Jak w temacie. Rok temu urodził się nam syn. Na początku było normalnie , obowiązki, duzo pracy zmęczenie ale i wspólne spacery, rozmowa.
Od jakiegoś czasu mąż poprostu mnie nie widzi. Liczy sie tylko syn. Sam chodzi na spacery, gdy zaproponuje to odpowiada że możemy iść razem ale niekoniecznie.
Gdy dziecko idzie spać to on też się kładzie i odwrócony plecami zasypia tłumacząc się że rano musi wstać do pracy.
W ogóle ze sobą nie rozmawiamy na tematy inne niż dziecko.
Ostatnio stał sie agresywny i wulgarny w stosunku do mnie. Po wiekszej kłótni grozi że mi zabierze dzieciaka i że nic go przy mnie nie trzyma za wyjątkiem syna.
Ale czara goryczy przelała się gdy oznajmił mi że cytuję,, jakbys dziecku zrobiła jakakolwiek krzywde chcący czy nie chcący ł utopił bym cię w kiblu , nasrał na łeb i spuścił w kanalize,,.
Czy znacie takie przypadki opetania? Dodam że jestem dobrą matką i nie krzywdze mojego dziecka.