Witam, zakładam ten wątek aby dostać jakieś rady... Otóż, jakieś 3lata temu poznałam w internecie bardzo sympatycznego chłopaka. Od razu przypadliśmy sobie do gustu, rozmawialiśmy że sobą dnie i noce. Wymienialiśmy się zdjęciami... Gdybaliśmy o spotkaniu, do którego, niestety, nigdy nie doszło gdyż ja nie miałam środków na wyjazd, w dodatku jestem jeszcze niepełnoletnia a rodzice nigdy nie zgodziliby się na taką podróż (mieszkamy jakieś 300km od siebie). Co do jego przyjazdu do mnie, odpuściliśmy sobie to na start, gdyż ja nie miałam sposobności go przechować a uznaliśmy że przyjechać spotkać się na parę godzin jest bezsensu bo się sobą nie nacieszymy. Odłożyliśmy to na wakacje, gdy będę miała 18lat i będę mogła sama do niego przyjechać. Wszystko układało się wspaniale. Rozmawialiśmy na ten temat mnóstwo czasu, pieszcząc każdy szczegół. Zaoszczędziłam pewną sumę pieniędzy, która miała mi starczyć na wyjazd, jednak coś stanęło nam na drodze... Zachorowałam i to dość poważnie. Zaczęły się wtedy wyjazdy do szpitali na drugim końcu Polski, gdyż specyfika choroby nie pozwalała mi się leczyć w własnym mieście bo zwyczajnie większość lekarzy nigdy nie miało z taką chorobą do czynienia... Mój chłopak zrozumiał powagę sytuacji i wydaje mi się że próbował mnie wspierać jak się dało ale tylko na początku. Moje wyjazdy do szpitali bardzo źle się na nas odbiły. Utrudniały nam kontakt. Raz zdarzyło się nam że pojechałam do szpitala a kilka godzin przed wyjazdem zepsuł mi się telefon. Kontakt mieliśmy tylko dzięki temu że w szpitalu były komputery i mogłam do niego napisać smsa albo posiedzieć chwile na GG. Jednak kontakt był bardzo mizerny, gdyż często się mijaliśmy a jeśli wpadliśmy na siebie to często dochodziło do sprzeczek bo ja długo nie mogłam siedzieć a on często odpisywał po 10-15minutach, lub ja nie żegnałam się z nim i tylko wyłączałam swoje GG bo pielęgniarki wołały mnie na badania... Jednak jak wróciłam trochę odżyliśmy jednak dość często byłam bardzo przygnębiona nową sytuacją. Moje samopoczucie też było nie najlepsze. Chciałam o tym rozmawiać z nim. On ze mną rozmawiał, pocieszał mnie i wspierał. Do czasu. Od jakiegoś miesiąca jest okropnie między nami. Praktycznie w ogóle on się mną nie interesuje. Nie rozmawiamy przez telefon, chyba że ja się do niego dobijam. Nasze rozmowy jak wcześniej trwały po kilka godzin teraz ledwo kilka minut... Często się kłócimy. Ja często chcę rozmawiać o nowej sytuacji bo jest mi strasznie źle że tak się stało. On jednak nie chce, non stop mówi że ja się tylko nad sobą użalam. Ostatnio postawił jakąś nową zasadę że mam nie wspominać o chorobie, bo on o tym nie chce rozmawiać chyba że coś nowego się stanie, często mówi że jego nudzą te rozmowy bo gadamy ciągle o jednym i tym samym... Bardzo mnie krzywdzi tym. Próbowałam mu wytłumaczyć że po prostu przerasta mnie nowa sytuacja i potrzebuje jego wsparcia. Mówi że wspiera mnie ale nie będzie o tym rozmawiać. Przez ostatnie kilka tygodni nasz kontakt przez GG również się bardzo popsuł. Wcześniej zawsze było tak że rano rozmawialiśmy przez telefon, później cały dzień na GG a przed spaniem znowu przez telefon. Teraz telefon odpadł a na GG on cały czas mnie olewa. Odpisuje mi co 15/30 min lub po kilku godzinach. Nie pisałabym o tym gdyby to była pojedyncza sytuacja... To się ciągnie od dłuższego czasu. Próbowałam rozmawiać z nim o tym ale zawsze twierdzi że on nic nie robi, że wyolbrzymiam a jeśli nawet zdarzy mu się mnie olać to tylko dlatego że załatwia ważne sprawy, pytam jakie ważne sprawy - nie chce mi powiedzieć. Wychodzi z domu non stop, nie mówi gdzie ani do kogo, wraca późnymi wieczorami. Strasznie się denerwuje bo często czekam na niego na GG lub dzwonie a u niego teraz odzewu. Między nami nie ma tej samej czułości co kiedyś. Codziennie się kłócimy, później nie odzywamy się do siebie przez kilka dni. Boję się że on po prostu stracił mną wszelkie zainteresowanie lub, co gorsza, znalazł sobie u siebie inną... Ostatnio wspominał że tęskni za seksem i ogólnie za kontaktem fizycznym... Wiem że on jako facet ma swoje potrzeby jednak ja mu na to nie mogę nic poradzić, mój wyjazd do niego spadł na drugi plan bo na wakacje mam już zaplanowany wyjazd do szpitala... Nie wiem nawet na ile. Boję się że już go straciłam, wiem że dalej mu na mnie zależy bo często jak się kłócimy on pierwszy wyciąga do mnie rękę na zgodę ale przerażają mnie myśli że mnie zdradza. Nie wiem też czy jest sensu ciągnięcia tego gdy nie wiem kiedy mogłabym do niego pojechać a nie chce żeby się ze mną męczył, w końcu to już 3lata.. To wszystko zaczyna mnie przerastać. ![]()
Podobne tematy
też przez trzy lata byłam "zakochana" w chłopaku który mieszkał ponad 1000 km ode mnie. dzień w dzień po kilka godzin rozmawialiśmy, kiedy się kłóciliśmy wyłam [!] po nocach bo nie wyobrażałam sobie życia be tego chłopaka, wszystko mi go przypominało, WSZYSTKO. Zawsze starałam się celebrować jego urodziny, ważne chwile, wspierać go przed egzaminami, więc po tych 3 burzliwych latach, kiedy pomimo tego, że bywał u rodziny 70 km ode mnie w mieście w którym studiuje i nie wspomniał nawet o spotkaniu, a na moje prośby reagował że trzeba kiedyś i koniec tematu, kiedy po kolejnej kłótni o to, że nie ma dla mnie już tyle czasu zniknął bez słowa na miesiąc, nie raczył napisać mi nawet wszystkiego najlepszego na fb w moje urodziny pomimo, że był dostępny, ba nie dawał znać kiedy i czy w ogóle będzie, postanowiłam, że to koniec.
jakież było moje zdziwienie kiedy przed końcem wakacji napisał, że wrócił, że było fajnie, że nie miał czasu... i że tęsknił.
zaproponowałam spotkanie, zgodził sie........ miałam 3 zawały przed bo bałam się jak to wyjdzie i co?
i nic. przyjechał całkiem niepozorny chłopak ( zdjęcia baaaaaaaaaaardzo kłamały ) który kompletnie nie wiedział co mówić, co robić, jak spędzić to spotkanie, musiałam sama w obcym mieście znaleźć knajpę i zagadywać przez dwie godziny.
jeszcze się pocieszałam, że wygląd to nie wszystko, że tyle nas łączy a on nawet nie zapytał czy wróciłam do domu.
te spotkania to była jedna wielka farsa bo cały czas sobie wmawiałam, że jak się lepiej poznamy to coś się ruszy bo przecież tak nam dobrze było razem... miesiąc po definitywnym zakończeniu znajomości z Y poznałam REALNEGO X i od tego czasu nawet nie mysle o Y nawet pomimo tego, że kilka razy się jeszcze odzywał ;]
zakończ to bo nic z tego nie będzie. krzywdzisz tylko siebie tym czekaniem i proszeniem się. napisałam Ci to wszystko, żebyś widziała, że sama nawet jeżeli się będziesz bardzo starać to niczego nie zbudujesz.
jesteś chora, 300 kilometrów to 3 godziny drogi, chłopak poświęciłby jeden dzień, wyruszył rano i na 10 moglibyście iść spokojnie na kawe pogadać a o 14 wyruszyć do domu ( przecież 'pierwsze' randki nie trwają cały dzień ) ale trzeba chcieć.
Hmmm, bardziej chodzi mi o to że skoro wcześniej się nie spotkaliśmy (a było parę okazji) to teraz ten cel już jest nieosiągalny. Mógłby do mnie przyjechać i parę razy mi to proponował mimo że ja odrzucałam tą propozycję, myśląc że lepiej jest się spotkać na dłużej. Ogólnie te 300km to nic ale on musiał jechać by busem lub pociągiem a żadnego bezpośredniego do mnie nie ma i z 3h robi się trochę więcej godzin. A korzystając np. z innej siatki połączeń trudno było by mu dojechać i zajęło by to więcej niż kilka godzin. W dodatku ja jako uczennica i niepełnosprawna miałabym zniżki na przejazdy a on musiałby płacić już całą cenę. Właśnie dlatego stwierdziliśmy oboje że rozsądniej będzie kiedy ja pojadę do niego, bo mogłabym przyjechać nawet na te 2tygodnie ferii lub 2miesiące wakacji. Kiedy było wszystko zaplanowane to pokrzyżowało się przez chorobę, która mnie strasznie krępuje i nie chce żeby on widział mnie w tym stanie, już niedługo szykuję się na operację i bardzo stresuje mnie nowa sytuacja. On mówi że to rozumie ale ostatnio chwyta się wszystkich innych możliwych zajęć niż rozmowa ze mną. Teraz wydaję mi się że on już się nudzi w tym związku(mimo że zawsze mamy o czym rozmawiać i nigdy nudą w rozmowie nie wiało), strasznie go denerwuje fakt że chcę często rozmawiać o chorobie, nowej sytuacji w jakiej się znalazłam, nawet zaczynanie z nim takiego tematu zaraz kończy się kłótnią i obrażaniem się. Czuje że on chce znaleźć sobie kogoś z kim mógłby nadrobić kontakt fizyczny i po prostu się pobawić a to mnie najbardziej boli. ![]()
Wiesz 3 lata wisieć tylko na telefonie to mi też by się znudziło. Ile on ma lat? Pracuje? Bo jakoś nie przemawia do mnie tłumaczenie że nie mogliście się spotkać przez te 3 lata. Sa hotele, są tanie noclegi. mógł przyjechac na weekend i zostać w którymś z tych miejsc. Nie wyobrażam sobię związku na odległośc a już na pewno związku nie związku, bo to co uskuteczniasz z nim to nie można nazawać zwiazkiem. Każdy oprócz rozmów ma swoje potrzeby..Nie wierze że facet siedzi 3 lata i klika.....a na dodatek nie mając żadnej perspektywy na to że Cie kiedykolwiek ujrzy
Wiesz 3 lata wisieć tylko na telefonie to mi też by się znudziło. Ile on ma lat? Pracuje? Bo jakoś nie przemawia do mnie tłumaczenie że nie mogliście się spotkać przez te 3 lata. Sa hotele, są tanie noclegi. mógł przyjechac na weekend i zostać w którymś z tych miejsc. Nie wyobrażam sobię związku na odległośc a już na pewno związku nie związku, bo to co uskuteczniasz z nim to nie można nazawać zwiazkiem. Każdy oprócz rozmów ma swoje potrzeby..Nie wierze że facet siedzi 3 lata i klika.....a na dodatek nie mając żadnej perspektywy na to że Cie kiedykolwiek ujrzy
3lata to dużo ale jeśli mam w to głębiej wejść to na początku bardzo się polubiliśmy, było duże zauroczenie. Pierwszy rok to było taki jakby wolny związek, czuliśmy do siebie pewne uczucie oraz przywiązanie, tęsknotę ale ani ja ani on się w to nie angażowaliśmy i każde z nas hasało u siebie jak sam chciał. Oboje korzystaliśmy z życia. Dopiero po jakimś roku, kiedy kontakt zaczął się powiększać, coraz częściej rozmawialiśmy, zaczęliśmy sobie odpuszczać niektóre imprezy, częściej przesiadywaliśmy na kompach byleby ze sobą popisać, wówczas wyznaliśmy sobie miłość i takie tam. Wtedy zrezygnowaliśmy z poprzedniego układu i wdrążyliśmy nowy, normalny związek na odległość. Tak minął nam jakiś czas aż zaczęliśmy gdybać o spotkaniu i umówiliśmy się że ja przyjadę do niego bo on miałby sposobność abym mogła u niego zostać na jakiś czas. Wybieraliśmy różne terminy ale umówiliśmy się że najlepiej będzie na wakacje, kiedy jest ciepło, można się wybrać w wiele miejsc i jest dużo czasu wolnego. Było już wszystko zaplanowane, pieniążki odłożone a wtedy pojawiła się choroba, mocno mnie zaatakowała. I teraz jestem zmuszona przełożyć ten cały wyjazd gdyż nawet jeślibym chciała to moje zdrowie na to nie pozwala bo choroba jest bardzo nieobliczalna i muszę poczekać aż się trochę ustatkuje, nie chce do niego jechać i nie daj boże tam zasłabnąć czy cokolwiek innego ani też paradować jak urwana co dopiero ze szpitala. On mi proponował spotkanie ale ja odmawiałam bo widziałam lepsze wyjście, teraz choroba wszystko mi utrudnia. Mam problemy w szkole przez częste absencje, staram się nadrobić wszystko. Weekendy mam zajęte przeważnie nauką. Próbuje wszystko co w mojej mocy aby ten rok szkolny zaliczyć mimo że jest cholernie trudno, jestem myśli że jakby on teraz przyjechał to zachwiałby mnie emocjonalnie a na to nie mogę sobie pozwolić. Wakacje już mam zaplanowany wyjazd do kliniki. On teraz też nie bardzo ma jak przyjechać bo skończył szkołę i mu się gorzej powodzi. Ja rozumiem w pełni jego potrzeby i niejednokrotnie o tym rozmawialiśmy i mówił ze woli poczekać na mnie niż z inną obcować.
Boję się że ten stan rzeczy może się utrzymać a nawet pogorszyć i wtedy naprawdę nie będzie żadnej możliwości na spotkanie i nie wiem czy go nie zostawić dla jego własnego dobra...
Vanith,
Ja wyznaje zasadę, że dla chcącego nic trudnego.
Mnie i mojego byłego też dzieliło 300 km i nie stanowiło dla niego to żadnego problemu. Potrafił przyjechać z rana jednego dnia i tego samego dnia wieczorem jechać z powrotem.
A uwierz, że to nie była zwyczajna eskapada dlaczego?
Po pierwsze pracuje w firmie w której słowo urlop jest traktowane jako zagraniczne i nieznane
Po drugie żeby dojechać do mnie musiał najpierw dojechać 50 km ze swojego miasteczka do miasta w którym jest dworzec. Następnie jechać 3,5-4,5 godziny pociągiem ( w zależności jaki przewoźnik ).
Pominę już to, że musiał wstawać co najmniej o tej 4 żeby dojechać do miasta głównego ( o PKS mógł zapomnieć ) więc namów teraz jakiegoś znajomego żeby wstawał tak wcześnie i Cię zawiózł, później nie mógł bo zwyczaje się to nie opłacało.
No i oczywiście nie można zapomnieć o kosztach takiej eskapady.
Biorąc pod uwagę, że jesteś chora to tym bardziej powinien chcieć przyjechać i być przy Tobie Saaraa dobrze Ci radzi, zerwij to i to szybko bo to nie prowadzi do niczego dobrego. 3 lata tylko wirtualnej znajomości to trochę mało, a mówić można wiele, ja z moim pierwszy raz spotkaliśmy się po około 5 miesiącach znajomości.
Uważam, że był to optymalny czas, po pierwsze dlatego, że miałam poczucie, że jako tak znam już tego człowieka ( na tyle na ile można poznać wirtualnie) ,a drugiego po takim czasie oboje mieliśmy już parcie na spotkanie w końcu w którąś stronę znajomość musi iść nie może strać w miejscu, a takie pisanie do niczego nie prowadzi.
Szczerze mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić taki związek bez spotykania się w ogóle niby mam faceta, ale tak naprawdę go nie mam.
Nie wiem czemu ale teraz jak się pytam czy by do mnie przyjechał to twierdzi że już się umówiliśmy że ja mam przyjechać i on na mnie poczeka. Z jednej strony to dobrze a z drugiej źle. Próbowałam parokrotnie z nim o tym rozmawiać to za każdym razem twierdzi że on na mnie poczeka i przetrzymamy ten cały okres aż będziemy mogli się spotkać. Proponował nawet różne plany na przyszłość jak np. przeprowadzka do niego na studia ale to dopiero najwcześniej za 2lata. A kiedy próbuje z nim zerwać to zazwyczaj wywiąże się kłótnia a później po paru godzinach już jesteśmy pogodzeni bo każde z nas się łamie, chyba tego nie potrafię zrobić. ![]()
O matko...
Kobieto nie żal Ci młodości? Nie czujesz, że marnujesz swoje najpiękniejsze lata na wirtualną miłość? Nie chciała byś teraz mieć przy sobie faceta, który Cię wspiera w chorobie, który trzyma za rękę i szepta do ucha, że wszystko będzie dobrze? Faceta, który do szpitala przychodzi z wiązanką kwiatków i soczkiem? 3 lata straciłaś na związek, który opiera się na kilku minutach rozmów!
Kobieto sama pomyśl: gdyby mu zależało to by nawet całą Polskę przejechał, byleby Cię odwiedzić w szpitalu i wesprzeć. A prawda jest taka, że jego już ta znajomość z Tobą męczy i Ciebie też męczy, tylko na siłę chcesz sobie wmówić, że wszystko będzie dobrze jak się spotkacie. Guzik prawda! Gdyby chciał już dawno byście się widzieli.
9 2013-05-06 00:37:04 Ostatnio edytowany przez babieniedogodzisz (2013-05-06 00:42:29)
Niestety popieram w 100% moją przedmówczynie.
Szkoda życia i czasu, młodość masz tylko jedną, nie marnuj jej, naprawdę jak facetowi zależy to potrafi zrobić wiele.
Jakby chciał to by przyjechał, a skoro tego nie robi to znak, że ma Cię gdzieś.
Bo tekst, że poczeka na Ciebie jest śmieszny biorąc pod uwagę fakt iż pisałaś, że jeszcze trochę leczenia Cię czeka, a logiczne jest to, że od razu po leczeniu nie pojedziesz do niego potrzebny jest jakiś proces rekonwalescencji etc. i wszystko się wydłuży o kilka tygodni jak nie miesięcy.
Widzisz ja z moim eks przed pierwszym spotkaniem można powiedzieć, że w pewien sposób tęskniliśmy do siebie dlatego oboje dążyliśmy do spotkania, nie do pomyślenia moim zdaniem jest sytuacja żebyście przez 3 lata znajomości się nie widzieli, gdzie pocałunki, przytulenie, zwykła czułość, to bardzo ważna strefa związku w zasadzie niezbędna.
Może on ma coś do ukrycie, dlatego tak to odwleka, internet i znajomość wirtualna daje duże możliwości każdy tam jest anonimowy i jest tym kim chce być a niekoniecznie tym kim jest.
Wiecie co,kiedyś u Ewy Drzyzgi zobaczyłam "kochanego" z netu!To była kobieta i do tego oszustka!
Oczywiście naciągała na pieniądze-wymyślając historie z 1000 i 1 nocy!
Wymyślała setki powodów,dla których nie może spotkać się w realu!
Jednym słowem-bądźmy czujni!