netkobietyWszystkie działy
Samotność

Rozstanie i zmiana podejścia

10 odpowiedzi4 396 wyświetleńzałożony przez spanielek, 13.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Rozstanie i zmiana podejścia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Rozstanie i zmiana podejścia

Hmm to mój pierwszy post, więc wypadałoby najpierw przedstawić się. Mam na imię Piotrek, 23 lata, Olsztyn.
Kilka miesięcy temu rozstałem się z kimś kto był moim spełnieniem marzeń. Nie mógłbym prosić o więcej. Długie blond włosy, szczupła, śliczna z twarzy, jasna cera. No po prostu aniołek. Z charakterem trochę gorzej (straszne fochy, olewanie, złość itd). Diabeł w ciele anioła. Ale czy ja jestem idealny? Na pewno nie. Powodem rozstania było to, że nie panowała nad sobą. Wzięła winę na siebie za to, że jest "potwore" jak to określiła. Zostały powiedziane pewne słowa, których nie dało się cofnąć i postanowiła, że to koniec. Straciłem kogoś nie do zastąpienia.
Mówi się - najlepszym lekiem na rany jest nowa miłość (oczywiście po jakimś czasie). To rzeczywiście prawda. Poprzednio byłem z kimś 1,5 roku, też rozstanie. Kilka miesięcy przerwy i spotkałem tę dziewczynę, o której wyżej mowa. Dzięki niej poczułem, że warto ryzykować. Poznałem kogoś kto wypełnił całą tę lukę. Nie była ona tylko zastępstwem (czego się obawiała moja ex). Była najcudowniejszą istotą pomimo swoich wad.

Jednak ta sielanka skończyła się. Zawsze było tak, że po jakimś niepowodzeniu wystarczył miesiąc, dwa, może trzy. I byłem w stanie szukać czegoś nowego. Teraz mija 6 miesięcy od mojego rozstania i dalej jestem sam. Co prawda próbowałem czegoś, ale bardzo szybko rezygnowałem. Chyba nie ma takiej dziewczyny, która by mogła mnie zatrzymać na choćby 1 dzień.

Moja ex odchodząc ode mnie zabrała część mnie. Nie potrafię wczuć się w cokolwiek. Uczucie przestaje mieć znaczenie. Ostatnimi czasy myślę tylko o przelotnych znajomościach. Bo niby jak mogę stworzyć związek nie angażując się? Z tymże jest jeden problem. Nigdy nie byłem fanem przelotnych znajomości. Zawsze liczyły się takie rzeczy jak zaufanie, szczerość, miłość, szacunek itd. Nie potrafię jednak przerzucić się na inny styl bycia.

Koleżanka mówi, że nie powinienem tak myśleć tylko brać życie garścią. Mówi, że jestem zbyt przystojny bym się tak marnował. No jestem zbyt skromny z charakteru, by tak o sobie mówić na co dzień, ale tym razem zrobię wyjątek- na pewno do brzydkich nie należę ^ ^.

Mijają miesiące i mijają też okazje na poznanie kogoś. Jest pewna dziewczyna pracująca w Tesco na moim osiedlu. Podobna charakterystyka do mojej byłej. Baaardzo ładna. Ma niebiański głos. Zagadała do mnie kiedyś, bo widziała mnie na uniwersytecie. Miło nam się rozmawiało choć krótko. Jest na pewno dziewczyną, która jako jedyna  przykuwa moją uwagę w tym bezuczuciowym okresie.

Zaczęły się jednak zmieniać moje plany i muszę wyjechać na kilka miesięcy. Staram się unikać jej, żeby przypadkiem do niczego nie doszło. Nie mógłbym zrobić tego sobie i jej. Przede wszystkim jej. Taka dziewczyna zasługuje na szczęście. Wyjazd na kilka miesięcy na pewno zepsułby wszystko. Jestem realistą i pesymistą (z natury i z wyboru)- staram się zakładać najgorszy scenariusz żeby nie było rozczarowania.

Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Jest we mnie wielka dziura. Nie czuję niczego choć minęło już tyle czasu. Jestem w kropce, bo nie potrafię dać komukolwiek uczucia.

Chyba znam przyczyny mojego podejścia. Irytacja, złość, niechęć, rozczarowanie, wysokie oczekiwania pod względem wyglądu (tak, wygląd przyciąga moją uwagę, ale tylko charakter może mnie zatrzymać na dłużej).

Nie wiem jak wybrnąć z tego. Czy naprawdę muszę się wyszaleć, by zapomnieć? Co zrobić by oderwać się od mojej byłej, która siedzi w mojej głowie i przesłania mi wszystko to, co mogłoby być dla mnie lepsze?

PS sorki za długi post ^ ^

2

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

chlopie ty nawet nie dajesz sobie szansy na nowyzwiazek i w taki sposob napewno nie zapomnisz.

3

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

Nic bardzo nie mozesz zrobic tylko czekac az przejdzie to co w Tobie siedzi . Nie szukaj miłosci na sile bo nie jestes na nia teraz gotowy  . Musisz po prostu przeczekac ten zly okres dla Ciebie i zadno " WYSZALENIE SIE "tu nie pomoze . Cale szczescie ze nie jestes z tych co 'zaliczaja' aby zapomniec , bo takich coraz wiecej .

4

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

No starałem się poznać kogoś, ale stałem się dość wybredny. Jedna za dużo piła, druga mnie nie poinformowała o czymś itd
Nie szukam na siłę. Sam wyżej przytoczyłem przykłady, że nie pcham się w głupie rzeczy. No ale wracamy do punktu wyjścia - nie daję szansy na coś nowego. No trudno...musi znaleźć się wyjątkowo ładna dziewczyna z odpowiednim charakterem. To sobie poczekam....

5

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

Nie szukaj dziewczyny podobnej do Twojej eks i nie porównuj każdej do niej. Zapomnij o niej i patrz na dziewczyny z szerszej perspektywy a nie tylko podobna, niepodobna itp. No i w sumie masz trochę racji, skoro musisz wyjechać to lepiej się w nic nowego nie pakować, żeby potem uniknąć niepotrzebnego cierpienia. Może tam na wyjeździe kogoś poznasz smile

6

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

Wiem, że to może brzmieć jak porównywanie do byłej, ale tak naprawdę chodzi o to by przeskoczyć wyżej. Mieć coś lepszego niż poprzednim razem, podnieść poprzeczkę.

7

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

Jasne... po kazdym upadku "podniesc poprzeczke, miec lepsza"...

a ma koncu najlepiej ksiezniczke z wieeeelka kasa, ktora padni ci do stop a ty w swej laskawosci przyjmiesz??

Moze na poczatek zrob porzadek z samym soba, ze swoimi obawami, problemami, oczekiwaniami. Dopiero wtedy szukaj dziewczyny.

Masz wyolbrzymione poczucie wlasnej wartosci a Twoja milosc wlasna zakrawa na uwielbienie osobiste. Ty jestes tym naj-we wlasnym mniemaniu-a dziewczyny zawsze maja jakas "skaze"...

8 Ostatnio edytowany przez malacialem_duzasercem (2013-04-05 22:59:55)

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia
spanielek napisał/a:

Mówi się - najlepszym lekiem na rany jest nowa miłość (oczywiście po jakimś czasie). To rzeczywiście prawda. Poprzednio byłem z kimś 1,5 roku, też rozstanie. Kilka miesięcy przerwy i spotkałem tę dziewczynę, o której wyżej mowa. Dzięki niej poczułem, że warto ryzykować. Poznałem kogoś kto wypełnił całą tę lukę. Nie była ona tylko zastępstwem (czego się obawiała moja ex). Była najcudowniejszą istotą pomimo swoich wad.

Miałam podobnie. Mój pierwszy 4 letni związek się rozsypał. Po 3 miesiącach spotkałam Jego (w sumie byłego) który przysłonił mi ten świat. Owszem było porównywanie, na początku jest zawsze i wiesz co mi się podobało? Że był przeciwieństwem tamtego.Tak też minęły prawie 3 lata, ale niestety nie myślał o mnie poważnie mimo swojego poważnego wieku. Zostawił mnie w najcięższej chwili mojego życia. Nie zdał testu "możesz polegać na mnie Kochanie, zawsze". Niestety...

spanielek napisał/a:

Jednak ta sielanka skończyła się. Zawsze było tak, że po jakimś niepowodzeniu wystarczył miesiąc, dwa, może trzy. I byłem w stanie szukać czegoś nowego. Teraz mija 6 miesięcy od mojego rozstania i dalej jestem sam. Co prawda próbowałem czegoś, ale bardzo szybko rezygnowałem. Chyba nie ma takiej dziewczyny, która by mogła mnie zatrzymać na choćby 1 dzień.

Nie ma recepty na to, ile czasu potrzebujesz na wyleczenie się. Muszą minąć tzw. 4 etapy rozstania , lęk, gniew, złość i smutek. U jednych trwa to miesiąc, u innych dwa, a u innych lata. Ale nie załamuj się tymi latami;)

Ja jestem po rozstaniu 1,5 miesiąca, wiem, że jest to jeszcze świeże, ale jest facet, któremu na mnie zależy. Niestety nie jestem jeszcze w stanie się otworzyć i nie zaiskrzyło u mnie na 100% bo wiem, że wina jest po mojej stronie, bo wiem, że się boję. Ale niczego nie przyspieszam i nie ponaglam. Jeśli mamy być to będziemy jeśli nie to trudno. W każdym bądź razie uznałam, że każdemu należy się SZANSA na bliższe poznanie.

Pamiętaj kto nie ryzykuje ten nie ma. Lepiej żałować, że coś się zrobiło, ale mieć czyste sumienie z racji wykorzystania szans, niż żałować tego czego się nie zrobiło i zastanawiać się co by było "gdyby".

spanielek napisał/a:

Moja ex odchodząc ode mnie zabrała część mnie. Nie potrafię wczuć się w cokolwiek. Uczucie przestaje mieć znaczenie. Ostatnimi czasy myślę tylko o przelotnych znajomościach. Bo niby jak mogę stworzyć związek nie angażując się? Z tymże jest jeden problem. Nigdy nie byłem fanem przelotnych znajomości. Zawsze liczyły się takie rzeczy jak zaufanie, szczerość, miłość, szacunek itd. Nie potrafię jednak przerzucić się na inny styl bycia.

Koleżanka mówi, że nie powinienem tak myśleć tylko brać życie garścią. Mówi, że jestem zbyt przystojny bym się tak marnował. No jestem zbyt skromny z charakteru, by tak o sobie mówić na co dzień, ale tym razem zrobię wyjątek- na pewno do brzydkich nie należę ^ ^.

Tak, jesteś przepełniony obojętnością. Z jednej strony marzysz o miłości, która przysłoni tamtą, z drugiej strony zastanawiasz się czy powinieneś, czy sam tego chcesz. Tak jak już pisałam, nie ma recepty czy to trwa miesiąc czy pół roku. Musisz dać sobie szansę. Posłuchaj koleżanki , bo dobrze radzi.

Ja nie mówię, żebyś każdej robił nadzieję, ale musisz dać komuś szansę, a jeśli nie zaiskrzy... trudno, musisz się przecież jakoś przekonać po kilku spotkaniach. Nie przekreślaj nikogo już po pierwszym spotkaniu.

spanielek napisał/a:

Mijają miesiące i mijają też okazje na poznanie kogoś. Jest pewna dziewczyna pracująca w Tesco na moim osiedlu. Podobna charakterystyka do mojej byłej. Baaardzo ładna. Ma niebiański głos. Zagadała do mnie kiedyś, bo widziała mnie na uniwersytecie. Miło nam się rozmawiało choć krótko. Jest na pewno dziewczyną, która jako jedyna  przykuwa moją uwagę w tym bezuczuciowym okresie.

Zaczęły się jednak zmieniać moje plany i muszę wyjechać na kilka miesięcy. Staram się unikać jej, żeby przypadkiem do niczego nie doszło. Nie mógłbym zrobić tego sobie i jej. Przede wszystkim jej. Taka dziewczyna zasługuje na szczęście. Wyjazd na kilka miesięcy na pewno zepsułby wszystko. Jestem realistą i pesymistą (z natury i z wyboru)- staram się zakładać najgorszy scenariusz żeby nie było rozczarowania.

Okej, a teraz dobra rada z życia wzięta. Moja przyjaciółka miała spotkać się z adoratorem. Niestety do spotkania nie doszło, ponieważ wyjeżdżał na delegację na miesiąc i również jak Ty stwierdził, że nie chce nikogo ranić tęsknotą i myślami. Bał się, że się zakocha i nie poradzi sobie podczas pobytu. Noi nie spotkali się,mieli nadzieję, że jak tylko wrócą to na pewno do spotkania dojdzie... teraz przyjaciółka poznała kogoś i jest szczęśliwa. A do spotkania nie dojdzie...

Jaki z tego morał ? Weź życie w garść i spotkaj się z nią. Skąd możesz wiedzieć jak to się potoczy. Tak jak pisałam, nie przekreślaj niczego po pierwszym spotkaniu. A skoro wyjeżdżasz, to spotkaj się normalnie z nią na stopie koleżeńskiej, jeśli coś z czasem będzie więcej to może będziesz do niej często przyjeżdżał, albo ona do Ciebie? skąd wiesz?:)

weź 4 literki z fotela i przekonaj się, żeby później nie było za późno!



spanielek napisał/a:

Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Jest we mnie wielka dziura. Nie czuję niczego choć minęło już tyle czasu. Jestem w kropce, bo nie potrafię dać komukolwiek uczucia.

Chyba znam przyczyny mojego podejścia. Irytacja, złość, niechęć, rozczarowanie, wysokie oczekiwania pod względem wyglądu (tak, wygląd przyciąga moją uwagę, ale tylko charakter może mnie zatrzymać na dłużej).

Rozumiem Cię doskonale, bo przez to przechodzę już drugi raz w życiu. Te uczucia to normalność. One miną, ale pozwól im minąć. Nie porównuj cały czas innych dziewczyn do byłej. Olej ją. Ona olała Ciebie , to udowodnij że stać Cię na lepszą kobietkę. Owszem wygląd się liczy, bowiem determinuje nas do kolejnych spotkań, ale otwórz się na poznanie kogoś. Na pierwszym spotkaniu nie miną te wszystkie odczucia po rozstaniu (sama wiem o tym) ale wierzę, że z czasem miną, bo mam zamiar dac temu człowiekowi chociaż szansę poznania siebie i jego. Jeśli po kilku spotkaniach nic z tego nie będzie to powiem mu, wiem, że będzie mu przykro, ale nie będziemy na tyle jeszcze ze sobą zżyci.

Nie analizuj niczego, nie wspominaj, nie myśl na zapas i nie przejmuj się. Żyj dniem dzisiejszym a wczorajszego nie rozpamiętuj. Czas leczy rany. Czas pokaże. Wszystko potoczy się własnym torem. Daj sobie tylko na ... zwyczajny luz psychiczny.

spanielek napisał/a:

Nie wiem jak wybrnąć z tego. Czy naprawdę muszę się wyszaleć, by zapomnieć? Co zrobić by oderwać się od mojej byłej, która siedzi w mojej głowie i przesłania mi wszystko to, co mogłoby być dla mnie lepsze?

Imprezy nie są metodą , aby zapomnieć. Spotykaj się z przyjaciółmi. Dbaj o obowiązki (praca, uczelnia czy cokolwiek tam masz). Posiedź sam w domu i zwyczajnie poleniuchuj, ale nie rozmyślaj! A impreza owszem wskazana, ale nie notorycznie:) Zobaczysz, że za jakiś czas napiszesz tu a sprawy potoczą się inaczej.


Trzymam kciuki psiaczq smile

9

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia

Czs leczy rany. Przekonasz się o tym. Po ostatnim rozstaniu także było mi ciężko ale...czas zrobił swoje. Pomyśl najpierw o sobie, nie szukaj a zostaniesz znaleziony, znajdź pasje na zapomnienie. Pozdrawiam

10

Odp: Rozstanie i zmiana podejścia
Bullinka napisał/a:

Jasne... po kazdym upadku "podniesc poprzeczke, miec lepsza"...

a ma koncu najlepiej ksiezniczke z wieeeelka kasa, ktora padni ci do stop a ty w swej laskawosci przyjmiesz??

Moze na poczatek zrob porzadek z samym soba, ze swoimi obawami, problemami, oczekiwaniami. Dopiero wtedy szukaj dziewczyny.

Masz wyolbrzymione poczucie wlasnej wartosci a Twoja milosc wlasna zakrawa na uwielbienie osobiste. Ty jestes tym naj-we wlasnym mniemaniu-a dziewczyny zawsze maja jakas "skaze"...

Hmm sory za wykop, ale chciałem coś napisać nowego i przypomnialem sobie, że już coś mam w tym temacie.

Moim problemem są WASZE problemy psychiczne. Coś mnie strzela jak każda dziewczyna, którą poznałem była o mnie chorobliwie zazdrosna pomimo tego, że nie szukam towarzystwa koleżanek. Głupi komentarz na fb, żarty z koleżanką z pracy itp - to były powody wielkich kłótni. Ale najgorsza jest hipokryzja. Zawsze patrzyły mi na ręce, gdy one chętnie korzystały z imprez itd. Masa kolegów itd. Tylko jak ja sobie pożartuję w pracy - kiła mogiła. Sory Bullinka, ale jeśli mam zrobić z tym porządek to nie dziękuję. Nie może być tak, że ktoś mi naskakuje i WYMYŚLA problemy. Byłem zawsze otwarty na wyjaśnienia, na dialog. Potrafię zrozumieć zazdrość i zawsze starałem się temu jakoś zaradzić. Znam waszą naturę. Ale chyba po dobremu z wami nie można.

Jaka miłość własna? O czym Ty pleciesz? Totalnie coś Ci się pomieszało/nie zrozumiałaś/zrozumiałaś inaczej. Pisałem wtedy o dziewczynie z moich snów. Nie laska 90/60/90 Playboy TM. Ja mogłem się na nią patrzeć i patrzeć, bo takie tototo śliczne było. Nigdzie nie pisałem jaki to ja nie jestem. Mam wiele wad. Wypunktowałem te złe rzeczy o jej kłótniach, bo to one odbijały się najmocniej. A były to tak naprawdę pierdoły z mojego punktu widzenia i próbowano przez to mnie oczerniać, gdy na to nie zasługiwałem. Chyba, że chcesz przyznać rację komuś komu odbija, gdy dowiaduje się, że żartowałem z koleżanką z pracy a sama UWIELBIA żartować i chodzić na imprezy i tańczyć z nieznajomymi, a potem muszę wysłuchiwać jak to "koleś chciał mnie przelizać". Mógłbym Ci mnożyć takie przypadki hipokryzji. I takie sprawy ciążyły na nas najmocniej.

Nie napisałem, że dziewczyny zawsze mają skazę. Znam świetne dziewczyny (są poza moim zasięgiem) i trudno im zarzucić cokolwiek.

Nie doczytałaś, nie zrozumiałaś, przekręciłaś. Po co to?

Od czasu pierwszego postu niewiele się zmieniło. Dalej jestem singlem. Chciałem kogoś poznać, ale po prostu nie czuję "mięty".

Jaki z tego morał ? Weź życie w garść i spotkaj się z nią. Skąd możesz wiedzieć jak to się potoczy. Tak jak pisałam, nie przekreślaj niczego po pierwszym spotkaniu. A skoro wyjeżdżasz, to spotkaj się normalnie z nią na stopie koleżeńskiej, jeśli coś z czasem będzie więcej to może będziesz do niej często przyjeżdżał, albo ona do Ciebie? skąd wiesz?

No nic z tego nie mogło wyjść. Ja wyjeżdżam za granicę co jakiś czas na długie miesiące. To nie miałoby sensu. Tak śliczna dziewczyna jak ona zasługuje na coś więcej wink


Może któraś z was powie jak zaradzić waszej zazdrości? Powiem, że zawsze stroniłem od towarzystwa koleżanek (zwyczajnie mógłbym was zanudzić, bo moje zainteresowania są typowo męskie). Moja ex przyznała, że gdyby była od samego początku związku przyzwyczajona do innych kobiet wokół mnie to by nie miała problemu (jej były miał koleżanki i nie było problemu). Problemem było to, że nie zawsze można unikać takich kontaktów - np w pracy. I wtedy smuteczek wielki. Foch z przytupem i obrotem. Może powinienem przestać martwić się o wasze obawy i po prostu przyzwyczajać do większej ilości koleżanek? Zawsze podkreślałem, że żadna kobieta nie jest w stanie mnie uwieść jeśli jestem w związku. Niech będzie to Angelina Jolie - nie podziała to na mnie. Taka konstrukcja. Jakoś to nie sprawdziło się w dwóch związkach yikes

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Rozstanie i zmiana podejścia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026