Mam to samo. Kiedy jednocześnie miałam niezakończoną sesję i bardzo duży stres na studiach, za mało snu, a dodatkowo kontuzję, i kiedy nie czułam się atrakcyjna fizycznie, zaczęłam mieć takie chwile, w których trzymanie emocji na wodzy okazało się wyzwaniem. Tak naprawdę potrzebowałam czasu dla siebie, ale bałam się powiedzieć o tym jasno, wyraźnie i głośno. I dalej spotykałam się z chłopakiem, chociaż coraz częściej z wyrzutami sumienia, że znowu przez cały dzień nie miałam ani chwili dla siebie.
Skończyło się wybuchem emocji (pretensje o jakieś drobiazgi + płacz). Jednym, drugim, trzecim, dziesiątym. Zaplątałam się tak, że nie umiałam ani poprosić o czas dla siebie, ani w pełni cieszyć się byciem w związku. Czułam się fatalnie. Tak, jakbym z każdym dniem niszczyła miłość coraz bardziej.
Po miesiącu powiedziałam: "stop". Umówiłam się z chłopakiem, że najbliższe 2 tygodnie spędzę sama, zajmę się nauką, zadbam o swoje ciało, odpocznę. Dziś jest tak naprawdę pierwszy dzień mojej "zmiany". I, powiem szczerze, bardzo mi to pomaga. Po raz pierwszy od dawna czuję "oddech".
Dziś chcę się wyspać, porządnie najeść świątecznymi przysmakami.
Później wezmę kąpiel, wybiorę się na długi spacer, zrobię porządek w domu.
Potem będę ćwiczyła, zadbam o ciało: wagę, cerę, paznokcie, włosy. I będę się uczyła, żeby zdać jeszcze kilka egzaminów na studiach. Poukładam sobie sprawy na uczelni.
Potem napiszę do kilku koleżanek.
Taki jest mój plan na najbliższe 1-2 tygodni i sposób na poradzenie sobie z takim problemem. Polecam wszystkim gorąco, to działa! 