netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moje życie na zakręcie...

35 odpowiedzi7 510 wyświetleńzałożony przez Zuzanka, 22.06.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moje życie na zakręcie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1 Ostatnio edytowany przez Zuzanka (2010-06-22 21:49:26)

Temat: Moje życie na zakręcie...

Jestem mężatką z 17-letnim stażem. Pierwsze dwa lata były znośne. Mieszkaliśmy u teściów i uczyliśmy się żyć razem. Później mąż dostał pracę 200 km od domu; rodzice kupili nam mieszkanie i zamieszkaliśmy na swoim. Wydawałoby się ,że teraz będzie już tylko coraz lepiej. Myliłam się i to bardzo.
Po ok. pół roku mąż uderzył mnie pierwszy raz . Wrócił pijany z pracy, był agresywny, nawet już nie pamiętam o co poszło.Zresztą to nieważne. To się nie powinno wydarzyć.Dalej poszło już lawinowo. Pił coraz częściej i coraz więcej.A jak wracał do domu , to zaczynały się awantury, wyzwiska tak okropne,że trudno powtórzyć. I jego tłumaczenia,że pije dla mnie lub przeze mnie,że bije bo go sprowokowałam itp. Było coraz gorzej,a ja wszystko ukrywałam przed rodzina. Potrafił wyjść z domu na dwa dni i wrócić jakby nic się nie stało. Sama musiałam radzić sobie z wychowaniem syna, pogodzić prowadzenie domu i pracę na etacie.
Z czasem zaczęłam być dla niego oschła, złośliwa, wredna- to była jedyna broń którą wtedy dysponowałam. Mąż nie chciał przestać pić, nie chciał się leczyć  chociaż wiele razy go o to prosiłam. Pojawił się temat rozwodu. Wykrzykiwany zwykle przy kolejnej awanturze.
Jesienią zeszłego roku mąż zaczął znikać z domu. Wychodził rano, wracał nad ranem dnia następnego(często pijany). Przed sylwestrem dowiedziałam się ,że związał się z inną kobietą. Balował tak kolejne dwa miesiące.Twierdził,że ona jest dla niego dobra,wyrozumiała a ja taka wredna i złośliwa.
Nie wytrzymałam i podjęłam ostateczną  decyzję. Złożyłam pozew o rozwód. W środę byłam w sądzie a mąż w piątek zapisał się na terapię AA. Nie kocham go, nie potrafię mu już ufać, nie wyobrażam sobie w chwili obecnej dalszego życia z nim. On teraz mówi ,że mnie kocha ,że chce być ze mną ,że był głupi przez te wszystkie lata. Czasami robi mi wodę z mózgu.
Powiedzcie , proszę! Czy można się aż tak zmienić w ciągu jednej chwili?

2

Odp: Moje życie na zakręcie...

Można. Możliwe, że Twój mąż wyszalał się w końcu. Miał na to w sumie 17 lat... Miał wszystko, co mu było do szczęścia potrzebne -dom, rodzinę, kochankę... Kiedy jeden z tych elementów stał się niepewny - wpadł w panikę i skłoniło go to do refleksji. Szanse na jego trwałe "nawrócenie" oceniam jak 50/50 i tylko ze względu na wiek. Jesteście dojrzałymi ludźmi i być może Twój mąż zrozumiał, jakie wartości naprawdę się liczą. Natomiast szanse na to, że mimo zmiany jego zachowania będzie między Wami dobrze oceniam bardzo nisko. Nie sądzę, żeby takie idealne nastawienie utrzymało mu się długo. Przyzwyczaił się przez wiele lat, że znosisz jego wyskoki, wyrobił w sobie pewne schematy zachowań. Teraz zabiega o Twoje względy więc stara się być idealny. Ale potem, nawet jeśli nie wróci do picia i agresji - Ty będziesz oczekiwała podświadomie, że wynagrodzi Ci lata krzywd i będzie już zawsze traktował jak księżniczkę. A nie będzie. I wtedy zacznie się schemacik: on zachowa się inaczej niż byś sobie w danej chwili życzyła - Ty zaczniesz żałować danej mu szansy i znowu potraktujesz go oschle i wrednie - on uzna, że spotkała go krzywda, bo przecież jest "dobry" a Ty dalej wredna i odpłaci obojętnością lub złośliwością - w Tobie umocni się żal za niesłuszną decyzję o pozostaniu w małżeństwie i tak dookoła...
Po każdym nieporozumieniu będą wracały do Ciebie wspomnienia wszystkich zawodów, jakie Ci sprawił... A skoro go nie kochasz - nie będziesz miała dostatecznej motywacji, żeby się starać o Wasz związek na równi z nim. Wyjdziesz z założenia, że to on jest winny (i słusznie) i to tylko on powinien się starać. A wychodzenie z takiego zakrętu wymaga ciężkiej pracy z obu stron - ale do tego trzeba mieć motywację. A Ty jej nie masz.

Moim zdaniem nie ma sensu tego ciągnąć. Był głupi faktycznie, ale za głupotę się płaci. Zmarnowałaś dla niego 17 lat życia - nie marnuj więcej.

3 Ostatnio edytowany przez Alexytymia (2010-06-23 01:03:00)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Pił, bił, wyzywał, znęcał się psychicznie, zdradzał...teraz mówisz, że go nie kochasz....szczerze gratuluje mu, że poszedł na terapie, łatwiej sobie poradzi z Twoim odejściem jeśli blisko będzie miał wsparcie specjalisty.
Nie bądź naiwna i nie marnuj więcej czasu z mężusiem. Zasługujesz na kogoś lepszego, na normalne życie...a nie na życie z pijakiem-sadystą, który puszcza się na boku...Kopnij go w d...i niech zamiata do kochanki może ona będzie chciała sobie z pijakiem i sadystą układać  życie.

4

Odp: Moje życie na zakręcie...

Zdaję sobie sprawę,że ja już ciągle będę od niego oczekiwała"stania na baczność". Boję się,że jak dam mu tę ostatnia szansę, to kiedyś może być już za późno na podejmowanie jakichkolwiek kroków. I będę trwała w związku, który oprócz cierpienia i rozczarowania nie daje mi tak naprawdę nic więcej.
Moje uczucie zgasło i nie mam żadnego "punktu zaczepienia". Nie mam nic , co kazałoby mi spróbować jeszcze raz. Mąż , zapytany przeze mnie o to samo też milczał. Nie potrafił wymienić ani jednej rzeczy, która byłaby argumentem przemawiającym za trwaniem tego związku.
Tylko dlaczego czasami mam jeszcze wątpliwości? A może po prostu przemawia przeze mnie strach o to co będzie?

5

Odp: Moje życie na zakręcie...

Decyzja nie jest łatwa, a szanse mu dawałaś przez 17 lat, dopiero jak dotarło że spiep... wszystko co można było spiep...to ze strachu przed samotnością nagle chce się zmienić. Nie wierze że stanie się dobrym, kochającym mężem, szanującym ciebie i twoje potrzeby, że będzie cie wspierał  i opiekował się tobą...Dość czasu zmarnowałaś czas iść do przodu.

6 Ostatnio edytowany przez bianka25 (2010-06-23 23:07:07)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Wątpliwość- bo może masz nadzieję, że bedzie jeszcze tak jak było dobrze miedzy Wami na początku, albo miedzy złymi momentami, były też małe dobre chwile.
Strach- może czujesz sie w jakiś sposób za niego odpowiedzialna, boisz sie o niego, że to On sobie nie poradzi..

Mąż Cię ranił, krzywdził, zdradzał, upokarza, itd. i na długie lata mu tego nie zapomnisz, a o zwiazek muszą walczyc dwie osoby. Tak jak pisze Vinnga.. madre słowa, i bardzo realne..

Czy już nie oczekujesz tego by traktował Cie jak ksieżniczka, zeby Ci wynagrodził te lata, i jedno słowo "przepraszam" z jego ust nie wystarcza Ci?

7

Odp: Moje życie na zakręcie...

Mozna sie zmienic. Daj mu rok.
Niech zamieszka przez rok gdzies, w tym samym miescie.
Po roku zdecydujesz.
Jak sie nie zmieni to zacznij sobie organizowac zycie bez niego.
hmmm... jakos tak dziwnie sie sklada, ze statystyczn zona alkoholika, po jego wyprowadzce tak psychicznie odzywa, ze juz nie chce jego powrotu za zadne skarby. Ciekawe, co?

8 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-06-24 06:19:56)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Taka zlota mysl mi przyszla do glowy... Najlepszy na zawiedziona milosc, zdrade, i poniewierke emocjonalna w zwiazku jest POST.
Post od partnera. Najpierw glodowka jedniodniowa... a potem moze 40 dni?... i dluzej? big_smile
Normalnie jak przy niestrawnosci... ha ha ha

9

Odp: Moje życie na zakręcie...

najlepsze co możesz zrobić dla siebie i męża to odejść...wystarczająco długo podawałaś mu rękę, motywowałaś do zmiany i rzucenia nałogu. Odejście to jedyny sposób, abyś uratowała resztę swojego życia, a i dla męża jak widać to bodziec do działania. Jeśli pozostaniesz to niedługo potrwa jego terapia i trzeźwość. Dawałaś mu szansę, a on każdą zmarnował. Teraz czas abyś pomyślała o sobie bo tez masz prawo żyć godnie i z radością. Poczytaj o alkoholikach, współuzależnieniu i zmarnowanym życiu kobiet, które wpadły w sidła...znajdź książkę pt: Małżeństwo na lodzie- Janet Gerninger Woititz i przeczytaj. Zadbaj o swoją przyszłość bo i tak zbyt dużo czasu spędziłaś w bólu i upokorzeniu.

Życzę podjęcia mądrej i słusznej decyzji. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

10

Odp: Moje życie na zakręcie...

Kiedyś jeden z przyjaciół mego męża powiedział ,że ja tak naprawdę nie jestem dla niego żoną. Jestem bardziej matką, która przytuli gdy jest źle, załatwi wszystkie problemy kiedy to jest konieczne i zdejmie wszelkie troski. Po latach zdałam sobie sprawę jak bardzo ten ktoś trafił z oceną.
Mąż miał służącą od wszystkiego i skwapliwie z tego korzystał. A gdy zaczęłam głośno mówić,że dzieje się źle, gdy zaczęłam wymagać i próbować egzekwować zachował się jak dzieciak. Spakował klocki i znalazł sobie"podwórko", na którym nikt go nie oceniał, nie wymagał i był fajnym kumplem od wszystkiego.
Wreszcie znalazłam się w momencie, w którym mam dość niańczenia dorosłego faceta.On się nie zmieni. Wiem,że będzie dobrze ale tylko na chwilę. A ja już nie chcę żyć martwiąc się za nas oboje o to co będzie jutro. Jeżeli on nie chciał przez 17 lat wydorośleć, to czas porzucić "pracę w przedszkolu" i zająć się własnym życiem.

11

Odp: Moje życie na zakręcie...
Zazdrosc napisał/a:

Mozna sie zmienic. Daj mu rok.
Niech zamieszka przez rok gdzies, w tym samym miescie.
Po roku zdecydujesz.
Jak sie nie zmieni to zacznij sobie organizowac zycie bez niego.

Tłumaczę mężowi,że uwierzę w to co robi po roku. On mi przytakuje,ale złości się że mu nie ufam i że pięknie nie zacznie się już. Zaprzecza sam sobie.
Mieszkamy razem, daleko od rodziny. Nie ma możliwości,żebyśmy od siebie odpoczęli ( także ze względów finansowych). Poza tym mąż nigdy by się nie wyprowadził. Myślę,że także z powodu swojej chorobliwej zazdrości.

12

Odp: Moje życie na zakręcie...

Czytam, czytam i jestem pewien na 99,999 % , że tym mężem (prawnie już byłym) jestem ja. Szkoda, tylko, że nie ma w tym temacie całej prawdy. Nigdy nie zdradziłem Żony w przeciwieństwie do Niej !!!
Zawsze słyszałem, że mam szczęście bo Ona nie potrafi nic udowodnić, nic nie widziała itd  Ja zdradę widziałem, w naszej łazience, w naszej sypialni.
Tak jest jak się wierzy w plotki i słucha rad osób nie mających pojęcia o sprawie lub słyszących tylko jedną stronę.
Wiedziałem, że Żona czyta to forum, nie wiedziałem jednak, że osobiście się tu udzielała.
Rejestrując sie Tu dzisiaj i zakładając swój temat poczytałem troszkę i stąd mój wpis w tym temacie
Pozdrawiam

13

Odp: Moje życie na zakręcie...

Co dalej? co na to Zuzanka?..hmmhmhm

14

Odp: Moje życie na zakręcie...
przegrany73 napisał/a:

Czytam, czytam i jestem pewien na 99,999 % , że tym mężem (prawnie już byłym) jestem ja. Szkoda, tylko, że nie ma w tym temacie całej prawdy. Nigdy nie zdradziłem Żony w przeciwieństwie do Niej !!!
Zawsze słyszałem, że mam szczęście bo Ona nie potrafi nic udowodnić, nic nie widziała itd  Ja zdradę widziałem, w naszej łazience, w naszej sypialni.
Tak jest jak się wierzy w plotki i słucha rad osób nie mających pojęcia o sprawie lub słyszących tylko jedną stronę.
Wiedziałem, że Żona czyta to forum, nie wiedziałem jednak, że osobiście się tu udzielała.
Rejestrując sie Tu dzisiaj i zakładając swój temat poczytałem troszkę i stąd mój wpis w tym temacie
Pozdrawiam

Nie zdradziłeś zony? cóż za gest!! nawet jeżeli mówisz prawdę, to co z tego?? nawet jak Cie zdradziła?? a co, miała jeszcze być wierna dyktatorowi??? chlałeś i biłeś ja i masz czelność wymagać czegokolwiek???? z chwila gdy facet podnosi rękę na kobietę, przestaje być facetem, tylko ciota, do tego zapijaczonym, na każdym kroku usprawiedliwiającym  swoje poczynania i zwalającym winę na żonę. Ktoś tu pisał, żeby dać Ci szanse??? na jej miejscu nawet bym się nie zastanawiała, tylko kopnęła Cie w tyłek, bez żalu. Brzydzę się takimi osobami. Dopiero gdy ona złożyła pozew o rozwód, nagle cudowna zmiana??? nie miałeś wcześniej świadomości, ze kogoś krzywdzisz??? takie osoby nie zasługują na druga szanse, a z wygodnictwa nazywają alkoholizm choroba, bo przecież tak najłatwiej, zamiast dla dobra siebie i kochanej osoby (dla syna!!!!) zrobić coś ze sobą jak był na to czas!!! załóż nowy watek i opowiedz jak to ciężko być alkoholikiem, jak nie panowałeś nad sobą jak ja lałeś, i ze nastąpiła w Tobie duchowa, cudowna zmiana, może ktoś uwierzy w te brednie a nawet Ci będzie współczuł, alkoholicy maja niewiarygodne zdolności manipulacyjne!!!!

15 Ostatnio edytowany przez przegrany73 (2012-06-03 22:48:06)

Odp: Moje życie na zakręcie...
Magdazzz napisał/a:
przegrany73 napisał/a:

Czytam, czytam i jestem pewien na 99,999 % , że tym mężem (prawnie już byłym) jestem ja. Szkoda, tylko, że nie ma w tym temacie całej prawdy. Nigdy nie zdradziłem Żony w przeciwieństwie do Niej !!!
Zawsze słyszałem, że mam szczęście bo Ona nie potrafi nic udowodnić, nic nie widziała itd  Ja zdradę widziałem, w naszej łazience, w naszej sypialni.
Tak jest jak się wierzy w plotki i słucha rad osób nie mających pojęcia o sprawie lub słyszących tylko jedną stronę.
Wiedziałem, że Żona czyta to forum, nie wiedziałem jednak, że osobiście się tu udzielała.
Rejestrując sie Tu dzisiaj i zakładając swój temat poczytałem troszkę i stąd mój wpis w tym temacie
Pozdrawiam

Nie zdradziłeś zony? cóż za gest!! nawet jeżeli mówisz prawdę, to co z tego?? nawet jak Cie zdradziła?? a co, miała jeszcze być wierna dyktatorowi??? chlałeś i biłeś ja i masz czelność wymagać czegokolwiek???? z chwila gdy facet podnosi rękę na kobietę, przestaje być facetem, tylko ciota, do tego zapijaczonym, na każdym kroku usprawiedliwiającym  swoje poczynania i zwalającym winę na żonę. Ktoś tu pisał, żeby dać Ci szanse??? na jej miejscu nawet bym się nie zastanawiała, tylko kopnęła Cie w tyłek, bez żalu. Brzydzę się takimi osobami. Dopiero gdy ona złożyła pozew o rozwód, nagle cudowna zmiana??? nie miałeś wcześniej świadomości, ze kogoś krzywdzisz??? takie osoby nie zasługują na druga szanse, a z wygodnictwa nazywają alkoholizm choroba, bo przecież tak najłatwiej, zamiast dla dobra siebie i kochanej osoby (dla syna!!!!) zrobić coś ze sobą jak był na to czas!!! załóż nowy watek i opowiedz jak to ciężko być alkoholikiem, jak nie panowałeś nad sobą jak ja lałeś, i ze nastąpiła w Tobie duchowa, cudowna zmiana, może ktoś uwierzy w te brednie a nawet Ci będzie współczuł, alkoholicy maja niewiarygodne zdolności manipulacyjne!!!!

Życie Cię doświadczyło ? Przez takie wypowiedzi jak Twoje wiele związków rozpada się bez szansy na poprawę.
Nie masz bladego pojęcia o tym co się działo w naszym zyciu. Uważasz, że kobiecie wolno wszystko a mąż/partner powinien siedzieć cicho i nie reagować. To jest portal feministek ??? Nie obrażam nikogo, zachowałem sie kulturalnie wobec Was, żony i siebie. Ciotę to masz Ty i to  czasami jak Ci się uda !!! Opanuj sie Kobieto, nie wyzywam i nie prowokuje. Jak możesz oceniać 20 lat czyjegoś życia na podstawie kilku zdań ( i to jednej strony) ? !!! Współczuję Ci, bo musi być Ci strasznie cięzko !!!
Chyba nie pozdrawiam
Nie masz POJĘCIA o czym piszesz !!!

16

Odp: Moje życie na zakręcie...

"Nie obrażam nikogo, zachowałem sie kulturalnie wobec Was, żony i siebie."

Czy wtedy kiedy ja biłeś tez uważasz, ze zachowałeś się kulturalnie?? hipokryzja alkoholików i babskich bokserow nie zna granic...

17

Odp: Moje życie na zakręcie...
Magdazzz napisał/a:

"Nie obrażam nikogo, zachowałem sie kulturalnie wobec Was, żony i siebie."

Czy wtedy kiedy ja biłeś tez uważasz, ze zachowałeś się kulturalnie?? hipokryzja alkoholików i babskich bokserow nie zna granic...

I jeszcze jedno, wnioskuje na podstawie tego co napisała Twoja zona, Ty temu nie zaprzeczyłeś, wiec chyba  sprawa jest jasna, tak?? po co tu napisałeś, myślałeś, ze ludzie  będą Cie po głowie głaskać? i tak zasługujesz na gorsze słowa. I nie próbuj mnie nawet obrażać, bo jakiekolwiek słowa wypowiedziane z ust takich osób jak Ty mam głęboko w poważaniu.

18

Odp: Moje życie na zakręcie...
Magdazzz napisał/a:

"Nie obrażam nikogo, zachowałem sie kulturalnie wobec Was, żony i siebie."

Czy wtedy kiedy ja biłeś tez uważasz, ze zachowałeś się kulturalnie?? hipokryzja alkoholików i babskich bokserow nie zna granic...

Magda ??? Serio nie masz pojecia o czym piszesz !!! Twoje posty opierają sie tylko na tym pierwszym z tematu. W kilku zdaniach opisane 20 lat zycia !!! Widziałaś kiedyś swojego Męża, Partnera pieprz....go Twoją koleżanke w Twoim własnym łóżku ???
Wiesz jak wyglądała nasza sytuacja przed tym faktem ? Przeczytałaś opinie, subiektywną ocenę jednej strony i zakładasz, że tak wyglądało życie ?  Tak, wracałem nawalony do domu i na dzień dobry żona dostawała w "pysk" za to, że żyje. Przepraszam za wyrażenia i za sarkazm. Twoje życie to same porażki, psycholog sie kłania.
Na złośliwość reaguję złośliwością. To normalne, ludzkie zachowanie

19

Odp: Moje życie na zakręcie...

To trzeba było się rozwieść, a nie bić i pic. Przecież macie syna?? na pewno był tego świadkiem!! nie pomyślałeś o nim choć przez chwile?? pal licho jak dwoje głupich, starych ludzi prowadzi wojnę, ale dziecka szkoda....

20 Ostatnio edytowany przez przegrany73 (2012-06-03 23:55:35)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Już zmieniasz podejście, miło. Rozwieść się ? Przepraszam za pytanie ale ile masz wiosen i co w życiu przeżyłaś  żeby dawać TAKIE rady ?
Nie masz najmniejszego prawa do takich porad, nie wiesz nic o tym co piszesz i komuś radzisz !
Rozwodzić sie mozesz sama, jeżeli to dla Ciebie sport. Ludzie popełniaja błędy, fakt, tylko nie zawsze kara jest odpowiednia i jedynie słuszna. Chyba jesteś bardzo młoda osobą z bardzo minuuusowym doswiadczeniem życiowym. Masz czelność gardzić kimś, kogo nigdy nawet na oczy nie widziałaś a tylko opierasz sie na kilku zdaniach wyrwanych z 20 lat życia. Współczuje też Twoim partnerom. Za kazdy bład będziesz chodzić w tango ?



Śpisz czy myślisz co odpowiedzieć ?

21

Odp: Moje życie na zakręcie...

No przecież, ze się nie rozwiedziesz, bo to nieodpowiedzialne smile odpowiedzialne jest za to poniżanie, bicie i chlanie smile a dziecko niech patrzy, co Cie to obchodzi. To Ty nie wiesz co piszesz, mam 26 lat, w tym 20 żyjąc z takim potworem jak Ty, dlatego tez gotuje się we mnie w środku, gdy mam świadomość, ze jakieś dziecko cierpi... nie zamierzam już z Toba rozmawiać, bo jak to się mówi "nie kloc się z idiota, bo ściągnie Cie na swój poziom i pokona doświadczeniem" zegnam.

22

Odp: Moje życie na zakręcie...
Magdazzz napisał/a:

nie zamierzam już z Toba rozmawiać, bo jak to się mówi "nie kloc się z idiota, bo ściągnie Cie na swój poziom i pokona doświadczeniem" zegnam.

Zwykły banał, dobry tekst  ( zresztą już "obstukany" i nadajacy się na OBECNE DYDKOTEKI A NIE NA TAKIE FORUM) i nic poza tym.
Nie chcesz rozmawiać, pisać bo nie masz nic do powiedzenia. Z 26 lat 20 przezyłaś w meczarni, jesteś uprzedzona i raczej malo obiektywna.
Powinnaś udzielać się u psychologa a nie na takim forum. Ktoś to czyta i bardzo często opiera się na wpisach tutaj zawartych.
Podejrzewam Ojca-alkoholika, masz jakieś doświadczenia w tym temacie z własnych związków ?

Pamiętaj na przyszłość (!), nie obrażaj nikogo, kto na to nie zasługuje, nikogo, kogo przypadkowo spotkasz i nikogo, o kim niczego nie wiesz bo może się to obrócić przeciwko Tobie. Twoja wypowiedź o glupocie,pokonywaniu, poziomie i doswiadczeniu pasuje tutaj jak swini siodło !!! Ewentualnie do Ciebie :-(

23

Odp: Moje życie na zakręcie...
Magdazzz napisał/a:

No przecież, ze się nie rozwiedziesz, bo to nieodpowiedzialne smile .

Nawet wszystkich postów w tym wątku nie przeczytałaś ze zrozumieniem. Szkoda sad

24

Odp: Moje życie na zakręcie...

Jak już powiedziałam - obraza ze slow bydlaka nie rusza mnie. Szczerze współczuje Twojemu dziecku bo na to nie masz żadnej linii obrony,nie wspominasz, jakby go nie było. Miałam zamiar poczytać Twoje posty, gdzie pewnie robisz z siebie męczennika, ale nie chce zwymiotować, tak działają na mnie hipokryci. Swoja droga jak ja mam isc do psychologa, to co mam Tobie polecić?? chyba tam gdzie powinieneś być, nie idzie się dobrowolnie....

25

Odp: Moje życie na zakręcie...

I jeszcze jedno... nie ze wszystkim się z Toba nie zgadzam smile w  100% zgadzam się z nickiem smile i nie prowokuj mnie gadka typu : nie chcesz gadać, bo nie masz nic do powiedzenia, po prostu nie ma z kim smile tyle w temacie.

26 Ostatnio edytowany przez przegrany73 (2012-06-04 00:42:09)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Nie obraziłem Cie i nawet nie miałem takiego zamiaru ! Reaguje na Twoje ataki bo to jest normalne dla każdego człowieka.
Nic o mnie nie wiesz !!! Nic nie wiesz o mojej byłej (prawnie) zonie !!! Oceniasz ludzi na podstawie własnych trudnych, dziecinnych lat.
Wiesz jak bolesna jest złosliwość, wredota, słowa ?
Ja "polecę" banałem i prostackim tekstem, myślę jednak, że to do Ciebie dotrze.
Wiesz ile zjesz a, że mało jesz ...    Resztę dopowiedz sama


PS
Zacząłem czytać Twój temat, miałem rację, że chodzi o Ojca

Widzę teraz, że rozmowa z Tobą na moje problemy nie ma najmniejszego sensu. Najzwyczajniej na swiecie nie jesteś obiektywna. Współczuje Ci bo wiem o czym piszesz w swoim temacie.
Też mam Ojca alkoholika.
Myslisz, że alkoholizm to moja wymówka ? Może to żona zwala całe zło wspólnego życia na wódkę ? Ja byłam taka bo piłeś  !!! Zdradziłam, bo piłeś !!!
Szczerze Ci współczuję, mam nadzieję, że znajdziesz partnera godnego Ciebie i Twojego zaufania. Ojcu wybaczysz, tak samo jak ja.
O swoim Synu nie wspominam tutaj z innych przyczyn, nie On był powodem tego tematu

27

Odp: Moje życie na zakręcie...

A czego mam się po Tobie spodziewać, tylko prostactwa smile a Ty nie oceniasz? z góry zakładasz, ze nic nie wiem o życiu. Ale Twoja opinie mam w .... nosie smile wiec daruj sobie, nie atakuje nikogo bez powodu, a swoim gadaniem tylko potwierdziłeś, ze mam racje. Na tym zakończę, bo i tak poświeciłam Ci zbyt wiele czasu:)

28

Odp: Moje życie na zakręcie...

Bardzo dobrze, poczytaj sobie i nie życzę Ci, żeby kiedyś Twój syn mial takie dylematy...

29

Odp: Moje życie na zakręcie...

Dlaczego tak "płasko" mnie traktujesz ? Prostactwo ? Gdzie to wyczytałaś ? Proszę Cię Kobieto. Jesteś baardzo agresywna !!!
Serio rozumiem Twoje żale ale za Twojego Tate nie mogą odpowiadać inni !!! Czy w kontaktach ze znajomymi tez jestes taka " nakręcona" ?

30

Odp: Moje życie na zakręcie...

a wiec tak, ty:
piles
biles
ponizales- to przez 17lat
wedlog twojej zony byla kobieta
 
a ty uwazasz ze ona:
zdradzala
teraz cie rani slowami i czynem
tak??

jestescie po rozwodzie, mieszkacie razem a wiec jedno mnie interesuje do czego ty dazysz??
zona twierdzi ze chcesz o nia sie starac i wrocic a czy fakt ze cie nie kocha to nie jest mur nie do przebicia?

31

Odp: Moje życie na zakręcie...

Powyższej wypowiedzi nie będę komentował. To nie jest takie proste jak napisała syla135 i nie jest prawdą.



Nie będę się już udzielał w tym wątku, napisałem to co miałem napisać i tyle. Jest to zgodne z prawdą
Nie zawsze winna jest tylko jedna strona.
Przyznam jednak, że alkohol miał tu rolę decydującą i działał on destrukcyjnie nie tylko na mnie ale też na Żonę, co wywoływało u Niej takie a nie inne zachowania.

32

Odp: Moje życie na zakręcie...

No proszę, w końcu jakieś słowa skruchy, szczerości, lepiej późno niż wcale. Nie, w kontaktach ze znajomymi,  osobami mi bliskimi nie jestem w żaden sposób agresywna ani słownie ani fizycznie. Jak mogłabym to robić osobom na których mi zależy?? (ale jesteś osatnia osoba, którą powinnam to pytać) posiliłam się nawet na to to, by i Twój watek przeczytać. Powiedz mi proszę jak to jest... przez kilkanaście lat nie ma się świadomości, ze robi się źle i naprawdę trzeba wszystko stracić, żeby coś dotarło? czy wcześniej nie miałeś przebłysków, by może coś zmienić? pytam o to, bo zawsze dreczylo mnie to pytanie, czy np mój ojciec zastanawiał się czasem czy to może w nim tkwi problem, czy naprawdę uważał, ze wina jest wszystkich dookoła ale nie jego. A jak jest teraz? nie pijesz już? czy jakbyś dostał druga szanse od zony, postępowałbyś inaczej? czy to tylko chwilowe oświecenie? wiesz, ja wszystko rozumiem.... każdy popełnia błędy. Ale w głowie mi się nie mieści by przez 17 lat popełniać te same i nic nie zmienić.

33 Ostatnio edytowany przez przegrany73 (2012-06-04 21:40:27)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Ależ uparta ( w pozytywnym sensie) z Ciebie osóbka.

Moja odpowiedź na temat założony przez Żonę nie miała na celu wybielanie się czy też okazywanie skruchy.
Stwierdziłem tylko, że nie jest tak do końca jak opisała Zuzanka.
Na ataki ( które po przeczytaniu Twojego tematu uważam za uzasadnione) odpowiadałem atakiem bo większość ludzi tak jest skonstruowana.

Powiem Ci, że ma się świadomość czynionego zła. Nie ma się jednak świadomości kresu, granicy wytrzymałości drugiej strony.
Kac alkoholowy to nic w porównaniu z kacem moralnym.
Jesteś osobą współuzależnioną, byłaś kiedyś na terapii ?
Alkoholizm, bez względu na to co Ty uważasz jest chorobą. Wygrzebać się z tego bez wsparcia jest prawie niemożliwe, większego lub mniejszego, bo zależy to też od charakteru pijaczyny.
Śledź mój temat, tam zapewne znajdą się głębsze wywody alkoholika.
Nie pisz więcej proszę, że ja cokolwiek tłumaczę moim alkoholizmem bo tak nie jest i nie było. To raczej Żona zwalała wszystkie błędy  (i Jej i moje) na alkohol.
Jest to bardzo dobra i bardzo medialna wymówka dla kogoś kto chce coś zakończyć.
Mojego wielkiego pijaństwa było 10 lat. Co z resztą czasu ?
Żona miała więcej powodów do rozwodu po 10 latach małżeństwa niż obecnie.

Drugą szansę mówisz ?  Ja powiem, kolejną.
Ludzie się sami nie zmieniają, ludzi zmieniają wydarzenia zaistniałe w ich życiu.
Straciłem jedyne dobro jakie dostałem od dorosłego (czytaj pełnoletniego) życia. TAK !!!, przez alkohol, bo praktycznie te pierwsze 10 lat doprowadziło do tego gdzie teraz jestem. Pozostałe lata to tylko konsekwencja tych pierwszych ale jednak te lata też miały miejsce i też trwały bardzo długo.

Teraz oddałbym resztę mojego pijackiego życia za NORMALNY rok z Nimi

Dobra, nie ten temat.

Zapraszam Cię do śledzenia mojego tematu, prosząc jednak o konstruktywną dyskusję a nie tylko zaczepki.

34 Ostatnio edytowany przez Magdazzz (2012-06-04 22:00:47)

Odp: Moje życie na zakręcie...

Nie chce iść na żadną terapie. Ledwo napisałam to wszystko anonimowo, kasowałam i pisałam od nowa, ogromne emocje wywolalo we mnie samo pisanie o tym, a co dopiero opowiadanie na żywo. Nie chce już wracać do tych wspomnień. Postaram się powstrzymać swój wzburzony temperament i nie komentować zaczepnie Twojego wątku. Co do tego co pisałeś... kac moralny powiadasz... no miałeś tego moralniaka na jak długo, żeby za chwile zrobić to samo? ma się poczucie wyrządzonego zła, ale póki druga osoba to znosi, można robić tak dalej? takie miałeś założenia? jaki teraz stosunek do Ciebie ma Twój syn?

35 Ostatnio edytowany przez przegrany73 (2012-06-04 22:21:12)

Odp: Moje życie na zakręcie...
Magdazzz napisał/a:

Nie chce iść na żadną terapie. Ledwo napisałam to wszystko anonimowo, kasowałam i pisałam od nowa, ogromne emocje wywolalo we mnie samo pisanie o tym, a co dopiero opowiadanie na żywo. Nie chce już wracać do tych wspomnień. Postaram się powstrzymać swój wzburzony temperament i nie komentować zaczepnie Twojego wątku. Co do tego co pisałeś... kac moralny powiadasz... no miałeś tego moralniaka na jak długo, żeby za chwile zrobić to samo? ma się poczucie wyrządzonego zła, ale póki druga osoba to znosi, można robić tak dalej? takie miałeś założenia?

Powiem Ci, ze terapia czasami daje dużo, nie musisz mówić, nikt Cie do tego nie zmusi. Posłuchać profesjonalisty, innych współuzależnionych jednak warto.
Ja też nie chciałem iść, bo wstyd, bo co ja powiem, bo to takie małe miasteczko, bo ja nie jestem alkoholikiem bo ... i tak strzeliło 10 lat.

Moralniaka miałem do kolejnego zachlania i tak od początku

Byłem ostatnio na takim mitingu AA.
Był temat ( tak mniej więcej) "Czy i za co się wstydzisz będąc zdrowiejącym alkoholikiem"

Nie uważam się się za zdrowiejącego alkoholika bo do tego etapu to mi wiele brakuje.
Nie wstydzę się alkoholizmu bo to tak gdybym sie wstydził np. grypy
Wstydzę się za to, że przechlałem swoje życie
Wstydzę się tego, że życie ze mną było mordęgą dla moich bliskich
Wstydzę się, że nie słuchałem rad mądrzejszych ode mnie
Wstydzę się za ludzi, którzy nie uważają alkoholizmu za chorobę

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moje życie na zakręcie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026