Problem wygląda następująco:
Pani B. mieszka sobie z mężem w niewielkim mieście. Oboje mają lat 37. Od niedawna mają sąsiadkę, panią S., w podobnym wieku; singielka, pracuje, przyjechała niedawno i czuje się samotna. Zatem dzień w dzień odwiedza panią B. i jej męża, a zadomowiła się tak doskonale, że często nie dzwoni, nie uprzedza, po prostu przychodzi (święta, rocznica, walentynki itp.) zajmuje miejsce, korzysta z internetu, ogląda filmy i nie patrzy na zegarek.
Pani B. ma nie lada problem z tym faktem, bo na swoje barki wzięła "opiekę" nad panią S. dopóki ta się nie zadomowi, zatem dawała jej swój czas, uwagę, wsparcie, którego potrzebowała. Dla pani S., pani B. i jej mąż była swoistym antidotum na problemy i dzięki tym kontaktom odżyła.
Pani S. czuje się w porządku, bo ilekroć przychodzi, przynosi a to ciastka, których nie dojadła, a to jakieś badziewie kupione na bazarku po drodze, a nikomu do szczęścia niepotrzebne.
Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Dodam, że one mieszkają blisko siebie..... nie sposób do końca życia szukać wymówek, ryglować się w domu i udawać, że nikogo nie ma, a jednocześnie sąsiadki nie obrazić bo tu nie chodzi o odcięcie się całkowite, ale o ograniczenie tych wizyt.