego i żebym nie był znowu zazdrosny, bo mnie nie zdradzi. Ja co do tego straciłem już pewność. Także jak pytała się mnie przed chwilą o adres hotelu w którym musi pracować (Nie zorientowała się w ogóle, o 18 zaczyna pracę...), to gdy wytłumaczyłem jej, że ten hotel jest jednak blisko mnie to zdecydowała, że będzie nocować u mnie. Decyzje chciała odrazu w pięć sekund ("Nie możesz powiedzieć teraz?! Jezu..."). Mimo, że chciałem wpierw spytać domowników, postanowiła że sama przedzwoni do mojej rodzicielki i się spyta.

Co do kontaktów z moją rodzicielką to sprawa wygląda tak, że Marta uwielbia wręcz moją matkę. Zawsze jak do mnie przychodzi to siedzi u niej i gadają. Niestety często to przeszkadza rodzicielce ale ze względu na uprzejmość nie chce jej tego powiedzieć...

Co do wspólnych wydatków, to muszę się dorzucać do jedzenia (Mieszka z siostrą i jej chłopakiem oraz kumpel czasem pomieszkuje u nich). Mimo, że praktycznie nic u nich nie jem. Jak jesteśmy u mnie to nie czuje się zobowiązana ani nic w momencie, gdy np. Dostaje u mnie obiad, naje się do syta. I moja mama z racji tego, że chce ją wesprzeć daje jej mały ekwiwalent w postaci jakiegoś mleka, masła itp. Marta ogólnie tylko z siostrą żyje, rodzice zostawili je, gdy byłe małe - Niestety to często mi ukazuje, że jaka to ona biedna i pokrzywdzona, bo sama żyje. Ja natomiast w ogóle "życia nie potrafie, bo żyje z rodzicami".


Przepraszam za chaos, ale piszę to z emocjami. Nie wiem co robić, jak facet powinienem się zachować ale w momencie jak chce zerwać to czuje w sobie blokadę.

Doradzicie? Proszę...

2

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Witaj...
Choc tak jak piszesz na koncu postu, ze Twoj luba ma "przetracone" zycie, bo wychowuje sie bez rodzicow, to w calym Twoim poscie jej osoba jawi mi sie jako pomieszanie psa ogrodnika z osobowoscia toksyczna (psychofag, narcyz, osobowosc schizoidalna).

Tomek39 napisał/a:

W trakcie związku posądziła mnie o zdrade z jej przyjaciółką Kaśką. I przez trzy miesiące starałem się o udowodnienie mojej niewinności i odzyskanie jej (Nie udowodniłem niewinności do teraz ale odzyskałem). Było to od końca sierpnia do końca listopada. Ten okres to była moja katorga, depresja, brak życia itp.
...gdzie przenocuje na początku milczała ale po zwiększonej ciekawości z mojej strony przyznała, że chyba u znajomego i żebym nie był znowu zazdrosny, bo mnie nie zdradzi. Ja co do tego straciłem już pewność.
...Jednak przy okazji jej rozmowy z Kaśką, usłyszałem że była u kolegi w kinie.

Jak to odbierasz??? Jako zazdrosc, czy jako kamuflarz jej "drugiego" zycia za Twoimi plecami???
Bo przejawow zazdrosci ja w tym nie widze - ktore sa jak cien dla milosci a im wiecej cienia tym mniej swiatla. Natomiast co do Twoich obaw mialbym rownie uzasadnione podejrzenia.
I zapamietaj sobie jedno o milosc sie nie blaga, a skoro ktos watpi w Twoja prawde, olej to. Prawda ma to do siebie, ze zawsze obroni sie sama i nie potrzebuje chamstwa, grubianstwa i glupoty, by wyszlo na jej korzysc. Bez wzgledu czy stoi do kogos "twarza" czy "plecami".

Ona ogólnie ma charakter zaborczy, chamski i dominujący. Mnie jako młodszego nie szanuje aż tak, chce zdominować i udowadniac mi winę której nie mam! Czytacie i myslicie, że to zło wcielone ale... Sa momenty, że potrafi zachowywać się jak anioł. Tylko niestety wystarczy aby coś było nie po jej myśli, a znowu jest diablicą. Kiedy w czymś mam rację to potrzeba jej kogoś kto potwierdzi moje słowa i ta osoba musi być autorytetem dla niej - Ja nie jestem. Tutaj także co do kłótni to jej przyjaciółka Kaśka (Z którą raz sie bardzo nienawidzą, a raz bardzo przyjaźnią) uznaje, że facet powinien wybaczać mimo wszystko - Na tym polega miłość.

NIe zawsze ale z reguly takie zachowania to domena toksykow, by postawic wsio na jedna karte i by bylo po ich mysli. Ona nie potrzebuje autorytetu zgodnego z Toba a mentora, ktory poprze jej tok myslenia - vel poplecznika.
Gdzie w tym zwiazku jestes Ty, Twoje potrzeby, plany marzenia a o wsparciu i docnianiu od partnerki juz nie wspomne???
Czekaj... siegne po mikroskop, moze dostrzege, bo cus bardzo slabo tu to widze, a nawet wcale...
a nie ukrywam, ze od ponad cwierc wieku wzrok mam sokoli. big_smile

Jednak najnowsze wydarzenia mnie już otumaniły... Sam jestem w przekonaniu aby zerwać z nią ale, boje się czegoś. Sam nie wiem czego, czy to jest obawa przed samotnością, czy dalej jestem zaślepiony jej zaletami. Nie wiem naprawdę, to jest takie głupie uczucie i obawa, że jak zerwę to zrywam z całym dotychczasowym życiem, bo te dwa lata to przyzwyczajenie jednak do niej i życia z nią. Także od dłuższego czasu moi przyjaciele zauważają, że jest coś nie tak. Głównie mi doradzają aby to zakończyć, bo chodzę strasznie znerwicowany i zdenerwowany.

te "fantastycznie samonakrecajace" sie związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was uzależniło od siebie. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojej partnerki. Teraz po prostu czasami brakuje Ci czynnika, który - paradoksalnie - nadawał Twojemu życiu kierunek. Staniesz na Nogi izolujac sie od niej.

Co do ostatnich wydarzeń to zaczęła ona pracować w hotelarstwie, z tego powodu relacje z Kaśką (Która pracuje tam już rok) się zacieśniły. Ostatnio jak wpadłem do Marty to wolała 40 minut gadać z przyjaciółką niż ze mną, kompletna olewka tylko czasami pytała się czy wszystko ok. Także jak dowiedziała się, że Kaśka jedzie do ojca do Niemiec to momentalnie pyta się mnie czy możemy przesunąć nasz wspólny wyjazd, który planowaliśmy od 2 miesięcy. Ostatnio także była na spotkaniu o którym mi nic nie mówiła - Spoko, ma prawo. To związek i partnerstwo, a nie ograniczanie. Jednak przy okazji jej rozmowy z Kaśką, usłyszałem że była u kolegi w kinie. Natomiast kiedy chciałem z nią pojechać w miejsce, które ona bardzo chciała odwiedzić, to żal jej było zapłacić 12 zł za benzynę (Zrzucaliśmy się na pół). Zaczęła mnie oskarżać, że nie mam prawa się interesować jej wydatkami, bo sam nie jestem lepszy, a wypłatę "przepierd**am" na samochód (Muszę opłacić dwie raty za ubezpieczenie). Jeśli chodzi o życie erotyczne to wygląda to tak, że kiedy ona chce. Jak ja nie chce, bo jestem zmęczony po pracy to zaczyna się narzekanie i foch. U nas nie ma czegoś takiego jak przytulanie i całowanie (Chyba, że z jej inicjatywy), bo mówi że miała ciężkie przejścia w przeszłości i nie potrafi być tak otwarta...

To jest - o zgrozo - Wasz zwiazek tak? Ano TAK!
To jest cyt. pogrubienie z tej Twojej wypowiedzi "partnerstwo a nie ograniczanie" tak?
Ty twierdzisz ze tak. Ano TAK!
Ale zgodne Tylko z Twoim punktem widzenia w tym zwiazku. A zwiazek to jak wiadomo 2 osoby i fundametalna zasada rownosci miedzy nimi a tu Wami!!

Związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku."

To jest zlota zasada w zwiazku dla 2 osob!!! 

Marta ogólnie tylko z siostrą żyje, rodzice zostawili je, gdy byłe małe - Niestety to często mi ukazuje, że jaka to ona biedna i pokrzywdzona, bo sama żyje. Ja natomiast w ogóle "życia nie potrafie, bo żyje z rodzicami".

A tak zapytam... na OC zarabiasz sam czy jestes sponsorowany przez rodzicow??
Bo widzac jej podejscie do zycia i pomijajac fakt jej "przetraconego" zyciorysu, ma ona mocno wybujala fantazje w tym kierunku, bo nawet ja bedac w Twoim wieku stawialem juz pierwsze kroki w zyciu na wlasny rachunek.

Bez urazy ale Ona jawi mi sie jako Twoj strup na odwloku, ktory spija z Ciebie soki i "zeruje" na zyczliwosci Twojej rodziny. Cos z tym trzeba zrobic...

Nie przeredagowane:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe  - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

3

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

1. Ona nie ma do Ciebie za grosz szacunku.
2. Nie masz do niej zaufania.

Jesteś w toksycznej relacji.
Masz wybór, możesz to zakończyć i dać sobie szansę na spokojne życie i poznanie wartościowej osoby, możesz dalej tkwić w tym, zgadzać się na warunki partnerki i ostatecznie skończyć jako osoba porzucona bo Marta, dla której nie jesteś osobą godną szacunku znudzi się Tobą i znajdzie sobie nowego.

4

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Jeśli chodzi o to OC i ogólnie całe auto, naprawy itp. Na wszystko zarabiam sam, jak trzeba to wezmę nadgodziny. W tygodniu ciągnę szkołę, w weekendy pracuje. Każdej soboty nocuje u niej pomiędzy jedną, a drugą zmianą.

Co do reszty to fakt, Ona chce dominować w związku i wszelkie moje próby stabilizacji czy ukazania, że żyjemy w równości są odbierane jako atak... Jak to mój przyjaciel powiedział "Ona widzi, że wyrywasz się spod pantofla i z tego powodu Cię jedzie jak psa!".

Co do samego zerwania, to fakt. To jest jak uzależnienie, jak odstawie używkę to najbliższy okres będzie... Bardzo kiepski. Wtedy przez te trzy miesiące to starałem się jak pies za suką aby Ją odzyskać. Ona praktycznie nic nie robiła tylko znalazła drugiego, który o nią walczył. Mimo, że wtedy mi powiedziała, że nie wie czy wybrać Jego czy Mnie, bo ten kolega jej to jednak fajny itp. To się załamałem i z poczuciem gówna dalej brnąłem w to wszystko aby odzyskać, kwiaty pod drzwiami, listy, prezenty, słodkie słowa, zapewnienia, czyny... To wszystko tak podziałało, że się udało. Ona do teraz uważa, że też chciała abyśmy wrócili i też się starała... Pamiętam, jak na wymiane przyjmowałem ucznia do domu to na tydzień się od niej odciąłem (W trakcie tej "przerwy"). Łączny bilans pod koniec tygodnia to ok. 60 nieodebranych, 10 smsów, 7 wiadomości na FB, 3 wiadomości na GG i dwie wizyty w moim domu oraz rozmowa z sąsiadką...

Sami widzicie jak jest, ja nie wiem czy to chore uzależnienie czy co... Chce po prostu zebrać siłę i to zakończyć, tylko sam nie wiem czemu nie mogę się przemóc. Widzę to wszystko, widzę. Ale strach to największe gówno jakie mnie trzyma teraz... Strach przez "efektami odstawienia używki", jaki odczuwałem przez te trzy miechy "przerwy".

5

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
Tomek39 napisał/a:

Jeśli chodzi o to OC i ogólnie całe auto, naprawy itp. Na wszystko zarabiam sam, jak trzeba to wezmę nadgodziny. W tygodniu ciągnę szkołę, w weekendy pracuje. Każdej soboty nocuje u niej pomiędzy jedną, a drugą zmianą.

Co Twoje to i moje a co moje, to...

Co do reszty to fakt, Ona chce dominować w związku i wszelkie moje próby stabilizacji czy ukazania, że żyjemy w równości są odbierane jako atak... Jak to mój przyjaciel powiedział "Ona widzi, że wyrywasz się spod pantofla i z tego powodu Cię jedzie jak psa!".

Zbyt slaba by byc i zyc sama a zbyt - paradoksalnie - silna, by zyc na partnerskich zasadach zwiazku.
Tak jak myslalem, toksyk trzymajacy wladze i Ciebie pod pantoflem. Jest po jej mysli to ok, nie to wyciera "buty" o dywanik - czytaj Ciebie - albo chce zdeptac jak robaka.

przez te trzy miesiące to starałem się jak pies za suką aby Ją odzyskać. Ona praktycznie nic nie robiła tylko znalazła drugiego, który o nią walczył. Mimo, że wtedy mi powiedziała, że nie wie czy wybrać Jego czy Mnie, bo ten kolega jej to jednak fajny itp. To się załamałem i z poczuciem gówna dalej brnąłem w to wszystko aby odzyskać, kwiaty pod drzwiami, listy, prezenty, słodkie słowa, zapewnienia, czyny... To wszystko tak podziałało, że się udało.

Ona bryluje na salonach jak diva i szuka coraz to nowego "miesa armatniego" jak nie porownujac fanow. Ciebie traktuje jak bodyguarta tylko wtedy, gdy jej przytakujesz i sie plaszczysz. Jak ona nie ma z Ciebie "profitow" do egzystencji, to telefon jak nie obrazajac do Rutkowskiego albo innego Malanowskiego, bo jej osobisty "pudzian" odpadl w przedbiegach. Widzisz tu prawidlowosc relacji w zwiazku? Bo ja nie.

Ona do teraz uważa, że też chciała abyśmy wrócili i też się starała...

Taa "byl sobie raz marynarz, ktory zywil sie wylacznie..." ale o smaku soli jak kubel morskiej wody na leb dostanie to juz zapomniala... pamietasz ta szante?
Marynarski "pieprz" to Ty! Co "port" to nowe mieso dla poprawy jej smaczku w zyciu. Qmasz???
Tobie sie nudzi juz to zeglowanie po Mazurskich bezkresach wiec do dziela...

Sami widzicie jak jest, ja nie wiem czy to chore uzależnienie czy co... Chce po prostu zebrać siłę i to zakończyć, tylko sam nie wiem czemu nie mogę się przemóc. Widzę to wszystko, widzę. Ale strach to największe gówno jakie mnie trzyma teraz... Strach przez "efektami odstawienia używki", jaki odczuwałem przez te trzy miechy "przerwy".

Metoda 34 krokow qrde na pulpit i zelazna determinacja w jej realizacji, nie ma zmiluj, bo utoniesz z kretesem szybciej niz Titanic pod jej bandera.

Ja mialem 2 takich potworow wiekszego kalibru niz Twoj... w malzenstwie. Jestem juz rok na wolnosci z tego bajzlu. Mozna??? Mozna, zdecydowanie TAK.

Poszukaj na necie i poczytaj: "wredni ludzie" Jay Cartera; blog "moje dwie glowy" i molestowanie moralne.

6

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Inni forumowicze dobrze doradzili Tobie, więc zakończ ten "związek". A ja od siebie dodam jeszcze:

http://www.youtube.com/watch?v=yNNDpXkfReo

wink

7 Ostatnio edytowany przez Tomek39 (2013-05-21 15:10:47)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
bags napisał/a:
Tomek39 napisał/a:

Jeśli chodzi o to OC i ogólnie całe auto, naprawy itp. Na wszystko zarabiam sam, jak trzeba to wezmę nadgodziny. W tygodniu ciągnę szkołę, w weekendy pracuje. Każdej soboty nocuje u niej pomiędzy jedną, a drugą zmianą.

Co Twoje to i moje a co moje, to...

Co do reszty to fakt, Ona chce dominować w związku i wszelkie moje próby stabilizacji czy ukazania, że żyjemy w równości są odbierane jako atak... Jak to mój przyjaciel powiedział "Ona widzi, że wyrywasz się spod pantofla i z tego powodu Cię jedzie jak psa!".

Zbyt slaba by byc i zyc sama a zbyt - paradoksalnie - silna, by zyc na partnerskich zasadach zwiazku.
Tak jak myslalem, toksyk trzymajacy wladze i Ciebie pod pantoflem. Jest po jej mysli to ok, nie to wyciera "buty" o dywanik - czytaj Ciebie - albo chce zdeptac jak robaka.

przez te trzy miesiące to starałem się jak pies za suką aby Ją odzyskać. Ona praktycznie nic nie robiła tylko znalazła drugiego, który o nią walczył. Mimo, że wtedy mi powiedziała, że nie wie czy wybrać Jego czy Mnie, bo ten kolega jej to jednak fajny itp. To się załamałem i z poczuciem gówna dalej brnąłem w to wszystko aby odzyskać, kwiaty pod drzwiami, listy, prezenty, słodkie słowa, zapewnienia, czyny... To wszystko tak podziałało, że się udało.

Ona bryluje na salonach jak diva i szuka coraz to nowego "miesa armatniego" jak nie porownujac fanow. Ciebie traktuje jak bodyguarta tylko wtedy, gdy jej przytakujesz i sie plaszczysz. Jak ona nie ma z Ciebie "profitow" do egzystencji, to telefon jak nie obrazajac do Rutkowskiego albo innego Malanowskiego, bo jej osobisty "pudzian" odpadl w przedbiegach. Widzisz tu prawidlowosc relacji w zwiazku? Bo ja nie.

Ona do teraz uważa, że też chciała abyśmy wrócili i też się starała...

Taa "byl sobie raz marynarz, ktory zywil sie wylacznie..." ale o smaku soli jak kubel morskiej wody na leb dostanie to juz zapomniala... pamietasz ta szante?
Marynarski "pieprz" to Ty! Co "port" to nowe mieso dla poprawy jej smaczku w zyciu. Qmasz???
Tobie sie nudzi juz to zeglowanie po Mazurskich bezkresach wiec do dziela...

Sami widzicie jak jest, ja nie wiem czy to chore uzależnienie czy co... Chce po prostu zebrać siłę i to zakończyć, tylko sam nie wiem czemu nie mogę się przemóc. Widzę to wszystko, widzę. Ale strach to największe gówno jakie mnie trzyma teraz... Strach przez "efektami odstawienia używki", jaki odczuwałem przez te trzy miechy "przerwy".

Metoda 34 krokow qrde na pulpit i zelazna determinacja w jej realizacji, nie ma zmiluj, bo utoniesz z kretesem szybciej niz Titanic pod jej bandera.

Ja mialem 2 takich potworow wiekszego kalibru niz Twoj... w malzenstwie. Jestem juz rok na wolnosci z tego bajzlu. Mozna??? Mozna, zdecydowanie TAK.

Poszukaj na necie i poczytaj: "wredni ludzie" Jay Cartera; blog "moje dwie glowy" i molestowanie moralne.

Fakt, moje zarobki - Moja sprawa. Skoro ona nie wykazuje się chęcią przy informowaniu mnie o nich, to czemu ja mam to robić.

Racje masz, dominujący toksyk z niej jest. Mówisz dosłownie to samo co mój przyjaciel, więc coś w tym jest!

Co do aluzji o pudzianie i detektywach, to fakt. Jak nie ja to inny. Sama kiedyś przyznała, że "tęsknić za mną po zerwaniu nie będzie, są przecież setki innych..." - Takie coś powiedzieć w momencie jak normalnie byliśmy razem, bo była zazdrosna o jakąś tam moją znajomą...

Aluzja co do szant także dobra... Jak nie ja to każdy nowy... I co do znudzenia, to zwyczajnie mam już dosyć tego wszystkiego!

Co do tej metody 34 kroków, każdy pokolei wykonywać czy wszystkie naraz? Bo nawet dobre są jak czytałem.
I jeszcze dwie sprawy, jak Ona zobaczy, że coś jest nie tak. To raczej się spyta czemu jej unikam, wyjechać ze szczerością wtedy, czy nie?
Oraz... Jak już zerwe z tym toksykiem, zerwać całkowite kontakty i się w ogóle nie kontaktować?



Gergo napisał/a:

Inni forumowicze dobrze doradzili Tobie, więc zakończ ten "związek". A ja od siebie dodam jeszcze:

[link do youtube'a]

wink

Takie typowe dominowanie w związku... Chyba zrozumiałem aluzje wink

8 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-05-23 12:32:32)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Dałeś sobie babie wejść na głowę i tyle. Zamiast ją wulgaryzm, powiedzieć, że nie podoba Ci się to w jaki sposób się zachowała tam w danej sytuacji, to cos się cackasz. Laska ustala zasady i sama je łamie? Człowieku, REAGUJ!! Sprowadzaj ją na ziemie, a jeśli nie posłucha to stanowczo wyciągaj konsekwencje! Nawet jeśli trzeba zerwać.

Stary, Ty MUSISZ jej pokazywać, że ona MA się z Tobą liczyć, a jak nie to wskazujesz jej drzwi.

Wina za to, że wasz związek jest jaki jest leży po obu stronach. Ona jest jaka jest, ale to Ty dajesz się jej omotać wokół małego paluszka. Nie bój się jej opieprzać i bądź obojętny kiedy zaczyna tupać nóżkami a może jeszcze coś z tego będzie. Pozdrawiam

9

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Tomek ja potwierdzam to co napisal moj kamrat bags. I potwierdzam to niejako z doswiadczenia.
Metode 34 krokow stosuj cala od razu smile
Zerwij z nia po prostu i utnij calkowicie kontakt :)fb, telefon etc zablokuj ja.
Nie boj sie ze bedziesz sam , kazdy tak na poczatku mysli ze juz zawsze sam bedzie ale to gowno prawda. Ja tez tak myslalem a dzis.  11 miesiac po wyprowadzce jeszcze zony jestem w nowym szczesliwym zwiazku.
Daj sobie szanse poznac kogos wartosciowego. Uwierz ze warto, to fajne uczucie czuc sie kochanym, szanowanym, docenionym i moc dawac to samo.

10

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
Prawy napisał/a:

Dałeś sobie babie wejść na głowę i tyle. Zamiast ją opier*olić, powiedzieć, że nie podoba Ci się to w jaki sposób się zachowała tam w danej sytuacji, to cos się cackasz. Laska ustala zasady i sama je łamie? Człowieku, REAGUJ!! Sprowadzaj ją na ziemie, a jeśli nie posłucha to stanowczo wyciągaj konsekwencje! Nawet jeśli trzeba zerwać.

Stary, Ty MUSISZ jej pokazywać, że ona MA się z Tobą liczyć, a jak nie to wskazujesz jej drzwi.

Wina za to, że wasz związek jest jaki jest leży po obu stronach. Ona jest jaka jest, ale to Ty dajesz się jej omotać wokół małego paluszka. Nie bój się jej opieprzać i bądź obojętny kiedy zaczyna tupać nóżkami a może jeszcze coś z tego będzie. Pozdrawiam

Fakt, dałem sobie wejść na głowę. Ale niekoniecznie aż tak się cackałem jak to opisałeś. Kłótnie występowały wiele razy ze względu na to, że stawiałem się i opieprzałem ją, uznawała że znowu się kłócimy i najlepiej ten związek zakończyć. Wtedy jeszcze na tyle byłem głupi, że haltowałem w tym momencie i godziłem się na jej warunki.

Jednak od ostatniego razu przejrzałem na oczy jak ona jednak mi weszła na głowę... Nie tyle co weszła ale zaczęła już skakać mi po niej. Przejrzałem i uznałem, że to koniec... Stąd ten post, bo chciałem się zorientować jak to wygląda w oczach ludzi obiektywnych, i jestem naprawdę zaskoczony, że wszyscy mi to mówią co mówią, a ja ślepy siedziałem w tym gównie!
Dlatego kilka pytań jeszcze bagsowi zadałem.

11

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Jesli bedziesz sluchal bagsa to beda z ciebie ludzie.
Chlop madrze prawi.

Musisz zaczac byc soba, musisz zaakceptowac siebie. A panienka jest... bez obrazy... strasznie pokrecona, ale to JEJ problem a nie twoj.

Metoda 34 krokow jest ekstra i skuteczna, ale panienka nie ma prawa nic o niej wiedziec.

12

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Tak czytam to, co piszesz i ciagle w kolko leci Ona "na pulpicie": z nia, przy niej, o niej, dla niej, na niej i w niej....
A ja sie tak grzecznie zapytam: qwa jego m*c, gdzie TY jeste, gdzie Twoje potrzeby, plany, marzenia.?????
Czekaj stary siegne po mikroskop bo cinko je widze, by nie powiedziec, ze wcale.

Co do tej metody 34 kroków, każdy pokolei wykonywać czy wszystkie naraz? Bo nawet dobre są jak czytałem.
I jeszcze dwie sprawy, jak Ona zobaczy, że coś jest nie tak. To raczej się spyta czemu jej unikam, wyjechać ze szczerością wtedy, czy nie?
Oraz... Jak już zerwe z tym toksykiem, zerwać całkowite kontakty i się w ogóle nie kontaktować?

Dla Ciebie metoda jak paciez a dla Niej ciemna magia, o ktorej ma nic nie wiedziec do grobowej deski.
Jesli chcesz byc soba to wyzej masz napisane co robic, jak Ci zalezy na takiej sztucznej milosci i robienia za wycieraczke, to zycze powodzenia.
Albo jestes facet na schwal i szukasz wlasciwej dla siebie partnerki albo zostajesz z nia i zbierasz ochlapy i zasuszone resztki z panskiego stolu.

Poczytaj co polecilem a przekonasz sie o czym mowimy.

13

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

No tak... Macie rację! Metoda 34 kroków widzę, że jest bardzo pochwalana... Zastosuje się do tego, wkrótce wyjeżdżam samemu na ten wyjazd co miałem z nią pojechać. Tam odcinam się na te kilka dni. Wtedy mogę na spokojnie przemyśleć wszystko i wgłębić się w te kroki.

No, a jeśli zacznie się pytać o moje zachowanie. To spokojnie ją zbyje, aby nic nie podejrzewała.

Ta metoda to czarna magia, i taka ma być. Marta ma nic nie wiedzieć. Zresztą skoro i tak to zakańczam, to po co utrzymywać sztuczną "przyjaźń" czy "znajomość". Zakańczam i urywam kontakt, momentalnie. Za bardzo mnie zraniła...

Postaram się jeszcze raz wczytać w cały temat. Dzięki bags, bo widzę że równy z Ciebie chłop! smile

14

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Zostaw ją i nie wracaj do niej. Związek polega na zaufaniu, szacunku i miłości. Z jej strony jak poczytałam to tego po prostu nie ma...zerwij z nia kontakt. Będzie ciężko ale dasz radę

15

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
Róża 27 napisał/a:

Zostaw ją i nie wracaj do niej. Związek polega na zaufaniu, szacunku i miłości. Z jej strony jak poczytałam to tego po prostu nie ma...zerwij z nia kontakt. Będzie ciężko ale dasz radę

No właśnie dlatego przemyślałem to, wiele osób mówiło mi abym zerwał kontakt ale znalazły się takie, które mówiły "skoro was łączyło tak wiele to jak to tak można nagle zerwać kontakt z dnia na dzień!?" ... Stąd tutaj się pytam, ja osobiście uważam, że nieważne jak to wygląda...
Za dużo wycierpiałem, za dużo...

16 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-23 07:45:26)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Nie jesteś sam przekonany do tego, by zerwać. Prawdopodobnie kochasz ją nadal, stąd wahanie. Zastanawiasz się nad tym, tylko dlatego, że sam nie czujesz się kochany. Co gorsza ona jest dominantem. Jesli zerwiesz drastycznie, nieprzekonany o słuszności odzyska Cię bardzo szybko. Będzie Aniołem przez miesiąc, obieca i omami wizją raju. Łykniesz to jak pelikan, bo tego potrzebujesz.
Potem niestety wszystko wróci do normy. Dlatego, że ona nie będzie widziała niczego niewłaściwego w swoim zachowaniu nadal, a wizja raju, jaką Ci zaprezentowała (nawet jesli będzie szczerze w to wierzyć na daną chwilę), będzie tylko środkiem do osiągnięcia celu - przywrócenia poprzedniego ładu.
Dlaczego tak myślę? Bo sama taka jestem.
To nie jest kwestia miłości, czy jej braku. Ona Cię nie szanuje.
Dramatyczne urywanie kontaktu i zryw bohaterski, będzie w Twoim przypadku chwilowy - trust me. Lepiej, żebyś zastosował metodę Bagsa. Konsekwentne wyznaczanie granic małymi kroczkami. Wtedy szala  siła-słabość przechylać się zacznie w Twoją stronę. A ona nie zareguje gwałtownie, jak w przypadku total odcięcia, by stłamsić bunt w zalążku. Nie wyciągnie całego arsenału zbrojnego, bo nie będzie widziała tak oczywistego zagrożenia.

Szacunek man! Do siebie. Jak zacznie się awanturować, stoisz przy swoim i nie podnosisz głosu, możesz nawet wyjść. Wszystko w ciszy i postaraj się spiąć poślady, tak żeby nie widziała, że targają Tobą emocje - jak zauważy, że się trzęsiesz ze złości, to po ptakach. Jedyne, co zachwieje jej poczuciem pewności to dystans i nonszalancja w obojętności.

Dopóki ona nie zacznie Cię szanować, dopóty będzie robiła z Tobą co zechce. Stosuj 34 kroki. I serio - pod żadnym pozorem nie podejmuj combatu werbalnego,bo przegrasz.

PS: odzyskanie szacunku w starciu z dominującą kobietą to jedyny sposób, żeby się wzmocnić. Odejście sprawi, że będziesz się czuł jak przegrana, skrzywdzona pussi i co gorsza zatęsknisz. Nie wiem, jest coś w naturze człowieka, że tęsknimy za katami. Jesli wytrzymasz i podejmiesz walkę, ale na innych zasadach, niż jej znane masz sporą szansę, żeby wygrac - w jej oczach owszem, ale w swoich tym bardziej. Niezaleznie od tego co potem zdecydujesz się zrobić z tym związkiem, będziesz zahartowany i silniejszy.

17

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Przekonany o słuszności jestem, oczy zostały mi otwarte. Co do tego powrotu drastycznego... Tak BYŁO, przejechałem się na tym i wiem... Wiem, że nie warto. Aniołem ona nie jest, prędzej zmienia maskę jak kameleon. Raz miła, raz zła, ale zdołałem już to przejrzeć, pisałem o tym w pierwszym poście.

W trakcie kłótni awanturuje się, często nie podnoszę głosu ale niekiedy zdarzają się akcje, że muszę. Nie wytrzymuje i wyprowadza mnie z równowagi, po chwili się prostuje ale fakt... Lepiej nie dawać po sobie poznać, inaczej widzi że wygrywa.

Ona mnie nie zacznie szanować, wiem bo gadałem z kilkoma jej bliskimi znajomymi swego czasu i powiedzieli mi w miare jak to było w przeszłości. Jest taką "Famme Fatale". Stosuje się już do 34 kroków, ograniczyłem kontakt, nie wykazuje ze swojej strony zainteresowania tak jak tam jest napisane. I... Póki co brak efektów, ale nie odrazu Kraków zbudowano i zdaje sobie z tego sprawę, że za kilka dni ona zareaguje. Za tydzień wyjeżdżam, wtedy wszystko na spokojnie sobie przemyślę ale raczej (A i nawet napewno!) decyzja będzie taka jak teraz - Odchodzę, mam dość!

O dziwo zorientowałem się, że kiedy wcześniej korzystałem z tych 34-kroków (kilka miechów temu) ale pod inną postacią, bo tej nie znałem. To jednak to troche podhartowało mnie i miało efekty, a tutaj mam te same porady, a nawet i więcej. Stąd pozytywnie jestem zaskoczony!

Jestem wam naprawdę wdzięczny za dyskusję, bo pomaga mi to. Zastanawiam się w którym miejscu popełniłem błąd, ale zapewne odnajde ten moment i zdam sobie sprawę, co na przyszłość robić, a co nie.

18

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
Tomek39 napisał/a:

Ona mnie nie zacznie szanować, wiem bo gadałem z kilkoma jej bliskimi znajomymi swego czasu i powiedzieli mi w miare jak to było w przeszłości. Jest taką "Famme Fatale". Stosuje się już do 34 kroków, ograniczyłem kontakt, nie wykazuje ze swojej strony zainteresowania tak jak tam jest napisane. I... Póki co brak efektów, ale nie odrazu Kraków zbudowano i zdaje sobie z tego sprawę, że za kilka dni ona zareaguje. Za tydzień wyjeżdżam, wtedy wszystko na spokojnie sobie przemyślę ale raczej (A i nawet napewno!) decyzja będzie taka jak teraz - Odchodzę, mam dość!

Przyjmij do wiadomosci jedno, ze dla toksyka przyznanie sie do winy, to czysta abstrakcja. Oni sa specjalistami od tego, by owszem doszukiwac sie swojej winy ale tylko w kogos postepowaniu. Spychologia i wybielanie wizerunku siebie jako osoby winnej "co zlego to nie ja, bo raczki mam tutaj, przy sobie". Ewenementem na skale swiatowa jest faktyczne przyznanie sie takich osob do winy, ze gdzies dali ciala. Moze sie do Ciebie wcale nie odezwac, a jesli juz to uczyni, to w taki sposob, ze to dalej Ty jestes wszystkiemu winny. Dla Nas jest to chore a dla nich - paradoksalnie - normalnosc.

19 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-23 19:40:47)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Bags, nie do końca. Ja mam znamiona toxic'a. To wynika z dominującego charakteru, racja. Wynika też z większej potrzeby bezpieczeństwa. Ja nie czuje się bezpiecznie, przy facecie, gdy czuje się silniejsza. To jest masakra. A zwłaszcza i co gorsza, gdy on na to pozwala, oddaje prym. A prawdziwy dramat jest wtedy, gdy dominant zakocha się w kimś słabszym.Gardzi nim, a czasem nawet sobą za tą "słabość" emocjonalną w jego kierunku. To jest przedziwna metodyka, ale nie jest tak, że nie rozumie swojej winy etc.
Nie zrozumie w ferworze walki, wyciągania armat. Pochylenie karku będzie tylko środkiem do uzyskania własnych korzyści. Zatem krótkotrwałym.
Coś, co sprawia, że zaczyna się zalążek refleksji i autentycznej zmiany to totalne ominięcie przez "słabszą" jednostkę dramatycznych akcji- heroicznych zrywów pt" odchodzę" czy wdawanie się w werbalny combat. Dominant/toxic jest silniejszy bo to pole walki doskonale zna.
Gubi się, analizuje a w konsekwencji skłania do refleksji w powolnym oddalaniu/dystansie- tu nie działa mechanizm "armat" i wio do boju. Siła spokoju i zimnej konsekwencji to jest klucz.
Nie wiem, jaka jest Twoja laska, ale ja wiem po sobie- nie marzyłam o niczym innym, niż o tym, żeby ktoś mnie poskromił. Żebym tę władzę i ster mogła oddać komuś innemu. Niestety z dominantem jest tak, że nie poddaje się bez wlaki. Trzeba tylko wiedzieć, jak walczyć.

Edit: Oddałeś jej berło i koronę na początku. To jest problem. To tak jak z małymi yorkami- sikają, paprają w kapcie, zapodają nerwowe akcje, bo ktoś (czytaj człowiek w skrajnych przypadkach Pancia) dała mu odczuć władzę, przewodnictwo w stadzie. Takie psy stają się nieznośne, bo w gruncie rzeczy nie chcą tej władzy. Tak czasem bywa z kobietami. Faceci myślą, że wrażliwość szerokopojęta, ustępliwość to klucz do serca kobiety. Nie każdej. Od początku ewolucji kobiety fascynowały się alfa, beta wybierały dla spokoju. Natury nie oszukasz.
Odbierz jej berło. Ale mądrze i konsekwentnie. To nawet nie chodzi o ratowanie związku.Bardziej siebie. Hartowanie.  Często faceci odchodza, bo cos ich przerasta. Uciekają, nie radzą sobie. Potem jest tekst: bo to zła kobieta była, czasem nawet użalanie się nad sobą. Żenada. Odebrać berło i wtedy albo żądzić albo odejść zwycięsko, to jest powód do satysfakcji.

20

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
supermassive napisał/a:

Oddałeś jej berło i koronę na początku. To jest problem. To tak jak z małymi yorkami- sikają, paprają w kapcie, zapodają nerwowe akcje, bo ktoś (czytaj człowiek w skrajnych przypadkach Pancia) dała mu odczuć władzę, przewodnictwo w stadzie. Takie psy stają się nieznośne, bo w gruncie rzeczy nie chcą tej władzy. Tak czasem bywa z kobietami. Faceci myślą, że wrażliwość szerokopojęta, ustępliwość to klucz do serca kobiety. Nie każdej. Od początku ewolucji kobiety fascynowały się alfa, beta wybierały dla spokoju. Natury nie oszukasz.
Odbierz jej berło. Ale mądrze i konsekwentnie. To nawet nie chodzi o ratowanie związku.Bardziej siebie. Hartowanie.  Często faceci odchodza, bo cos ich przerasta. Uciekają, nie radzą sobie. Potem jest tekst: bo to zła kobieta była, czasem nawet użalanie się nad sobą. Żenada. Odebrać berło i wtedy albo żądzić albo odejść zwycięsko, to jest powód do satysfakcji.

Masz na myśli aby teraz jej pokazać, że koniec dominacji, też mam coś do powiedzenia i zwyczajnie oraz ze stoickim spokojem odpierać jej ataki aż ulegnie? Właściwie pod sam koniec związku mogę takie coś zrobić i zobaczyć reakcje...

21

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
supermassive napisał/a:

Bags, nie do końca. Ja mam znamiona toxic'a. To wynika z dominującego charakteru, racja. Wynika też z większej potrzeby bezpieczeństwa. Ja nie czuje się bezpiecznie, przy facecie, gdy czuje się silniejsza. To jest masakra. A zwłaszcza i co gorsza, gdy on na to pozwala, oddaje prym. A prawdziwy dramat jest wtedy, gdy dominant zakocha się w kimś słabszym.Gardzi nim, a czasem nawet sobą za tą "słabość" emocjonalną w jego kierunku. To jest przedziwna metodyka, ale nie jest tak, że nie rozumie swojej winy etc.
Nie zrozumie w ferworze walki, wyciągania armat. Pochylenie karku będzie tylko środkiem do uzyskania własnych korzyści. Zatem krótkotrwałym.
Coś, co sprawia, że zaczyna się zalążek refleksji i autentycznej zmiany to totalne ominięcie przez "słabszą" jednostkę dramatycznych akcji- heroicznych zrywów pt" odchodzę" czy wdawanie się w werbalny combat. Dominant/toxic jest silniejszy bo to pole walki doskonale zna.
Gubi się, analizuje a w konsekwencji skłania do refleksji w powolnym oddalaniu/dystansie- tu nie działa mechanizm "armat" i wio do boju. Siła spokoju i zimnej konsekwencji to jest klucz.
Nie wiem, jaka jest Twoja laska, ale ja wiem po sobie- nie marzyłam o niczym innym, niż o tym, żeby ktoś mnie poskromił. Żebym tę władzę i ster mogła oddać komuś innemu. Niestety z dominantem jest tak, że nie poddaje się bez wlaki. Trzeba tylko wiedzieć, jak walczyć.

Ja mialem toksycznego guru i ucznia... 2 babki po drugiej stronie swojego zwiazku - tesciowa i zone.
Ta opcje dramatu dla zwiazku moglem zaobserwowac na zwiazku tesciow "4 litery z ciebie nie facet" i etc.
Zryw czy werbalny combat tez jest skuteczny, wytracajacy ze "skupienia" w ferworze walki toksyka, pod warunkiem wlasne sily spokoju i zimnej konsekwencji czy tez smiechu i ignorancji. Rzucona rekawica w postaci "focha" tylko rozjuszy dominanta. I tu jest caly wic.
Aby skutecznie poskromic toksyka to nie pozostaje nic innego jak kolokwialnie mowiac puscic go przodem przez zamkniete stalowe drzwi na 4 spusty az pierdyknie baranka z przytupem o nie. Jak zlapalem "bakcyla" ze to skutkowalo w ostudzeniu zapedow zony na mnie w jakis sprawach, to stosowalem to z "upodobaniem" vel madrosc przodem, kumaty poczeka big_smile

I gdyby nie moj guru, to moze z czasem bym ta batalie wygral, ale co i rusz ona wchodzila mi w parade i "strofowala" zone przeciwko mnie. na odleglosc poprzez "audiotele" big_smile
Jak tylko wykazalem sie kulturalna ignorancja na nie obie to padal tekst, ze "mama nie jest zla i chce jak najlepiej dla Nas" a jak tylko nadepnalem na odcisk mamie w rozmowie z zona, to "mama jest cacy i basta"; stanalem po stronie tesciowej... "mama mnie nie poucza" i tak w kolko macieja.

Jak bylismy sami, to po kilku uderzeniach zony o drzwi czy futryne nie czula nic oprocz migreny i mozna bylo z nia konie krasc; jak byly tandemem... qwa istny sajgon... a tesciu postawa strusia i glowa w piasek - chwala mu za to, przynajmniej potem nie zbieral jobow za mnie big_smile
Mialem mega wietnam w domu... mieszkalem z tesciami.

Po odejsciu z tego konwejeru bezsensu czulem sie jak dziecko we mgle, bo ciagle mi dzwonilo jak mantra w uszach "mama... mama... mama..."

big_smile

22

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
bags napisał/a:
supermassive napisał/a:

Bags, nie do końca. Ja mam znamiona toxic'a. To wynika z dominującego charakteru, racja. Wynika też z większej potrzeby bezpieczeństwa. Ja nie czuje się bezpiecznie, przy facecie, gdy czuje się silniejsza. To jest masakra. A zwłaszcza i co gorsza, gdy on na to pozwala, oddaje prym. A prawdziwy dramat jest wtedy, gdy dominant zakocha się w kimś słabszym.Gardzi nim, a czasem nawet sobą za tą "słabość" emocjonalną w jego kierunku. To jest przedziwna metodyka, ale nie jest tak, że nie rozumie swojej winy etc.
Nie zrozumie w ferworze walki, wyciągania armat. Pochylenie karku będzie tylko środkiem do uzyskania własnych korzyści. Zatem krótkotrwałym.
Coś, co sprawia, że zaczyna się zalążek refleksji i autentycznej zmiany to totalne ominięcie przez "słabszą" jednostkę dramatycznych akcji- heroicznych zrywów pt" odchodzę" czy wdawanie się w werbalny combat. Dominant/toxic jest silniejszy bo to pole walki doskonale zna.
Gubi się, analizuje a w konsekwencji skłania do refleksji w powolnym oddalaniu/dystansie- tu nie działa mechanizm "armat" i wio do boju. Siła spokoju i zimnej konsekwencji to jest klucz.
Nie wiem, jaka jest Twoja laska, ale ja wiem po sobie- nie marzyłam o niczym innym, niż o tym, żeby ktoś mnie poskromił. Żebym tę władzę i ster mogła oddać komuś innemu. Niestety z dominantem jest tak, że nie poddaje się bez wlaki. Trzeba tylko wiedzieć, jak walczyć.

Ja mialem toksycznego guru i ucznia... 2 babki po drugiej stronie swojego zwiazku - tesciowa i zone.
Ta opcje dramatu dla zwiazku moglem zaobserwowac na zwiazku tesciow "4 litery z ciebie nie facet" i etc.
Zryw czy werbalny combat tez jest skuteczny, wytracajacy ze "skupienia" w ferworze walki toksyka, pod warunkiem wlasne sily spokoju i zimnej konsekwencji czy tez smiechu i ignorancji. Rzucona rekawica w postaci "focha" tylko rozjuszy dominanta. I tu jest caly wic.
Aby skutecznie poskromic toksyka to nie pozostaje nic innego jak kolokwialnie mowiac puscic go przodem przez zamkniete stalowe drzwi na 4 spusty az pierdyknie baranka z przytupem o nie. Jak zlapalem "bakcyla" ze to skutkowalo w ostudzeniu zapedow zony na mnie w jakis sprawach, to stosowalem to z "upodobaniem" vel madrosc przodem, kumaty poczeka big_smile

I gdyby nie moj guru, to moze z czasem bym ta batalie wygral, ale co i rusz ona wchodzila mi w parade i "strofowala" zone przeciwko mnie. na odleglosc poprzez "audiotele" big_smile
Jak tylko wykazalem sie kulturalna ignorancja na nie obie to padal tekst, ze "mama nie jest zla i chce jak najlepiej dla Nas" a jak tylko nadepnalem na odcisk mamie w rozmowie z zona, to "mama jest cacy i basta"; stanalem po stronie tesciowej... "mama mnie nie poucza" i tak w kolko macieja.

Jak bylismy sami, to po kilku uderzeniach zony o drzwi czy futryne nie czula nic oprocz migreny i mozna bylo z nia konie krasc; jak byly tandemem... qwa istny sajgon... a tesciu postawa strusia i glowa w piasek - chwala mu za to, przynajmniej potem nie zbieral jobow za mnie big_smile
Mialem mega wietnam w domu... mieszkalem z tesciami.

Po odejsciu z tego konwejeru bezsensu czulem sie jak dziecko we mgle, bo ciagle mi dzwonilo jak mantra w uszach "mama... mama... mama..."

big_smile

Kurde, troche głupio się czuje. Bo ja nawet nie jestem na etapie myśli o zaręczynach, a ty mieszkałeś z takimi toksykami. Ale zachowałes zimną krew i wyszedłeś zwycięską ręką!

Gratuluje! smile

Tak przy okazji, ten moment z "drzwiami i futryną", zrozumiałem to jako że ona uderzała czy nią coś uderzało?


Ja póki co staram się stosować "metode 34" i z jej strony jakoś brak odzewu, jednak znam ją na tyle że w końcu w mniejszy lub większy sposób się zainteresuje... To nie pierwszy raz. Ale ja osobiście czuje się lepiej na duszy, gdy wiem że jednak te metody dają mi jakiś punkt zaczepny i wskazówki w kilku sytuacjach, których mogłem wcześniej nie ogarnąć. Fakt, troche w głowie mi Ona siedzi, ale to dopiero początek i staram się wyrzucać ją i nie myśleć już o całej tej sprawie. Dlatego zajmuje się lekkim tuningiem do mojej furki, to pozwala zapomnieć i momentalnie skupić się na czymś innym! big_smile

23

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
Tomek39 napisał/a:

Kurde, troche głupio się czuje. Bo ja nawet nie jestem na etapie myśli o zaręczynach, a ty mieszkałeś z takimi toksykami. Ale zachowałes zimną krew i wyszedłeś zwycięską ręką!

Gratuluje! smile

Tak przy okazji, ten moment z "drzwiami i futryną", zrozumiałem to jako że ona uderzała czy nią coś uderzało?

W tej wojnie w wietnamie ta zimna krew sie na koniec zagotowala we mnie... poczytasz watek "toksyczny trojkat z tesciowa" na tym forum to poznasz "tajniki" mojej walki.
Puszczalem przodem jak kultura w zachowaniu mezczyzny wobec kobiety wymaga wiec sam wiesz...  szla na pierwszy ogien "przetrzec" zamkniety szlak big_smile

Wojownik sily spokoju korzysta z wszystkiego co ma pod reka big_smile

24 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-24 07:15:44)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Tak, Bags ale u Ciebie żona nie tyle była dominantem, co dziewczyną trzymającą się maminej spódnicy z wersją życia na wsi w wielopokoleniowej rodzinie pod jednym dachem, gdzie "starszyzna" ma zawsze racje i za ta starszyznę można "oddać życie". To kwestia mentalności myślę.

Jeśli chodzi o Twoją pannę, myślę, że tu klasyczna toxic dominacja. Oddałeś jej ster i pech chciał, że to nie żaglówka a uss destroyer - czyli większe kaboom w razie draki.

Pierwsza kwestia - kasa. Nie do końca przyznam rozumiem ideę, że gdy chcesz zabrać ją w jakieś fajne miejsce, ma dorzucać się 12 zl na benzynę. W jej oczach jawisz się jak małostkowy fajfus. Jasne, że macie określony budżet, ale można inaczej to rozwiązać. Ty nie żebrasz o kasę na benzynę od swojej kobiety, ale ona zapewnia np. coś do zjedzenia. W miarę możliwości się dokłada. Bez tego żydowskiego rozliczania na złotówki. Facet, który prosi mnie o kasę - cóż...zero szacunku.  Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że w mojej relacji z partnerem ja zarabiam więcej - i z powodu mojej brawury czy lekkiej ręki do wydawania kasy nie raz były awantury (że jestem niegospodarna). Ucięłam dyskusję twardo. Ja funduję sobie przyjemności owszem,ale też z własnej woli (nie żydzenia)nasze wyjazdy, jedzenie, nawet jego ciuchy kursy tematyczne czy skoki spadochronowe, więc mam prawo kupić sobie umywalkę cosmic dune za 1200, bo taki mam kaprys. Niemniej szarpanie się o kasę i rozliczanie zawsze wprawiało mnie w dygoczące żenua. Żadnego dzielenia na pół rachunków, wyliczania 12 zł na beznzynę. Lepiej na zasadzie - bierzesz ją dziś na trip samochodowy, w sobote idziecie do kina za jej inicjatywą - musisz w niej wyrobić odruch rekompensaty, fair play - ale nie szarpiąc się o złotówy. Jedziesz po jej poczuciu godności, delikatnie. Ja miałam taką sytuację, że raz prosiłam, żeby mi przywiózł po drodzę farbę, bo byłam w trakcie remontu i mi brakło- przyjechał i powiedział, wisisz mi 60zł. Totalna żenada. Dałam mu 200zł i mówię - ok to weź ile Ci potrzeba, a za resztę kup NAM prosze jedzenie jakieś, bo w lodówce echo i nie zdążyłam zrobić zakupów. Totalne wytknięcie faux pass, bez gadki wyliczającej - ja tyle, Ty tyle się dokładasz... Zakupy zrobił za ponad 200zł i nigdy więcej nie upomniał sie o kasę za farbę. To brak klasy, a co gorsza brak szacunku do faceta. Kasa tak jak długość penisa to tematy drazliwe.

Druga kwestia - przesunięcie terminu Waszych wakacji. No fuckin way. Spokojnie nie godzisz się na to - jesli nie odpowiada jej termin, to albo jedziesz sam. Albo...mowisz: ok, jesli nie chcesz jechac, to rezygnujemy z wakacji, ja w tym czasie zaplanowalem sobie juz urlop i wyjezdzam nie wiem, na mazury z kumplami. Twardo i spokojnie przy tym zostań - bez tej nuty szantazu emocjonalnego. Jakby to byla najzwyklejsza rzecz pod sloncem, ze mozna zrezygnowac z wakacji i moze nawet Ci to na reke.

Trzecia kwestia - przychodzisz do niej do pracy i ona rozmawia z kumpelą, Ty stoisz jak pipa przez 40 min. No fuckin way. Stoisz 5 minut. Jeśli sytuacja się nie zmienia, całujesz ją w czoło i mówisz: ok kochanie, Ty tu z kumpelą gadasz, to ja uciekam do Maćka/Pawła czy innego kumpla, bo chcial sie spotkac na piwko i pogadac, moze pozniej zadzwonie. I oczywiscie nie dzwonisz. Czekasz az sama sie odezwie - na pytanie czemu milczales: oh malenka, zagadalem sie z kumplami (sygnalizujesz,ze masz wlasne sprawy, nie jest pepkiem wszechswiata), wiesz jak to jest. A co tam u Kaski? I tez bez zaczepnego tonu, full relax.

25

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Jest racja w tym co mówisz ale...

Pierwsza kwestia, Ona sama uznała że rozliczamy się ze wszystkiego po połowie, bo "wiesz jak jest u mnie z kasą i sytuacją rodzinną...". Myślisz, że nie robiłem coś za coś? Ja ją gdzieś zabiore, w zamian Ona mnie gdzieś. Nie, jej się to nie podobało bo w momencie albo na trip gdy jechaliśmy, to ona chciała abym fundował paliwo jak już ale także "dorzucał się po połowie do jedzenia, bo znam jej sytuacje". Albo jak był etap, że Ona miałaby mnie gdzieś zabrać to odkłada to poprzez cały czas brak kasy/czasu.

Druga kwestia - Prosto i łatwo, powiedziałem że jadę bez niej w takim bądź razie, wezmę kogoś innego (Momentalna reakcja, że ona jednak chce jechać). Chciała, ale uznałem że nie, koniec. Jade bez niej i temat zamknięty. To już jej mówiłem tydzień temu.

Trzecia kwestia - Wiem, mogłem wyjść i żałuje, że tego nie zrobiłem i wtedy właśnie łaziłem jak to piąte koło u wozu. Ale mam nauczke i wiem czego nie robić już...


Przy okazji ciekawostka z dzisiejszej nocy. Nie odzywała się ponad dobe, tylko zadzwoniła dziś o 2 z pytaniem czy jej nie podrzuce z rynku. Z tego co słyszałem, była z Kaską i chyba jakimiś kumplami na wypadzie do klubów. Cóż, TAXI w nocy drogie to wykorzystać można chłopaka, ale jakoś nie chciało mi się wstawać i jechać ponieważ nagle zadzwoniła i przypomniało się jej o tym, że jednak istnieje.

26 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-24 07:37:33)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
Tomek39 napisał/a:

Jest racja w tym co mówisz ale...

Pierwsza kwestia, Ona sama uznała że rozliczamy się ze wszystkiego po połowie, bo "wiesz jak jest u mnie z kasą i sytuacją rodzinną...". Myślisz, że nie robiłem coś za coś? Ja ją gdzieś zabiore, w zamian Ona mnie gdzieś. Nie, jej się to nie podobało bo w momencie albo na trip gdy jechaliśmy, to ona chciała abym fundował paliwo jak już ale także "dorzucał się po połowie do jedzenia, bo znam jej sytuacje". Albo jak był etap, że Ona miałaby mnie gdzieś zabrać to odkłada to poprzez cały czas brak kasy/czasu.

Druga kwestia - Prosto i łatwo, powiedziałem że jadę bez niej w takim bądź razie, wezmę kogoś innego (Momentalna reakcja, że ona jednak chce jechać). Chciała, ale uznałem że nie, koniec. Jade bez niej i temat zamknięty. To już jej mówiłem tydzień temu.

Trzecia kwestia - Wiem, mogłem wyjść i żałuje, że tego nie zrobiłem i wtedy właśnie łaziłem jak to piąte koło u wozu. Ale mam nauczke i wiem czego nie robić już...


Przy okazji ciekawostka z dzisiejszej nocy. Nie odzywała się ponad dobe, tylko zadzwoniła dziś o 2 z pytaniem czy jej nie podrzuce z rynku. Z tego co słyszałem, była z Kaską i chyba jakimiś kumplami na wypadzie do klubów. Cóż, TAXI w nocy drogie to wykorzystać można chłopaka, ale jakoś nie chciało mi się wstawać i jechać ponieważ nagle zadzwoniła i przypomniało się jej o tym, że jednak istnieje.

No i bardzo dobrze, że nie pojechałes. W ogóle o 2 w nocy śpisz i nie odbierasz telefonów. Proste. Unikniesz wypominki i argumentu "mogło mi się coś stać samej w nocy, nie interesujesz się mną bla bla bla".

Z tą kasą może tak jest, że mniej zarabia może faktycznie? Kobieta ma tez to do siebie, że musi kupić ciuch, kosmetyk etc - naprawdę wydajemy więcej kasy, bo się nie da inaczej, naukowo potwierdzone big_smile. Nie ciśnie Cię, żebyś wszystko opłacał (dokłada się do połowy rzeczy przynajmniej), więc nie ma tragedii. Kwestia wypracowania - ale bez rozliczania po połowie - bo a) żenua w takim długoletnim związku, b) są inne sposoby. Ustalacie WSPÓLNY budżet na trip- ok mala ile masz zaskórników, ona sie określa, Ty mówisz- ja dorzucam 100, mamy 150 jedziemy gdzieś w jakieś miejsce doładować baterie i coś zjeść. Mając z góry określony wspólny budżet, wspólnie decydujecie, na co możecie wspólnie sobie pozwolic. Nie ma tego rozłamu - moja, twoja kasa. Nasza.

Z wyjazdem twardo postawiłeś na nie, kiedy się zreflektowała? Będzie mieć urazę. Będzie wiedziała, że robisz jej na złość. Krótka meta do odwetu. Jak chce jechać, pozwól jej naprawić błąd, wytrącisz z ręki argument, że się nie starasz. Idea alternatywy - że możesz jechać z kimś innym to blef, wiadomo, że chcesz z nią jechać. Chodzi o to, żeby nie była tego pewna. Jak zreflektuje wspaniałomyślnie jej na to pozwól.

PS: Jeszcze jedno. Przy twardym wyznaczaniu granic, nie rób się total twardy. Zaskocz ją czasem. Kup nie wiem olejek do kąpieli. Coś zupełnie bez okazji, drobiazg, ot tak. Mówisz, że brakuje u Was czułości. Kij i marchewka. Dawaj jej znać, że Ci zależy - mydełko Faaaa...ale nie wstawaj o 2 w nocy robiąc za frajera drivera. Balans. Tak, żeby nie czuła total chłodu. Bo pójdzie na ścieżkę odwetu-wojny. A chodzi o wyznaczanie granic bez rozlewu krwi. Ciebie to będzie kosztować parę złoty, jej da rozkminkę.

27 Ostatnio edytowany przez bags (2013-05-24 11:08:24)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!
supermassive napisał/a:

Tak, Bags ale u Ciebie żona nie tyle była dominantem, co dziewczyną trzymającą się maminej spódnicy z wersją życia na wsi w wielopokoleniowej rodzinie pod jednym dachem, gdzie "starszyzna" ma zawsze racje i za ta starszyznę można "oddać życie". To kwestia mentalności myślę.

Tego jest wiele, od kwestii mentalnosci przez dojrzalosc a na pozostawiajacym wiele do zyczenia aspekcie formy wychowania dziecka przez rodzicow konczac. Paradoksalnie rzutujacym czy tez odbijajacym sie tu rownie negarywnie jest czynnik wynikajacy z zycia w rozbitej rodzinie - moj tesc jest ojczymem dla eks zony od kilkunastu lat.
Tu jest jeszcze takie poniekad zabawne odniesienie tej formy uzaleznienia na lini matka - corka jak pojecie efektu ksero. Wiem, ze taki "schemat" przekazywany byl ze strony zony na zasadzie z "ojca na dzieci az sie rozleci". I paradoksalnie tak sie u mnie stalo, bo w koncu "zieciow to ja moge miec piecioro ale corke mam tylko jedna".
Dla mnie nie bylo zadna nowoscia zycie w wielopokoleniowej rodzinie pod jednym dachem, bo sam mam takie wzorce u w swoim kregu rodzinnym. Pomijajac juz fakt, ze ja "pochodze" z rodziny, ktora odlaczyla sie od "stada" to i tak taka forma wspolzycia wielopokoleniowego byla praktykowana u mnie od dawna. Nowa rodzina przechodzila "na swoje" pod jednym dachem.

Temat kuriozalny dla osob postronnych majacy swoje miejsce w zyciu a zdobyte "doswiadczenia" z tym zwiazane... sa bezcenne.

28

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Kurcze , z tego co piszesz , strasznie fajny z Ciebie facet no ! : ) ja sama przeżyłam podobną sytuacje ze swoim byłym narzeczonym , nie tak drastyczną co prawda jak porzucenie przez rodziców , ale przeżył bolesny rozwód swoich rodziców , strasznie się zmienił , zrobił się zimny , nie chciał mówić o ślubie , dzieciach , starałam się go nauczyć , pokazać co to prawdziwa rodzina i tak dalej.. przez chwile wydawałoby się , że dałam radę ! ale gdzie tam : ) zerwał zaręczyny i tak dalej , teraz chłopak sobie szaleje : ) ale pamiętaj , że ona kiedyś poczuję pustkę po Tobie. Jesteś fajnym , wartościowym facetem , uwierz mi , że takiego cierpliwego jak Ty to ze świecą szukać i pamiętaj , że może nie na początku , ale z czasem ona dojdzie do tego : ) Dlatego myślę , że taki kopniak w dupę by się jej przydał.

29

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

@supermassive:
Tylko Ona jak sobie chce coś kupić to zwykle przekłada to na kolejny miesiąc. I tak w koło Macieju. No, żenua ale to głównie Marta chciała abyśmy się dzielili na pół, bo ona "nie lubi rozmów o kasie, bo się kłócimy ciągle". Mimo, że ja sam chce normalnie gadać to ona specjalnie prowokuje byśmy się pokłócili i miała pretekst do olania rozmowy.

Co do wyjazdu, to nie. Uznała, że trudno i mogę jechać sam. Jej to wisi i powiewa, mimo, że chciała. I mam balans, bo jednak robie czasem jakieś niespodzianki ale głównie to jak chce jej zrobić niespodzianke to kończy się kłótnią, bo "mam jej powiedzieć o co chodzi Tu i Teraz! Ona nie będzie na żadne niespodzianki szła patrzeć!" (Bo np. Schowałem to w innym pokoju).


@Sandra9222:
Dzięki, wbrew pozorom miło to słyszeć tongue
Zobaczymy, bo widziałem u niej jednak reakcje po pewnym czasie braku odzewu, że jednak tęskniła ale... Próbowałem być twardy, no cóż.


Tutaj co do jej reakcji było to co opowiadałem, byłem zajęty przyjmowaniem ucznia na wymianę i jak już mówiłem reakcja była zaskakująca:
ok. 60 nieodebranych, 10 smsów, 7 wiadomości na FB, 3 wiadomości na GG i dwie wizyty w moim domu oraz rozmowa z sąsiadką...

Powiem, że wtedy to mnie i zszokowało (troche nawet przeraziło) ale i lekko się uśmiechnąłem, bo "zależy". O ironio, ale byłem wtedy naiwny...

30

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Tomek tak szczerze to nie wiem co Ty robisz jeszcze u boku tej kobiety. Kompletnie Cie nie szanuje i zachowuje sie jak rozkapryszona gowniara. Ile ma lat bo nie doczytalem?
Jestes chlopakiem z innej bajki, ulozony, cierpliwy, wrazliwy, okazujacy uczucia, z tej maki chleba nie bedzie. Daj sobie spokoj i szanse na normalny zwiazek.  Bez szacunku nie ma niczeho, partnerstwa, milosci, przyjazni..
Laska jak kiedys dojrzeje to moze to zrozumie ale teraz nie jest gotowa do zwiazku, a do modelu zwiazku partnerskiego moze nie vyc gotowa nigdy.

31

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

No właśnie sam nie wiem co jeszcze... Masz racje, praktycznie wszyscy macie rację, bo otworzyło mi to oczy. I w trakcie podsumowywania zacząłem patrzeć na całe te dwa lata z perspektywy tego co mówicie i... Kurde, ślepy byłem!

Chleba nie będzie, mąka robaczywa. Trudno się mówi, ona jest jaka jest ale... Wiedziałem po części, że tak to będzie. Jej były niestety mówił, że ona się zachowuje tak jak wam opisuje, ale nie wierzyłem mu. Cóż, przejechałem się...

32

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Czas pokazac jaja i podjac decyzje, cale zycie przed Toba , szkoda czasu na taka laske smile

33

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

I właśnie stąd tu piszę, pozbawiła mnie jaj i staram się je odzyskać. Moge to nawet inaczej ująć, omamiła i w tym momencie pozbawiała jaj, jak to zresztą poprzednicy ujęli.

34

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Przepraszam, że post pod postem ale zarchiwizowało mi go.


Żałuje, że tak późno. Ale postanowiłem... Przed wyjazdem zakańczam ten związek, to nie ma sensu. Ona wciąż nie widzi tego, jak nawet w czasie zwykłej rozmowy próbuje mi wcisnąć swoje zdanie. Przykładem było zdjęcie ze swoim znajomym na studniówce, uważała że jestem o to zdjęcie zazdrosny i dlatego go długo nie wrzucała. Jak przyznałem, że nie jestem to dalej mi wmawiała, że kłamie itp.

Koniec, nie mam zamiaru się dłużej męczyć. O tyle będzie dobrze, że jak wyjadę to tam nie ma w miarę możliwości kontaktować się przez neta i telefon. Przez co nie będzie mnie korcić ani nie będę miał fizycznej możliwości kontaktu z nią, to powinno mi pomóc po rozstaniu.

Dziękuje wam za porady, metodę 34 kroków zapamiętam, bo jest bardzo mądra. Widzę, że mam wsparcie przyjaciół i znajomych to przeboleje to jakoś. Szkoda, że potrzebowałem dwóch lat na zrozumienie tego wszystkiego. Dziękuje jeszcze raz! smile

35

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Właściwie to trafiłam tu przypadkiem, szukając jakiegokolwiek wsparcia i rozmowy... Czuję się koszmarnie. A trafiłam na ciekawe rzeczy smile
Metoda tych kroków - faktycznie świetna. Od jutra zaczynam stosowanie. Muszę podbudować sama siebie, żeby móc w końcu odejść.

Autorze życzę wytrwałości.

36 Ostatnio edytowany przez Tomek39 (2013-06-03 00:36:12)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Witam!

Troche się zmieniło... Wróciłem z wyjazdu i.. Tak oto jestem singlem z wyboru, godzine przed wyjazdem byłej u Marty i zerwałem z nią. Okazało się, że ona też i tak nic nie czuła i też chciała zerwać ale "czekała na moment aż ja zerwe, bo ona to widziała!". Powiedziałem, że odezwe się kiedy zechce ponownie odnowić kontakt ale póki co chce go zerwać (I nie mam ochoty go w ogóle przywracac). Ona pisała do mnie nastepnego dnia ws. tego jak zareagowała moja matka na wieść o zerwaniu, wiem że mojego przyjaciela wypytywała czy gadałem z nim oraz jak długo to planuje. W ogóle nie wierzyła w to, że jest to moja własna decyzja, którą z trudem podjąłem. No cóż, jej to z łatwością przyszło. Jednak dzisiaj to jest już praktycznie pół tygodnia po ostatnim kontakcie znowu napisała, "czy możemy pogadać". Moja reakcja taka sama, olewka i brak reakcji (Ba, prócz FB skasowałem jej numer tel, GG, skype... Spaliłem zdjęcie, jak mam ochotę wejść na jej profil i zobaczyć co nowego to powstrzymuje się, jest lepiej... I właściwie taka ochota na sprawdzanie co nowego u niej już mi przeszła praktycznie. Nie wiem czy to tęsknota za tym co u niej czy co. Ale teraz to juz nie ma znaczenia). Jednak są w mojej głowie myśli o tęsknocie do niej, ciągle myślę (Nie tak jak wtedy na jesień - Jest o wiele lepiej kiedy to JA zerwałem). Także łapie się na tym, że gadam o niej z niektórymi osobami i zaczyna to być denerwujące... Zastanawiam się kiedy w końcu przestanie mi tak siedzieć w głowie, zacząłem się teraz po powrocie zajmować moim hobby - samochodem. Także ustawiłem się na kilka wypadów ze znajomymi, na które nie miewałem czasu, mam nadzieje że to pomoże!

Ogólnie, tak przedstawia się moja aktualna sytuacja. Staram się stosować w miare do metody 34 kroków, bo jest dobra smile

37

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Moim zdaniem jak ty zaczynałeś ten cały związek, to za młody byłeś. Teraz masz 19, para od 2 lat, więc byłeś siedemnastolatkiem. Dzieciak. Nic dziwnego, że ona rządziła, ty się chyba od początku do rządzenia nie nadawałeś, a teraz za późno na radykalne zmiany. Ale nie ma co histeryzować, to tak jak po "pierwszym razie", pamiętasz do końca życia, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby robić to dalej. Nie mam pojęcia, co ty wyprawiałeś. Jak ja miałabym takiego faceta, taką mameję, to dla samej zabawy wycisnęłabym go jak pryszcza. No i nie licz na zmiany. Jeśli po kryjomu marzysz, że uda ci się przemycić w związku własne zasady, a potem będzie lepiej, wybij to sobie z głowy.

38 Ostatnio edytowany przez Tomek40 (2014-03-12 15:46:41)

Odp: Chce zerwac, nie daje rady!

Cześć! Tu Tomek39!

Musiałem zarejestrować nowe konto, bo do starego zapomniałem hasła. Chciałem dopisać jaka końcówka jest tych wszystkich wydarzeń. Może to i odkopywanie tematu ale jednak chce, aby było wiadomo jakie te wydarzenia miały skutki.

Ostatni mój post był po powrocie z wyjazdu. Ostatni post w tym temacie jest od annasweet, która mnie ostro zhejciła. Wtedy jeszcze miałem ją za zadufaną w sobie późną 30'stkę ale teraz... Całkowicie jej przyznaje rację. Dzisiaj przed siłownią przypomniałem sobie o tych wydarzeniach i przeczytałem teraz na nowo - Jaką ja byłem mameją big_smile

Od czasu zerwania z Martą zbierałem się emocjonalnie przez 3-4 miesiące do września. Przez ten okres myślałem nawet o powrocie jak pies ze spuszczonymi uszami. Jednak tak się nie stało, wziąłem się za siebie. Zacząłem szukać genezy mojego ciotowatego Ja i tego pantoflarstwa. Znalazłem je i zacząłem zmieniać, kosztowało mnie to masę błędów, kompromitacji przy próbach i wstydu ale jednak udało się! Od tego czasu moja pewność siebie skoczyła o 500% i zauważyłem jak piękne są inne kobiety. Przyjrzałem się także mojemu ex-związkowi i uznałem, że przez praktycznie dwa lata męczyłem się w nim i cieszę się, że w końcu wykopałem siebie stamtąd. Aktualnie moja ex przeżyła już chyba 6 albo 7 związek od czasu zerwania ze mną, a ja wyłącznie o tym słyszałem przez znajomych - Kontakt urwałem. Pół roku po zerwaniu ze mną tylko zadzwoniła, aby "odzyskać zostawioną u mnie płytę i przy okazji spotkamy się, abyś mi ją oddał". Olałem.

W międzyczasie zaraz po wakacjach zrobiłem tzw. "nadpoprawkę" - Poznałem i związałem się z dziewczyną o dosłownie przeciwnych wartościach do Marty. Jednak nie czułem tego i na spokojnie z nią porozmawiałem, że niestety związek nie wypali. Wtedy się także nauczyłem, że nie mogę szukać dziewczyny na wzór mojej ex ale o przeciwnych cechach. Trzeba było zająć się tym działem mojego życia co zrobiłem.

Zacząłem pracować nad kontaktami z kobietami i w sumie od jesieni ubiegłego roku zacząłem robić coś, co kiedyś było dla mnie obce - Zacząłem podchodzić do obcych kobiet i je poznawać. Także praca nad sobą w postaci zdrowia... Zacząłem chodzić na siłownie, lepiej się odżywiać. Kontakty ze znajomymi znacznie podskoczyły w górę, a także wyniki w szkole. Przy okazji zmieniłem pracę przez co pracuje mniej i zarabiam więcej - Robie to co lubię i jeszcze mi płacą wink

Więc jak widzicie nawet tak beznadziejny przypadek jak moje przeszłe JA, może wyjść z tego bagna i powoli kierować się na ludzi.

Dziękuje wszystkim tutaj za rady, jakich mi udzielili prawie rok temu - Bardzo mi to pomogło w starcie, a dalej to już się rozkręciło samo.


Miłego dnia! smile

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chce zerwac, nie daje rady!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026