Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 58 ]

1 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-24 21:32:29)

Temat: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Witajcie serdecznie smile. Mam na imię Michał, obecnie 29 lat, stawiam tutaj swoje pierwsze kroki smile. Forum obserwuję już od pewnego czasu. Długo myślałem, czy nie podzielić się swoją historią, w końcu jednak zdecydowałem się. Wiem, że na forum zdecydowaną większość stanowią kobiety, tym bardziej zależy mi na Waszej opinii, być może pomożecie mi zrozumieć to, czego ja sam chyba do końca nie potrafię. Do rzeczy...

Swoją żonę poznałem 5 lat temu, przed ślubem byliśmy ze sobą 3 lata, następnie jako małżeństwo kolejne 2 lata. Nie mamy dzieci (w tym przypadku na szczęście). Okres przed ślubem był prawdziwą sielanką, byliśmy w sobie zakochani po uszy, poznawaliśmy się, świata poza sobą nie widzieliśmy. Razem odkrywaliśmy to co w życiu najlepsze, miłość i szczęście. Wydawało się, że wszystko układało się tak jak trzeba. Dosyć szybko ze sobą zamieszkaliśmy, jeszcze bardziej nas to do siebie zbliżyło, mieliśmy siebie praktycznie na co dzień. Czasami zdarzały się kłótnie jak w każdym związku, ale dosyć szybko dochodziliśmy do zgody i kompromisu. W międzyczasie po półtora roku związku i wzajemnego odkrywania się postanowiłem się oświadczyć. Ślub konkordatowy odbył się kolejne półtora roku później. Był to wtedy chyba jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu (przynajmniej wtedy tak uważałem).

Okres zaraz po ślubie też był ciekawym doświadczeniem, my w nowej roli jako mąż i żona, z nowymi obowiązkami i wspólnymi celami w życiu. Mijały kolejne miesiące, postanowiliśmy pójść dalej i zamienić wynajmowane mieszkanie na własne. Wzięliśmy wspólny kredyt, razem z pomocą innych osób wykończyliśmy mieszkanie, by w końcu po kilku następnych miesiącach wyrzeczeń wprowadzić się na swoje. Nowe życie, nowe otoczenie, kolejne nowe obowiązki, wszystko było nowe, znów mogliśmy odkrywać. Obydwoje mieliśmy dosyć stabilną pracę. Dodatkowo żona zaczęła dorabiać sobie na weselach jako wokalistka (wspominam o tym, bo będzie miało to znaczenie w dalszej częsci historii) ...

Było jak w bajce, ale do czasu. Mniej więcej rok po ślubie pojawiły się pierwsze większe kryzysy w naszym związku małżeńskim. Kłótnie były częstsze i dłuższe niż kiedyś, często chodziło o jakieś drobiazgi. Ciche dni czasami były normą. W wielu kwestiach przestaliśmy się dogadywać. Zawsze dążyłem jednak do tego by się pogodzić i zazwyczaj pierwszy wyciągałem rękę. Kochałem ją i zależało mi na jej szczęściu. Zastanawiało mnie tylko skąd nagle pojawiły się takie zmiany w jej myśleniu, wspólne cele i priorytety przestały mieć dla niej większe znaczenie, poświęcała mi coraz mniej czasu, wsparcia, powoli oddalała się ode mnie. Wydatnie przyczyniały się do tego wesela, na których śpiewała, w weekendy się praktycznie nie widywaliśmy, w tygodniu była wiecznie zmęczona. Prosiłem ją, by to ograniczyła, bo widziałem co się dzieje, ale na nic się to zdało. Wspólne rozmowy nie pomagały, tzn może i pomagały, ale na krótko. Próbując ratować sytuację zaproponowałem jej terapię małżeńską, nie zgodziła się na nią, uznała, że nic to nie da. Zamiast tego sama udała się na kilkumiesięczną terapię do psychologa z nadzieją, że coś się zmieni w jej życiu... I zmieniło się, tyle że na jeszcze gorsze. Stała się wyzwolona, niezależna, patrząca jedynie na siebie, ja przestawałem się liczyć w jej życiu, zaczęła mnie traktować z pewnym dystansem. Próbowałem jednak dalej walczyć, kreować nasze życie towarzyskie, nie miała specjalnie na to ochoty, za każdym razem znajdowała jakąś wymówkę, w pewnym momencie doszło do tego, że obracaliśmy się w osobnych kręgach znajomych. Jak się potem okazało, to wszystko miało u niej swój ukryty cel.

Zaczęły się wakacje 2015, a razem z nimi mój życiowy dramat. W środku lipca rozpocząłem swój urlop. Wreszcie więcej czasu, by pomyśleć, poukładać pewne sprawy w życiu. Coś mnie w końcu podkusiło, by sprawdzić jej telefon, laptopa i kilka innych rzeczy. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. Ufałem jej bezgranicznie, w końcu była moją żoną. Przeżyłem totalny szok, myślałem, że umrę. Wspólne rozmowy z szefem zespołu weselnego trwały już od roku czasu. Gdy ja byłem w pracy, rozmawiali sobie w najlepsze, uśmieszki, całuski, wspólne wyznania miłości itd itp. Gdy mówiła, że wychodziła na próbę zespołu, to faktycznie wychodziła, ale na spotkanie z nim. Gdy ja czasami wyjeżdżałem do swoich rodziców, odzywała się, ale dosyć rzadko, teraz wiem już czemu. Na każdym weselu, chcąc nie chcąc przebywali ze sobą, dowiedziałem się, że niejednokrotnie dzielili wspólny pokój. Jej kochanek ma 45 lat (zostawił dla niej żonę i dziecko), moja żona - 28 lat, spora różnica wieku, ale to chyba bez znaczenia. Mając dowody na jej zdradę emocjonalną, psychiczną, a także fizyczną zapytałem się jej szczerze o romans, nie przyznała się, do końca grała kobietę "uczciwą". Nie minęło kilka dni, a poprosiła mnie o rozmowę, na której zakomunikowała mi, że chce odejść, że to koniec, że chce rozwodu. O kochanku dalej nic nie wspominała, dopiero jak jej pokazałem dowody, przyznała się, robiąc przy tym megaawanturę. Powiedziała mi, że się zakochała, nie widzi życia poza nim i tylko on się dla niej liczy. Jakiekolwiek próby ratowania tego z mojej strony nic nie dały. Dały wręcz przeciwnie odwrotny skutek, znienawidziła mnie jeszcze bardziej. Zmieniła się o 180 stopni, stała się mściwa, pałająca rządzą zemsty za odkrycie jej nowej miłości. Postanowiła się wyprowadzić, ale nie od razu. Zaczęło się piekło.

Koniec lipca to była masakra, nie wiedziałem co ze sobą robić, żeby tego było mało, cały sierpień również mieszkaliśmy razem. Miała okazję coś wynająć, ale postanowiła uprzykrzyć mi życie. Ponoć założyła niebieską kartę, próbując mnie niejednokrotnie sprowokować do pobicia, nie dałem się na to nabrać, przemoc to coś, czego nie toleruję, nie tak zostałem wychowany. Codzienne groźby i wyzwiska z jej strony to była norma. Przy mnie rozmawiała niejednokrotnie z kochankiem, umawiała się z nim na spotkania. Robiła mnóstwo innych rzeczy, dobijała mnie. Nie mogłem spać, jeść, normalnie myśleć, funkcjonować. Błagałem o to, by urlop się skończył, by wrócić do pracy, zająć się czymkolwiek.

Pod koniec sierpnia wyprowadziła się do kochanka, razem wynajęli jakąś kawalerkę. Oczywiście w wyprowadzce pomagał jej... kochanek, miała tupet, by zaprosić go do naszego mieszkania. Jakoś to zniosłem, nie dałem się ponieść emocjom i tylko obserwowałem, czy przy okazji nie wynosi z mieszkania nieswoich rzeczy. Na sam koniec nawet się nie odezwała, te 5 lat miała totalnie gdzieś, zapytałem się, czy nic to dla niej nie znaczyło, odpowiedziała, że teraz to i tak już bez znaczenia. Z męża stałem się dla niej zwykłym nieliczącym się śmieciem, którego można wyrzucić do kosza, przykra sprawa, przez pierwsze tygodnie nie potrafiłem się z tym pogodzić.

Po tym wszystkim miałem różne dziwne myśli, nie chciało mi się żyć, ale dzięki wsparciu rodziny i najbliższych zdałem sobie sprawę, na czym stoję.

Jeszcze w lipcu pod koniec złożyłem pozew o rozwód, bez orzekania o winie, zależy mi na tym, by jak najszybciej się od niej uwolnić i nie mieć z tą kobietą już nic wspólnego. Następnie zrobiliśmy szybką rozdzielność majtkową oraz podział majątku u notariusza. Spłaciłem ją ze wspólnego wkładu w mieszkanie zapożyczając się u rodziny. Przejąłem na siebie też całe mieszkanie, wciąż w nim mieszkam, zobowiązałem się do spłaty całego kredytu. Nie jest lekko, ledwo starcza od pierwszego do ostatniego. Zamierzam ją też wyłączyć ze wspólnego kredytu, jak tylko będę miał zdolność kredytową, by to zrobić. Zmuszony jestem też do zmiany pracy, gdyż obecna nie pozwala na normalne życie, a raczej wegetację. Moje życie w krótkiej chwili zmieniło się o 180 stopni, mimo tego wydaje mi się, że warto powalczyć o nową pracę, utrzymanie mieszkania i przejęcie kredytu.

Powiedzcie mi, czy to możliwe, żeby od miłości do nienawiści było tak blisko?. Żeby osoba, która ponoć tak bardzo Cię kochała w swoim życiu, była Twoją żoną, przestała Cię kochać od tak, bo poczuła słabość do innego. To możliwe, by potrafiła tak dobrze grać i udawać, być może nigdy mnie nie kochała?. Dla niej to odejście okazało się jak rozstanie z chłopakiem, kompletnie się tym nie przejęła, spakowała się i uciekła z kochankiem. Czy słowa przysięgi małżeńskiej nie miały dla niej znaczenia? Co takiego przegapiłem w swoim życiu, że potoczyło się tak, a nie inaczej? Jak dalej żyć z tym wszystkim? Czy dobrze zrobiłem składając tak szybko pozew o rozwód? Czy dobrze robię walcząc o to co mi pozostało? Pracę, mieszkanie, kredyt?. Tyle różnych pytań rodzi się w mojej głowie...

Ahh, się rozpisałem wink Przepraszam smile

PS. Żeby nie było, też nie jestem ideałem, mam swoje wady i zalety jak każdy człowiek. W sprawach wierności jednak dochowałem tej przysłowiowej przysięgi małżeńskiej.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

Witajcie serdecznie smile. Mam na imię Michał, obecnie 29 lat, stawiam tutaj swoje pierwsze kroki smile. Forum obserwuję już od pewnego czasu. Długo myślałem, czy nie podzielić się swoją historią, w końcu jednak zdecydowałem się. Wiem, że na forum zdecydowaną większość stanowią kobiety, tym bardziej zależy mi na Waszej opinii, być może pomożecie mi zrozumieć to, czego ja sam chyba do końca nie potrafię. Do rzeczy...

Swoją żonę poznałem 5 lat temu, przed ślubem byliśmy ze sobą 3 lata, następnie jako małżeństwo kolejne 2 lata. Nie mamy dzieci (w tym przypadku na szczęście). Okres przed ślubem był prawdziwą sielanką, byliśmy w sobie zakochani po uszy, poznawaliśmy się, świata poza sobą nie widzieliśmy. Razem odkrywaliśmy to co w życiu najlepsze, miłość i szczęście. Wydawało się, że wszystko układało się tak jak trzeba. Dosyć szybko ze sobą zamieszkaliśmy, jeszcze bardziej nas to do siebie zbliżyło, mieliśmy siebie praktycznie na co dzień. Czasami zdarzały się kłótnie jak w każdym związku, ale dosyć szybko dochodziliśmy do zgody i kompromisu. W międzyczasie po półtora roku związku i wzajemnego odkrywania się postanowiłem się oświadczyć. Ślub konkordatowy odbył się kolejne półtora roku później. Był to wtedy chyba jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu (przynajmniej wtedy tak uważałem).

Okres zaraz po ślubie też był ciekawym doświadczeniem, my w nowej roli jako mąż i żona, z nowymi obowiązkami i wspólnymi celami w życiu. Mijały kolejne miesiące, postanowiliśmy pójść dalej i zamienić wynajmowane mieszkanie na własne. Wzięliśmy wspólny kredyt, razem z pomocą innych osób wykończyliśmy mieszkanie, by w końcu po kilku następnych miesiącach wyrzeczeń wprowadzić się na swoje. Nowe życie, nowe otoczenie, kolejne nowe obowiązki, wszystko było nowe, znów mogliśmy odkrywać. Obydwoje mieliśmy dosyć stabilną pracę. Dodatkowo żona zaczęła dorabiać sobie na weselach jako wokalistka (wspominam o tym, bo będzie miało to znaczenie w dalszej częsci historii) ...

Było jak w bajce, ale do czasu. Mniej więcej rok po ślubie pojawiły się pierwsze większe kryzysy w naszym związku małżeńskim. Kłótnie były częstsze i dłuższe niż kiedyś, często chodziło o jakieś drobiazgi. Ciche dni czasami były normą. W wielu kwestiach przestaliśmy się dogadywać. Zawsze dążyłem jednak do tego by się pogodzić i zazwyczaj pierwszy wyciągałem rękę. Kochałem ją i zależało mi na jej szczęściu. Zastanawiało mnie tylko skąd nagle pojawiły się takie zmiany w jej myśleniu, wspólne cele i priorytety przestały mieć dla niej większe znaczenie, poświęcała mi coraz mniej czasu, wsparcia, powoli oddalała się ode mnie. Wydatnie przyczyniały się do tego wesela, na których śpiewała, w weekendy się praktycznie nie widywaliśmy, w tygodniu była wiecznie zmęczona. Prosiłem ją, by to ograniczyła, bo widziałem co się dzieje, ale na nic się to zdało. Wspólne rozmowy nie pomagały, tzn może i pomagały, ale na krótko. Próbując ratować sytuację zaproponowałem jej terapię małżeńską, nie zgodziła się na nią, uznała, że nic to nie da. Zamiast tego sama udała się na kilkumiesięczną terapię do psychologa z nadzieją, że coś się zmieni w jej życiu... I zmieniło się, tyle że na jeszcze gorsze. Stała się wyzwolona, niezależna, patrząca jedynie na siebie, ja przestawałem się liczyć w jej życiu, zaczęła mnie traktować z pewnym dystansem. Próbowałem jednak dalej walczyć, kreować nasze życie towarzyskie, nie miała specjalnie na to ochoty, za każdym razem znajdowała jakąś wymówkę, w pewnym momencie doszło do tego, że obracaliśmy się w osobnych kręgach znajomych. Jak się potem okazało, to wszystko miało u niej swój ukryty cel.

Zaczęły się wakacje 2015, a razem z nimi mój życiowy dramat. W środku lipca rozpocząłem swój urlop. Wreszcie więcej czasu, by pomyśleć, poukładać pewne sprawy w życiu. Coś mnie w końcu podkusiło, by sprawdzić jej telefon, laptopa i kilka innych rzeczy. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. Ufałem jej bezgranicznie, w końcu była moją żoną. Przeżyłem totalny szok, myślałem, że umrę. Wspólne rozmowy z szefem zespołu weselnego trwały już od roku czasu. Gdy ja byłem w pracy, rozmawiali sobie w najlepsze, uśmieszki, całuski, wspólne wyznania miłości itd itp. Gdy mówiła, że wychodziła na próbę zespołu, to faktycznie wychodziła, ale na spotkanie z nim. Gdy ja czasami wyjeżdżałem do swoich rodziców, odzywała się, ale dosyć rzadko, teraz wiem już czemu. Na każdym weselu, chcąc nie chcąc przebywali ze sobą, dowiedziałem się, że niejednokrotnie dzielili wspólny pokój. Jej kochanek ma 45 lat (zostawił dla niej żonę i dziecko), moja żona - 28 lat, spora różnica wieku, ale to chyba bez znaczenia. Mając dowody na jej zdradę emocjonalną, psychiczną, a także fizyczną zapytałem się jej szczerze o romans, nie przyznała się, do końca grała kobietę "uczciwą". Nie minęło kilka dni, a poprosiła mnie o rozmowę, na której zakomunikowała mi, że chce odejść, że to koniec, że chce rozwodu. O kochanku dalej nic nie wspominała, dopiero jak jej pokazałem dowody, przyznała się, robiąc przy tym megaawanturę. Powiedziała mi, że się zakochała, nie widzi życia poza nim i tylko on się dla niej liczy. Jakiekolwiek próby ratowania tego z mojej strony nic nie dały. Dały wręcz przeciwnie odwrotny skutek, znienawidziła mnie jeszcze bardziej. Zmieniła się o 180 stopni, stała się mściwa, pałająca rządzą zemsty za odkrycie jej nowej miłości. Postanowiła się wyprowadzić, ale nie od razu. Zaczęło się piekło.

Koniec lipca to była masakra, nie wiedziałem co ze sobą robić, żeby tego było mało, cały sierpień również mieszkaliśmy razem. Miała okazję coś wynająć, ale postanowiła uprzykrzyć mi życie. Założyła niebieską kartę, próbując mnie niejednokrotnie sprowokować do pobicia, nie dałem się na to nabrać, przemoc to coś, czego nie toleruję, nie tak zostałem wychowany. Codzienne groźby i wyzwiska z jej strony to była norma. Przy mnie rozmawiała niejednokrotnie z kochankiem, umawiała się z nim na spotkania. Robiła mnóstwo innych rzeczy, dobijała mnie. Nie mogłem spać, jeść, normalnie myśleć, funkcjonować. Błagałem o to, by urlop się skończył, by wrócić do pracy, zająć się czymkolwiek.

Pod koniec sierpnia wyprowadziła się do kochanka, razem wynajęli jakąś kawalerkę. Oczywiście w wyprowadzce pomagał jej... kochanek, miała tupet, by zaprosić go do naszego mieszkania. Jakoś to zniosłem, nie dałem się ponieść emocjom i tylko obserwowałem, czy przy okazji nie wynosi z mieszkania nieswoich rzeczy. Na sam koniec nawet się nie odezwała, te 5 lat miała totalnie gdzieś, zapytałem się, czy nic to dla niej nie znaczyło, odpowiedziała, że teraz to i tak już bez znaczenia.

Po tym wszystkim miałem różne dziwne myśli, nie chciało mi się żyć, ale dzięki wsparciu rodziny i najbliższych zdałem sobie sprawę, na czym stoję.

Jeszcze w lipcu pod koniec złożyłem pozew o rozwód, bez orzekania o winie, zależy mi na tym, by jak najszybciej się od niej uwolnić i nie mieć z tą kobietą już nic wspólnego. Następnie zrobiliśmy szybką rozdzielność majtkową oraz podział majątku u notariusza. Spłaciłem ją ze wspólnego wkładu w mieszkanie zapożyczając się u rodziny. Przejąłem na siebie też całe mieszkanie, wciąż w nim mieszkam, zobowiązałem się do spłaty całego kredytu. Nie jest lekko, ledwo starcza od pierwszego do ostatniego. Zamierzam ją też wyłączyć ze wspólnego kredytu, jak tylko będę miał zdolność kredytową, by to zrobić. Zmuszony jestem też do zmiany pracy, gdyż obecna nie pozwala na normalne życie, a raczej wegetację. Moje życie w krótkiej chwili zmieniło się o 180 stopni, mimo tego wydaje mi się, że warto powalczyć o nową pracę, utrzymanie mieszkania i przejęcie kredytu.

Powiedzcie mi, czy to możliwe, żeby od miłości do nienawiści było tak blisko?. Żeby osoba, która ponoć tak bardzo Cię kochała w swoim życiu, była Twoją żoną, przestała Cię kochać od tak, bo poczuła słabość do innego. To możliwe, by potrafiła tak dobrze grać i udawać, być może nigdy mnie nie kochała?. Dla niej to odejście okazało się jak rozstanie z chłopakiem, kompletnie się tym nie przejęła, spakowała się i uciekła z kochankiem. Czy słowa przysięgi małżeńskiej nie miały dla niej znaczenia? Co takiego przegapiłem w swoim życiu, że potoczyło się tak, a nie inaczej? Jak dalej żyć z tym wszystkim? Czy dobrze zrobiłem składając tak szybko pozew o rozwód? Czy dobrze robię walcząc o to co mi pozostało? Pracę, mieszkanie, kredyt?. Tyle różnych pytań rodzi się w mojej głowie...

Ahh, się rozpisałem wink Przepraszam smile

PS. Żeby nie było, też nie jestem ideałem, mam swoje wady i zalety. W sprawach wierności jednak dochowałem tej przysłowiowej przysięgi małżeńskiej.

Tak, mozliwe...
Mozliwe, że dla niej wszystko "stanęło na głowie" i przestała Cie traktować jako nr 1 w swoim zyciu. Wiesz, trudno mi to wyjasnic, ale kazdy ową przysięgę (małżeńską) traktuje na swój sposób. Ona widać traktowała jako zwykłą formułkę, którą trzeba "odklepać" przy ołtarzu. Co do Twoich wątpliwości: tak, wiele zdradzających (większość i to znaczna) potrafi do samego końca grać niewiniatko i kłamać "w zywe oczy". Czy dobrze zrobiłeś tak szybko składając pozew? W opisanej sytuacji: tak, dobrze. Niedobrze jednak sformułowałeś go: powinno być z jej winy. Masz dowody w ręce. Walcz o to wszystko, bo to Twoje zycie i Twoja przyszłość. Jednak sugerowałabym sprzedaż mieszkania, bo świadomość, że mieszkasz, zyjesz w miejscu, gdzie była "ona" - będzie Cię ściągać w dół i nie da zapomnieć.
Mnie tylko zastanawia tryb przyznania "niebieskiej karty". Skoro nie masz i nie miałes zachowań przemocowych - raczej trudno cos takiego uzyskać "in blanco". Wyjasnisz to?

3 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-24 21:33:31)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Hmm z tą niebieską kartą, to sam nie wiem jak było na prawdę. Fakt jest taki, że mnie nią straszyła na sam koniec (fizycznie jej nie widziałem), a czy ją "wyrobiła"? Teraz po Twoim poście mam wątpliwości co do tego. W naszym związku nie było ani jednej interwencji tego typu, na szczęście. Więc być może był to tylko straszak na mnie, kolejny zresztą. Dziwię się tylko, że aż do tego stopnia próbowała się posunąć.

PS. Żona wczoraj odebrała kopię mojego pozwu rozwodowego z sądu, teraz czekam na jej ustosunkowanie się do tego wszystkiego.

4

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Zawsze powtarzam, że winę za rozstanie ponoszą obie osoby po połowie, bo jeżeli wszystko styka w związku tak jak należy, żadne nie obejrzy się za inną spódniczką czy - jak to w Twojej historii się stało - rozporkiem. Nie znam ani Ciebie, ani Twojej żony, jak to rzeczywiście było w waszym małżeństwie, ale bazując wyłącznie na tym co tutaj napisałeś - może byłeś po prostu zbyt poukładany, zbyt przewidywalny, trochę takie flaki z olejem ? Za bardzo nastawiony w życiu na nią ? Poznała weselnego Vasyla, przy którym bezustannie coś się działo, którego musiała sobie wywalczyć z ramion (ex) żony, ich znajomość była owiana dreszczykiem emocji, niepewności, i to ją rajcowało... Zobaczymy tylko na jak długo, bo ciężko mi uwierzyć w to, że można jej uczucia nazwać na obecną chwilę miłością... Wszystko - jak sam już się zresztą zdążyłeś przekonać - zweryfikuje szara codzienność. smile

Na pocieszenie: karma wraca. wink

5

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Drogi autorze,
Z tego co czytam mimo emocji i bardzo traumatycznych wydarzeń na przełomie kilku miesięcy piszesz bardzo racjonalnie. To się chwali.
Jednak zapamiętaj bardzo mocno ten stan i te uczucia w sobie. Przydadzą Ci się za kilka miesięcy, lat, jak z podkulonym ogonem będzie chciała ponowić kontakt, jak sie skończy sielanka i pozytywne emocje, a zacznie proza dnia codziennego.
Pamiętaj - karma zawsze wraca, czym dłużej odwlekana tym solidniejsza wink
A ty po prostu miałeś pecha. Zdarza się. Nie znaczy, że będziesz go miał zawsze!

Szkoda, że zdecydowałeś się na orzeknięcie rozwodu bez winy, mając na ręcach twarde dowody.
Pomyśl o możliwości sprzedaży mieszkania i zaczęcia wszystkiego od nowa. Siedzenie w miejscu, które przywołuje tyle wspomnień, nie pomaga w wyjściu z dołka psychicznego.
Niebieska karta była pewnie straszakiem na to byś nie wpadł na pomysł na rozwód z jej winy i ew. jeszcze alimenty z jej strony smile

Głowa do góry. Teraz skup się na sobie. Pomyśl gdzie byś chciał być za rok (realne wykonalne plany) i zacznij iść tą drogą! A byłej życz wszystkiego dobrego.

6 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-24 22:49:04)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

A dlaczego bez orzekania winy ? Przecież ona jest winna ! Wierz mi, jeżeli tak się stanie, szybko tego będziesz żałował. Teraz jesteś w rozsypce i w szoku, jak się otrząśniesz będziesz miał żal do siebie. Przecież Ty jesteś na wygranej pozycji !
Chłopie: nie bądź peezda ! Stań przed lustrem i sprawdź czy masz jaja, jeśli masz to tak tego nie zostawisz.

7 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-24 22:51:13)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Dziękuję za odpowiedzi smile

- Janexi
Coś w tym jest, poświęciłem chyba zbyt dużo siebie dla niej, w nagrodę dostałem kopa na do widzenia. Też nie wierzę w tę miłość. Zauroczenie mija, a potem już niekoniecznie jest tak różowo.

- aksamitny
Ona ma u mnie dożywotnio drzwi zamknięte. Po tym co pokazała na koniec i co ukrywała przez ostatni rok jest dla mnie kimś bez jakiejkolwiek wartości. Smutne to i przykre, ale wiem, że jeśli wybaczyłbym, to zniszczyłbym się psychicznie, nie potrafiłbym tego wybaczyć, tym bardziej, że nie był to jednorazowy skok w bok, tylko trwało to jakiś czas. Zresztą poczyniłem już sporo kroków prawno-finansowych w sprawie uwolnienie się od niej, nie zamierzam tego odkręcać, zbyt dużo czasu, zdrowia i nerwów (nie tylko moich) mnie to kosztowało .

Rozwód z orzekaniem o winie - tak byłoby na pewno bardziej sprawiedliwie, ale wiem, że ona zrobiłaby wszystko by tak łatwo, szybko i przyjemnie się to nie skończyło, a ja przyznam szczerze, zależy mi teraz na czasie. Szkoda mi kolejnych lat na walkę z nią, po tym wszystkim stwierdzam, że chyba faktycznie nie jest tego warta.


Również wierzę w karmę i to że kiedyś wróci w pozytywnej formie smile

Ps. Dzięki za dobre słowa.

8 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-24 23:07:21)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

....Rozwód z orzekaniem o winie - tak byłoby na pewno bardziej sprawiedliwie, ale wiem, że ona zrobiłaby wszystko by tak łatwo, szybko i przyjemnie się to nie skończyło.....

łatwo i przyjemnie ? a co to qfa jest kącik szydełkowania ? Jeśli masz dowody dostaniesz rozwód szybko.

9

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

+ to ze nie macie dzieci bo dopiero była by jazda , Jasne ze walcz o to co masz !

Dopiero gdy stracimy wszystko, stajemy się zdolni do wszystkiego.

10 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-24 23:08:05)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Całe szczęście, że nie mam z nią dzieci, teraz się z tego cieszę, bo co prawda planowaliśmy, ale nie zdążyliśmy, ufff. Jasne, że powalczę. Jeśli nie uda się utrzymać mieszkania, przejąć kredytu samodzielnie - wtedy pomyślę nad sprzedażą, ale póki co to dla mnie ostateczność. Póki co szkoda mi pozbywać się czegoś od tak, w co włożyłem tak dużo czasu, pieniędzy, zdrowia, zresztą nie tylko swojego, ale i innych osób, które pomogły.

Wspomnienia niby jakieś tam są z tego mieszkania, mieszkaliśmy tutaj wspólnie ponad rok, ale jakoś wewnętrznie mieszkanie mi jej nie przypomina specjalnie, być może dlatego, że byłem chyba bardziej zajęty sprawami mieszkaniowymi (wykańczanie, urządzanie) niż ona - w tym czasie już chyba zajmowała się czym (kim) innym.

Żona grozi mi już jakimiś konsekwencjami, że jak szybko tego kredytu nie przejmę, to wycofa się z umowy aktu notarialnego, który sama podpisała. Problem w tym, że wycofać się chyba z czegoś takiego nie może, tym bardziej, że w akcie nie ma określonej daty przejęcia przeze mnie kredytu. Jest wzmianka, że muszę i będę starał się to zrobić, ale w jakim czasie, to już nie zostało określone - więc chociaż tutaj mam względny spokój.

11

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

Całe szczęście, że nie mam z nią dzieci, teraz się z tego cieszę, bo co prawda planowaliśmy, ale nie zdążyliśmy, ufff. Jasne, że powalczę. Jeśli nie uda się utrzymać mieszkania, przejąć kredytu samodzielnie - wtedy pomyślę nad sprzedażą, ale póki co to dla mnie ostateczność. Póki co szkoda mi pozbywać się czegoś od tak, w co włożyłem tak dużo czasu, pieniędzy, zdrowia, zresztą nie tylko swojego, ale i innych osób, które pomogły.

Żona grozi mi już jakimiś konsekwencjami, że jak szybko tego kredytu nie przejmę, to wycofa się z umowy aktu notarialnego, który sama podpisała. Problem w tym, że wycofać się chyba z czegoś takiego nie może, tym bardziej, że w akcie nie ma określonej daty przejęcia przeze mnie kredytu. Jest wzmianka, że muszę i będę starał się to zrobić, ale w jakim czasie, to już nie zostało określone - więc chociaż tutaj mam względny spokój.



Ta lampucera sie juz nie przejmuj ! i Tym co pod nosem p....li , kwestia czasu jak popłyną obydwoje.

Dopiero gdy stracimy wszystko, stajemy się zdolni do wszystkiego.

12

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

1. baba wali Cię po rogach
2. sprowadza gacha do domu gdy jesteś....  nie łudź się, że nie był i nie bzykali się w twojej pościeli gdy Ciebie nie było, wycierał się Twoim ręcznikiem po ....
3. traktuje Ciebie jak śmiecia

a on rozkminia co ona by zrobiła. ŁAŁŁŁ ! Szok
Lepiej nie patrz w to lustro bo tam po jajach nie ma śladu, jest wielka czerwona plama ...

13 Ostatnio edytowany przez Invisible Man (2015-09-24 23:13:07)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
bullet napisał/a:

1. baba wali Cię po rogach
2. sprowadza gacha do domu gdy jesteś....  nie łudź się, że nie był i nie bzykali się w twojej pościeli gdy Ciebie nie było, wycierał się Twoim ręcznikiem po ....
3. traktuje Ciebie jak śmiecia

a on rozkminia co ona by zrobiła. ŁAŁŁŁ ! Szok
Lepiej nie patrz w to lustro bo tam po jajach nie ma śladu, jest wielka czerwona plama ...



bullet , on to wie - juz tak dobitnie nie musisz mu do łba ładować , nie ma w tym nic przyjemnego w tej sytuacji. Nie maja dzieci i facet jest na wygranej pozycji , bo ma szanse na nowe życie bez , proszenia tej kórewny o widzenia itd. itp . etc smile

Dopiero gdy stracimy wszystko, stajemy się zdolni do wszystkiego.

14 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-24 23:16:40)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

bullet, zgadzam się z Tobą. Przespałem trochę pewien okres, teraz mam za swoje, zdaje sobie z tego sprawę. Dla mnie w sumie to wszystko jest teraz takim motywatorem, by zmienić swoje życie, pracę itd itp. Wszystko po kolei zacząć układać od początku, nauczony pewnym doświadczeniem (pozytywne, negatywne, jakie by ono nie było - jest cenne).

Z drugiej strony lepiej, że wyszło to teraz niż za 10 lat, gdy byłyby już dzieci.

Z nią jednak nie chce mieć już nic wspólnego, staram się nie utrzymywać kontaktu, odciąć się od niej.

Invisible - dzięki za dobre słowa.

15 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-24 23:35:45)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike: przechodziliśmy to, z tego się wychodzi z podniesioną głową. Jesteś w tej chwili w najgorszym czasie i nałożyło się kilka rzeczy. Nie poddawaj się, chłopie, jak staniesz na nogi, a tak się stanie, będziesz się śmiał. Wiemy jak boli to co przechodzisz ale najważniejsze wg mnie "pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł". Co chcesz osiągnąć pośpiechem oprócz masy błędów w związku z emocjami.
Ladacznica jest spokojna bo już w głowie sobie poukładała, ma doradcę.
To ty jesteś w tej chwili rozsypany na kawałki i idziesz po sznurku, tak jak ona chce.
Uspokój sytuację ale przede wszystkim przestań się spieszyć. Nic nie osiągniesz. Nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji.

Mike86 napisał/a:

....
Z nią jednak nie chce mieć już nic wspólnego, staram się nie utrzymywać kontaktu, odciąć się od niej.
...

ale to nie jest w przeciwieństwie do walki. Nie staraj się, po prostu nie miej kontaktu. Nie musisz mieć z nią nic wspólnego, choć na pewno jeszcze będą dni gdy będziesz chciał jej powrotu. Uwierzysz lub nie, ten rollercoaster będzie normalną reakcją, normalnego człowieka.


   




Mike86 napisał/a:

.. Przespałem trochę pewien okres, teraz mam za swoje, zdaje sobie z tego sprawę....

wszyscy przespaliśmy

16 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-24 23:36:31)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Dzięki bullet, na pewno z niczym nie będę się spieszył. Na początku jak tylko się dowiedziałem, to kierowały mną emocje, to nie było dobre, panikowałem, miałem wahania nastrojów, podejmowałem nie do końca przemyślane decyzje, na szczęście bez większych konsekwencji. Choć dalej nie minęło zbyt dużo czasu od tej sytuacji, to staram się patrzeć trochę inaczej, dostrzegam teraz o wiele więcej.

17 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-09-24 23:39:36)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

... dostrzegam teraz o wiele więcej.

za tydzień zobaczysz jeszcze więcej, potem duuużo. Przede wszystkim spokój, bez nagłych ruchów. Musisz uwzględnić fakt, ze skoro powiedziałeś A, Twoja jż zacznie jakieś kombinacje. Spodziewaj się prowokacji.

Musze się wyłączyć na razie. 3m się

18

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

ok kolego... przyszło Ci się zmierzyć że zwykłym schematem słabych kobiet :-) maja wspólne zainteresowania pasję i się zaczęło ... prozą życia codziennego pewnie ich niebawem dosięgnie smile .
co do niebieskiej karty... nie było żadnych interwencji w domu, nie było przemocy fizycznej, libacji ... to raczej takiej opcji nie ma... jeśli ktoś ma doświadczenie w tej sprawie to również czekam na info... moja JŻ też mnie tym straszyla z powodu , kłótni po odkryciu jej drugiego życia :-)

19 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 08:34:04)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Na to wygląda meilbox smile Moja jeszcze żona po odkryciu jej drugiego życia też nagle zmieniła front. Wydaje mi się, że nie przewidziała tego w swoim scenariuszu, odkryła się, była nie do poznania, plus taki, że przynajmniej przestała grać kogoś, kim nie jest.

Hmm temat zrobił się typowo męski, może na przekór jakaś kobieta zabierze jeszcze głos? Jestem ciekawy, jak to jest lub może być widziane z perspektywy kobiety.

20

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

powiem krótko to kobieta bez klasy
dobrze robisz ze jej juz nie wierzysz
co do niebieskiej karty nie wiem bo ja znam taki przypadek jak twoj tyle ze troje dzieci i kieruje wszystkim jej mamusia i jest niebieska karta bezpodstawnie założona bo maja znajomości

ciekawe ze gdy naprawde potrzebna to utrudnia sie kobiecie pomoc
wlasnie przez takie głupie ,,kobiety,,

21

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike,
1.Zmień pozew na "z jej winy",masz dowody zdrady,była na tyle głupia,żeby dogadać się z Tobą finansowo przed zakończeniem sprawy rozwodowej,więc załatw ją na amen.Masz wszystko podpisane u notariusza,teraz może Cię w d...pocałować.Polecam gorąco dobrego prawnika,wiem ,kosztuje,ale tutaj chodzi o Twoje dalsze życie,to Ci się naprawdę opłaci.
2.Nie macie dzieci,masz spokojną głowę,możesz się skoncentrować na tym co dla CIEBIE najważniejsze.
3.Utnij wszelkie kontakty na ile można (oprócz - sąd,bank),ona dla Ciebie już nie istnieje.

Co więcej,zagrałeś,przegrałeś...Jesteś młody,dużo jeszcze potencjalnych "zdobyczy" przed Tobą,zawsze jedno doświadczenie więcej.Ty kochałeś,ona nie kochała.Czasem człowiek zrobi wszystko dobrze,kocha,ufa,dba,obiektywnie nie ma się do czego przyczepić.Sęk w tym,że obie strony muszą tak samo.Dlatego twierdzę,że ona Cię naprawdę nie kochała.I powiem więcej,nie ma żadnej gwarancji,że trafisz na taką która będzie.Takie jest życie,należy próbować cały czas i liczyć na to,że nam się poszczęści.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

22 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 10:34:54)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Przestałem jej wierzyć, choć i tak zrobiłem to zdecydowanie zbyt późno.

Paradoksalnie jednak sposób w jaki próbowała to pociągnąć do samego końca okłamując mnie, same okoliczności rozstania z jej strony oraz to, że zostawiła mnie samego ze wszystkim na głowie, kompletnie się tym nie przejmując, spowodował wewnątrz mnie określone skutki. Być może dzięki temu to wszystko tak nie boli, nie tęsknię specjalnie, bo nie ma za kim, potrafiłem się odciąć od niej, mam nadzieję, że zobaczymy się dopiero na sprawie rozwodowej. Czasami jeszcze co prawda zdarzają się dni lub wieczory, gdzie jestem kompletnie sam w mieszkaniu, ale jakoś daję radę poogarniać to co się dzieje w mojej głowie, powoli małymi kroczkami do przodu. Za jakiś czas pewnie będę wdzięczny temu kochankowi, że uwolnił mnie od toksycznej kobiety, z którą byłem. Szkoda mi natomiast chociażby ślubu kościelnego, dla mnie akurat te wartości mają jakieś znaczenie, odkręcić go będzie ciężko, ale chyba też o to powalczę już po wszystkim, jak tylko uda się uzyskać rozwód cywilny i unormować inne sprawy finansowo-życiowe.

23 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-09-25 10:31:46)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

lepiej pozno niz wcale
chlopak ktorego historię przytoczyłam dalej mieszka u tesciowej z zona, uznal świadomie 3 dziecko choc wie ze to najprawdopodobniej kochanka, dziecko sie jaka najstarsze, on ma niebieska karte i chyba bo jie wiem do konca ograniczone prawa rodzicielskie ale byc moze to tylko grozby byly i ,.,,,dalej jest zaochany w niej, nie da na nia złego słowa powiedzieć,
jakis obłęd i to mlodzi ludzie on 33 a ona 27

takze dobrze ze nie macie dzieci

24

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike,
zaufanie jest podstawą każdego związku.Wierzyłeś jej,to bardzo dobrze o Tobie świadczy,sam też przecież chcesz,żeby Ci ufać.Piekło wzajemnych podejrzliwości i kontroli zabije każdą relację.
Dziwi Cię to,że Cię okłamywała do końca,że zrobiła megaawanturę jak jej udowodniłeś zdradę - kobiety takie są,zawsze uważają,że są niewinne,że zostały do tego zmuszone,generalnie kobieta nigdy nie przyjmie do wiadomości i zrozumie,że nie ma racji.Nigdy.Nawet jeżeli tak mówi,to i tak znajdzie sposób,żebyś pożałował tego,że jej to udowodniłeś.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

25

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike

Czy miales jakies konsultacje z prawnikiem ??

Rozwód z jej winy !! Jesli masz na tyle dowodów powinno sie to udac przy pierwszej rozprawie.Na świadka kochanek ( w ostateczności Ex. Żona kochanka jesli ona wie o Twojej zonie )

Przyszłej partnerce bedziesz mogl rowniez pokazać czarno na białym kto był winien rozpadowi małżeństwa.

Przy orzeczeniu o winie moze to wszystko sie przedłużać ale Tobie sie nigdzie nie spieszy. Rozumiem ze formalnie i emocjonalnie chcesz miec temat żony zakończony ale sprawiedliwość jest po Twojej stronie - wykorzystaj to.

Twojej żonie powinno zależeć aby sprawy sie nie ciągły, moze ma juz plany na nowe małżeństwo. Pospiesza cie abys uwolnij ja od kredytu moze ma w planie inny kredyt na " ich " mieszkanie / remont.

Tak wiec nie ułatwiaj jej życia z rozwodem bez orzekania o winie .

Pamiętaj ze przy rozwodzie za obopólna zgodą ona moze starać sie o alimenty na siebie w razie niedostatku. Nie wiesz co sie wydarzy u niej z finansami w przyszlosci.

Co do niebieskiej karty. Sprawdz u swojego dzielnicowego czy masz ją założoną. Bedziesz wiedział jak bronić sie w sadzie jesli NK została założona bez twojej wiedzy .
Powodzenia smile

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Strasznie to smutne... 

Dlaczego ludzie sobie robią takie rzeczy?  Po co?

27 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 11:14:15)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Hmm wychodzi na to, że chyba faktycznie będzie trzeba zainwestować w jakiegoś prawnika, muszę raz jeszcze przekalkulować sobie wszystko na spokojnie.

Dowody jakieś tam są (ich rozmowy na fb, wzajemne smsy, być może też zeznania świadków, choć tutaj nie jestem do końca pewny, bo chodzi o członków zespołu weselnego, którzy o wszystkim wiedzieli, w końcu spędzali czas razem na każdym weselu, ale trzymają język za zębami, chronią swojego szefa, obecnie nie mam z nimi kontaktu, odcięli się kompletnie). Żona kochanka wie już o wszystkim. Dla niej to też był szok, tym bardziej, że ich małżeństwo trwa 24 lata, więc kawałek czasu, mają dziecko. Rozmawiałem z nią, podobna sytuacja, też o niczym nie wiedziała do samego końca, dopiero jak jej mąż oświadczył, że odchodzi to wyszło szydło z worka. Też szybko pokojarzyła fakty, wcześniej myślała, że to wyłącznie sprawy zawodowe... Potem kontaktowała się ze mną też w tej sprawie, z tego co się orientuję, ona rozwodu nie chce, woli żyć w takim chorym układzie licząc na to, że mąż może do niej wróci, choć sama wyrzuciła go z domu, do niej chyba to wszystko jeszcze nie dociera, być może się boi tego co będzie, nie wiem...

Z przejęciem kredytu, wiem że i tak muszę to zrobić, ale swoim tempem, na spokojnie. Na pewno nie będę ulegał jej presji. To ona ma teraz problem, trzeba było pomyśleć o tym by wpisać jakąś odgórnę datę, gdzie trzeba to zrobić. Na szczęście dla mnie takiego zapisku nie ma. Teoretycznie mogę ten kredyt przejmować przez cały okres kredytowania wink Przecież staram się go przejąć, szukam pracy smile

Z tymi ew. alimentami przy rozwodzie bez orzekania o winie zdaję sobie sprawę, do 5 lat to obowiązuje, ale działa to w 2 strony.

Tą niebieską kartę sprawdzę u dzielnicowego, dzięki za informację w tej sprawie.

28

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

To normalne, że chcesz jak najszybciej zakończyć to cudowne małżeństwo, że chcesz mieć wreszcie święty spokój i zacząć nowe życie, ale takie twoje nastawienie w dłuższej perspektywie czasowej kiedyś może odbic ci się czkawką. Może przyjść bowiem taki moment w twoim zyciu, że bedziesz żałował tej swojej dzisiejszej łaskawości. Ta kobieta na pewno za nic ci nie podziękuje, niczego nie doceni, a jedyne, co będziesz miał, to poczucie, że się sfrajerzyłeś. Zmierzam do tego, że powinieneś wnioskować o rozwód z orzeczeniem jej winy. Masz przeciez wszystkie argumenty w ręku, więc dlaczego chcesz robić komuś prezenty i tego rodzaju przysługi? Dzisiaj jesteś słaby, przybity tą sytuacją i wydaje ci się, że rozwód bez orzeczenia winy będzie dla ciebie najlepszy- to pułapka. Ci ludzie, którzy robią innym świństwa np. zdradzają kłamią itd. własnie na takich ludzkich słabosciach bazują. Nie jesteś dzisiaj na tyle silny, byś potrafił szybko i natychmiast pozbierać się działać konkretnie. Troszkę przypominasz złamane drzewo, które chcąc pprzeżyć idzie na różne ustępstwa. Ona na tym korzysta. Ty jesteś  sam- ona ma wsparcie gacha, to też dodaje jej skrzydeł.
Nie daj się oszwabić jeszcze bardziej i nie rób dobrze jej gachowi, bo stary cwaniak będzie się z ciebie smiał i będzie puszył się, jak to gładko mu poszło z cienkim bolkiem. On zostawił, w jego mniemaniu starą żonę, bo pewnie jest jego rówieśnicą i zdobył młodą doopę- w jego mmniemaniu on zrobił interes swojego zycia. To nieważne, że w całej swojej istocie, on tak naprawdę wziął sobie młodą ku....- on tego tak nie postrzega. nie rób więc żadnych przysług staremu ruchaczowi ani tej kobiecie. Oni na pewno za nic ci nie podziekują tylko zatrą ręce, że tak gładko im z tobą poszło.
Powodzenia.

29

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike masz ogromne szanse na rozwód  z jej winy w krótkim czasie.
Dowody masz
Świadek - kochanek i jego żona .
Brak dzieci
Podzieliliscie majątek

Wykorzystaj to.

30

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
ryba81 napisał/a:

Mike masz ogromne szanse na rozwód  z jej winy w krótkim czasie.
Dowody masz
Świadek - kochanek i jego żona .
Brak dzieci
Podzieliliscie majątek

Wykorzystaj to.

"nie wiesz,nie wiesz,co Ci powie Ryba...i skąd nadpływa..." Zgadzam się w 100%

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

31 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 11:46:13)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

W sumie dobrze, że udało się załatwić tą rozdzielność + przepisanie mieszkania w akcie notarialnym jeszcze przed rozwodem. Co prawda przy podziale majątku musiałem jej zapłacić pewną sumę, ale tylko z wkładu własnego w mieszkanie, za cenę własności mieszkania warto było smile Rozumiem, że po podpisaniu aktu, w którym zrzekła się prawa do własności, ustanawiając mnie jedynym właścicielem (dostałem już odpis Księgi wieczystej potwierdzającej moją własność) ona nie jest w stanie prawnie nic zrobić i cofnąć tego? Tak jak wspominałem, jest zapisek, że będę samodzielnie spłacał pozostałe raty kredytu - robię to (jeśli bym tego nie robił, mogłaby domagać się zwrotu swojej części ew. zapłaconej przez nią raty). Jest też zapisek, że przejmę na siebie zobowiązanie kredytu w całości, nie ma tylko określonej daty tego przejęcia - więc mogę to robić na spokojnie, szukając nowej pracy, w dogodnym dla mnie terminie, nie patrząc na jej widzimisię. Zastanawiam się tylko, czy prawnie jest mi w stanie jakoś odebrać to mieszkanie, czyli to co podpisała, a co zostało potwierdzone podpisem i pieczęcią notariusza. Pytam, bo groziła mi niedawno telefonicznie, że wypowie umowę... aktu notarialnego (w akcie nie ma nic o wypowiedzeniu w tym przypadku, jedyny sposób stwierdzenia nieważności tego aktu to brak zapłaty z mojej strony sumy, o której wspomniałem na początku wpisu - to jednak zrobiłem, a ona mi to poświadczyła, mam też wydruk z banku potwierdzający przelew więc tutaj chyba wszystko jest w porządku), jeśli nic nie zrobię w sprawie przejęcia kredytu smile Odpowiedziałem jej tylko, że jestem w trakcie starań, a ile to potrwa, to nie wiem dokładnie (w końcu ostatecznej daty, do kiedy mam to zrobić, w akcie notarialnym nie ma).

32

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

Zastanawiam się tylko, czy prawnie jest mi w stanie jakoś odebrać to mieszkanie, czyli to co podpisała. Pytam, bo groziła mi niedawno telefonicznie, że wypowie umowę... aktu notarialnego, jeśli nic nie zrobię w sprawie przejęcia kredytu smile Odpowiedziałem jej tylko, że jestem w trakcie starań, a ile to potrwa, to nie wiem dokładnie (w końcu ostatecznej daty, do kiedy mam to zrobić, w akcie notarialnym nie ma).

Od takich pytań sa wlasnie prawnicy smile ewentualnie zadzwon do notariusza u którego podpisywaliście dokumenty.

Ta sprawa kredytowa raczej nie bedzie miała wpływu na otrzymanie rozwodu.

Twoja żona chce abys przejął sam kredyt ponieważ :
- zmniejsza sie jej zdolnośc kredytowa
- jesli noga Ci sie powinie i nie bedziesz spłacał , bank przyjdzie do niej jak do wspolkredytobiorcy aby ona spłacała. W teori: jesli doszło by do takiej sytuacji , ona bedzie spłacać raty za nie swoje mieszkanie bo właścicielem jestes Ty.

33 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 11:59:23)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Jasne, rozumiem. Dobrze, że zbliża się weekend, będzie czas by pomyśleć i nakreślić na spokojnie jakiś dalszy plan działania smile Dzięki Wam za wszystkie dotychczasowe rady.

34

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike jedno pytanie z ciekawości .

Podział majątku uzgodniliście wspólnie pod warunkiem ze rozwód bedzie za obopólna zgodą?? Czy żona wszystko by podpisała gdyby wiedziała ze moze byc winna .

35 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 13:47:52)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Hmm wiesz słownie niby ustaliliśmy, że rozwód będzie bez orzekania o winie, bez prania wzajemnych brudów i wyciągania szczegółów wspólnego życia na wierzch. W innym przypadku podejrzewam, że nie byłaby skora do jakiejkowiek współpracy w zakresie wspólnego majątku. Początkowo chciała to robić sądownie. Podejrzewam, że dzięki temu jednak dosyć szybko podpisała te wszystkie papiery odnośnie podziału majątku i przepisania mieszkania, akurat to było mi na rękę. Równie dobrze mogła tego nie zrobić, nie zgodzić się na ustanowienie współwłasności, nie spłacać rat, wtedy byłbym w gorszej sytuacji, bo nie dość, że nie byłbym jedynym właścicielem, to ponadto musiałbym płacić ratę za 2 osoby.

W papierkach jednak nie ma nic o tym, że będzie to zależne od sposobu orzekania bez winy lub z nią.

36

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
ryba81 napisał/a:

Mike jedno pytanie z ciekawości .

Podział majątku uzgodniliście wspólnie pod warunkiem ze rozwód bedzie za obopólna zgodą?? Czy żona wszystko by podpisała gdyby wiedziała ze moze byc winna .

No chyba na papierze nie spisali tego warunku (gdyby się pojawił),z resztą można by unieważnić taką rozdzielczość,to w końcu jest forma nacisku,a więc jakiegoś błędu.Po to są prawnicy właśnie.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

37

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

Hmm wiesz słownie niby ustaliliśmy, że rozwód będzie bez orzekania o winie, bez prania brudów i wyciągania wszystkiego na wierzch. W innym przypadku podejrzewam, że nie byłaby skora do jakiejkowiek współpracy w tym zakresie. Podejrzewam, że dzięki temu dosyć szybko podpisała te wszystkie papiery odnośnie podziału majątku i przepisania mieszkania, akurat to było mi na rękę. Równie dobrze mogła tego nie zrobić, nie zgodzić się na ustanowienie współwłasności, nie spłacać rat, wtedy byłbym w gorszej sytuacji, bo nie dość, że nie byłbym jedynym właścicielem, to ponadto musiałbym płacić ratę za 2 osoby.

W papierkach jednak nie ma nic o tym, że będzie to zależne od sposobu orzekania bez winie lub z nią.

Pewnie chcesz być fair...ale pomyśl o tym,czy ona była fair zdradzając Cię.Szantażuje Cię cały czas.Nie daj się w to wciągnąć,ona dlatego się zgodziła na rozdzielność przed ślubem,bo czuje,że nie jesteś w stanie pokazać,że jesteś twardy.
Stary,masz wszystkie atuty w ręku,uderzaj bez wahania,bo zobaczysz,że jak ktoś tu napisał,za chwilę kochanek ją rzuci,i będzie chciała ciągnąć od Ciebie alimenty.Ni ch...! Rozwód z jej winy,niczym nie ryzykujesz,najwyżej wrócisz do stanu jaki masz teraz,a możesz wszystko wygrać.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

38 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-25 15:53:35)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Coś w tym jest, na słowo już jej nie ufam, najlepiej byłoby mieć podkładkę na wszystko w postaci odpowiedniego papierka.

Ogólnie staram się od niej odciąć jak tylko mogę, kontakt ograniczony do absolutnego minimum (sprawy kredytowe). Psychicznie takie odcięcie jak najbardziej mi pomaga, choć wiem, że czeka mnie jeszcze kilka przymusowych spotkań, w sądzie, w banku, jakoś to przeżyję.

Najtrudniej w tej całej sytuacji było się nagle przestawić na takie nagłe życie w pojedynkę. Wszystko w życiu nagle robię sam, nie ma tej drugiej osoby przy mnie, nagle więcej czasu spędzam sam, pojawiło się sporo różnych spraw do ogarnięcia. Na początku było bardzo ciężko, teraz powoli jest coraz lepiej, staram się zaadoptować do rzeczywistości, nie narzekam przynajmniej na nadmiar czasu wolnego. Czasami jeszcze zbyt dużo o tym wszystkim pomyślę, wtedy jest gorzej, ale na szczęście coraz rzadziej takie wieczory się zdarzają smile.

Śmieszna jest tylko postawa żony w tym wszystkim, rodzinie i znajomym naopowiadała, jaka to ona biedna, niedoceniana, pokrzywdzona, nieszczęśliwa. Nazmyślała jakieś historie wyssane z palca, że musiała odejść, zakończyć to... A o nowym partnerze i zdradzie oczywiście ani słowa (ostatecznie uzupełniłem za nią to drobne niedopatrzenie smile). Boże, widzisz to wszystko i nie grzmisz smile

39

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Mike86 napisał/a:

Śmieszna jest tylko postawa żony w tym wszystkim, rodzinie i znajomym naopowiadała, jaka to ona biedna, niedoceniana, pokrzywdzona, nieszczęśliwa. Nazmyślała jakieś historie wyssane z palca, że musiała odejść, zakończyć to... A o nowym partnerze i zdradzie oczywiście ani słowa (ostatecznie uzupełniłem za nią to drobne niedopatrzenie smile). Boże, widzisz to wszystko i nie grzmisz smile

To nie jest śmieszne.
To jest powód do skorzystania z prawa do rozwodu z jej winy.
Po rozwodzie będzie dalej wybierała siebie, zwalala winę na Ciebie, aż do chwili kiedy okaże się, że to Ty ja zostawiles, zdradziles a kolega po prostu zaopiekowal się biedna wykorzystana kobieta.
Nie wiesz jaka czkawka odbija się Twoje miękkie serce teraz, co na opowiada kobiecie z którą chciałbyś się związać.
Kto ma miękkie serce musi mieć twarda doope.
Masz na tyle twarda?
Myślałeś o unieważnieniu małżeństwa kościelnego zdrada przed lub w trakcie ślubu jest podstawą do takiego orzeczenia. Brak rozeznania co do podstawowych obowiązków tez. Obecnie zaczyna się dyskutować czy zdrada w trakcie małżeństwa nie jest podstawą - klauzula Mateusza. orzeczenie jej winy może być pomocne w którym z tych 3 przypadkow.

40

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Jeśli zgodzisz się na rozwód bez orzekania winy, to gdy jej się kiedyś powinie noga,  wyciągnie rękę po alimenty od Ciebie, już wiesz,  że ona nie ma skrupułów.
Warto zawalczyć o sprawiedliwość i po prostu zabezpieczyć się.

41 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-26 00:52:32)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Ok, macie sporo argumentów przemawiających za rozwodem z orzeczeniem o winie. Podejdę z moimi dowodami do prawnika i zobaczę, co on powie, czy wg niego będą one wystarczające i wiarygodne dla sądu.

Jak reagować na jej ewentualne próby kontaktu ze mną przez sms, telefon? Podejrzewam, że prędzej czy później będzie próbowała dalej mnie ponaglać z przejęciem kredytu. Wiem, że się jej spieszy, w końcu czeka na nią kochanek, z którym już pewnie ma jakieś plany, a tak jest zablokowana ze zdolnością kredytową. Sama jednak nie jest w stanie nic z nim zrobić, bo potrzebuję mojej zgody i podpisów do jakichkolwiek zmian. Zapewne dalej będzie próbowała też wywrzeć na mnie presję grożąc odstąpieniem od aktu notarialnego (wiem, że nie może tego zrobić - brak wskazanego konkretnego terminu, w którym muszę przejąć kredyt).

Rozumiem, że mam w tej sytuacji postąpić jak do tej pory, czyli specjalnie się tym nie przejmować i konsekwentnie realizować swój plan, tj. zmiana pracy, przygotowanie swojego stanowiska, ewentualnych dowodów do rozwodu itd itp.

42

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike, a co Ty się przejmujesz problemami kochanki jakiegoś faceta??
To on ją ma teraz pocieszyć, zabezpieczyć przyszłość itd.
Ty zajmij się swoim życiem, a nie usuwaniem przeszkód, kobiecie innego faceta!
Zerwać to sobie można gacie przechodząc przez płot.
Ale umowę, i to jeszcze notarialnie potwierdzona trzeba posłusznie wykonać.
Jeżeli nie ma na niej terminu przejęcia zobowiązań przez Ciebie, to jej błąd.
Jej facet nie zwrócił jej na to uwagi?
Karygodne zaniedbanie tego gościa.

Nie odpowiadaj, nie odbieraj, nie miej czasu, zarobiony jesteś i tyle.

43

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
oliwia9195 napisał/a:

Nie daj się oszwabić jeszcze bardziej i nie rób dobrze jej gachowi, bo stary cwaniak będzie się z ciebie smiał i będzie puszył się, jak to gładko mu poszło z cienkim bolkiem. On zostawił, w jego mniemaniu starą żonę, bo pewnie jest jego rówieśnicą i zdobył młodą doopę- w jego mmniemaniu on zrobił interes swojego zycia. To nieważne, że w całej swojej istocie, on tak naprawdę wziął sobie młodą ku....- on tego tak nie postrzega. nie rób więc żadnych przysług staremu ruchaczowi ani tej kobiecie. Oni na pewno za nic ci nie podziekują tylko zatrą ręce, że tak gładko im z tobą poszło.
Powodzenia.

akurat tym co myśli jej kochanek wogole nie powinien zaprzątać sobie glowy, to obcy człowiek i co on mysli robi to malo ważne,

44

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
Secondo1 napisał/a:

...Nie odpowiadaj, nie odbieraj, nie miej czasu, zarobiony jesteś i tyle.

ja uważam, to można rozegrać na swoją korzyść w przypadku gdyby zdecydował o zmianie i orzekaniu winy (jedyny logiczny rozwód w tym przypadku). Ona sama wciska Ci argument.
Na smsy odpisuj jednym słowem, krótkim zdaniem tak by w przypadku orzekania nie wysunęła, że miała wątpliwości i chciała ratować ale twoja postawa .... ot jesteś współwinny ostatecznego rozpadu.
Na imieniny, sms z życzeniami "z okazji imienin najserdeczniejsze zyczenia" (nie pisz co jej życzysz, ma być sms, by pokazać w sądzie). Na urodziny analogicznie, święta itp.
Masz być qfa wzorem, pokazać, ze jesteś IDEAŁEM.
Jeśli zadzwoni, odbierz, powiedz, że czujesz się dobrze ale przepraszasz bo masz pilną pracę, może kiedy indziej. ODBIERZ !! ale pamiętaj, że może nagrywać więc licz się ze słowami dlatego staraj się puścić ją w kosmos.
Po każdym takim telefonie będzie ją trafiać q..wica.

bartass72 napisał/a:

....ona dlatego się zgodziła na rozdzielność przed ślubem,bo czuje,że nie jesteś w stanie pokazać,że jesteś twardy....

i tak i nie. Wbrew pozorom ona bardzo się boi WIE DOSKONALE, ŻE MIKE MA WSZYSTKIE ASY W RĘKU i może z nią pojechać jak z dzieckiem. Wie, że m usi byś grzeczna jeśli chce cokolwiek ugrać, więc de facto prawnie jest potulna. Grozi mu ? Kolego zainwestuj w rejestrator lub powiedz jej w rozmowie, że od teraz nagrywasz wszystkie rozmowy. Spotulnieje jak baranek.

Ty chcesz być uczciwy bo .... a czy ona była uczciwa ?

Co do znajomych. Widzisz jak kłamie. Jak sadzisz, czy przestanie kłamać ? NIE
Dlatego musisz dbać o siebie i zbudować prawdziwy wizerunek, nie masz dbać o nią. Musisz mieć rozwód z orzekaniem:
1. Masz na całe życie dowód, ze jesteś bez winy, jeśli poznasz kogoś kogo pokochasz i spyta Ciebie jak to było z winą rozwodu ...
2. Jesteś jedynym uprawnionym do świadczeń w razie niedostatku ... i to nie na 5 lat lecz aż do ew. ożenku

Nie jestem pewien ale aktu notarialnego nie można cofnąć, chyba tylko sąd jej pozostaje do wyegzekwowania. Jeśli w księgach przyjęli Ciebie jako jedynego właściciela to uświadom sobie, ze zapisu dokonuje SĄD de facto jest to sędzia, który gdy ma wątpliwości odrzuciłby wniosek do ksiąg wieczystych, ew. zażądałby kolejnych dokumentów. U mnie w podziale majątku był zapis o liczbie miesięcy od daty podziału.

Może Lexpar się wypowie.

Ja jednak obawiam się, ze Twoja jż za chwilę się "otrząśnie" i jak było u Piotra będzie pod publiczkę budować pozory ratowania rodziny, wtedy dopiero będzie jazda.
Wobec tego pod żadnym pozorem nie wycofuj pozwu. POD ŻADNYM choćby Ciebie błagała, szlochała ....
Zapamiętaj, że wniosek o orzekanie winy możesz zgłosić dopiero na rozprawie.

1. ADWOKAT
2. ADWOKAT
3. ADWOKAT
...
...

N. ADWOKAT
N+1. ADWOKAT
itd

45 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-26 14:12:03)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Nim w ogóle się nie przejmuję, on mnie kompletnie nie interesuje, nawet go nie znam, poza tym, że może 2 razy się widzieliśmy gdzieś tam, kiedyś tam. Na plus mogę mu zapisać jednak to, że "uwalnia mnie" z tego wszystkiego zabierając ją. Szkoda, że akurat w takich okolicznościach, ale może to i lepiej, że już teraz (i pomyśleć, że lada chwila mieliśmy się starać o dziecko, a może tylko ja chciałem), przejdę przez to, będę silniejszy, wierzę w to, że jeszcze ułożę sobie życie. Niech on się z nią teraz męczy, powodzenia i krzyżyk na drogę ode mnie.

Ona zresztą też przestaje mnie interesować, czym bowiem zasłużyła sobie na to, bym dalej interesował się jej losem. Jako żona na koniec pokazała się z tej najgorszej możliwej strony: perfidna, obojętna, zimna, dbająca jedynie o swoje interesy, bez wyrzutów sumienia, trwało to już jakiś czas, jedynie świetna gra aktorska i druga twarz pozwalała zachować pozory - dalej ciężko mi uwierzyć w taką przemianę, ale widocznie ona po prostu taka była i umiejętnie się z tym ukrywała (że też tak późno się zreflektowałem, mój błąd). Jak po tym wszystkim można kogoś dalej kochać - nie da się - bo do tanga trzeba dwojga - we mnie skutecznie zabiła tą miłość, którą ją darzyłem. Macie rację, trzeba zadbać o siebie i swoje życie, małymi kroczkami, ale do przodu. Na jakąkolwiek miłość nie ma tu już miejsca, bo jej już po prostu nie ma.

@Bullet, dzięki za info, tak też zrobię. Ciekawy jestem co odpiszę na mój pozew, 2 dni temu go odebrała i czekam teraz na zwrotkę z sądu z terminem rozprawy.

46

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike,
jeszcze raz,tylko prawnik,jak wszyscy Ci tutaj mówią,on Ci podpowie jak masz się zachowywać,bo nie wiadomo z czym twoja jeszcze żona wyskoczy.Musisz być czujny,kobiety są przebiegłe.
Bullet,
oczywiście,że ona się boi,ale z drugiej strony jest pewna (bezpodstawnie - prawda Mike?),że on jej nic nie zrobi,bo jest załamany itd.itp.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

47

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Ale przestańcie,  nie można aż tak  faceta buntować. Teraz są bardzo silne emocje, ale to minie i muszą zostać piękne wspomnienia.

48

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Bartoss  Ty zawsze taki zły na kobiety

49

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu
marysia45 napisał/a:

Bartoss  Ty zawsze taki zły na kobiety

Marysia,nieprawda.Zauważ,że to akurat forum kobiece,a ja tak naprawdę (i kilku kolegów) jesteśmy tutaj gośćmi.Na forach męskich nie ma takich rozkmin.Faceci nie mają takich rozterek,czy dobrze robię czy źle,my mężczyźni generalnie myślimy penisem,od momentu,gdy dopuścimy do takiego punktu,że nie ma już odwrotu,inaczej narazimy naszą męskość i męskie ego na szwank.Przecież jak w pewnym momencie się wycofam,to co? Gej? Impotent? Oczywiście z wiekiem i doświadczeniem przychodzi mądrość,także u mężczyzn.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

50 Ostatnio edytowany przez Mike86 (2015-09-26 22:23:19)

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Spokojnie, załamany... byłem w lipcu, tuż po tym "sensacyjnym" odkryciu, w sierpniu nie dałem jeszcze rady się pozbierać, bo niestety mieszkaliśmy razem w tym samym mieszkaniu i robiła wszystko by mnie w tym czasie zniszczyć psychicznie pozostawiając po sobie kolejne pamiątki w mojej pamięci. Wymusiłem na niej wyprowadzkę pod koniec sierpnia i od tego czasu nastąpił mały przełom. Wrzesień to czas błyskawicznego leczenia w moim przypadku, nie sądziłem, że tak szybko i gładko pójdzie. Może jeszcze nie jest to do czego dążę, bo pozostały kwestie zmiany pracy, kredytu i rozwodu do załatwienia, ale przynajmniej uczuciowo wiem na czym stoję. Nawet gdyby błagała mnie na kolanach, obiecywała złote góry i miłość do końca życia to i tak jej tego nie zapomnę, nawet nie ma o czym mówić, nie i koniec. W chwili obecnej jedyne emocje, które mi towarzyszą gdy gdzieś tam ona się przewinie to złość, że odkryłem to tak późno i dałem się zmanipulować oraz obrzydzenie z wiadomych już dla każdego względów.

51

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Mike,ja Ci powiem jedno,przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść,złość,czy inne obrzydzenie,tylko obojętność.Wiem o czym mówię,bo to przerabiałem.Obojetność przyszła mi po roku (7 lat związku) od rozstania.A po 10 latach jesteśmy dobrymi znajomymi (mimo,że to ona wyrzuciła mnie z domu).Ja Ci wierzę,że czujesz się dobrze,i ok.tak trzymaj,ale bądź czujny,rozprawa to nie jest łatwe przeżycie (też to przerabiałem),i różne rzeczy mogą Cię trafić tak,że nie będziesz wiedział,jak zareagować.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

52

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Przepraszam Bartoss nie chciałam Ciebie urazić,  ani nikogo. Zwyczajnie szkoda mi tak młodych ludzi. Chociaż lepiej tak, przynajmniej jest coś, inaczej się umiera ale bardzo powoli czekamy na cud,  a cudu brak. Zaczynamy uciekać coraz dalej i dalej i naraz jest ściana.  I co teraz, odwraca my się i nic, czas pewnie na odejście.

53

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Marysia,nie uraziłaś mnie smile Ja lubię tutaj spróbować doradzić innym co mają zrobić (na ile moje własne doświadczenie mi pozwala).

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

54

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Trudno jest doradzać.  Ale zawsze dobrze spróbować pomoc.
To pomóż i mnie. Proszę

55

Odp: Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Marysia,o co kaman?

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

Posty [ 1 do 55 z 58 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Na życiowym zakręcie - w trakcie rozwodu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018