Jak to mozliwe ze moi bracia -jeden ksiądz a drugi pedagog potrafią ranic i krzywdzić słowami jak nikt inny?Jak to mozliwe ze mimo swojego wykształcenia nie mają w sobie obycia ,kultury i szacunku do drugiego czlowieka a obaj sie uważaja dodatkowo za wzorowych katolików,Pierwszy z braci ksiądz-w przeszlosci wyżywal sie na mnie wyzywając mnie np od nierobów,pasozytów,leni kiedy przez kilka miesiecy nie mogłam znalezc stałego zatrudnienia.Doszło do tego ze nawet rodzice kiedys wyrzucili mnie z domu bo w pewnym momencie nie wytrzymałam i tez zaczęłam na Niego krzyczeć i domagac się okazania należnego mi szacunku.Jako, ze rodzice równiez zagorzali katolicy,dumni z syna księdza nigdy nie stanęli po mojej stronie,nigdy nie sprzeciwili sie Mu kiedy krzyczał na mnie i wyzywał od najgorszych.Z tego co wiem to poranił swoim zachowaniem i skrzywdził nie tylko mnie.Drugi brat-pedagog nie potrafi rozmawiać ze mną spokojnym tonem,Traktuje mnie z wyzszoscią bo nie skonczyłam studiów i pech chciał ze wyszłam za mąż za czlowieka który okazał sie alkoholikiem.Przy byle okazji wypomina mi błędy z przeszłosci,krytykuje za wszystko,krzyczy ze przynoszę wstyd rodzinie,dyktuje mi co powinnam a czego nie,martwi się tylko o opinie sąsiadów i ludzi z zewnątrz a nie o moje dobro i samopoczucie ,szuka winy we mnie a w mezczyznie który złamał mi życie.I to wszystko chamskim ,podniesionym tonem ktory sprawia ze czuje sie malutkim wdeptanym w ziemie i zmieszanym z błotem czlowieczkiem.Przychodze potem do domu i placze bo czesto zwyczajnie nie pozwala mi dosjc do głosu a mi brakuje argumentow na swoja obrone,Wiem ze tez nie jest święty i idealny bo kiedys będąc w związku z jedną dziewczyna utrzymywal intymne stosunki z innymi kobietami,widziałam zdjęcia na których trzyma je za nagie piersi,Nie chce Mu wypominac tego bo Jego zachowania i zycie nigdy jakos mnie nie obchodziły to w takim razie dlaczego tak się przejmuje i przezywa moją przeszłosc,moje związki i relacje z facetami?Czasem zazdroszcze takiej Dodzie ze Jej rodzina stawia sie za Nia murem w kazdej sytuacji,niezaleznie od tego czego by nie zrobila i czego by nie powiedziala.Brat pedagog zaprzecza i kwestionuje wiele smutnych przezyc ktore przezyłam i o ktorych pamiętam bardzo dobrze np to ze mama często mnie biła w dziecinstwie,sama nie wiem dlaczego to robi i co nim kieruje,Zaczynam myslec ze to cos ze mną nie tak ale inni ludzie spoza rodziny odbierają mnie bardzo pozytywnie,nie mam z nimi konfliktow,nie mam trudnosci z nawiązywaniem kontaktów.Dobrze tez zyje z tatą i siostra.Nie moge się nadziwić i pogodzic z tym ze ludzie,którzy często biegają na msze i do spowiedzi ,ktorzy modlą sie godzinami potrafia byc tak bezduszni i chamscy wobec bliskiej osoby.Przeciez dla Nich priorytetem powinna byc miłosc blizniego a ja nie raz traktowana byłam przez nich jak nagorszy wróg.Odcięłam się zarówno od jednego jak i od drugiego brata i nie szukam już z nimi kontaktu,działaja na mnie jak płachta na byka i wiem ze juz nigdy nasze relacje nie ulegną poprawie.Nie chce juz tego,nie potrzebuję.Dodam tylko ze młodszy z braci oskarza mnie o taki a nie inny wybór partnera życiowego a nigdy nie uswiadomił mi ze mój mąż mną manipuluje i szantazuje mnie ,ze jestem ofiara przemocy choc przeciez juz wtedy studiował i wiedział o wiele wiecej na temat alkoholizmu i zachowan ktore sie z nim wiążą.Zreszta drugi brat tez jakos tego nie widział mimo ze skonczył seminarium duchowne i na pewno miał zajęcia z psychologii.Więc dlaczego przez cale lata nie reagowali i nie uswiadomili mi czym jest przemoc psychiczna i ekonomiczna widząc co wyprawial mój mąz tylko dopiero teraz po latach chcąc sie usprwiedliwic jeden z nich wmawia mi ze nie słuchałam zadnych uwag i ostrzezen ze strony rodziny.Jak się zachować w tej sytuacji,czy dobrze zrobiłam ucinając wszelkie kontakty z nimi?przeciez swiadomie nie bede narazała sie na krzywdzenie i obrazanie mnie nawet jesli popełniłam w zyciu wiele glupstw których zresztą żałuje i za ktore pokutuje do dzisiejszego dnia.Czy tacy ludzie jak oni powinni pracować z ludzmi jesli nie potrafia zrozumieć i uszanować wlasnej siostry?
Podobne tematy
Pacynka współczuję Ci ![]()
powiedz jakie były relacje miedzy Tobą a Twoim braćmi kiedyś?
jak oni traktują tą druga siostrę?
lena-druga siostrę traktuja o wiele lepiej,bo jest panną,bo jest ładna,bo jest zgrabna i ma powodzenie u męzczyzn,bo ma dobry kontakt z matką ktora mnie nigdy nie akceptowała,wiele razy zabierali Ją na róznego rodzaju wypady i imprezy a o mnie nigdy nie pomysleli,wiem moze dlatego ze mam dzieci ale przeciez gdyby sie zebrali razem moglibysmy załatwić jakąś opiekunke do nich chociaż na kilka godzin,czasem myslę ze jestem jakaś roszczeniowa,egoistyczna,ze robię z siebie ofiarę ale ja przeciez niczego od nich nigdy nie chciałam poza zwyczajną,spokojna rozmową i szacunkiem,próba zrozumienia moich problemów...może nie potrafią mnie zaakceptować bo nie praktykuje religi,wlasciwie od jakiegos czasu stałam się ateistką i tego nie potrafia przełknąc,w dziecinstwie jakoś tez nie było między nami zażyłych relacji,z tego co pamiętam to tylko ja wyciągalam do Nich rękę i probowałam pomóc jak tylko mogłam,pamietam tez ze dzieliłam się z nimi tym co miałam,bratu i siostrze nawet wciskałam zarobione pieniążki kiedy nie mieli własnego grosza,do tej pory nie pozwolę żeby siostra ktora czasem do mnie przyjezdza czuła sie przeze mnie wykorzystana i zawsze od kiedy pamiętam płaciłam Jej za okazaną mi pomoc tyle ile byłam w stanie
dodam że z siorką jakos nigdy nie miałam większych zatargów,nigdy nie byłam o Nią zazdrosna i zycze Jej jak najlepiej bo jest z nas najmłodsza i wszyscy traktuja Ją trochę jak maskotkę i ksiezniczkę,mimo ze mam swoje dzieci i nieciekawą sytuacje życiową martwie sie o Nia i chciałabym zeby ułozyła sobie życie jak najlepiej,to samo jesli chodzi o braci....mimo wszystko
pacynka a dlaczego matka Cie nigdy nie akceptowała?
pacynka od kilku dni mysle, ze tez nic dobrego mi rodzenstwo nie przynioslo, same zle slowa i żadnej milości, zadnej!
lena-myslę ze matka była zazdrosna o moje relacje z ojcem,kiedyś znalazła list w którym napisał ze kochał w życiu tylko dwie kobiety -mnie ,swoją córkę i taką jedna z którą łączyło Go uczucie przyjazni...zawsze byłam dla taty ukochana córeczką,nie raz zasłaniał mnie swoim ciałem przed matką która w furii próbowała mnie bić za jakies tam przewinienia ale pewnosci nie mam czy to był prawdziwy powód Jej niechęci do mnie,od dziecka wyrózniała starszego brata i tak jest do dzisiaj ,mimo ze Ona sie do tego nie przyzna,w ogóle mimo ze fanatyczka religijna ,straszna z niej kłamczucha,do dzisiejszego dnia nie przeprosiła mnie za błędy wychowawcze,to ja przez lata czułam się zobowiązana do tego zeby całowac Ją w ręke i prosic o wybaczenie,nawet wtedy gdy nie czułam się winna...z tatą mielismy wiele wspolnych tematów,oboje lubilismy poezję,muzykę,dobre filmy i książki,zawsze trzymaliśmy sztamę,pamiętam jak mnie woził na barana biegając po pokoju,mogłam miec wtedy ze 3-4 latka
Matka jest córka alkoholika,faceta, który molestował swoje wnuczki,nigdy nie zaliczyła żadnej terapii dla DDA,myslę ze byłam dla Niej takim kozłem ofiarnym,którego mogła bić,krytykować ,na którym mogła wyładowywac złosc i frustracje.Tragiczne jest to ,ze naprawdę nie przypominam sobie sytuacji z dzieciństwa kiedy by mnie przytulała i zwracała sie do mnie zdrobniale,nie posiadam żadnych zdjęć na ktorych okazuje mi czułosc.Chyba tylko to ,ze tata mnie kochal i doceniał sprawiło ze nie sfiksowałam i dzisiaj jestem dobrym człowiekiem.Dla kobiety brak miłosci i czułosci ze strony matki to dramat na całe życie.Całą uwagę
i zainteresowanie przelała na ojca.Wszystko robiła żeby Mu sie przypodobać,Jedliśmy obiad kiedy On wrócił z pracy,nieważne czy bylismy wczesniej głodni czy nie.Tato był dla Niej całym światem choc dzisiaj wmawia mi ,ze to dzieci dla Niej były najważniejsze.Dzisiaj nie odczuwam potrzeby częstego kontaktu z Nia,nie rozumiemy się w wielu kwestiach,denerwuje mnie to Jej wymądrzanie się i agitacja religijna ,ktorą odwala prawie za kazdym razem kiedy rozmawiam z Nia.Nie wierzę w szczerosc Jej uczuć bo miała 30 lat na to żeby mnie poznać,żeby szanowac moje zdanie,żeby okazywac mi troskę i wspólczucie, a nie zrobiła tego.Doceniam ze sie stara,jestem Jej wdzięczna za pomoc przy dzieciach ale za Chiny Jej nie obdarzę Jej uczuciem miłosci o która tak walczyłam przez wiele lat.Kazde wielkie uczucie jesli się go nie pielegnuje,jezeli sie je rani albo pozostaje obojętnym i zimnym wobec niego ,w koncu bezpowrotnie przeminie.
pacynka ja mam to samo ze swoim bratem.Mam tylko jednego brata ,nasi rodzice nie żyją.Mimo że mieszka blisko nie utrzymuje z nim kontaktów.Był czas że pomagałam mu w trudnych sytuacjach i ok. do tego czasu jakoś było bo coś ode mnie chciał.Nie będę wszystkiego opisywać bo to długa historia,powiem ci tyle że zrobił mi wiele złego.Też wyzywał mnie .Teksty w stylu ,nic w życiu nie osiągnęłaś poza tym że urodziłaś dwoje dzieci,jesteś nikim.To był przytyk do tego że nie mam pracy.On się uważa za nie wiadomo kogo wszystko mu się należy wszyscy powinni mu pomagać.Ja nigdy nic od niego nie chciałam a były czasy że pożyczyłam mu ostatnie 200 zł,choć sama nie miałam ,zresztą do dziś ich nie oddał.Zrobił mi tyle świństw tyle złego przez niego przeżyłam.Ja go po prostu nienawidzę!!!W przeciwieństwie do ciebie jestem wierząca,nie jestem fanatyczką religijną ale wierzę że jest jakiś Bóg i człowiek powinien starać się być dobry.I powiem ci że mnie samą przeraża nienawiść jaką do niego czuje.Są chwile kiedy życzę mu żeby zginął w jakimś wypadku i wtedy miałabym spokój.Nawet sobie to wyobrażam!Też czuje się skrzywdzona przez niego i nie tylko.Jest jeszcze siostra mojego ojca z którą mam podobnie.A z moim bratem w dzieciństwie mieliśmy dobre kontakty,w pewnym momencie coś się popsuło.Nienawidzę go też za to jak traktował mojego ojca gdy razem mieszkali przez cztery lata.Potrafił go uderzyć bo za mało mu dał kasy,szarpać .A ja nic nie mogłam zrobić bo ojciec zawsze go bronił,więc byłam bezsilna.Gdyby mi ktoś powiedział parę lat temu że mogę go tak znienawidzić to bym nie uwierzyła!Jakoś mi ulżyło jak to wszystko napisałam tutaj.Czasem robi mi się tak strasznie przykro że po śmierci rodziców nie mam już żadnej rodziny,poza mężem i dziećmi.A tobie radzę żebyś trzymała się z daleka od braci.Po co dokładać sobie stresu słuchając jak ktoś ci ubliża.
Ja też wierzę w jaką siłe wyższą i tez wole pozostac dobrym człowiekiem mimo ze mna również czasem targaja uczucia nienawisci,tyle ze po jakims czasie to mija...Nie utrzymuję przynajmniej częstego kontaktu z tymi ludzmi którzy z róznych powodów sa mi obojętni ale mam w sobie duzo miłosci i nie potrafie nikomu z nich życzyć śmierci,ba -nawet chciałabym żeby Im wszystkim życie sie dobrze ułozyło.Wiem, ze gdybym była bogata ,a bracia popadli by w biedę czy w chorobę zrobiłabym wszystko zeby Im pomóc. Taka jestem i taka chcę juz pozostać do konca, co nie świadczy o tym ,ze będę sie świadomie narażać na zrobienie mi krzywdy.
...
ze młodszy z braci oskarza mnie o taki a nie inny wybór partnera życiowego a nigdy nie uswiadomił mi ze mój mąż mną manipuluje i szantazuje mnie ,ze jestem ofiara przemocy choc przeciez juz wtedy studiował i wiedział o wiele wiecej na temat alkoholizmu i zachowan ktore sie z nim wiążą.Zreszta drugi brat tez jakos tego nie widział mimo ze skonczył seminarium duchowne i na pewno miał zajęcia z psychologii.Więc dlaczego przez cale lata nie reagowali i nie uswiadomili mi czym jest przemoc psychiczna i ekonomiczna widząc co wyprawial mój mąz tylko dopiero teraz po latach chcąc sie usprwiedliwic jeden z nich wmawia mi ze nie słuchałam zadnych uwag i ostrzezen ze strony rodziny.Jak się zachować w tej sytuacji,czy dobrze zrobiłam ucinając wszelkie kontakty z nimi?przeciez swiadomie nie bede narazała sie na krzywdzenie i obrazanie mnie nawet jesli popełniłam w zyciu wiele glupstw których zresztą żałuje i za ktore pokutuje do dzisiejszego dnia.Czy tacy ludzie jak oni powinni pracować z ludzmi jesli nie potrafia zrozumieć i uszanować wlasnej siostry?
Dlaczego nie?
Czy znasz tylko jedna drogę - szanować MIMO wszystko?
Masz wolną wolę - skorzystałaś z niej a teraz jesteś nieszczęśliwa, że Cię od niej nie odwiedli... Swoje zdanie może mieć każdy - to, że są twoimi braćmi nie zobowiązuje ich do pochwalania, jak sama piszesz - głupoty. ZAPEWNE dokonując swoich wyborów, twierdziłaś, że masz swój rozum. Ale konsekwencjami chciałabyś "obdzielić" wszystkich - a to nie takie proste...
I teraz się na nich obraziłaś?
W najlepszej rodzinie się zdarza, że ludzie "nadają" na różnych falach - nie potrafią się porozumieć. Między Wami jest przepaść i NIKT z Was nie dąży do jej zasypania. BO czyż któreś chce porozumienia? - NIE - każde chce udowodnić (jak to mówią na tym forum): "ŻE RACJA jest po ich stronie"
Postawa roszczeniowa OBU stron... a przeszłości NIE DA się zmienić - więc przyczyny sytuacji nie znikną. Ich zawód pozostanie i Twój - jak obszernie TU opisujesz TEŻ. PAT