Witam,
mój problem polega na tym, że rozstałam się z facetem. Był to burzliwy związek, którego nie udało mi się uratować. Chyba nawet nie było czego.
Zacznijmy od początku.
Przeprowadziłam się do większego miasta i tak poznałam jego. Przystojny - ale w związku. Związek jego szybko się rozpadł, a ja wiedziałam, że do siebie idealnie pasujemy.
Niestety, wyjechał na 4 miesiące, ale utrzymywaliśmy kontakt. Codzienne sms, telefony. Gdy przyjechał zachowywaliśmy się jak para, chociaż nią nie byliśmy oficjalnie. Na jednej z imprez wypiliśmy no i od słowa do słowa staliśmy się parą.
Byłam chyba jego pierwszą poważną dziewczyną. Zakochani bez pamięci. Jednak często się kłóciliśmy! była albo wielka miłość, albo wielka złość. Częste jego wybuchy doprowadzały mnie do bezsilności.. był wtedy agresywny i nie umiałam nad nim zapanować. Wielokrotnie użył siły, ale nie uderzył.. po prostu mną "wstrząsał", abym coś zrozumiała. Ukrywałam znajomości z innymi, bo nie lubił gdy obcy do mnie pisali.
Kochałam go wtedy bardzo, był moim pierwszym facetem, któremu mogłam to tak naprawdę powiedzieć.
Niestety. w nasz związek ingerowało dużo osób. Każdy miał coś do powiedzenia. i Tak oddalaliśmy się od siebie. Wybrał znajomych, chociaż zupełnie nie kazałam mu wybierać.. chciałam odrobinę uwagi. On powiedział, że nie mogę wywierać na niego presji. Rozstaliśmy się. Ja płakałam codziennie przez 2 miesiące. Później wyszłam z dołka dzięki kilku osobom, którym bardzo dziękuje. Po 5 miesiącach odezwał się, powiedział, że zrozumiał, że nigdy tak już nie zrobi i że będę jego kobietą na zawsze.
Dostrzegłam jego starania i tak staliśmy się parą. Po 9 miesiącach zamieszkaliśmy razem. Było cudownie! aż do momentu kiedy stałam się jego osobistą kucharką, praczką, sprzątaczką, a w zamian było zmęczenie i brak ochoty na cokolwiek. Tak bardzo chciałam żebyśmy gdzieś zaczęli wychodzić, ale mówił, że jest zmęczony po pracy. zaczął okazywać mniej czułości.
Jedna z domówek okazała się dla nas tragiczna w skutkach, ponieważ znowu jego "przyjaciele" powiedzieli, ze za bardzo go zmieniam, usidliłam, i on im taki nie odpowiada. Wysłuchałam dużo wyzwisk pod swoim adresem, a on nie zareagował. NIC!
Na drugi dzień chciałam sie wyprowadzić do przyjaciółki. Spakowałam swoje rzeczy. On powiedział, ze nie zareagował bo był pod wpływem alkoholu i mam nie wyolbrzymiać sytuacji. Po raz kolejny stwierdziłam, że to moja wina, i może rzeczywiście wszyscy mają rację.No bo przecież ja sama jedyna racji mieć nie mogę.
I tak mijał czas.. a ja ciągle byłam w dołku. On oddalił się.. a zwyczajne gesty stały się dla Niego udręką.
Pewnego dnia wyszłam z koleżanką na łyżwy. Chciałam żeby po mnie przyjechał, bo strasznie zmarzłam a do domu daleko. Powiedział, że mu się nie chce i w ogóle obiecał chłopakom że ich gdzieś podwiezie.
Po drodze do domu dostałam esa, że mam kupić papierosy. Kupiłam..poszłam do domu.. i nie mogłam.. Wybuchłam. Zaczęłam płakać, powiedziałam, ze musi się coś zmienić i dalej tak nie mogę. I chciałam wyjść z domu. Znowu zaczął mnie szarpać i powiedział, ze jak wyjdę nie mam do czego wracać. Wyszłam.. a za mną wyleciała moja torba przez drzwi z hukiem..
Zamieszkałam u przyjaciółki. 2 dni - zero kontaktu. Zadzwoniłam do Niego czy ma ochotę porozmawiać. Odparł, ze przyjedzie za 15 minut. Rozmawialiśmy.. ja płakałam.. on był niewzruszony. Powiedział, ze mam wrócić do mieszkania po swoje rzeczy.. ale razem już nie będziemy. I tak zakończył się zwiazek.
Odebrałam swoje rzeczy. Bez jakiegokolwiek namawiania do powrotu, ani z jednej ani z drugiej strony.
Później sporadyczne esy "co tam" z jego strony. Odpisywałam co jakiś czas.. Miesiąc mijał.. ja w depresji.. a on ciągle pisał. Jednego dnia się spotkaliśmy i powiedział, ze chce wrócić.. a ja mu na to, ze musi się bardzo postarać! po 2 dniach napisał, ze jednak nie chce.. bo te starania na nic.. ale ciężką mu tak odciąć się zupełnie ode mnie. Powiedziałam mu, ze nadal go kocham i dlatego aby utrzymywać z Nim kontakt muszę trochę to przetrawić.. i odezwę się jak mi minie.
Po tym czasie to on się odzywa. Wypytuje innych o mnie. Pisze co u mnie. Ja mu odpisuje treściwie, miło. Jednak bez rozpisywania się. W końcu się pozbierała,, zaczęłam wychodzic i poświęcać czas tylko i wyłącznie sobie..
Jednak po tym wszystkim.. i tak tęsknie.
Przychodzą momenty kiedy chciałabym żeby wrócił.. ale później przypominają mi się poniżania z jego strony, krytykowanie, i nadal pamiętam słowa kiedy powiedział mi, że dla Niego nigdy nie będę ideałem, chociaż nie wiem jak bardzo bym się starała..
Czytałam książkę o kobietach, które kochają za bardzo.. i chyba byłam tą kobietą. Chciałam mu dać wszystko, a tym sposobem go stłamsiłam, ograniczyłam.. Dlatego teraz pracuje nad sobą i nigdy nie pozwolę, aby facet czuł się przy mnie źle.