Witam.
Mam niecałe 24 lata, półtora roku temu zdiagnozowano mi osobowość chwiejną emocjonalnie tym impulsywny. Wiem, że wiosna i jesień są okresami przejściowymi, w których mam się troszkę gorzej, jednak tym razem sytuacja jest nie do zniesienia. Jak tylko zrobi się trochę ładniej za oknem z jednej strony się cieszę, z drugiej strony jestem tak wściekła, że nie mogę nawet uspokoić oddechu. Mimochodem wszystko przewracam, zrzucam i cudem jeszcze niczego nie stłukłam (to czwarty dzień). Nie wspominając o tym, że drę się prawie na każdego, kto stanie mi na drodze - świadomość, że jestem tak trudna dla otoczenia jeszcze bardziej potęguje we mnie złość i koło się zamyka. Wróciły niegroźne, ale natrętne myśli samobójcze, mam również straszną potrzebę powrotu do samoagresji od której powstrzymuję się dosłownie siłą (chowając ręce do kieszeni). Oczywiście praca idzie trochę gorzej a drobne przyjemności, które bywają "lekiem na zło" tym razem praktycznie nie mają rezultatu.
Czy ktoś z Was ma podobny problem? Jak mogę sobie z tym poradzić? Boję się na samą myśl o tym, że przede mną teraz jeszcze tyle wiosennych dni...
Z góry dziękuję za odpowiedzi