netkobietyWszystkie działy
Psychologia kariery - moja kariera zawodowa

Migracja za chlebem.

19 odpowiedzi3 228 wyświetleńzałożony przez Catwoman, 16.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Migracja za chlebem.

Ludzie się przemieszczają, "wędrują"; wyjazd na studia, przeprowadzka w strony rodzinne drugiej połówki, wreszcie: praca. Praca i tylko praca. A ściślej ujmując: bieda, niedostatek, który 'wygania' z rodzinnych stron.

W Stanach Zjednoczonych migracja jest powszechna, naturalna; człowiek z Kalifornii postanawia przyjąć pracę w Kentucky i to robi; pakuje manatki, rodzinę do samochodu i przemierza kraj.

W Polsce jeszcze wygląda to inaczej. A... może już nie?
Czy jesteście przykładami takich czasowych lub stałych migrantów? Jak zacząć w nowym miejscu i co zatrzymuje ludzi w miejscu, w którym są do tego stopnia, iż wolą cierpieć na niedostatek, niż z wioski/miasteczka bez szansy na pracę przenieść się do tego, który daje perspektywy?

2

Odp: Migracja za chlebem.

Ja jestem taką powsinogą. wink Nie wyobrażam sobie spędzić całego życia w jednym miejscu, choć z przeprowadzką do nowego zawsze wiąże się jakaś boleść, ale to chyba normalne, że człowiek odczuwa taki wewnętrzny żal, gdy zostawia coś, czemu poświęcił czas, uczucia, w co włożył zaangażowanie. Marzy mi się przeprowadzka właśnie do Stanów. Bardzo podoba mi się mentalność Amerykanów, wydaje mi się, że jest bardzo zbliżona do mojej. Natomiast wiem, że tam też nie zagrzałabym zbyt długo miejsca w jednej lokalizacji. smile

Myślę, że ludzi przed przeprowadzkami, szczególnie ze wsi, bądź małych miasteczek do dużego miasta, powstrzymuje strach. Strach, że się nie odnajdą, że sobie nie poradzą, że nie podołają nowemu życiu, które nabierze innego tempa i charakteru.

3

Odp: Migracja za chlebem.
HrabiniaDePompadur napisał/a:

Marzy mi się przeprowadzka właśnie do Stanów. Bardzo podoba mi się mentalność Amerykanów

Współczuję big_smile.

HrabiniaDePompadur napisał/a:

Myślę, że ludzi przed przeprowadzkami, szczególnie ze wsi, bądź małych miasteczek do dużego miasta, powstrzymuje strach. Strach, że się nie odnajdą, że sobie nie poradzą, że nie podołają nowemu życiu, które nabierze innego tempa i charakteru.

A ja myślę, że to kwestia szacunku do siebie i tego, co się stworzyło.
Typowy dom w Polsce przetrzyma mocną wichurę i klepiąc w jego ścianę nie masz obawy, że zostawisz w niej rękę.
Gdyby amerykańscy mieszkańcy drewnianego, spróchniałego badziewia mieli solidny dom, to zastanawialiby się poważnie nad jego porzuceniem.
Jest ogromna różnica między mieszkaniem/domem odziedziczonym po rodzicach (lub kupionym za gotówkę), na którego bieżące utrzymanie stać nawet bezrobotnego, a domem ze 100% hipoteką, rozłożoną na 40 lat. Nie mając pieniędzy na spłatę takiej raty, tracisz swój dom i często nadal pozostaniesz w długach. To dlatego Amerykanie mają taki stosunek do swoich domów i taką "łatwość" (a wg mnie przymus) przenoszenia się za pracą.
Jak nie ma się nic cennego, to łatwo jest się z tym rozstać.

4

Odp: Migracja za chlebem.

Skąd to współczucie ? smile

5

Odp: Migracja za chlebem.
Catwoman napisał/a:

co zatrzymuje ludzi w miejscu, w którym są do tego stopnia, iż wolą cierpieć na niedostatek, niż z wioski/miasteczka bez szansy na pracę przenieść się do tego, który daje perspektywy?

Zatrzymuje ich mądrość.
Co może zdobyć w wielkim mieście czterdziestolatek po podstawówce? Jakie będzie miał perspektywy? Nawet, gdy dostanie pracę, to po odliczeniu kosztu wynajmu mieszkania zostanie mu na życie mniej, niż dorobił sobie na lewo w swojej rodzinnej wiosce.

Ludzie młodzi, przebojowi podejmują ryzyko i część z nich osiąga sukces (a przynajmniej rozsądną stabilizację). Część jednak wraca do swoich rodzinnych mieścin dziedziczyć zapuszczone domy, bo to i tak dużo więcej niż zdobyli w wielkim mieście sad.

Przepraszam, za post pod postem, ale system zablokował o północy możliwość edycji.

6

Odp: Migracja za chlebem.
HrabiniaDePompadur napisał/a:

Skąd to współczucie ? smile

Wolałbym nie rozwijać tematu publicznie.
Najprościej będzie powiedzieć, że niezbyt cenię mentalność typowego Amerykanina.
Mam większy szacunek do mentalności Irakijczyka big_smile.

7

Odp: Migracja za chlebem.

"Gdyby amerykańscy mieszkańcy drewnianego, spróchniałego badziewia mieli solidny dom, to zastanawialiby się poważnie nad jego porzuceniem." - Mają ci, w których rejonach nie ma tornad. Niestety, wielu Amerykanów mieszka w miejscach, w których o tornado nietrudno, przy drewnianym domku straty mniejsze.

8 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-05-17 12:12:03)

Odp: Migracja za chlebem.
Catwoman napisał/a:

"Gdyby amerykańscy mieszkańcy drewnianego, spróchniałego badziewia mieli solidny dom, to zastanawialiby się poważnie nad jego porzuceniem." - Mają ci, w których rejonach nie ma tornad. Niestety, wielu Amerykanów mieszka w miejscach, w których o tornado nietrudno, przy drewnianym domku straty mniejsze.

Cat smile: nie będę polemizował z sensem budowania solidnego domu na terenie stale zagrożonym tornadem.

Nie mieszkałem w Stanach.
Oglądając amerykańskie filmy nie zauważyłem jednak zbytniej solidności tamtejszych zabudowań. Również znajomi mieszkający tam "na bieżąco" uważają, że słowo dom wywołuje u przeciętnego Amerykanina skojarzenie zupełnie odmienne od skojarzenia przeciętnego Polaka.

Wracając do tematu: odnoszę wrażenie, że większość narodów szczycących się bogatą historią i kulturą (jak np. większość narodów europejskich i azjatyckich) jest dużo mniej "mobilna" od Amerykanów i ich migracje nie są tak powszechne.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy żyje się na jakimś terenie od wielu pokoleń, a inaczej, gdy jest się pierwszym pokoleniem "kupionym" przez nową "ojczyznę".

Wracają do tego, co napisałem we wcześniejszym poście: w Polsce również mieliśmy do czynienia z ogromną migracją. Dotknęła ona głównie pokolenie wyrosłe w czasie wojny i tuż po jej zakończeniu.
Najpierw przesiedlono miliony ludzi pod przymusem, a potem ci "podli komuniści" przekształcili kraj gnojówką płynący w przemysłowego potentata i co za tym idzie ogromna ilość mieszkańców wsi przeniosła się do miast.
Migracja była wtedy bardzo popularna. Ludzie migrujący nie mieli jednak niczego, co mogło ich trzymać we wcześniejszym miejscu zamieszkania.

9

Odp: Migracja za chlebem.

Przeprowadzałam się kilka razy, zawsze była to dla mnie kwestia spakowania dobytku i wypowiedzenia mieszkania, oraz pracy.
Przy ostatniej przeprowadzce okazało się, że znalazłam to "swoje miejsce"; od jakiegoś czasu szukamy tutaj mieszkania do kupienia.
Czasami ciągnie mnie do następnej przeprowadzki, na każde miasto, w którym jestem patrzę pod kątem mieszkania w nim, ale pierwszy raz chęć pozostania w miejscu, w którym mieszkam jest silniejsza od chęci przeprowadzki.

10

Odp: Migracja za chlebem.
Catwomen napisał/a:

A ściślej ujmując: bieda, niedostatek, który 'wygania' z rodzinnych stron

Mnie nic z tych rzeczy nie wygnało z moich rodzinnych stron. Chciałam wyjechać za granicę, żeby się usamodzielnić. Do tego potrzebowałam pracy, a w Polsce wiadomo jak jest. Wcześniej już byłam za granicą, było ok i postanowiłam znowu wyjechać ale tym razem do innego kraju. Tutaj jest inne życie, wszytsko jest takie normalne i nie ma problemów na każdym kroku jak w Polsce. Zamierzam zostać na stałe, ale czy się uda to zobaczymy.

11 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-05-18 00:48:22)

Odp: Migracja za chlebem.
Merredithhh napisał/a:

Przeprowadzałam się kilka razy, zawsze była to dla mnie kwestia spakowania dobytku i wypowiedzenia mieszkania, oraz pracy.
Przy ostatniej przeprowadzce okazało się, że znalazłam to "swoje miejsce"; od jakiegoś czasu szukamy tutaj mieszkania do kupienia.
Czasami ciągnie mnie do następnej przeprowadzki, na każde miasto, w którym jestem patrzę pod kątem mieszkania w nim, ale pierwszy raz chęć pozostania w miejscu, w którym mieszkam jest silniejsza od chęci przeprowadzki.

Ja mam mieszkanie, które jest wg mnie IDEALNE pod względem lokalizacji, rozkładu i nawet sąsiadów big_smile. Poświęciłem kilka lat na jego znalezienie. Dlatego nie wyobrażam sobie go zamieniać na inne i zawsze będę walczył o jego utrzymanie smile.
Życzę innym znalezienia swojego miejsca na Ziemi smile.

12

Odp: Migracja za chlebem.
YOGI bear napisał/a:
Merredithhh napisał/a:

Przeprowadzałam się kilka razy, zawsze była to dla mnie kwestia spakowania dobytku i wypowiedzenia mieszkania, oraz pracy.
Przy ostatniej przeprowadzce okazało się, że znalazłam to "swoje miejsce"; od jakiegoś czasu szukamy tutaj mieszkania do kupienia.
Czasami ciągnie mnie do następnej przeprowadzki, na każde miasto, w którym jestem patrzę pod kątem mieszkania w nim, ale pierwszy raz chęć pozostania w miejscu, w którym mieszkam jest silniejsza od chęci przeprowadzki.

Ja mam mieszkanie, które jest wg mnie IDEALNE pod względem lokalizacji, rozkładu i nawet sąsiadów big_smile. Poświęciłem kilka lat na jego znalezienie. Dlatego nie wyobrażam sobie go zamieniać na inne i zawsze będę walczył o jego utrzymanie smile.
Życzę innym znalezienia swojego miejsca na Ziemi smile.

Gratuluję smile
Ja jedno idealne już prawie miałam, nawet zaliczka była wpłacona, ale ostatecznie nie dogadaliśmy się z właścicielem. No i szukamy dalej, a że interesuje nas tylko konkretna lokalizacja, to pewnie trochę potrwa, bo nowe ogłoszenia rzadko się pojawiają.

13 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2013-05-18 01:09:20)

Odp: Migracja za chlebem.

Sorry, dubel.

14

Odp: Migracja za chlebem.
Merredithhh napisał/a:

Gratuluję smile
Ja jedno idealne już prawie miałam, nawet zaliczka była wpłacona, ale ostatecznie nie dogadaliśmy się z właścicielem. No i szukamy dalej, a że interesuje nas tylko konkretna lokalizacja, to pewnie trochę potrwa, bo nowe ogłoszenia rzadko się pojawiają.

Wiesz co jest najśmieszniejsze?
Moje idealne mieszkanie znajduje się w odległości 100m od mieszkania, które wynajmowałem jako dwudziestolatek smile.
Nawet dawni sąsiedzi mnie sobie przypomnieli smile.
Jeżeli chodzi o lokalizację to szukając ideału uwzględniałem kilka (a raczej kilka lokalizacji wykluczałem). Ważniejsze była dla mnie konstrukcja budynku (dzięki nietypowej konstrukcji tego ostatniego mam zapewnioną naturalną cyrkulację powietrza smile), widok z balkonu (i rozmiar tego ostatniego), rozkład samego mieszkania, powietrze, którym w tym mieszkaniu oddycham (napływa z pobliskiego lasu smile), oczywiście bliskość szkoły, przychodni i dobrze zaopatrzonych sklepów spożywczych smile. O względnej ciszy pomimo bliskości głównego węzła komunikacyjnego już nawet nie wspomnę smile.

15

Odp: Migracja za chlebem.

Ja mam zamiar kupić mieszkanie jakieś kilkadziesiąt/ kilkaset metrów od tego, w którym teraz mieszkam. Moja wymarzona lokalizacja ogranicza się do kilku ulic i zapłacę za nią dodatkowe kilkadziesiąt tysięcy, ale moim zdaniem warto.
Też mam obok las, dosyć nowe, zadbane, nieduże osiedle, niskie bloki, blisko do centrum i pod ręką wszystko, czego na codzień potrzebuję.

16

Odp: Migracja za chlebem.
Catwoman napisał/a:

"Gdyby amerykańscy mieszkańcy drewnianego, spróchniałego badziewia mieli solidny dom, to zastanawialiby się poważnie nad jego porzuceniem." - Mają ci, w których rejonach nie ma tornad. Niestety, wielu Amerykanów mieszka w miejscach, w których o tornado nietrudno, przy drewnianym domku straty mniejsze.

Pomyślałem trochę i przypomniałem sobie kilka programów o amerykańskich lokalach. Przypominam sobie jakąś "wymianę żon" gdzie kobiety z odmiennych rodzin były osadzane w środowisku zupełnie im obcym i programy (których bardzo nie lubię), gdzie dewastowany jest najpierw stary dom, a potem w jego miejsce budowany nowy.
Z całym szacunkiem, ale domy które dane mi było w tych programach zobaczyć ustępowały solidnością polskim kontenerowcom socjalnym, o budynkach miejskich nawet nie wspominając.
Oczywiście mogę się mylić w swojej ocenie.

17

Odp: Migracja za chlebem.

YOGI bear ten wątek nie polega na kwestionowaniu jakości amerykańskich budynków smile Każdy człowiek ma inne wyobrażenie miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Dla jednych jest ono stałe i "oćby nie wiem co" się z niego nie ruszy, dla innych, dom jest tam, gdzie jest jego serce.

18

Odp: Migracja za chlebem.
Catwoman napisał/a:

YOGI bear ten wątek nie polega na kwestionowaniu jakości amerykańskich budynków smile Każdy człowiek ma inne wyobrażenie miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Dla jednych jest ono stałe i "oćby nie wiem co" się z niego nie ruszy, dla innych, dom jest tam, gdzie jest jego serce.

Cat smile: przepraszam za ślizganie się smile wokół tematu.
Moje serce dobrze czuje się w moim mieszkanku i dlatego nie mam ochoty nigdzie migrować smile. Myślę, że na podjęcie decyzji o migracji decydujący wpływ ma osobisty stosunek do miejsca, w którym się mieszka. Nie każde "przykuwa" tak mocno serce smile.
Jeżeli człowiek czuje się dobrze w danym miejscu, to gotów jest poświecić wiele, by tego miejsca nie musieć opuścić.
Myślę, że ma to duży związek z tematem smile.

19

Odp: Migracja za chlebem.

Hmmm ja kilka lat temu tylko czekalam na dzien wyjazdu z kraju. Wyjechalam... ale wrocilam po 1,5roku. Teraz dalej wyjezdzam co jakis czas i na jakis czas, ale zawsze wracam do swojego mieszkanka, bo wiem, ze to jest moje miejsce na ziemii:)

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026