Hej
Witajcie ![]()
Piszę ponieważ mam pewnego kolegę, ale to zacznę od początku...
Otóż znamy się z Adamem od szkoły średniej, zawsze mieliśmy dobry kontakt, zwłaszcza pod koniec szkoły, w 3ej i 4ej klasie. Grywaliśmy razem w piłke, chodziliśmy na imprezy, na zakupy do większych miast itd. Po ukończeniu szkoły nadal utrzymywaliśmy kontakt ale już nie tak dobry, no może jeszcze przez rok ale było coraz gorzej, Ja pracowałem oraz studiowałem i miałem mniej czasu, a on tego nie rozumiał, twierdził głupio że go olewam. A dodam że jest to prosty chłopak, szkołe średnią (w której był niski poziom) ledwo zdał na dwójach, także żaden orzeł ale ułożony grzeczny chłopak. Kiedy on sam poszedł do pracy i się spotkaliśmy przyznał mi, przyznał że rozumie jak miałem kiedy zacząłem studiować i pracować. Ale przez ten czas nasz kontakt się nieco urwał (miałem po prostu dość jego towarzystwa) do tego był lekko zazdrosny o to że dorwałem dobrze płatną i niezbyt męczącą prace, oraz że miałem dziewczynę. On tego nie miał, tyko wiecznie narzekał oraz mi wypominał czego to Ja nie mam a on nie ma niczego, ani pracy ani dziewczyny. Jedynie co się widywaliśmy to na piłce, kiedy to graliśmy wraz z innymi kolegami (czasami, czasami, sporadycznie wychodziliśmy wraz z naszym kolegą na piwo, ale to moze ze 2 razy się zdarzyło wciągu całęgo roku, i raz było ok a raz nie)
Później dorwał pracę ale w magazynie, i tak do dziś tam już któryś rok z kolei zasuwa, ma tam swoje towarzystwo, z magazynu. To z nimi imprezował przez dłuższy czas. Ale ostatnio coś się zmieniło, chciał odnowić kontakt, jakby zrozumiał że z tamtą ekipą nie ma co się kumać, no i przyznał mi i mojemu koledze że nas zaniedbał itd. no i tak
Owszem ma ciężką pracę ale właśnie tu zaczyna się ten mykes.
Ostatnio nawiązaliśmy znowu kontakt, Adam stwierdził że zrozumiał że z tamtą ekipą nie ma co się kumać bo lubią wszczynać bójki itd. no i przyznał mi i mojemu koledze że nas zaniedbał itd. no i tak pojechaliśmy obaj na zakupy, do kina i było w miare ok, ale później dobilismy sie w barze i mocno się wcieliśmy.
Raz też go odwiedziłem, po prostu przyjechałem do niego rowerem a ten już (choć skacowany bo po jakiś urodzinach) to chciał coś imprezować. Odmówiłem mu bo miałem inne rzeczy na głowie.
Pare dni temu ustawiliśmy się na grilla u kumpla przed domkiem, Ja zaoferowałem się jako kierowca bo i tak musiałbym się jakoś dostać do kolegi na wioskę. Po drodze zajechałem jeszcze po Adama, jak się okazało ten był już po przynajmniej 3ech piwach, nasmrodził mi piwskiem w aucie no ale dobra. Stwierdził że po grillu wrócimy do niego i coś wypijemy bo jak on to powiedział "bo Ty jak wypijesz to jesteś fajny"... ???#&^*%!*% no kurde, a jak nie to nie jestem ???
Na grillu Adma pił wódkę i piwo, efekt jest oczywisty, nie zataczał się ale zdrowo podpił. I zaczęło się, ponad pół godzinne narzekanie na robotę, jak to on nie ma źle w pracy, jak tam cięzko, ŻE SIĘ ZWOLNI!!!
I do tego teksty w moją stronę:"Ty przynajmniej masz lekką pracę, masz czas żeby usiąść czy na smsa odpisać".
Na co Ja mówię: "stary masz z tym jakiś problem ? to se poszukaj innej pracy, mniej absorbującej, może znajdziesz taką gdzie będziesz miał lżej. I odwal się od mojej roboty, mamy się tu wszyscy użalać nad Tobą ?" (bo tak to wygląda, jakby chciał żeby każdy płakał jak to on ma źle). I każdy mu mówi, złóż CV do paru firm i zobaczysz co się wydarzy. Gość jakby wogóle nie ogarniał, jak grochem o ścianę, że złożenie CV nie oznacza że musi się od razu zwolnić, no nic, kompletnie nic! On na to że nie zwolni się bo nie jest tak źle... xD no załamać ręce, jakby z murzynem rozmawiać. Przed chwilą mówił jak to jest mu źle i ciężko i że sie zwolni, że trzeba uciekać za granicę a za chwile co innego. Wszyscy zaczęli już się z niego podśmiewywać bo widzieli co on pierdzieli za głupoty.
I z takim człowiekiem przy wódce nie idzie wysiedzieć i normalnie jak ludzie na poziomie porozmawiać bo będizie Cię zamęczał tematem tylko o pracy, będzie nawijać jakby to była najciekawsza i najcięższa praca pod słońcem (w której On daje sobie radę ale jest mu baaaardzo ciężko). Do tego jeszcze słucham że Ja biore te samą pensję a mam lżej. Kurde, mówię, "dyrektorem jestem że tak pierd**** ? no to daj mi spokój, informatyk w mojej firmie ma 6 tys brutto a się zwalnia bo mu mało". No i do tego przy wszystkich usłyszałem od niego że "pierd**ę głupoty, że nie możliwe żeby ktoś tyle zarabiał za siedzenie przy komputerze... no po prostu załamka. Wychdziłoby na to że mam najmądrzejszego kolegę na świecie, który wie najlepiej ile kto zarabia, a informatyk który mi i jeszcze wspólnemu znajomemu (nie z firmy) nagadał po prostu głupot xD No ręce załamać.
A i na koniec odwiozłem ładnie Adama, a kiedy powiedziałem że pojadę już po prostu do domu i się położę, że jutro mam szkołę i że nie będę u niego spał to ten bez słowa wyszedł z auta i trzasnął drzwiami....
Co Ja mam w takiej sytuacji zrobić ? zwyczajnie jak mam w zwyczaju olać go i nie imrpezować z nim ? unikać tematu wspólnych imprez i tylko grywać w piłę z naszą ekipą ? czy może coś innego, bo już sam nie wiem...