Jestem z moim chłopakiem prawie pół roku. Jest to mój drugi partner. Niestety mój ojciec go nie akceptuje.
Strasznie lubił poprzedniego mojego chłopaka, a tego po prostu nie trawi. Nie wiem, czemu tak się dzieje. Ciągle mi wypomina, jaki to tamten był dobry, kupował mi dużo rzeczy i w ogóle
Już powoli mam tego dosyć, ciągle się z nim kłócę.. Nie da mu się wytłumaczyć, że tamten debil to już rozdział zamknięty
A mój teraźniejszy chłopak, ani nie podpadł mojemu ojcu, ani nie robi nic złego, więc nie wiem skąd u niego ta nienawiść
Czy jest jakiś sposób, żeby pokazać ojcu, że mój chłopak jest w porządku? Czy moim jedynym wyjściem jest wyprowadzenie się?
Podobne tematy
Po pierwsze jakie wyprowadzenie? Po drugie powiem Ci szczerze, że rodzice zawsze mają rację. Prędzej, czy później wychodzi na to, że mieli rację. Po trzecie porozmawiaj z tatą i zapytaj się, co go tak drażni. Będzie o wiele łatwiej.
No tak, tylko że jakoś mama akceptuje mojego chłopaka i lubi go. A ojciec jest materialistą i leciał chyba tylko na to, że tamten na każde nasze spotkanie kupował mi pełno czekolad. Zgadzam się z Tobą, że rodzice zawsze mają rację, ale w czym może mieć racje ojciec skoro nawet nie zna mojego chłopaka? Widział go tylko na zdjęciu bo siedzi cały czas w Niemczech. Teraz przyjechał i truje mi dupę i niestety tak będzie chyba przez najbliższe 3 miesiące. No ale pozostało mi się chyba tylko do tego przyzwyczaić, że mam takiego ojca...
Nie powinnaś tak mówić. Najwidoczniej Twój tata traktuje Cię jako księżniczkę i chce dla Ciebie jak najlepiej. Może zapoznaj ich ze sobą, może zmieni zdanie.
Rodzice są ludźmi, toteż nie zawsze mają rację.
Owszem, z racji przeżytych lat i bogatszego bagażu doświadczeń, łatwiej jest im przewidzieć niektóre mechanizmy, ale nigdzie nie zostało powiedziane, że z całą pewnością tak właśnie będzie. ![]()
Olu, szanujesz swojego tatę ? Pytam, bo we zwrocie "truje mi dupę", w ogóle nie jest on wyczuwalny...
Ja mam taki pomysł; skoro Twoja mama lubi Twojego obecnego chłopaka, porozmawiaj z nią, aby zorganizować wspólny, niedzielny obiad.
Panowie się poznają, porozmawiają, i być może Twój Tata przekona się, że nowy chłopak jego córki nie jest takim młotem, za jakiego go ma.
Popieram wypowiedź wyżej. Moim zdaniem wspólny obiad zapoznawczy jest najlepszym wyjściem. Gorzej będzie jak po tym obiadku mu się naprawdę nie spodoba
no nic, to wtedy będziemy myśleć ![]()
7 2013-05-13 08:18:13 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-05-13 08:20:10)
Po drugie powiem Ci szczerze, że rodzice zawsze mają rację. Prędzej, czy później wychodzi na to, że mieli rację.
Przepraszam, skąd Ty ta bzdurę wytrzasnęłaś...?
Rodzice maja zawsze racje?
Czyli jakby jej ojciec powiedział, ze ma zakaz korzystania z toalety, bo to niebezpieczne, albo, ze jest głupią szmata, to by miał racje?
Autorko, napisze Ci coś z doświadczenia - mojego byłego rodzice uwielbiali, ponieważ był bardzo kontaktowy, często u nas bywał.
Kiedy związek się rozpadł i pojawił się w moim życiu obecny mąż, rodzice nie byli zachwyceni, bo to ktoś nowy, zupełnie inny, mąż jest człowiekiem cichym i spokojnym - ciężko było rodzicom go zaakceptować i przyzwyczaić się. Ale dali rade!
Wiec ja na Twoim miejscu spokojnie bym tłumaczyła, myślę, ze z czasem wszystko samo się naprawi.
Edit: Wspólny obiad jest świetnym pomysłem!
Przepraszam, skąd Ty ta bzdurę wytrzasnęłaś...?
Rodzice maja zawsze racje?Czyli jakby jej ojciec powiedział, ze ma zakaz korzystania z toalety, bo to niebezpieczne, albo, ze jest głupią szmata, to by miał racje?
Myślę, że to są zbyt prymitywne jak dla mnie przykłady. Nie miałam ich na myśli. Ogólnie chodziło mi o to, że w większości przypadków i zazwyczaj tak bywa, że rodzice mają rację.
Cynicznahipo napisał/a:Przepraszam, skąd Ty ta bzdurę wytrzasnęłaś...?
Rodzice maja zawsze racje?Czyli jakby jej ojciec powiedział, ze ma zakaz korzystania z toalety, bo to niebezpieczne, albo, ze jest głupią szmata, to by miał racje?
Myślę, że to są zbyt prymitywne jak dla mnie przykłady. Nie miałam ich na myśli. Ogólnie chodziło mi o to, że w większości przypadków i zazwyczaj tak bywa, że rodzice mają rację.
Absolutnie nie zgadzam się z Twoja opinia.
Rodzic nie jest alfa i omega.
Fakt, przykład dałam trochę prymitywny, bo chciałam zaakcentować.
Może inny przykład... Nie trafiłam na cudownych rodziców, ojciec pil, a matka mnie tępiła, powiem Ci szczerze, ze gdyby nie terapia, to prawdopodobnie do dzisiaj byłabym przekonana, ze mieli racje, z tym, ze pewnie już by mnie nie było na tym świecie.
Szanuję to
Masz prawo myśleć inaczej, aczkolwiek wydaje mi się, że moja racja jest trafniejsza ![]()
Mój przypadek był podobny ale ja i tak postawiłam na swoim. Jeśli go na prawde kochasz a on ciebie to walcz o swój związek
Jestem, za szczerą rozmowa z ojcem. Z reguły dziwne traktowanie partnera przez rodziców wnika z niepokoju o swoje dziecko i często przyjmuję jak to mówisz, "trucie dupy".
Porozmawiaj z ojcem, powiedz, że jest Ci przykro, że traktuję tak Twojego obecnego chłopaka, może dowiesz się dlaczego tak jest.
Rodzice zawsze mają rację? Nie zgodzę się. Mają ją często im dziecko mniej dojrzałe tym częściej.
Dziękuję wam bardzo za odpowiedzi
Też uważam, że wspólny obiad to świetny pomysł, tylko muszę poczekać na mojego chłopaka bo tymczasowo jest w Anglii do lipca
W sumie to nie wiem, czy ojciec da się namówić na ten obiad, ale spróbuję.
A co do szacunku... Szanuję go, ale często tego nie widać np. w trakcie kłótni. Szanuję go bo jest niepijącym alkoholikiem od 5 lat. No i przede wszystkim za to, że dzięki niemu mam życie. Ale za nic innego nie mogę mu być wdzięczna. Nie miałam przez niego dzieciństwa, ciągłe awantury były normą, a nawet bicie. Istniała dla mnie tylko mama, która wychowała mnie i moją siostrę. I do tej pory jestem bardzo zżyta z mamą. Z tatą tyle o ile. Może nie pije i to jest super, ale zmiany w psychice mu pozostały (jest strasznie nerwowy, strasznie łatwo go zdenerwować). Często się przez to kłócimy. Kilka razy prawie doszło między nami do bójki.
Właśnie dlatego boję się zapoznawać swojego chłopaka z moim ojcem. Mówiłam mu o mojej sytuacji, jaki jest mój ojciec, on to akceptuje i chce go poznać. Ale czy mój tata chce? ...
14 2013-05-13 17:33:07 Ostatnio edytowany przez HrabiniaDePompadur (2013-05-13 17:36:10)
Olu, ja też mam ojca alkoholika. Gdy po raz pierwszy przyprowadziłam do domu swojego chłopaka, a ojciec siedział brudny i jak zwykle pijany, też się bardzo wstydziłam za sytuację panującą w domu, bałam się co sobie mój chłopak pomyśli, ale... Rodziców się nie wybiera. Jeśli myślisz o swoim chłopaku, o was, przyszłościowo, to bezsensu jest budować mur, bo nie da się być razem i nie bywać u siebie, nie mieć kontaktu z rodziną swojego partnera. Skoro Twój chłopak zna sytuację i jest przygotowany, po prostu mu zaufaj. Zaś jeśli chodzi o Twojego tatę, po prostu uprzedź go wcześniej, że w tę niedzielę obiad zjecie w czwórkę, czyli będzie miał niepowtarzalną okazję porozmawiać ze swoim potencjalnym zięciem i bliżej go poznać. ![]()
HrabiniaDePompadur: Dziękuję Ci bardzo
Ja również doskonale Cię rozumiem jak to jest mieć alkoholika w domu.
Mój ojciec wprawdzie już nie pije, ale jego wygląd od czasu picia zmienił się niewiele. Ma strasznie pomarszczoną skórę, podkrążone oczy. No i przede wszystkim został mu ten okropny charakter
Jest strasznym dyktatorem. Wszystko musi być tak, jak on chce. Np. dziś po ciężkich praktykach, gdzie jest praca fizyczna, wróciłam do domu, a on kazał robić mi obiad. Więc chciałam coś prostego zrobić (makaron z sosem pieczarkowym, czy zwykłym sosem pomidorowym i z jakimś mięskiem) na co on zareagował krzykiem, że on nie będzie jadł żadnego makaronu i że mam obrać ziemniaki i zrobić mu kotlety mielone. Tak też zrobiłam, żeby nie mieć z nim kolejnej kłótni. Nie wiem, czy tak powinno być. Jak pił, to ja sama z mamą i siostrą wszystko robiłyśmy. Już w wieku 11 lat rąbałam drzewo i byłam pewna do niedawna, że takie rzeczy powinna robić kobieta. To myślenie wybił mi z głowy mój chłopak, który gdy widział, że idę rąbać drzewo (tak, jak byłoby to naturalne że kobieta tak pracuje), powiedział, że on je porąbie. Trochę się wkurzyłam bo myślałam, że może podejrzewa, że ja nie umiem takich rzeczy, ale on po prostu chciał zrobić, to, co do tej pory wydawało mi się obowiązkiem kobiet. Nigdy w najgorszych chwilach nie było ojca. Mama musiała sobie ze wszystkim radzić sama, gdy ja i siostra byłyśmy małe. Mama przeżywała piekło. Ja wracając ze szkoły, bałam się bo nie wiedziałam, w jakim stanie zastanę ojca, czy upitego w trupa, czy wkurzonego na głodzie.
Może wypróbuję ten sposób z obiadem, może tata się zgodzi ![]()
Fajnie, że jesteś samowystarczalna. Nawet nie wiesz, ile Ci to w życiu ułatwi... Niemniej Twój tata traktuje Cię jak służącą, a to już jest podłe. Może czas się postawić ? Nie chce makaronu z sosem, a ma ochotę na mielone, to niech zrobi sobie sam.
Można i tak, tylko on wtedy mówi swój standardowy tekst: "Zobaczysz, coś będziesz chciała....". Lub zaczyna awanturę i gada, jaka to ja jestem leniwa, że nic w domu nie robię. A robię wiele rzeczy, ale dziś akurat nie miałam siły robić tego obiadu bo od 8 do 13 miałam praktyki i padałam na twarz ze zmęczenia. I najgorsze jest to, że on wszystko wypomina. Zjadłam kanapki z serem, który on kupił- wypomina mi, że on wszystko nam kupuje, a my ( ja z siostrą) nic nie robimy. Z mamą kłóci się niemalże codziennie. Ale on się już nie zmieni, więc chyba muszę się do tego przyzwyczajać... ![]()
Mówić coś musi, bo nie byłby sobą. ![]()
No niby tak
Ale jakoś ciężko mi się mu postawić. Boje się, że zacznie się drzeć albo nie daj Boże mnie uderzy.
Po drugie powiem Ci szczerze, że rodzice zawsze mają rację. Prędzej, czy później wychodzi na to, że mieli rację.
HAHAHA...no to kobietko ostro pojechałaś po bandzie.
Coś Ci napiszę, swoją historię - prawdziwą z życia wziętą:
Mój tata od początku nie akceptował mojego D. w domu były awantury (bo moja mama lubiła go, a tata nie). Zaszufladkował go jako kogoś złego bez powodu... tak bez powodu, bo inne poglądy (tata jest zagorzałym katolikiem, a D jest ateistą) to nic złego.
POSTAWIŁAM na swoim i wiesz co? Jestem SZCZĘŚLIWĄ ŻONĄ tego człowieka i przyszłą matką, bo za 5 za niecałe 1,5 miesiąca urodzi nam się maleństwo.
Kolejną sprawą jest fakt, że ja jestem osobą chorą. Mam epilepsje - to choroba, która wielu ludzi odstrasza, dodatkowo kilka innych dolegliwości - ale nie o tym chcę tu pisać w każdym razie jestem osobą z orzeczeniem o niepełnosprawności. I wiesz co? Mój mąż jak zaczeliśmy się spotykać usłyszał, że ma zerwać ze mną kontakty, bo "ona jest chora, nie nadaje się na żone, a co z dziećmi?"
Także w Twoich słowach nie znajduję ani grama prawdy. Oczywiście nie twierdzę, że zawsze tak jest ale sformułowanie że "rodzice zawsze mają rację" jest mocno przesadzone.
A autorce życzę udanego obiadku i rozwiązania problemów.
Szanuję to
Masz prawo myśleć inaczej, aczkolwiek wydaje mi się, że moja racja jest trafniejsza
sinnerssmile - moja racja trafiniejsza? No prosze cię. Cynicznahipo dobrze pisze, że są różni rodzice, a część z nich traktuje swoje dzieci tak, jak - uwierz mi - nie chciałabyś być traktowana.
Twoja opinia to raczej perpektywa perełki swoich rodziców, którzy latali wokół, aby się nic złego niuni nie stało. świat nie jest różowy, wake up
!
Skoro ojciec autorki wątku nie lubi jej chłopaka, mimo że nie miał okazji go poznać, to na pewno racj nie ma. Obiad fajny pomysł, albo bardziej na luzie jakiś grill w ogrodzie? Niech się przekona, ze chłopak fajny, jak zmieni zdanie, to ok, jak nie, to jego strata ...
Grill w ogrodzie też jest super pomysłem ![]()
Chociaż po dzisiejszych awanturach z ojcem nie wiem czy jest sens w organizowaniu czegoś takiego...
No ale mimo wszystko dziękuję ![]()
23 2013-05-17 22:02:27 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-05-17 22:53:09)
....Po drugie powiem Ci szczerze, że rodzice zawsze mają rację. Prędzej, czy później wychodzi na to, że mieli rację. .....
Racja ,czyli ktora?,jaka?w ktorym wpisie?Gubisz sie we wlasnych myslach i wpisach.Najpierw sie skonkretyzuj i określ,a dopiero pózniej brnij w swoją nieomyslnosc
To jednak rodzice zawsze mają racje czy jednak w wiekszosci przypadkow,czy przewaznie ??Przestan sie czaić i podejmij ostateczną decyzje ,bo motasz się
Ehhh jak mi dzialają na nerwy tacy chwejni ludzie,ktorzy nawet nie potrafią w jednym zdaniu swoją konsekwencje wypowiedzi zachować.Krok w tyl, krok w przod, i takie tańce odstawiasz ![]()
Autorko Od siebie dodam przekonanie, ze rodzice NIE zawsze mają racje,NIEw kazdym wzgledzie, i NIE we wszystkim (tak jak to sinnerssmile tobie szczerze pisze-blędne zalozenie,nawet takich infantylnych przeslań nie bierz na myśl ) tym bardziej jesli ojca nienawiść do chlopaka jest bezpodstawna ,chłopak nic mu nie zrobił ,a mimo tego nadal widzisz tak nie przyjemne bez szacunku nastawienie ojca do twojego kochanego,ktorego nietrawi i budzi nienawiść. Temu przyklaskiwac nie mozna slepo brnąc ,że ojca postawa jest sluszna.Bzdury na resorach .
Masz prawo myśleć inaczej, aczkolwiek wydaje mi się, że moja racja jest trafniejsza
Choc patrząc na wiek sinnerssmile klapki na jej oczach z tym przekonaniem dot. rodzicow że zawsze mają racje i co smieszniejsze uwaza ze to jest trafna racja, jest jeszcze wybaczalne.Może za 10-15 lat zmieni zdanie jak troche pozna sie na starszych ludziach-przeróznych rodzicach jacy potrafią być omylni,rowniez w wielu kwestiach niesprawiedliwi i błędni w ocenie, a nie bezbłedni :)Szerokiej drogi w poznawaniu życia i obycia sinnerssmile
Z biegiem lat twoje złudzenie bedzie maleć
Pora zejść z karuzeli i wystawic nos poza progi wesolego miasteczka ,a dopiero pózniej brnąc w swojej utopi i idylli. Cięzko bedzie ,bo juz bujac w obłokach wtedy przestaniesz ![]()
Cynicznahipo napisał/a:....
...... albo, ze jest głupią szmata, to by miał racje?
Myślę, że to są zbyt prymitywne jak dla mnie przykłady........
Ale Są!!!Były,są,i bedą,jak wiele innych bardziej lub mniej prymitywnych, czy niesprawiedliwych roznych sytuacji i historii rodzinnych.To ze sie z nimi nigdy nie zetkknelas, nigdy o nich nie slyszalas,czy nigdy o takich historiach nie czytalas ,to nie znaczy,że mozna temu zaprzeczyć i dalej tkiwc w swojej trafnosci racji.Bo nie masz i nie zaprzeczaj ,że masz.W tym wypadku twoja trafność racji jest jak kulą wpłot ![]()
Mortisha - zgadzam się w 100% ze wszystkim, co napisałaś, nie ujęłabym tego lepiej.
Sama problemu z rodzicami nie mam. Poza tym, że dawno temu chcieli mi wybić mój ateizm z głowy, mimo, że sami praktykujący nie są. Wynikało to z tego, że chcieli mnie chronić przed resztą świata. Niestety sposób w jaki do tego dążyli mam im za złe. Swój błąd na całe szczęście zrozumieli i przeprosili.
Rodzice to są tylko ludzie - tak samo się mylą i bywają uprzedzeni. Nie zawsze wbrew pozorom z rodzicielskiej miłości.
Co do sytuacji autorki - rozmowa i wspólny obiad to może być dobry pomysł, ale nie wiem, czy coś da. Jak ojciec jest uparty, to albo postawisz sprawę jasno, że to jest Twój mężczyzna, kochasz go i nie życzysz sobie żeby był źle traktowany bez powodu, albo będziesz zmuszona odciąć się od ojca. Odcięcie się to nie jest najlepsze rozwiązanie, bo to raczej ostateczne rozwiązanie, ale nie można dać sobą rządzić. Najlepiej jakbyś była od rodziców niezależna - wtedy przestają mieć tak wiele do decydowania o Tobie i Twoim życiu.
Nie rozumiem waszego nacisku na moja osobę, ale spoko! Wszystko przeczytałam, ale do niczego się nie odniosę ![]()
Nie rozumiem waszego nacisku na moja osobę, ale spoko! Wszystko przeczytałam, ale do niczego się nie odniosę
Ale dlaczego? Skoro uważasz, ze masz racje, to przedstaw argumenty.
Byłoby to kolejne błędne koło i zostałabym zbesztana, dlatego też dziękuję, ale nie ![]()
sinnerssmile napisał/a:Nie rozumiem waszego nacisku na moja osobę, ale spoko! Wszystko przeczytałam, ale do niczego się nie odniosę
Ale dlaczego? Skoro uważasz, ze masz racje, to przedstaw argumenty.
Może to dlatego, że nie umiesz dyskutować ani przytoczyć konkretnych argumentów, tylko się wykręcasz śmiesznymi teoriami. Nikt Cię nie będzie tu prowadził za rączkę. Jak się coś napisze, to trzeba się liczyć z tym, że ludzie odpowiedzą i nie zawsze będą się zgadzać.
Cynicznahipo napisał/a:sinnerssmile napisał/a:Nie rozumiem waszego nacisku na moja osobę, ale spoko! Wszystko przeczytałam, ale do niczego się nie odniosę
Ale dlaczego? Skoro uważasz, ze masz racje, to przedstaw argumenty.
Może to dlatego, że nie umiesz dyskutować ani przytoczyć konkretnych argumentów, tylko się wykręcasz śmiesznymi teoriami. Nikt Cię nie będzie tu prowadził za rączkę. Jak się coś napisze, to trzeba się liczyć z tym, że ludzie odpowiedzą i nie zawsze będą się zgadzać.
Przepraszam, to do mnie?
Bo ja się dyskusji nie boje, przytoczyłam parę argumentów.
Cynicznahipo z calą pewnoscią wpis WitchQueen dotyczył sinnerssmile . Tylko ja zrozumialam WitchQueen podpiela sie pod twoje pytanie i dodala coś od siebie,pod twoim wpisem ![]()
Cynicznahipo z calą pewnoscią wpis WitchQueen dotyczył sinnerssmile . Tylko ja zrozumialam WitchQueen podpiela sie pod twoje pytanie i dodala coś od siebie,pod twoim wpisem
Uff, bo już chciałam się gotować do walki na argumenty ;-)))
mortisha napisał/a:Cynicznahipo z calą pewnoscią wpis WitchQueen dotyczył sinnerssmile . Tylko ja zrozumialam WitchQueen podpiela sie pod twoje pytanie i dodala coś od siebie,pod twoim wpisem
Uff, bo już chciałam się gotować do walki na argumenty ;-)))
Nie, nie Kochana, nie do Ciebie ![]()
No cóż biedna sinnerssmile chyba nie ma na forum zalogowanych rodziców to też nie ma kto ją obronić i zrezygnowała z dyskusji o "swojej racji".
olusskaaa0620 a jak tam Twoje sprawy? Był jakiś obiadek, lub też ten grill?
Malinowy Elfie, czy brakuje Ci wrażeń i emocji skoro mnie zaczepiasz? Może taka forma sprawia Ci radość
Nie mam zamiaru wdawać się w żadną dyskusję, każdy ma prawo do własnego zdania, nie będę nikogo przekonywać do swoich poglądów ani też nikt mnie nie przekona do swoich. Taka wypowiedź "no cóż biedna sinnerssmile" jest typową bezszczelną zaczepką i doskonale Ty i ja wiemy, co miałaś na myśli, brakuje Ci chyba jakiś atrakcji życiowych, skoro podjudzasz do zbędnej dyskusji i wymiany zdań ![]()
Nie, nie brakuje mi atrakcji. Jestem zadowolona ze swojego życia. Tylko uważam, że jeśli się o czymś dyskutuje to używa się racjonalnych argumentów.
Malinowy_Elf: Obiadku jeszcze nie było, bo tak jak wspominałam wcześniej, mój chłopak jest teraz w Anglii i wróci w połowie lipca
Akurat trafiło się tak, że mój ojciec wrócił z Niemiec, a tydzień wcześniej mój chłopak wyjechał do Anglii więc nawet nie mieli okazji się zobaczyć. Ale myślę, że jak wróci, to coś wykombinuję z tym obiadkiem ![]()
Tylko problem jest z tym, że teraz nawet jak pokłócę się z ojcem (zdarza się to codziennie), to nie mam gdzie się podziać. Zawsze wtedy jechałam do chłopaka lub on do mnie, żeby mnie pocieszyć. Ale bardziej to ja do niego, bo bałam się go przyprowadzać do domu bo bałam się reakcji ojca... Powoli denerwuje mnie już ta sytuacja i coraz częściej myślę, żeby znaleźć sobie jakąś pracę na weekendy do czerwca, a w wakacje w każdy dzień tygodnia, bo po prostu nie odczuwam przyjemności z siedzenia w domu.
Aha... no to nie doczytałam o tej Anglii...albo jakoś mi wyleciało. Przepraszam.
Mam nadzieję, że jakoś jednak dasz radę zmienić nastawienie taty, choć wiem z doświadczenia że nie jest to łatwe.
Przechodziłam przez to co Ty, więc wiem o czym mówię (piszę
). U mnie również awantury były codziennością i nie chciało mi się siedzieć w domu. Z tym, że ja wtedy już pracowałam, resztę dnia przesiadywałam na cmentarzu u mamy (potrafiłam tam siedzieć 4 h), byleby tylko z dala od domu. U mnie tata odpuścił po moim ślubie. Trzymam kciuki, żeby Twój nie był taki uparty jak mój. Teraz mieszkamy we trójke (jeszcze we trójkę
bo to za niedługo się zmieni) i nie jest źle.
A napisz czy to Ty poruszasz temat akceptacji chłopaka, czy tata sam od siebie zaczyna te awantury?
Nie mam zamiaru wdawać się w żadną dyskusję, każdy ma prawo do własnego zdania, nie będę nikogo przekonywać do swoich poglądów ani też nikt mnie nie przekona do swoich.
Tylko uważam, że jeśli się o czymś dyskutuje to używa się racjonalnych argumentów.
Kłania się czytanie ze zrozumieniem ![]()
Potrafię czytać ze zrozumieniem. Tylko że cytowany przez Ciebie Twój fragment wypowiedzi został napisany już po mojej jak to nazwałaś "zaczepce" więc wyjaśniłam Ci grzecznie dlaczego napisałam to w taki sposób a nie inny. Więc z czytaniem ze zrozumieniem to chyba problem masz raczej Ty. Ale ok zostawmy to, bo wątek nie dotyczy Ciebie tylko problemu Olusskaaa0620.
Pozdrawiam
Ojciec sam od siebie te awantury zaczyna. Bez powodu. Ja rozumiem, żeby mu coś złego zrobił ten chłopak, ale nic mu nie zrobił.
I te awantury nie dotyczą tylko mojego chłopaka, ale różnych rzeczy. Przeważnie są o to, że "nic nie robię, nie pomagam". Ostatnio kazał mi coś tam zrobić na dworze, na co ja mu odpowiedziałam, że mam dużo nauki (naprawdę miałam, siedziałam w książkach) , a on powiedział, że ja zawsze mam dużo nauki i się wydarł, że on sam wszystkiego robić nie będzie.