Witam wszystkich.
Od jakiegos czasu nie wiem co sie ze mna dzieje. Jakos bardzo ciagnie mnie do ludzi. Jest to dla mnie dosc dziwne gdyz zawsze bylem typem samotnika, lubilem sam spedzac czas przez nikogo niepokojony. Oczywiscie byly tam jakies wyjscia ale powiedzmy ze raz na 2 miesiace zupelnie mi wystarczaly. Samotny weekend nie byl dla mnie problemem.
Ale o co mi chodzi. Z takiej postawy wyniklo, ze jakos nie zbudowalem wielu kontaktow z ludzmi - czy to w szkole oraz na studiach, ktore niedlugo koncze. Czas zlecial, miejsca gdzie mozna naturalnie poznac ludzi to juz wlasciwie przeszlosc.
I w tym o to czasie obudzila sie we mnie chec bycia z ludzmi. Sporo kontaktow sie urwalo, czesc znajomych jest za granica, duzo ludzi jest juz w zwiazkach. To juz nie jest to samo co w wieku np ok 20 lat.
Przez moje podejscie do zycia (na szczescie juz przeszle), ze samotnosc jest ok wyniklo, iz nigdy nie bylem w zwiazku oraz nie posiadam bogatego kregu znajomych. Czuje, ze cos utracilem - chodzi mi o doswiadczenie w zwiazkach. Ludzie maja w wieku 25 juz po kilka zwiazkow i wiedza co i jak. A ja? Bardzo chcialbym kogos poznac ale boje sie, ze to szybko zniszcze przez brak doswiadczenia. Jak zyc?