Witajcie..
Chcę się podzielić z Wami moimi odczuciami, wątpliwościami i problemami. Nie wiem sama czego oczekuje, rady, wsparcia czy może krytyki. Każde słowo będzie tutaj pomocne. Jestem 21 letnią "kobietą" z bardzo trudnym dzieciństwem. Jedna mama zmarła, druga odeszła zostawiając mnie, tatę i dzieci.. Od niedawna mieszkam ze swoim chłopakiem i Naszym małym synkiem. Zawsze o tym marzyłam.. Od kąt tylko zaczełam się z Nim spotykać, modliłam się, by to był ten mężczyzna..Niewiem czemu tak mnie urzekł. Wcześniej byłam w związkach nawet rocznych i żyłam wstrzemięźliwie, jemu oddałam się po miesiącu bycia razem.. Bo sama tego pragnełam. Czułam coś wyjątkowego. Gdy inne koleżanki miały po 18 lat i chodziły na dyskoteki, ja uczyłam się gotować, sprzątać i zajmowac się domem. Z powodów rodzinnych w wieku 17 lat musiałam odejść ze szkoły i zajac sie rodzeństwem.... i tak oto po 3 latach związku (jak dla mnie wtedy idealnego) zaszłam w ciąże, wyjechałam z Nim za granicę. Jak na młodą matkę, wydawałoby się, że moje życie jest idealne.. Duże mieszkanie w miasteczku, mężczyzna który pracuje na rodzinę, zero zmartwień finansowych. Spełnione marzenia.. Ale wiecie co? Czuję ogromną pustkę.. Nie czuję się już szczęśliwa. Gdy ten oto wymarzony mężczyzna kładzie sie obok, po ciężkim dniu w pracy, ja patrze na Niego całkiem inaczej.. bywają chwile, że mam ochote wyjść z sypialni.. Mam wyrzuty sumienia ze tak szybko uciekłam z domu i zostawiłam ojca ktory bardzo mnie potrzebuje, ze nie skonczylam szkoly (mimo ze to nie moja wina), że tak szybko sie zaanagazowalam w staly zwiazek. Źle czuje się z faktem ze jestem zależna od kogoś. I chodź mój "kochany" mi tego nie wypomina, gdy tylko usłysze, że mu ciężko, od razu mam w oczach łzy.. z bezsilności, że tylko on pracuje.. czuje się nie potrzebna, nie atrakcyjna ( w ciąży mój wygląd się sporo zmienił ;/ ) Zamiast ukochanego faceta, widzę jedną chodzącą wadę.. Jednego dnia kocham go z calych sil i tylko czekam by sie wtulić w Niego, innego dnia czuje obrzydzenie. Mam mozliwość powrotu do Polski, zamieszkania z babcia która zajmie sie moim synkiem, pojscia do pracy.. Ale boje sie ze to tylko chwilowa depresja, że w głębi serca nie chce nic zmieniać w swoim życiu..
Porozmawiać z Nim się nie da na ten temat.. On jest z Tych którzy wiele rzeczy bagatelizują. Próbowałam dziś podczas obiadu zagadąć, dać do zrozumienia, że cos sie dzieje z Nami, ze mną, że nie jest tak jak kiedyś.. Usłyszałam.. ojj kochanie.. bo ja jestem zajety praca i dlatego. Niewiem co myslec... Zaryzykowac i wrocic do kraju.. czy czekac z nadzieja ze ten caly kryzys minie?
Napisalam to dosc chaotycznie, wybaczcie, nie mam wprawy w pisaniu na forach.. ale jakby cos bylo nie jasne - wytlumaczę.