Doskonale mnie rozumiesz! Dziękuję za słowa otuchy. Jesli chodzi o to, czy mi ciężko, to tak, bardzo. Niestety u mnie to sie powoli zamienia w fobię, codziennie o tym mysle i o tym, jak znowu dojdzie do sytuacji w ktorej zostane zlekceważona i porównana przez nia do jej syna, znowu wygarnie mi ze musze sie z wiekszej ilości rzeczy dokształcić bo moja obecna praca to za mało.
Boli mnie, że ona mi tego nie powiedziała raz i delikatnie, ale ciagle. Ciagle czepia się moich zarobków i gada o pieniądzach (mój mąż zarabia więcej niz ja i chyba ona mysli, ze to jest równoznaczne z tym, że wszystko jest na jego glowie - nic bardziej mylnego!)
Jedno trudno mi przyjąć: to, że mimo tego, że teściowa wiele razy mówiła, że muszę jeszcze zrobić to, zrobić tamto, i bym przypadkiem w ciążę nie zaszła przed zmianą pracy na lepszą....i że wtedy zaczynam mieć doła...to mąż mimo że to widzi i ma jej dość, i tak NA PEWNO za tydzien czy dwa odpisze jej i przyjmie jej zaproszenie by ją odwiedzic, BO mu jej żal.
Gdyby mój ojciec czy matka jego obrażali, na pewno bym ich nie odwiedziła. Kiedyś opieprzył ją za to, że znowu mi doradza z pracą i życiem, po czym ona zdziwiona na nastepny raz że przyjechał beze mnie i zaczela go prosić by na nastepny raz przyjechał ze mną. Pytanie tylko, po co. Przecież widzę, że ona nie może znieść faktu mojego bycia z nim.
Uważa mnie za gorszą i daje temu wyraz w ten sposób, aby oficjalnie nie było się do czego przyczepić bo żadne obraźliwe słowa nie padły i jej syn de facto nie ma czego zacytować nawet, by jej udowodnic jak bardzo jest nieprzyjemna chwilami. To są tak zwane zbrodnie w białych rękawiczkach "krew wypije, dziury nie zrobi". Tak, aby mi poszło w pięty, ale dla osób trzecich wyglądało jak żarty i niedopatrzenie, jak to, że komus się coś "wyrwało".