Forumowicze, pomóżcie mi zrozumieć mojego męża, bo nie wiem czy nadal mam się łudzić, że będzie dobrze?
2 tygodnie po porodzie dowiedziałam się,ze mąż "nie kocha mnie tak jak kiedyś" i on nie chce być takim mężem, nie chce mnie w ten sposób krzywdzić,a ja go kocham, wiem ze ostatnio nie było między nami różowo, ale kryzysy się zdarzają. moim marzeniem było mieć ciepły dom, w takim się wychowałam, a mój mąż w 'zimnym domu" i twierdzi, że nie jest w stanie stworzyć ze mną ciepłego domu, a nie chce by nasze dziecko wychowywało się w takim domu jak on, ze rodzice się mijają. Twierdzi, że nie jest w stanie dać mi poczucia bliskości:(nic go w domu nie cieszy, ucieka, zamyka się w sobie, w ogóle ze mną nie rozmawia. Tak ogólnie, to dobry, uczynny człowiek,pomaga w zakupach, ugotuje, ale nic poza tym.
Ma wyrzuty sumienia,ze nie dotykał brzucha, nie był na usg (choć wiele razy go namawiałam, czy brałam jego rękę by zobaczył jak kopie), ale teraz nie robi nic,by to zmienić. Długo staraliśmy się o to dziecko, ale byłam bez wsparcia. Teraz chciałby oddelegować nas do moich rodziców, bo tam będziemy mieli lepiej niż z nim. on chce zostać sam, bo sam się musi pozbierać. A niedawno powiedziłl mi,ze zanim mnie poznał, kaleczył się, bo byl samotny, nikt go nie chcial. i boje siw,ze nawet jak wyjadę na trochę, i mąż się nie pozbiera sam,bo do terapeuty nie chce iść,to boje sie ze sobie cos zrobi. nie potrafie go zrozumiec!
Na początku była sielanka, kochający ideał,ale jak ja miałam problemy w pracy,to sie zaczeły kłótnie, nie doceniałam go...
Potem starania o dziecko nas nie zbliżyły, musiałam przejść operacje i byłam tak zafixowana na ciążę,ze nic do mnie nie docierało i wtedy usłyszałam,ze on nie chce teraz dziecka,tak mnie to zabolało,że w złości wykrzyczałam, czy mam sobie szukać innego tatusia, dlaczego mi to robi w takim momencie! Oczywiscie bym tego nie zrobiła,ale słowa wryły się w pamięć, coś w nim pęklo i to był koniec. Potem powiedział mi na terapii małżeńskiej,ze chodziło o to ze nie, kiedy jest między nami tak źle. ale po moich słowach poczuł się jak wtedy, gdy robił sobie krzywdę, zamknął się na mnie. Poszlismy na terapie i w międzyczasie zaszłam w ciąże.Balam się, ze przez emocje które targały mną na terapii stracę ciążę. Zamknęłam się na rzeczywistość i ocknęłam się 2 tyg po porodzie, jak mój mąż schudł w 2 tyg. 20kg, bo myyślał, ze po narodzinach dziecka się coś zmieni w stosunku do mnie, a tu nic, terapeutka u której byliśmy mu nie pomogła i teraz chce rozstania,by się pozbierać, nie chce tracić kontaktu ze mną i dzieckiem,ale twierdzi ze powinien być sam,bo nie nadaje się do związku.A ja go kocham i boję się o niego i o dziecko, czy kiedyś mi wybaczy, ze straciłam szanse na stworzenie domu z moich marzeń?Czy mogę jakoś do męża dotrzeć?Może faktycznie musi zejść na dno, by się odbić?