Witajcie,
Jestem z moim chłopakiem od 2 lat. Mam 21 on 23 lata, nie mieszkamy jeszcze razem, spędzamy sporo czasu ze sobą.
Pół roku temu kiedy mój chłopak stracił pracę postanowił wziąć urlop dziekański i wyjechać ze mną za granicę. Ukończyłam szkołę, nie studiuje i nie mogę znaleźć w okolicy pracy. Jednakże za pierwszym razem przez jedno z pośrednictw się nie udało. Parę dni później, po pierwszej porażce chłopak znalazł sobie słabą, przeciętnie płatną fizyczną pracę. Postanowiliśmy zostać. Mija pół roku od tego czasu, nadal nie znalazłam sobie pracy (tylko dorywczo miałam), chłopak pracuje nadal w niezbyt fajnej firmie i nic go tutaj nie trzyma, gdyż tydzień temu postanowił wziąć urlop dziekański i ma rok przerwy. Zmierzam do tego, że moja koleżanka ma mnóstwo ofert sezonowych za granicą i od 2 miesiący już go namawiałam na wspólny wyjazd - zawsze znalazł jakieś wytłumaczenie, teraz natomiast powiedziałam mu, że nie będę go już namawiać i jeśli mnie puści to wyjadę na te 2 m-ce z koleżanką. A on co? ZGODZIŁ SIĘ jakby nigdy nic, tylko zastrzegł, żebym nie wychodziła na dyskoteki i obiecała mu co nieco... Trochę mnie to podłamało bo jeszcze wczoraj słyszałam, że PÓJDZIE ZA MNĄ W OGIEŃ, a tu taka sytuacja i już zostawił mnie na lodzie... Zapewniał mnie kilkakrotnie, że chcę być ze mną na zawsze, chociaż to były tylko i wyłącznie PUSTE SŁOWA, czynów niestety żadnych, chyba, że sam stał pod murem to chciał wyjechać...
Co myślicie o takim jego zachowaniu? Nie wiem czy taki związek ma sens, mimo, że bardzo go kocham to nie wyobrażam sobie spędzić 2 miesięcy osobno... jednak jeśli się zgodzi, puści mnie, nie pojedzie ze mną to tym faktem wszystko się między nami zepsuje... Sama już nie wiem czy naprawdę mnie kocha, czy nie...
Proszę o rady...
Pozdrawiam.