netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

autoagresja

16 odpowiedzi7 576 wyświetleńzałożony przez blackcherry, 16.02.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: autoagresja

Witam wszystkich,

piszę teraz pod wpływem emocji, bo gdy się uspokoję to pewnie zabraknie mi odwagi, żeby napisać o swoim problemie.
Sytuacja wygląda tak, że nie potrafię panować nad agresją. Czytałam różne artykuły, próbowałam kilka sposób, ale w chwili złości to jest silniejsze ode mnie.

Najczęściej do takiego stanu doprowadza mnie mój związek. Ale od razy uprzedzam, że nie mam w sumie jakiś wielkich powodów by naprawdę mieć się o co złościć. Przykładowo, mój facet wychodząc gdzieś wieczorem zawsze się do mnie odzywa. Kilka dni temu wychodząc, nie dostawałam od niego żadnego znaku życia aż do dnia następnego. W końcu zadzwoniłam do niego i się dowiedziałam, że uznał że po prostu nie będzie do mnie pisał. Wiem, jest mi wstyd że taka głupota doprowadza mnie do takiego stanu...
Niestety objawia się to autoagresją. Zaczynam płakać, czuję wewnętrznie tak ogromną złość i ulgę sprawia mi tylko ból. Kiedyś trzy razy sięgnęłam po coś ostrzejszego i pocięłam nogę. Oczywiście nie da się ukryć raz, chłopak zobaczył i oczywiście obiecałam mu, że nigdy tego nie zrobię, dlatego do tego czynu już się nie posuwam. Lecz zamiast tego uderzam się z całej siły w głowę i inne części ciała.

Nie chce tego, wiem że to jest bezsensowne i nie prowadzi do niczego.
Nie mam pojęcia co mam zrobić, zawsze tak się kończy moja złość. Bardzo chciałabym mieć po prostu jakiś problem gdzieś głęboko, wkurzyć się, odłożyć telefon, włączyć fajny film i mieć wylane.

Musiałam się w końcu komuś wyżalić, bo nie mam z kim o tym porozmawiać. Za bardzo się tego wstydzę. Oczywiście, jeśli jesteście w podobnej sytuacji albo znacie kogoś z podobnym problemem to z chęcią wysłucham rad.

Pozdrawiam i dziękuję

2 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2013-02-16 19:44:35)

Odp: autoagresja

Witaj.
Problem z którym się zmagasz jest naprawdę poważny. Nie kontrolując swego zachowania może wyrządzić sobie krzywdę.
Pamiętaj , że ból przynosi ulgę tylko chwilową , blizny zaś zostają na długo , jeśli nie na zawsze.
Masz kłopot ze swoimi emocjami . Nie wiedząc w jaki sposób odreagowywać , postanowiłaś mścić się na swoim biednym ciele , które jest niewinne.
Musisz znaleźć coś co Cię od tego powstrzyma. Może przelewaj swoje uczucia na papier? To pomaga smile
Na pewno będzie Ci na początku ciężko , ale po jakimś czasie powiesz , że warto było.
Wypij od czasu do czasu melisę , zajmuj się swoim hobby i okaż sobie więcej uczucia.
Pamietaj , że w sytuacjach gniewu działasz impulsywnie. Musisz nad tym zapanować.
Pomóc może także terapia.
Nie daj się złości , ona nic dobrego nie przynosi wink.

3

Odp: autoagresja
blackcherry napisał/a:

smile

(...)piszę teraz pod wpływem emocji, bo gdy się uspokoję to pewnie zabraknie mi odwagi, żeby napisać o swoim problemie.
Sytuacja wygląda tak, że nie potrafię panować nad agresją. Czytałam różne artykuły, próbowałam kilka sposób, ale w chwili złości to jest silniejsze ode mnie.

Najczęściej do takiego stanu doprowadza mnie mój związek.

Kto jeszcze i jakie zdarzenia wywołują u Ciebie autodestrukcję? Od kiedy z tym masz problem?
Krzywdzisz siebie i karzesz, za czyjeś zachowanie wobec Ciebie, które uznajesz jako przejaw lekceważenia, braku zainteresowania.
To moim zdaniem, świadczy o bardzo niskim poczuciu wartości, kaleczysz się, bo chcesz wzbudzić zainteresowanie sobą.

Czujesz się niekochana, niedoceniana, czy spotkało Cię w życiu 'COŚ' złego i w ten sposób odreagowujesz?
Czemu chcesz się unicestwić? Poszukaj w pamięci...

Mnie cisną się tylko same pytania.
Bo jesteś taka młodziutka, a tyle w Tobie buntu, złości, gniewu, żalu...który kierujesz przeciwko SOBIE.
Pokochaj SIEBIE!

Pozdrawiam Cię serdecznie.    smile

4

Odp: autoagresja

Dziękuję wam bardzo za odpowiedzi

Suzan_444 napisał/a:

Witaj.
Problem z którym się zmagasz jest naprawdę poważny. Nie kontrolując swego zachowania może wyrządzić sobie krzywdę.
Pamiętaj , że ból przynosi ulgę tylko chwilową , blizny zaś zostają na długo , jeśli nie na zawsze.
Masz kłopot ze swoimi emocjami . Nie wiedząc w jaki sposób odreagowywać , postanowiłaś mścić się na swoim biednym ciele , które jest niewinne.
Musisz znaleźć coś co Cię od tego powstrzyma. Może przelewaj swoje uczucia na papier? To pomaga smile
Na pewno będzie Ci na początku ciężko , ale po jakimś czasie powiesz , że warto było.
Wypij od czasu do czasu melisę , zajmuj się swoim hobby i okaż sobie więcej uczucia.
Pamietaj , że w sytuacjach gniewu działasz impulsywnie. Musisz nad tym zapanować.
Pomóc może także terapia.
Nie daj się złości , ona nic dobrego nie przynosi wink.

Próbowałam pisać, ale w chwili przypływu złości to jest silniejsze ode mnie.


żyworódka napisał/a:
blackcherry napisał/a:

smile

(...)piszę teraz pod wpływem emocji, bo gdy się uspokoję to pewnie zabraknie mi odwagi, żeby napisać o swoim problemie.
Sytuacja wygląda tak, że nie potrafię panować nad agresją. Czytałam różne artykuły, próbowałam kilka sposób, ale w chwili złości to jest silniejsze ode mnie.

Najczęściej do takiego stanu doprowadza mnie mój związek.

Kto jeszcze i jakie zdarzenia wywołują u Ciebie autodestrukcję? Od kiedy z tym masz problem?
Krzywdzisz siebie i karzesz, za czyjeś zachowanie wobec Ciebie, które uznajesz jako przejaw lekceważenia, braku zainteresowania.
To moim zdaniem, świadczy o bardzo niskim poczuciu wartości, kaleczysz się, bo chcesz wzbudzić zainteresowanie sobą.

Czujesz się niekochana, niedoceniana, czy spotkało Cię w życiu 'COŚ' złego i w ten sposób odreagowujesz?
Czemu chcesz się unicestwić? Poszukaj w pamięci...

Mnie cisną się tylko same pytania.
Bo jesteś taka młodziutka, a tyle w Tobie buntu, złości, gniewu, żalu...który kierujesz przeciwko SOBIE.
Pokochaj SIEBIE!

Pozdrawiam Cię serdecznie.    smile

Chyba jest dokładnie tak jak napisałaś... do złości doprowadzają mnie również kłótnie z rodziną. Nie jesteśmy rodzinką jak z reklamy telewizyjnej. Można nas uznać za normalną rodzinę, gdzie wiadomo codziennie są jakieś kłótnie, pomiędzy wszystkimi członkami rodziny. Jednak nie istnieje u nas coś takiego jak szczera rozmowa, nie mam się do kogo z tym zwrócić, dlatego szukam pomocy na forum, gdzie nikt mnie nie ocenia, co bardzo doceniam.

Problem mam od czerwca zeszłego roku, wtedy pierwszy raz sięgnęłam po coś ostrzejszego. Jednak oczywiście nie ma miejsca na ciele, które mogłabym ukryć przed chłopakiem, dlatego od razu gdy to zobaczył, była jakaś rozmowa i obiecałam, że tego już nigdy więcej nie zrobię. W chwili złości mam znów ochotę to zrobić, ale wiem, że to prowadzi tylko do blizn, których w wakacje się wstydzę. Dlatego tej myśli się trzymam i się już do tego czynu nie posuwam. Jednak złość jest większa i muszę ja wyładować na sobie, co przynosi mi pewnego rodzaju ulgę...

Jestem w pełni świadoma, że to co robię jest złe, głupie, bezsensowne. Ale nie panuję nad sobą.

Co do poczucia własnej wartości... no to prawda. Samoocenę mam bardzo niską, od dzieciństwa mam wykute w głowie, że nie można siebie wychwalać i mówić o sobie za dobrze. Nie wiem dlaczego tak jest. Jestem zwykłą dziewczyną, nie mam nadwagi, głupio to zabrzmi ale wiem ze nie jestem też brzydka. Ale mimo wszystko potrafię rano wstać spojrzeć w lustro i uświadomić sobie jak strasznie siebie nie lubię. Za to jak wyglądam i za to jaka jestem. Za to co robię, bo wiem że krzywdzę swoim zachowaniem nie tylko siebie ale też chłopaka, którego kocham.

Nie wiem czy jedynym wyjściem są tabletki uspokajające, które będę przyjmowała w chwili napadu agresji i dzięki którym momentalnie będę się uspokajała..?

Pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz za odpowiedzi.

5

Odp: autoagresja

jaj mam podobnie tylko, ja krzycze i siluje sie z moim chlopakiem.. wydaje mi sie, ze on odejdzie.. wczoraj bylo najgorzej. On zniszczyl lampe.. robimy to sobie nawzajem...

6

Odp: autoagresja

Cześć. Miałam tak samo.
Krzyczałam, biłam aż doszło do takiego dnia że padłam na podłogę i ryczałam a mój chłopak najnormalniej w świecie zlał to i powiedział uspokój się bo inaczej wyjdę.. I jakoś tak to mnie otrzeźwiło.. Zastanowiłam się co ja wyprawiam.. Wzięłam się za siebie ostro chociaż łatwo nie było i nadal nie jest, zabrałam się za ćwiczenia i ćwiczę przynajmniej godzinę dziennie i jakoś to mnie uspokaja smile

7

Odp: autoagresja

Witam,
miałam, a może i mam nadal ten sam problem. Póki nie jest za późno walcz z tym. Uwierz mi po paru razach ataków złości i wyżywania się na sobie ciężko jest z tym skończyć. U mnie zaczęło się w wieku 18 lat, dziś mam 25 i nadal gdy się zdenerwuję nie raz myślę o tym. Powiem wprost cięłam się. Tylko widok krwi mnie uspokajał. Była to już kompletna skrajność, ale nie potrafiłam inaczej. Kiedyś, przesadziłam. Wylądowałam na pogotowiu na zakładaniu szwów. Przyrzekłam, że nigdy nie będę tego robić ze względu na rodziców, bardzo się o mnie martwili wtedy. I jakoś od tamtego czasu się uspokoiło. Ale nie wynika to z tego, że ja już nie mam na to ochoty, bo mam. Tylko mieszkam z rodzcami i gdyby mnie zobaczyli pociętą znowu, to by chyba tego nie znieśli. Gdy nie chciałam żeby widzieli, to wbijałam igły w ciało, ból był ale nie było widocznych śladów. Wiem, że to straszne, ale miałam wtedy masę problemów, jak na wiek 18 latki poważnych, nie błahostek. Czuję, że cały czas siedzi to we mnie, byłam z tym u psychologa kiedyś, dawno temu, ale Pani zbagatelizowała problem, podeszła do niego jakbym miała "grypę" dała leki i do domu. leki się skończyły a problem pozostał. Nie ufam lekarzom, staram się sama jakoś z tym walczyć, ale jest ciężko, zwłaszcza że moje porblemy ciągną się i coągną, więc póki nie jest za późno szukaj pomocy. Ja jestem z tym sama, nie mam ani rodzeństwa ani faceta. Może poszukaj pomocy u lekarza, może trafisz na bardziej kompetentnego niż ja. Pozdrawiam:))

8

Odp: autoagresja
DodoMashallah napisał/a:

jaj mam podobnie tylko, ja krzycze i siluje sie z moim chlopakiem.. wydaje mi sie, ze on odejdzie.. wczoraj bylo najgorzej. On zniszczyl lampe.. robimy to sobie nawzajem...

Czyli obydwoje macie z tym problem? Rozmawialiscie o tym szczerze?

czzekkoladka napisał/a:

Cześć. Miałam tak samo.
Krzyczałam, biłam aż doszło do takiego dnia że padłam na podłogę i ryczałam a mój chłopak najnormalniej w świecie zlał to i powiedział uspokój się bo inaczej wyjdę.. I jakoś tak to mnie otrzeźwiło.. Zastanowiłam się co ja wyprawiam.. Wzięłam się za siebie ostro chociaż łatwo nie było i nadal nie jest, zabrałam się za ćwiczenia i ćwiczę przynajmniej godzinę dziennie i jakoś to mnie uspokaja smile

Cwicze, ale w chwili napadu zlosci to nie pomaga... Na mnie takie zachowanie chlopaka dziala wrecz odwrotnie, wprowadza mnie w jeszcze wieksza zlosc.

Ostatnio mialam dosc bardzo napieta sytuacje z chlopakiem, spora klotnia. Gdy juz nie wytrzymalam nerwowo, wszystko mu wykrzyczalam, o tym co robie. Swiadomosc tego, ze on wie, doprowadza do tego ze bardzo sie tego wstydze. Od tej sytuacji jeszcze nie mialam 'ataku'. Wiec moze to w jakims stopniu mi pomoze...

Nola6663 napisał/a:

Witam,
miałam, a może i mam nadal ten sam problem. Póki nie jest za późno walcz z tym. Uwierz mi po paru razach ataków złości i wyżywania się na sobie ciężko jest z tym skończyć. U mnie zaczęło się w wieku 18 lat, dziś mam 25 i nadal gdy się zdenerwuję nie raz myślę o tym. Powiem wprost cięłam się. Tylko widok krwi mnie uspokajał. Była to już kompletna skrajność, ale nie potrafiłam inaczej. Kiedyś, przesadziłam. Wylądowałam na pogotowiu na zakładaniu szwów. Przyrzekłam, że nigdy nie będę tego robić ze względu na rodziców, bardzo się o mnie martwili wtedy. I jakoś od tamtego czasu się uspokoiło. Ale nie wynika to z tego, że ja już nie mam na to ochoty, bo mam. Tylko mieszkam z rodzcami i gdyby mnie zobaczyli pociętą znowu, to by chyba tego nie znieśli. Gdy nie chciałam żeby widzieli, to wbijałam igły w ciało, ból był ale nie było widocznych śladów. Wiem, że to straszne, ale miałam wtedy masę problemów, jak na wiek 18 latki poważnych, nie błahostek. Czuję, że cały czas siedzi to we mnie, byłam z tym u psychologa kiedyś, dawno temu, ale Pani zbagatelizowała problem, podeszła do niego jakbym miała "grypę" dała leki i do domu. leki się skończyły a problem pozostał. Nie ufam lekarzom, staram się sama jakoś z tym walczyć, ale jest ciężko, zwłaszcza że moje porblemy ciągną się i coągną, więc póki nie jest za późno szukaj pomocy. Ja jestem z tym sama, nie mam ani rodzeństwa ani faceta. Może poszukaj pomocy u lekarza, może trafisz na bardziej kompetentnego niż ja. Pozdrawiam:))

To jest najgorsze co moze byc, trafic na nieodpowiedniego lekarza. Nie rozumiem czemu ludzie sie wogole tym zajmuja, skoro nie potrafia odpowiednio podejsc do sprawy. Wspolczuje, ze az tak dlugo to trwa u Ciebie. Dobrze, ze juz tego nie robisz, ze masz na wzgledzie rodzicow. Ja przestalam od razu gdy chlopak to zobaczyl.

9

Odp: autoagresja

Tnę się od siedmiu lat (oczywiście z dłuższymi i krótszymi przerwami) i wydaje mi się, że Cię rozumiem.
W takiej chwili mi nie pomogą ani ćwiczenia, ani pisanie - przynajmniej nie na długo. Moje rady (na mnie działają):
1. bardzo zimny prysznic (tę rada dała mi moja terapeutka, ale jeszcze nie testowałam)
2. muzyka na słuchawkach na maksymalną głośność, aż ci będą uszy odpadać
3. usiądź i spróbuj przeczekać - ta jest najtrudniejsza, ale daje największy efekt - po prostu siedź i skup się na oddechu, na pociągu za oknem, na kurzu na podłodze, na czymkolwiek.

Problemu autoagresji nie można bagatelizować i sprowadzać do poziomu 'tnących się nastolatków'. Tnąc się albo robiąc sobie krzywdę karasz SIEBIE i tylko SIEBIE. Zwracasz się przeciwko sobie, więc przyczyna musić tkwić gdzieś w tobie, nie w otoczeniu.
Ja osobiście radziłabym Ci terapię. I zastanów się, bo tego nie umiem stwierdzić z twojego postu (tylko szczerze, przed sobą) - czy nie chcesz czasem tnąc się zwrócić na siebie uwagi? Wiesz, że Twój chłopak to zobaczy, a wymieniasz sytuacje, w których się samookaleczasz, jako związane z Twoim chłopakiem.
Tabletki nie są żadnym wyjściem. Samookaleczanie to nałóg, a nałóg to ucieczka. Czy się będziesz ciąć, czy będziesz jechać na tabletkach, ucieczka będzie ta sama.
Chyba że masz objawy depresji lub innej choroby wymagającej leczenia medycznego, wtedy to inna bajka, ale to może stwierdzić tylko psychiatra.

Pozdrawiam smile

10

Odp: autoagresja

niestety... wszystko powrociło. nie radze sobie z tym, wie tylko o tym chlopak, u ktorego juz nie mam wsparcia. powiedzial ze go to denerwuje i meczy psychicznie. zarzucil, ze juz dawno mialam isc z tym do lekarza. ale mi jest tak ciezko sie przelamac, poza tym mam czasem dobre dni i tlumacze sobie, ze juz jest i bedzie ok... ale co chwile to powraca... swiadomosc tego, ze nie mam wspracia u nikogo mnie po prostu dobija maksymalnie..

11

Odp: autoagresja
blackcherry napisał/a:

juz dawno mialam isc z tym do lekarza. ale mi jest tak ciezko sie przelamac, poza tym mam czasem dobre dni i tlumacze sobie, ze juz jest i bedzie ok

to tylko wymówka i dobrze o tym wiesz. Jeśli nie podejmiesz żadnego działania, Twój stan sam się nie zmieni. Zrób to dla siebie i idź do lekarza.

12

Odp: autoagresja

minął rok... do lekarza się udałam w grudniu. Opowiedziałam całą historię, jednakże mój problem nie dotyczy już samej autoagresji, lecz ciągłego wahania nastroju. Martwię się praktycznie wszystkim, większość spraw sprawia mi przykrość, do tego dochodzą ataki płaczu, drgawki, ogromne bóle żołądka. Psycholog wysłuchiwała mnie przez 40 min, po czym powiedziała, że wg niej to nie jest depresja i mogę wybrać albo leki albo psychoterapię albo i jedno i drugie. Podkreśliła, że ona nic nie narzuca i to do mnie należy decyzja.
Podjęłam decyzję i lekach i terapii. Leki to hydroxyzinum, jednakże jeszcze ani razu ich nie wzięłam, póki co trzymam się ziołowych tabletek na uspokojenie. Na psychoterapię wciąż czekam w kolejce.

Zrozumiałam, że ta agresja w niczym mi nie pomoże, lecz to zwiększyło mój płacz, histerię i najgorsze negatywne myśli, które tylko krążą po mej głowie w chwilach słabości.

Z chłopakiem gdy zaczęło się układać lepiej, to ponownie zaczął mnie okłamywać mimo moich próśb aby tego nie robił, ponieważ nienawidzę kłamstwa najbardziej na świecie. Tłumaczyłam mu, jak strasznie to na mnie wpływa, że czuję się wtedy jak kompletne zero, które można traktować jak idiotkę i okłamywać, nawet w najdrobniejszych sytuacjach...

i znów ten moment beznadziejności i bezradności. chyba tylko pozostała mi nadzieja, żeby jak najprędzej zacząć terapię, bo na prawdę nie radzę sobie... przede mną tylko kolejna przepłakana noc

13

Odp: autoagresja

Napisz , co robisz , pracujesz , uczysz się ?

14

Odp: autoagresja

Witaj brackcherry ;-)

Doskonale rozumiem Twój problem,ponieważ sama się z tym męczyłam  i to dość długo.Szczerze polecam wizytę u psychologa,który mi osobiście bardzo pomógł.

otrzymałam wiele cennych rad i wskazówek jak panować nad tak dużym stresem.U mnie w domu leciało wszystko,a ja płakałam  i jednocześnie się krzyczałam.Moje ataki odczuwali wszyscy,mąż,dzieci nawet rodzina.Był moment w moim życiu,że z wszystkimi się kłóciłam,nawet zaczęłam się odsuwać od ludzi yikes to było straszne.Z mężem nie potrafiłam normalnie rozmawiać,każda rozmowa kończyła się wielką kłótnią (z mojej strony) wtedy zapaliło się czerwone światło, uświadomiłam sobie,że trzeba coś z tym zrobić,że moje zachowanie nie jest całkiem normalne-udałam się po pomoc do psychologa,to był mój pierwszy krok,aby robić coś z tą cholerną nerwicą. Przede wszystkim bardzo pomocne są ćwiczenia oddechowe- w ogóle jakiekolwiek ćwiczenia są wskazane na pozbycie się stresu.Jestem zupełnie inną osobą,mam znajomych,dobrze dogaduję się z mężem,dziećmi-wszyscy zauważyli jak bardzo się zmieniłam.Jak sobie przypomnę jaka byłam rok temu,a dziś,to jak noc z dniem.Nie zamykam się już w tych czterech ścianach,jestem bardziej aktywna,wychodzę do ludzi,spacery,wycieczki rowerowe i ćwiczenia to rzeczy,które postawiły mnie po części na nogi.Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

15

Odp: autoagresja

tez mam ten sam problem zranilam siebie raz tylko ostatnio ale i tak to mnie dreczy

16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-06-07 07:43:42)

Odp: autoagresja

Autoagresja, a dokładnie samouszkodzenia, w wyniku nieradzenia sobie z silnymi emocjami, to poważny objaw, który może eskalować. 
Naprawdę namawiam na wizytę u DOBREGO psychologa. Nie wolno tego bagatelizować!!! To złożony problem wymagający wielowymiarowego podejścia. Na pewno nie do załatwienia w jednym poście. Krótka porada: Spróbuj następnym razem zamiast robić sobie krzywdę ssać kostki lodu, albo zanurzyć twarz w lodowatej wodzie z lodem- ale musi być tak zimna, żeby aż szczypało.
Ewentualnie są pewnie książki samopomocowe, ale zmiana wymaga nie lada samozaparcia i konsekwentnej pracy.

Trzymaj się ciepło i pamiętaj, jeśli kiedykolwiek spotkasz kogoś, kto powie Ci, że z tego nie ma wyjścia, nie wierz tej osobie, znam się na tym i to nie jest prawda!!!!!

Edycja posta ze względu na naruszenie regulaminu forum.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026