Od razu powiem, że problem nie dotyczy mnie. Jedna z moich wartościowych znajomych utkwiła od 6 lat na utrzymaniu mamy, w domu. straciła pracę, gdzies tam popilnuje dzieci, gdzieś tam dorobi. Od imprezy do piwa, a lata lecą. Nie jest to osoba łatwa, jednak jest mi bardzo droga. Drugi przypadek-bliska rodzina. Po studiach wróciła moja daleka kuzynka do domu, do mamy rencistki. Na małą miejscowość, w której autobusy nie jeżdzą.
Oczywiście pracy nie znalazła. Choruje jeszcze na boreliozę, więc wszystkie moje propozycje aktywizacji(przyjedz do nas, ponoś podania) zbywane są :nie i wytłumaczeniem, że to praca nie dla niej. Oczywście to nie moja sprawa, jednak martwi mnie co będzie dalej. Mama będzie utrzymywac jeszcze kilka lat, a jak zdrowie jej osłabnie, albo nie daj Bóg umrze? To kto wtedy da na chleb?Rodzenstwo ma swoje rodziny i swoje sprawy. Nikt nie lubi pouczania, a choć wiem jak beznadziejnie jest z pracą, to nie mogę patrzec na to że ktos marnuje sobie zycie. Oba przypadki są niereformowalne.
1 2013-03-28 11:18:37 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-03-28 11:23:21)
Podobne tematy
2 2013-03-28 12:47:30 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-28 12:49:52)
Takie przypadki to jakis chcialoby sie rzec parszywy schemat, efekt ksero jak nie w rodzinie to wsrod znajomych.
Taki ten pierwszy schemat jak opisalas to praktycznie wypisz wymaluj moja jz, ktora to nie tyle uziemiona przez matke, co sama zapuscila korzenie na matkowiznie - odwrotnosc ojcowizny.
Ma marna rente inwalidzka, mamunia lodowke zapelni, cos tam sama zarobi z AVON-u, z tipsow i etc., i jest gicio. Ale wlasne zdanie, by pojsc do pracy to "ani mi sie kobieto waz".
Nie wiem skad sie takowa mentalnosc bierze, bo jak siegam pamiecia, to zeby zjadlem by cos wbic do tej zakutej glowki jz, ze tak sie nie da zyc i musi cos zrobic ze soba by nie zfiksowac.
Widocznie z terapia sie spoznilem o kilka lat albo nie te medykamenty stosowalem.
Sam jestem tym typem faceta z miasta, wychowanym i dorastajacym poniekad na wsi i "osiasc" tam na "wlosciach" zony moglem, ale to "ale" bylo tak duze, ze nie tyle sam sie tym czasowym marazmem bezczynnosci dusilem, co doktoranckim niemal marazmem zwanym podejsciem do zycia u zony.
3 2013-03-28 13:51:43 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-28 13:58:50)
Wydaje mi się, że to taka wygoda i wyuczona bezradność.
Ja tam nie wierzę, że nie ma pracy jak się chce pracować i się jej przez lata NAPRAWDĘ szuka.
A że wiele osób szuka tak, żeby nie znaleźć....
Ja pracuję od 19-go roku życia i naprawdę nigdy nie miałam takiej sytuacji, że chciałam pracować, a nie było gdzie i jak.
Częściej było tak, że ktoś mi proponował, a ja nie chciałam, bo miałam już inne zlecenia.
Już na studiach pracowałam w swoim zawodzie, kiedy inni znajomi dopiero roznosili ulotki, czy bawili dzieci.
I nie mówię, że każdy musi zaczynać od tego, coby chciał robić docelowo.
Dobrze nawet i ulotki ponosić w czasie studiów, ale robić COKOLWIEK.
Mam taki przypadek w rodzinie. Facet przed 40-tką, który przepracował w całym swoim życiu.... 2 lata.
Siedzi w domu i biadoli. Oczywiście jest na utrzymaniu rodziców, którzy nie znają pojęcia "twarda miłość" i pewnie żadnego ultimatum mu nigdy nie postawią, bo "jak to tak synka z domu wyrzucić, skrzywdzić?"
Dla niego zawsze coś jest nie tak. Zawsze nie ma takiej pracy, jakiej on szuka. Tylko sam w sumie nie wie, czego szuka. Gwiazdki z nieba chyba.
Nie kumam takiego podejścia. A im dłużej się jest bez pracy, im bardziej puste CV, tym potem gorzej.
Ja nie wierzę, że ta osoba z mojej rodziny, którą opisuję, znajdzie kiedykolwiek pracę i się w niej utrzyma dłużej niż rok. On ma strasznie ciężki charakter, wszystko jest zawsze na "nie".
A wynika to wszystko z niskiej samooceny.
To takie pozorne poczucie wyższości, tak naprawdę wynikające z poczucia niższości. Bo niby mówi, że tu do pracy nie pójdzie, bo przecież ma wyższe wykształcenie i co to on nie jest, ale tak naprawdę on po prostu sam tak się nisko ceni, że nie wierzy, że nawet w kiepskiej pracy (poniżej jego kwalifikacji) by mu się coś udało.
Ktoś to kiedyś dobrze ujął: "Co z tego, że z wykształcenia jesteś inżynierem/historykiem/budowlańcem, skoro z zawodu jesteś kanapowcem, który nigdzie nie pracował"
I taka jest prawda. Nie dziwię się pracodawcom, którzy nie chcą zatrudniać ludzi, którzy wiecznie nigdzie nie pracują, bo to źle rokuje.
No chyba, że ktoś miał 2-3, nawet 4-letnią przerwę na wychowywanie dzieci. Leżał w szpitalu albo miał inną ważną przerwę w życiorysie zawodowym, to okej. Ale jeśli nie pracował długo, bo nie, to jest to podejrzane.
Smutne to. Kiedyś próbowałam pomagać tej osobie z mojej rodziny, tłumaczyć, przekonywać, ale już mi się znudziło.
Widać są ludzie, którzy lubią być w życiu nieszczęśliwi... Niech zatem będą.
Ciekawy problem poruszyłaś. Obserwuje takie zjawisko od wielu lat u różnych osób z rodziny/znajomych.
Moja ciotka - całe życie na "wychowawczym" jedynaczki. Jej się udało, mąż wypracował emeryturkę, córka skończyła studia... sielanka!
...ale widziałam ten schemat u innych. Matka całe życie nie pracuje, więc co się syn będzie przemęczał, od tego jest ojciec. Argument, że nikt go nie zechce do pracy z pustym CV i zaawansowanym wiekiem, chłopak puszcza mimo uszu.
Znam też bardziej niefortune przypadki - gdzie takie osoby pasożytują na innych, jest ciągłe pożyczanie, ciągle jest jakaś "wyjątkowa" sytuacja, a to choroba, a to coś w szkole trzeba zapłacić, itd.
Tłumaczenie, gadania, doradzanie nic nie daje, można tylko patrzeć się jak takie osoby staczają się.
Strasznie to przykre.
Zwłaszcza jak widzi się przypadek osoby wartościowej, bezrobotnej z "nieszczęsliwego wypadku". Drugi przypadek- jej dobrze jagody i grzyby zbierać. No tysiac w sezonie, ale poza sezonem...I jeszcze ta choroba:(
6 2013-03-28 16:04:07 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-28 16:08:45)
Moja ciotka - całe życie na "wychowawczym" jedynaczki. Jej się udało, mąż wypracował emeryturkę, córka skończyła studia... sielanka!
Nie znam sytuacji Twojej cioci, ale myślę, że jest jednak różnica między osobami niezaradnymi i marudzącymi, że "tak by chcieli", ale nie mają pracy, a takimi które świadomie nie pracują, bo nie muszą, nie lubią, czy zajmują się czymś innym.
Mimo, że zawsze od liceum pracowałam i spełniałam sie w tym, to w coś takiego akurat sama chętnie bym weszła
... choć z drugiej strony nie wiem, chyba jednak nie. Bo ja chyba po prostu lubię pracować, lubię czuć adrenalinę, lubię jak coś ode mnie zależy... Choć teraz jestem w ciąży i niedawno rzuciłam pracę na jakiś czas, żeby trochę zwolnić tempa, to jednak wiem, że do niej kiedyś wrócę.
Ale jeśli ktoś sobie w rodzinie ustala taki podział, że mąż pracuje, a żona zajmuje się dzieckiem i domem (albo na odwrót) i każdej ze stron to pasuje, to spoko. Nie widzę przeszkód. Wiele osób potrafi dbać o siebie, o swój rozwój mimo, że na stałe nie pracują.
Jakbym miała bogatego męża, albo sama była bogata "z urodzenia" to myślę, że bym sobie pracowała całe życie dorywczo, brała jakieś pojedyncze zlecenia i miała czas na podróże, przyjemności i też fajnie.
Mam taką znajomą, ma męża który zarabia kokosy i ona jest taką nowoczesną house-wife - zadbana, mądra, wykształcona, pewna siebie, ale nie pracuje, bo nie musi. I spoko. Jak ktoś tak potrafi i lubi to popieram.
Nie jestem zwolenniczką zaharowywania się na amen, ale leniwego siedzenia w domu, zwłaszcza w wykonaniu ludzi bezdzietnych, którzy nie mają na nic kasy, ale jęczą, że nie mają i takiego "wyłudzania" kasy od biednych starych rodziców na rentach, to już nie rozumiem za Chiny...
Zwłaszcza jak widzi się przypadek osoby wartościowej, bezrobotnej z "nieszczęsliwego wypadku".
A możesz sprecyzować na czym polega ten "nieszczęśliwy wypadek" w tym przypadku? bo rozumiem, że to ta osoba, która miała pracę a ją straciła i od 6-ciu lat nie pracuje?
Mam wrazenie,ze bardziej Ty autorko ubolewasz nad zyciem znajomych niz one same..... ![]()
Malina na tym to polega, zasiedzą się, przyzwyczają a potem szkoda iśc do pracy, bo zycie jest takie piękne...
czasami pojawia się też strach przed pracą, przed oceną innych ludzi w nowym miejscu, a im dłużej się jest bez pracy, tym mniejsze poczucie własnej wartości i większy strach. Czasami ktoś naprawdę chce pracować, ale podświadomie wyszukuje problemów i jest jak jest. Nie każdy umie się przełamać, ale często życie do tego zmusza niestety, a może na szczęście.
Malina na tym to polega, zasiedzą się, przyzwyczają a potem szkoda iśc do pracy, bo zycie jest takie piękne...
Rozumiem ,ale kazdy ma prawo zyc jak uwaza.Nawet jezeli dla nas wydaje sie to absurdalne ,złe ,nie własciwe.
11 2013-03-29 12:23:25 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-03-29 12:26:39)
Ponieważ sama przeszłam terapię doradzania, wtrącania się, to tego nie robię. Nie dyskutuję z nimi na te tematy , to co napisałam na forum to moje myśli. O aktywizacji mojej kuzynki wspomniałam raz, więcej tematu nie było. Koleżanka jest osobą trudną, kuzynka wytłumaczy się chorobą-grochem o ścianę. Masz rację, to nie moja sprawa. To sprawa ich matek, że na to kasę sypią.
ktos tu pisał o utrzymywaniu zon przez mężów-jeżeli im taki model pasuje, to czemu nie. Jednak emeryturę dostanie sie po mężu, a rentę po mamie już nie. W tym różnica. I te cholerne polskie myslenie:mi się nalezy. Z mopsu, z gopsu, a potem dwie lewe ręce do roboty, bo na wszystko się dostanie.
Ponieważ sama przeszłam terapię doradzania, wtrącania się, to tego nie robię. Nie dyskutuję z nimi na te tematy , to co napisałam na forum to moje myśli. O aktywizacji mojej kuzynki wspomniałam raz, więcej tematu nie było. Koleżanka jest osobą trudną, kuzynka wytłumaczy się chorobą-grochem o ścianę. Masz rację, to nie moja sprawa. To sprawa ich matek, że na to kasę sypią.
ktos tu pisał o utrzymywaniu zon przez mężów-jeżeli im taki model pasuje, to czemu nie. Jednak emeryturę dostanie sie po mężu, a rentę po mamie już nie. W tym różnica. I te cholerne polskie myslenie:mi się nalezy. Z mopsu, z gopsu, a potem dwie lewe ręce do roboty, bo na wszystko się dostanie.
Zeby zmienic to o czym piszesz to trzeba było by zaczac od edukacji pt ;jak wyglada normalna rodzina i podac jej wzorce oraz naprawic system opieki spolecznej,który jest nastawiony na dawanie pieniedzy, a nie pomaganie i edukowanie osób z wyuczonym nie radzeniem sobie w zyciu.Pewne wzorce wynosi sie z domu ,jest na to przyzwolenie,a reki doklada do tego MOPS.Dlatego to nie ludzie sa winni ,a system,który pozwala na takie zachowania.Edukacja na wiele tematów dotyczacych zycia w rodzinie jest u nas pod zdechlym azorkiem.Alkoholizm ,narkomania przemoc to chleb powaszedni w dzisiejszym swiecie>jednak rzucanie jakis sloganów i udawania ,ze sie cos z tym robi nie zmieni tego co jest juz na wielka skale w naszym kraju.
Jezeliktos mnie nie krzywdzi ma prawo zyc jak chce ![]()
13 2013-03-29 14:15:55 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-03-29 14:20:59)
może powiem inaczej, gdybym miała wrócić na wieś, do rodziców rencistów, to bym próbowała wszystkiego na tych studiach, aby się zaczepić w mieście:(
nokiaaa no to nic tylko wydać je bogato za mąż ![]()
nokiaaa napisał/a:ktos tu pisał o utrzymywaniu zon przez mężów-jeżeli im taki model pasuje, to czemu nie. Jednak emeryturę dostanie sie po mężu, a rentę po mamie już nie. W tym różnica. I te cholerne polskie myslenie:mi się nalezy. Z mopsu, z gopsu, a potem dwie lewe ręce do roboty, bo na wszystko się dostanie.
Zeby zmienic to o czym piszesz to trzeba było by zaczac od edukacji pt ;jak wyglada normalna rodzina i podac jej wzorce oraz naprawic system opieki spolecznej,który jest nastawiony na dawanie pieniedzy, a nie pomaganie i edukowanie osób z wyuczonym nie radzeniem sobie w zyciu.Pewne wzorce wynosi sie z domu ,jest na to przyzwolenie,a reki doklada do tego MOPS.Dlatego to nie ludzie sa winni ,a system,który pozwala na takie zachowania.Edukacja na wiele tematów dotyczacych zycia w rodzinie jest u nas pod zdechlym azorkiem.Alkoholizm ,narkomania przemoc to chleb powaszedni w dzisiejszym swiecie>jednak rzucanie jakis sloganów i udawania ,ze sie cos z tym robi nie zmieni tego co jest juz na wielka skale w naszym kraju.
Jezeliktos mnie nie krzywdzi ma prawo zyc jak chce
Teraz już niekoniecznie dostaje się pieniądze za "nicnierobienie". Nie wiem czy tak jest w każdym ośrodku ale w tym mnie znanym, ludzie z problemem alkoholowym dostają kartki żywnościowe, bez możliwości wymiany na pieniądze, kobiety odpracowują pomoc pieniężną sprzątając w ośrodku, asystenci rodzin starają się nauczyć samodzielności, pomóc w znalezieniu pracy itd........nic za darmo.
Co do żon utrzymywanych przez mężów, akurat taką jestem i nie ma na razie opcji, żebym poszła do pracy. Pracodawca już po macierzyńskim, zapowiedział, że jestem do zwolnienia, miejscowość jest mała,dobrej pracy nie znajdę, dzieci są małe, chorują.....to nie jest takie proste wrócić na rynek pracy. Będę "kurą domową" dopóki będzie taka potrzeba i nie czuję się z tym źle, uwiera trochę świadomość, że gdybym chciała wrócić na rynek będzie trudno. Poza tym same korzyści, dzieci dopilnowane, zaopiekowane, mąż również, dom też ogarnięty. To że lubię być "kobietą domową" to chyba nie jest grzech? Pracowałam przez 15 lat teraz mam chwilę "zatrzymania". Jestem szczęśliwa.
Będę "kurą domową" dopóki będzie taka potrzeba i nie czuję się z tym źle, uwiera trochę świadomość, że gdybym chciała wrócić na rynek będzie trudno. Poza tym same korzyści, dzieci dopilnowane, zaopiekowane, mąż również, dom też ogarnięty. To że lubię być "kobietą domową" to chyba nie jest grzech? Pracowałam przez 15 lat teraz mam chwilę "zatrzymania". Jestem szczęśliwa.
Popieram. To samo pisałam kiedyś w naszym "teściowowym" wątku, że taki właśnie mam plan na najbliższe kilka lat, kiedy urodzę dziecko.
Po 10 latach harówki, dyżurów w świątek, piątek i niedzielę, wdrażam teraz filozofię "slow life" i zaczyna mi się podobać, wreszcie mam czas na rzeczy, na które do tej pory nie miałam...
Tylko zastanawiam się, ile tak wytrzymam, bo jednak przez te lata przywykłam do innej filozofii, że "pracować trzeba".
Zawsze można zmienić nieco kierunek pracy i zamiast na etacie, popracować trochę na "śmieciówkach"
Jeśli oczywiście ma się tego typu wykształcenie/umiejętności. Ale raczej z każdym zawodem da się uczynić, by stał się bardziej..... wolny ![]()
18 2013-03-29 18:26:48 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-29 18:49:39)
Ja całe życie na śmieciówkach
w "wolnym" zawodzie, ale do tej pory to był taki "wolny", że niby wolny, ale w grafiku jesteś ![]()
Ale nie narzekam - sama się na to przez lata godziłam ![]()
Teraz zmieniłam firmę i sama sobie dozuję pracę i biorę, ile chcę...
są tylko śmieciówki w naszym państwie, jakaś kpina:(
etatowym bezrobotnym pannom małżeństwo nie w smak- przeciez dom to też praca i obowiązki!
etatowym bezrobotnym pannom małżeństwo nie w smak- przeciez dom to też praca i obowiązki!
ale bezpłatna.
nokiaaa napisał/a:etatowym bezrobotnym pannom małżeństwo nie w smak- przeciez dom to też praca i obowiązki!
ale bezpłatna.
Często za dach nad głową i utrzymanie, jeśli już w takich kategoriach rozpatrujemy dbanie o swój dom.
22 2013-03-30 01:00:00 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-03-30 01:01:32)
Popieram. To samo pisałam kiedyś w naszym "teściowowym" wątku, że taki właśnie mam plan na najbliższe kilka lat, kiedy urodzę dziecko.
Po 10 latach harówki, dyżurów w świątek, piątek i niedzielę, wdrażam teraz filozofię "slow life" i zaczyna mi się podobać, wreszcie mam czas na rzeczy, na które do tej pory nie miałam...
Tylko zastanawiam się, ile tak wytrzymam, bo jednak przez te lata przywykłam do innej filozofii, że "pracować trzeba".
Bywają trudniejsze dni, brakuje ludzi, monotonia, powtarzalność męczą ale bilans wychodzi na plus. Bałabym się zostawić dzieci z opiekunką, nie wyobrażam sobie tego zupełnie. Mam ten komfort, że mogę sama je wychowywać. Próbuję zająć się czymś innym, pomagam mężowi, "rozkręcać" firmę, bo całe moje dotychczasowe życie pracowałam. Czasem po kilkanaście godzin na dobę, trudno tak nagle wyhamować. Zmusiła mnie sytuacja zdrowotna w czasie ciąży, później pracodawca wyraźnie dał mi do zrozumienia, że mnie zwolni po powrocie, nie bardzo miałam wybór. Starałam się pracować zdalnie ale niekoniecznie tak się da, w moim zawodzie, zresztą pracodawca tego nie docenił. Po przeprowadzce dojeżdżałam do pracy kilkadziesiąt kilometrów, tutaj gdzie mieszkamy rynek pracy nie istnieje.......boję się co będzie za kilka lat, nie wykluczone, że zostanę "żoną przy mężu" choć to opcja najmniej atrakcyjna. Na razie szukam pomysłów na własny biznes
pożyjemy zobaczymy....
Bezpłatna?Bezpłatna.
Rozumiem ,ale kazdy ma prawo zyc jak uwaza.Nawet jezeli dla nas wydaje sie to absurdalne ,złe ,nie własciwe.
Też jestem tego zdania. Może tym osobom jest tak dobrze. Gdyby te osoby naprawdę narzekały na swój los to ja rozumiem, ale jeśli jest przeciwnie, to nie widzę problemu. Te dwie dziewczyny-kobiety są bezdzietne, więc praktycznie nikogo nie krzywdzą swoim podejściem do życia. Może jedynie siebie, ale Nokiaaa nie napisała, by były nieszczęśliwe. To jest takie właśnie układanie komuś życia, bo nam się nie podoba.
Ja np. jestem osobą, która kocha bycie samą. Wręcz potrzebuję chociaż kilku godzin samotności do normalnego funkcjonowania. Nie stronię od ludzi, mam nawet mężczyznę, ale żyję powiedzmy w odosobnieniu. I moi przyjaciele i znajomi nie mogą pojąć, że jak mogę być szczęśliwa. kiedyś próbowali uszczęśliwiać mnie na siłę, ale już przestali. Czasem niektórzy jeszcze coś wspomną, ale szybko milkną. Ci mądrzejsi może nadal nie rozumieją, ale zaakceptowali to.
Ten mój przykład jest po to, by pokazać, że to, że nam się wydaje, że ktoś powinien być nieszczęśliwy w danej sytuacji, tylko dlatego, że my byśmy byli, nie znaczy, że tak jest.
Jak już mówiłam nie ma tematu od 6 lat z koleżanką, a z kuzynką po powrocie ze studiów(tamten lipiec). I koniec.
Każdy lubi samotność, odpoczynek. ja sama mam ochote zamknąć mój cyrk.
Oczywiście, że każdy lubi trochę samotności, ale ja od kilku lat, żyję prawie jak pustelnik. A to jest wielka różnica.
27 2013-03-31 10:24:13 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-03-31 10:24:26)
No ale tu chyba nie tyle jest mowa o stylu życia jako takim, a o ....umiejętności radzenia sobie w tym materialnym świecie.
Nokiaaa nie napisała, że one sobie nie radzą tylko, że nie pracują. Może mają taki styl życia. To według nas stojących z boku może wyglądać, że sobie nie radzą, że się nie odnajdują w materialnym świecie. Ta jedna jak się nie mylę dorabia sobie, a druga siedzi na garnuszku mamy. Gdyby nokiaaa napisała, że one narzekają na swój los to by była inna sprawa, ale ja wywnioskowałam, że im jest tak dobrze. przynajmniej na chwilę obecną.
No musi być im dobrze, skoro tak żyją i nie narzekają.